Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Dane wyjazdu:
14.50 km
0.00 km teren
00:49 h
17.76 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Zabawnie.
Środa, 6 października 2010 · dodano: 06.10.2010 | Komentarze 0
Umówiłem się na 17 z Przemkiem. Łukaniu mówił, że jedzie na jakaś rehabilitacje, to mu nawet nie pisałem, ale on sam do mnie wysłał wiadomość, pytał czy nie idę się przejechać. No pewnie!________________________________________________________________________________
Podjechał po mnie, potem pojechaliśmy do ośrodka, coś tam musiał załatwić z tą nieszczęsną rehabilitacją.
________________________________________________________________________________
Wylądowaliśmy na Saskiej;) Łukaniu kupił sobie bułki, kiełbachę i jakiś jogurt, czy coś w ten deseń. Okazało się, że kiełbacha była jakaś surowa w środku, hahah!
________________________________________________________________________________
Przyjechał Przemek, pojechaliśmy z nim na bloki, bo musiał załatwić OC swojemu dziadkowi, jakieś kwity musiał odebrać.
________________________________________________________________________________
Teraz nadeszła kolej na wizytę na działce. Jakaś baba zaczęła się wypytywać do kogo jedziemy i coś tam, odpowiedziałem, że do siebie, a ZOMO już dawno nie ma.
________________________________________________________________________________
Na działce Łukaniu puszczał swoje ulubione VW maniaki, lub coś właśnie takiego. Uśmialiśmy się po pachy, hahaha!
_______________________________________________________________________________
A jak już wyjeżdżaliśmy, to Łukaniu, jak to z resztą on, walnął w słupek i bolał go paluch, a przy rowerze rozwalił sobie błotnik;)
_______________________________________________________________________________
Łukaniu rzuca palenie, bierze jakieś Niccorety albo Niquiutiny, nawet poczęstował dwoma moją mamę:) Ale oczywiście Łukasz lubi eksperymenty i kupił sobie fajkę:) Ale się uśmiałem, bo wypalił może jedną trzecią i wyrzucił ją, bo strasznie źle się poczuł:) Czyli chyba te specyfiki jakoś działają, choćby na psychikę;)
________________________________________________________________________________
A w ogóle to zgubił też telefon, ale znalazł go jakiś koleś, bo akurat dzwoniliśmy i oddał mu go;)
________________________________________________________________________________
Kiedy odprowadzałem Przemasa, spotkałem ojczulka, który wracał z Wawy:) Bla bla bla, popodniecal sie jakie fajne auto w komisie widział, cos tam jeszcze pobredził i pojechał sobie:)
_______________________________________________________________________________
Jedno popołudnie, a tyle "wrażeń";) Łukaniu to jest jednak boss;)
Dane wyjazdu:
11.01 km
3.00 km teren
00:39 h
16.93 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Jeszcze raz! Tryb spacerowy.
Wtorek, 5 października 2010 · dodano: 05.10.2010 | Komentarze 0
Akurat jadłem kanapkę i kończyłem pisać ostatni wpis na BS i zadzwonił do mnie Łukaniu z wieścią, że jest na rowerze i zapytaniem czy wyjdę:) Wiadomo, że po pierwsze: nie wypada odmówić, po drugie: wyjściu na rower zawsze mówię tak, a po trzecie: trzeba by się ruszyć;)Skończyłem jeść, Łukaniu w tym czasie pomógł Marczellowi przy dłubaniu w aucie. Ubrałem się już dosyć na zimowo, czapeczka, rękawiczki, szaliczek, ohoho!
Wychodzę! A ty aż dziw! Klakson w aucie działa (to był właśnie cel dłubania w Mesiu), ale teraz bomba, Łukaniu naprawił rower! Noo!
Tak sobie jechaliśmy, oczywiście Łukaniu na skrzyż znowu się we mnie wjebał, bo patrzył w prawo, a jechał w lewo i tak jakoś stałem na jego torze jazdy i baaah. Skwitowałem to krótko, ale soczyście: "Łukaniu, kurwa no!".
Pojechaliśmy przez las, Łaukniu odczuwał dyskomfort ze strony siodełka, czyli najprościej rzecz ujmując,, siodełko uwierało go w jaja;)
W lesie nie wiało, alleluja!
Ale potem wiało, niestety;/
Następnie wizyta w sklepie w Łobudzicach, krótka pogawędka, tic-taci z kieszeni i do domu;)
_______________________________________________________________________________
Z przemyśleń:
Szumienie opon roweru uważam za fascynujące, tak samo dźwięk podczas zmiany przerzutki:)
Ze spostrzeżeń:
Oglądając reklamy w TV, doszedłem do wniosku, że te wszystkie panie domu są szczęśliwe jak mają wyczyszczony kibelek, proszek Persil i tabletki do zmywania Somat:) Czy coś w ten deseń;)
________________________________________________________________________________
Sorry, jakiś zmęczony jestem, tak więc mogę bredzić
________________________________________________________________________________
Nuta na teraz:
Dane wyjazdu:
13.30 km
0.00 km teren
00:45 h
17.73 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Buhahaha! Sztafeciarze;)
Wtorek, 5 października 2010 · dodano: 05.10.2010 | Komentarze 0
Kurde! Przekazywanie informacji w mojej szkole to mistrzostwo! Wuefista kazał mi być na Patykach o 9, inni dostali informację, że o 10, a zaczęliśmypo 11;)Opiekunem naszej grupy była bibliotekarka (sic!), która z reszta też nic nie wiedziała;)
A jeśli o same zawody chodzi, to nic nie spaprałem, pobiegłem dobrze, chociaż mogłem lepiej;) A tak czy siak byliśmy ostatni, bo niektórym nie zależało, najwyraźniej...
Ale za to nasze dziewczęta pobiegły super i zajęły pierwsze miejsce Gratulacje!
_______________________________________________________________________________
Zmarzłem jak cholera czekając tyle czasu na swój bieg, ale przynajmniej przejechałem się rowerem wracając z tych całych zawodów:) Bo przecież musiałem pojechać rowerem, tak dla rozgrzewki choćby, haha.
Potem pojechałem jeszcze na działkę, przejechałem się trochę po Zelowie, ale strasznie wiało. Wieje nadal, bo właśnie wyjrzałem przez okno. Brrrr...
_______________________________________________________________________________
A żeby rozgrzać atmosferę polecam herbatkę z cytrynką, żeby czytający nie poczuli chłodu, chociaż po oszałamiającej liczbie komentarzy odnoszę przykre wrażenie, że piszę tylko dla własnej satysfakcji... Dobre i to;)
See you!
Dane wyjazdu:
10.47 km
0.00 km teren
00:29 h
21.67 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Wieczorkiem na rozluźnienie.
Poniedziałek, 4 października 2010 · dodano: 04.10.2010 | Komentarze 0
Agggrrrh!Kosiłem trawę u babci... Tragedia, tak jej trawnik zarósł, że z ledwością mogłem uprowadzić kosiarkę.
A żeby było jeszcze śmieszniej okazało się, że drugą ktoś ukradł ze strychu w altance... Zal...
A teraz pośmieję się sam z siebie: Jutro jadę na zawody w sztafetowych biegach przełajowych na 1600m, haha! Ale będzie jazda, nie rozumiem dlaczego mnie do tego wzięli, tak się do tego nadaję jak do latania statkiem kosmicznym:)
________________________________________________________________
Co do dzisiejszej jazdy, to było fajnie, chłodno, ale nie zimno. Nawet wiatr dzisiaj już mnie tak nie denerwował! Walnąłem sobie pedałowanko ulicami i chodnikami Zelowa i od razu zrobiło mi się lepiej... Rower jest dla mnie najlepszym lekiem;)
________________________________________________________________
I tym miłym akcentem, jak mawia Jeremy Clarkson, kończę ten wpis;)
Dane wyjazdu:
23.48 km
0.00 km teren
01:11 h
19.84 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Humorzaście
Niedziela, 3 października 2010 · dodano: 03.10.2010 | Komentarze 0
Zepsuł mi się humor, tak nagle, bez powodu, a jako że na mnie najlepiej działa rower w takich sytuacjach, więc ubrałem się ciepło i w trasę;)A jakoś dobrze na mnie takie coś działało w drodze:
I to:
I Coma, Hurt i Happysad!
______________________________________________________________________________
Pojechałem do Buczku, tak sobie stałem i obserwowałem co się dzieje i wróciłem do Zelowa, bo się umówiłem z Agą i Łukaniem;)
Oczywiście pojechaliśmy na działkę;D Posiedzieliśmy trochę i odprowadziliśmy Age, brrrrr, ale zimno!
A Łukaniu się zamyślił i walnął w krawężnik, w ogóle jakoś jechał jakby miał zaraz zasnąć;)
No to ładnie dzisiaj było, jeśli chodzi o jazdę rowerem:)
_______________________________________________________________________________
Poczytałem ostatnio moje wcześniejsze wpisy i zauważyłem, że strasznie przestawiam wyrazy w szyku... Czasami sam nie mogłem zrozumieć o co mi chodziło;)
Dane wyjazdu:
14.81 km
0.00 km teren
00:42 h
21.16 km/h:
Maks. pr.:44.30 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Słońce, latawce, wiatr i miłość
Niedziela, 3 października 2010 · dodano: 03.10.2010 | Komentarze 0
Kolejna piękna niedziela!Taaak, rodzinnie jak cholera, mamuśka przyklejona do pilota od TV, ojczulek w rozjadach, więc postanowiłem tak dla odmiany oczywiście się przejechać;)
Aparat, butelka sprite`a, rękawiczek zapomniałem i teraz bolą mnie dłonie...
Standardowa wizyta na Opętanej, po drodze widziałem jak ojciec z dwójką dzieci puszcza latawiec, kurde, taki ciekawy obrazek:) Głupio mi było pstryknąć fotę:P Oglądnąłem na Opętanej jak się wszystko trzyma, dobra, everything was all rigt, no to dalej!
A tu jakieś foty makro...

Babcine kwiatki;)© causeilovemybike

Cis, smacznie wygląda!© causeilovemybike
Byłoby fajnie, gdyby nie wiatr... I tu napadła mnie refleksja na temat wiatru, który z jednej strony pomaga, nawet rowerzystom, a z drugiej jest po stokroć wkurwiający, grr, również i dla rowerzystów;)
I tak sobie jechałem, muzyczka i takie tam szmery bajery, mijam zakochaną parkę... Wiara w miłość się we mnie obudziła;) Poetycko, uhuhuhuhu...
W drodze na Sobki fajnie wiało w plecy, więc sprawdziłem, czy tym rowerem bezpiecznie jest rozpędzić się do jakiejś wyższej prędkości - 44,3 i łańcuch zaczął jakoś skakać i chyba nie miał już ochoty na więcej...
A potem ten jesienny, już, obrazek:)

Owa jesień!© causeilovemybike
A potem spotkałem Pożdżenickich bikerów na swoich wypasionych, amortyzowanych makrokeszach.
Average speed na dzisiaj mi się podoba, zazwyczaj jak jeżdżę sam, to jeżdżę szybciej;)
A teraz wpierdzielam sernik z rodzynami i powinniście mi zazdrościć, bo moja mama umie piec właśnie sernik i jabłecznik, i robi to w sposób bezsprzecznie perfekcyjny!
Dane wyjazdu:
31.20 km
1.90 km teren
01:38 h
19.10 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Pierdu pierdu i noc;)
Niedziela, 3 października 2010 · dodano: 03.10.2010 | Komentarze 0
Wczoraj trochę na działkę, przedwczoraj z resztą też, nie zapisywałem osobno, bo się nie opylało;)Generalnie byłem przez pierwsza część dnia zajęty;)
Potem do Oli, chata wolna więc małe party;)
Nie obyło się bez atrakcji oczywiście;)
W międzyczasie pojechaliśmy po pizze:)
Ogólnie kupa śmiechu, spotkałem pod pizzeria tatę i powiedział, ze zawiezie nam ta pizze. Dłużej jechał autem niż ja rowerem, ale Marczello to ogólnie jest agent, więc nie ma się co dziwić:)
Potem jak wróciłem już do domu po pierwszej, trochę sobie posiedziałem, poczytałem gazetę, chciałem iść się kąpać, ale zadzwonił Łukaniu (o trzeciej) i pojechaliśmy się przejechać, wymknąłem się cichaczem z domu i pojechaliśmy;)
Po trzeciej przez las, miło, Łukania rozbolał brzuch więc szliśmy. Na Patykach cisza i spokój;) Musiałem fajnie wyglądać w tej lampeczce na głowie;)
W domu byłem po czwartej...
I się nie wyspałem;(
Dane wyjazdu:
11.14 km
0.00 km teren
00:25 h
26.74 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
It was a big argument...
Czwartek, 30 września 2010 · dodano: 30.09.2010 | Komentarze 0
Byłem dzisiaj w Załęczu Wielkim, Załęczach Wielkich czy nie wiem jak to tam odmienić... Pobiegaliśmy trochę po lesie, pogadaliśmy o oszczędzaniu wody i było gites;PPotem trochę podrzemałem i postanowiłem pójść się carnąć nieco rowerkiem:) Lukaniu ze mna nie poszedł, a Kalwin jakiś film z Hillary Duff oglądal, podobno kiepski.
Oczywiście mój rower czeka na nową obręcz, więc tym razem musiałem wziąć rower mamy, bo tata miał jakieś wąty do mnie, pochlaliśmy się dosyć teatralnie o to i jeszcze o parę innych spraw, sąsiedzi raczej usłyszeli jak się darliśmy;)
Generalnie byłem taki naspeedowany jak po jakiś prochach, muzyka w uszach i zrobiłem dwie rundki małe po Zlw, dobrze ze zapamiętałem czas wyjazdu i przyjazdu, a długość trasy obliczyłem na mapmyride.com, bo przecież licznik znowu wariuje, muszę go rozkręcić, skręcić i będzie działał... Wredne padło;/
Swoją drogą jak się człowiek wkurwi, to na wszystkim będzie jechał, byle jechać i się odstresować;)
A ogólnie to słucham jakiejś składanki Alternative Times Vol 80 i psychicznie mi to pomaga:)
Czołem!
Dane wyjazdu:
15.12 km
0.00 km teren
00:46 h
19.72 km/h:
Maks. pr.:41.60 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Rodzinka polimerów i wieczorne pedałowanko:)
Poniedziałek, 27 września 2010 · dodano: 27.09.2010 | Komentarze 0
Po szkole posiliłem się obiadkiem mamusi i trochę spóźniony, tak dla odmiany, pojechałem do Moni robić projekt o polimerach, na chemię oczywiście:P We trójkę z Olusia jeszcze mieliśmy genialne pomysły:)Z tego miejsca chcę pozdrowić Moni:*
A potem siedziałem w domu i się nudziłem, aż w końcu stwierdziłem, że nie będę tak siedział z dupą i nawet mnie taka trefna jak dziś pogoda nie zatrzyma, totez napisałem SMS-ka do Łukania i już miałem kompana do przejażdżki:)
Jako że tatusiowy rowerek ma dynamo, ale kabelek się urwał, więc na tył założyłem jakieś czerwone migadło, a z przodu zamocowałem taka śmieszną lampkę, która zakłada się na czoło za pomocą takich gumeczek:) Marczello takie badziewie używa jak grzebie w jakiś ciemnych kątach:)
Łukaniu chciał jechać na stację benzynową, bo przed spotkaniem ze mną biegał i chciał napić się mineralnej, ale on zapomniał kasy, a ja portfela też nie zabrałem ze sobą, więc zakończyło się na tym, że musiał się posilić fajką;)
Łukaniu narzekał, że sprzęcicho jego mamy kiepsko jeździ, no wiec wziąłem bestię i sprawdziłem... Fakt, mega fajnie się nie jechało, ale było raczej okej;) I taki plus, że średnią podkręciłem, jak Łukaniu ujeżdżał Father`s` Bike`a, bo jechało mu się lepiej i nie musiałem już na niego czekać:)
Ale tyłek od siodełka mnie bardzo szybko zaczął boleć;)
Rozjechaliśmy się, Łukaniu pojechał do domciu, a ja pomknąłem trochę podkręcić średnią. Udało mi się ja podkręcić z 16,3 do 19,7;) Ale jak tak zapierdzielałem po mokrej drodze to strumień wody z przedniej części przedniego koła leci mi prosto na twarz... Dziadek mnie uświadomił, że opona jest odwrotnie założona, ehh, jutro to muszę poprawić!
A teraz amciu i niedługo spać, jutro szkoła;/
Dane wyjazdu:
11.60 km
0.60 km teren
00:37 h
18.81 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Lans nieziemskimi maszynami:)
Niedziela, 26 września 2010 · dodano: 26.09.2010 | Komentarze 0
Pogoda cudna, ciepło i w ogóle super, rowery totalnie odjechane mieliśmy z Łukaniem...On na romecie turina nieco zdezelowanym, a ja na damce Wheeler mojej mamy, dobrze jeżdżącej, ale i tak według mnie pokracznej:)
Łukaniu musiał mi opowiedzieć co robił w weekend w Katowicach:) No bo podbijał Śląsk:) Hahah:)
A ja mu opowiedziałem co się u nas działo:)
Więcej gadania niż jazdy:)
Potem na działce dojechał do nas Kania, pojechaliśmy na pizzę, potem spotkaliśmy Amande i Pelianę, zabraliśmy je na bagażniki pojechaliśmy na Saską, a potem na polankę, czyli Camp Nou , hehh:)
Generalnie spoko:)