Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Wpisy archiwalne w miesiącu

Sierpień, 2011

Dystans całkowity:128.32 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:04:49
Średnia prędkość:26.64 km/h
Liczba aktywności:4
Średnio na aktywność:32.08 km i 1h 12m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
21.87 km 0.00 km teren
00:49 h 26.78 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Do Patryka...

Niedziela, 14 sierpnia 2011 · dodano: 25.09.2011 | Komentarze 1

Jedno z leniwych popołudni, które chciałem zamienić na bardziej aktywne. Dlatego tez zacząłem poszukiwać osoby, która chciałaby się nieco zaktywizować po tradycyjnym, polskim, niedzielnym obiadku;)

Okazało się, że Patryk jest gdzieś w okolicy Rożniatowic, więc doposażyłem się w słuchawki, zapuściłem chwytliwego bita i pojechałem. Po dotarciu do Rożniatowic zacząłem szukać Patryka, który miał czekać na jednym z przystanków autobusowych. Przez moment miałem wrażenie, że oślepłem, bo przejechałem obok wszystkich i Patryka nie spotkałem, podczas gdy on zapewniał mnie, że siedzi na jednym i pije wodę. "A to żartowniś!" - pomyślałem sobie. Jednak trop związany z żarcikiem nie był trafiony, Patryk po prostu źle się wyraził, ja być może także źle to odebrałem, bo owszem, siedział na przystanku, pił wodę i czekał na mnie. Ale był to przystanek za Rożniatowicami w stronie Wygody;)

Posiedzieliśmy na przystanku, obgadaliśmy kilka kwestii i zebraliśmy się do domu, bo ten niedzielny, tradycyjny, polski obiadek, o którym pisałem na początku okazał się za mało pożywny i uznałem, że trzeba się dożywić;) Trochę żarłok ze mnie;p

To już chyba klasyk:
&feature=related

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
0.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Wielkopolski deszcz.

Sobota, 13 sierpnia 2011 · dodano: 23.09.2011 | Komentarze 1

W ową sobotę dziadkowie postanowili wybrać się w odwiedziny do rodziny w Słupcy. Wczesnym rankiem zapakowaliśmy się z babcia, dziadkiem i mama do auta i po dwóch godzinkach jazdy byliśmy na miejscu.

Czułe przywitania, opowieści, debaty, jedzenie i jeszcze raz jedzenie. Stwierdziłem, że nie będę wdawać się w polityczne dywagacje, wziąłem od cioteczki rower i skierowałem się nad Jezioro Słupeckie.

Od bloku wujków do jeziorka jest około 5-10 minut drogi rowerem. Ale nie zmienia to faktu, że kiedy dojechałem nad jezioro dorwała mnie niezła nawałnica. Racja, mój błąd, widziałem, że niebo jest jakieś "niemrawe", ale na taki deszcz również się nie zanosiło...

Schroniłem się w jakiś krzakach i miałem taki oto widok:

W krzakach jest miło. © causeilovemybike


Początkowo krzaczki dawały mi schronienie, ale po dłuższym czasie woda skapywała już z liście i nie było różnicy.

Na uliczkach zgromadziły się pokaźne kałuże, dzięki czemu zamoczyłem ostatnią suchą część garderoby, czyli buty. Pod blok dojechałem cięższy o jakieś 10 kilo, kapało ze mnie, więc ściągnąłem koszulkę, wykręciłem ją w rękach.

Reakcji rodzinki nie będę opisywać, byli co najmniej ubawieni moim marnym widokiem;) Cioci wyszperała mi jakieś suche ciuchy i wróciłem z nich do domu, dobrze że w aucie nie padało i działało ogrzewanie;)

I tak oto przywitała mnie Wielkopolska, ale to nic;) Może był to swego rodzaju chrzest bojowy?

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
33.37 km 0.00 km teren
01:11 h 28.20 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Po Przemka.

Piątek, 12 sierpnia 2011 · dodano: 23.09.2011 | Komentarze 0

Wakacje, Przemko przebywał u dziadków w Sieradzu, po którym podróżował sobie rowerkiem. Postanowił, że wróci do domu także rowerem, więc poprosił mnie, żebym po niego wyjechał do Łasku.

Wyruszyłem z domu i pojechałem najprostszą drogą jaką można dojechać do Łasku z Zelowa, czyli wojewódzką 483-ką. Jechało mi się dość raźnie i szybko, muzyka w uszach i po niedługim czasie zajechałem do Łasku. Przemek wyrobił się w mniej więcej podobnym czasie co ja i spotkałem go na Narutowicza obładowanego plecakiem i torbą Warki. Już się cieszyłem, że napijemy się browarka po drodze, ale okazało się, że wiezie w owej torbie ogórki, tak, ogórki. Były to korniszony zdaje się. No cóż, na ogórki jakoś ochoty nie miałem.

I czas jechać z powrotem, Przemek był nieco zmęczony, w dodatku także obładowany plecakiem i tymi całymi nieszczęsnymi ogórkami, tak więc jechaliśmy nieco wolniej i urządziliśmy sobie mały postój na przystanku autobusowym w Woli Buczkowskiej. Trochę zimnej wody, chwila rozmowy, streszczenie Przemkowi wydarzeń towarzyskich i już się chłopak zregenerował;)

W Buczku zatrzymaliśmy się na lody, nic tak nie dodaje energii jak duży śmietankowy w waflu wysokocukrowym;)

Przerwa na buczkowskie lody;) © causeilovemybike


Do Zelowa już tylko kawałek, więc po kilku chwilach jazdy każdy się rozjechał do domu;)

I to chyba na tyle;)

Pozdrower;)


Dane wyjazdu:
26.11 km 0.00 km teren
01:02 h 25.26 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Konie, sarenki, czyli sierpniowa przejażdżka...

Czwartek, 4 sierpnia 2011 · dodano: 23.09.2011 | Komentarze 0

Kalendarzowo mamy już jesien, a ja na blogu nawet nie zdążyłem umieścić sierpniowych wpisów. Kartka z zapiskami na całe szczęście nigdzie nie zaginęła i czekała, aż się zmobilizuję i odrobię zaległości na blogu. A pomógł mi w tym fakt absencji w szkole;)

A było to tak:
Postanowiłem przy zachodzie słońca skorzystać z dobrodziejstw rowerowej przejażdżki. Po wyjechaniu z domu przystanek zrobiłem już jakieś 20 metrów dalej, bo wpadłem na pomysł, by zrobić zdjęcie koniom, które sąsiad wypuszcza na łakę naprzeciw mojego domu. Nigdy na nie nie zwracałem uwagi, bo biegają sobie one tam całymi dniami od kilku dobrych lat, ale tym razem przystanąłem, cyknąłem fotkę, niestety niezbyt dobrej jakości, bo robiona telefonem...

Konie!! © causeilovemybike


Później pojechałem w stronę Zelówka, skręciłem na Czarny Las, potem dojechałem do Woli Bachorskiej, a stamtąd do Buczku dzieł mnie malutki kawałek drogi.

Nie zatrzymywałem się w Buczku, tylko od razu ruszyłem boczną drogą do Józefatowa. Po drodze zauważyłem biegnące po polu sarenki, chciałem im zrobić zdjęcie, coś tam nawet cyknąłem, ale praktycznie rzecz biorąc sarenek na owym zdjęciu widać nie było, więc szkoda zaśmiecać serwer. Ale uchwyciłem za to zachód słońca i tym zdjęciem się mogę z Wami podzielić:

Zachód słońca. © causeilovemybike


Po niedługim czasie byłem już w Zelowie, ale stwierdziłem, że nie przystoi tak szybko wrócić do domu, tak więc zboczyłem na Kolonię Pożdżenice, by po pewnym czasie znaleźć się w Pożdżenicach, a stamtąd pojechać do domu na kolację, bo mimo, że pedałowałem tylko godzinkę, to w brzuchu burczało i należało tą pustkę czymś smacznym zapełnić;)

Oczywiście na trasę zabrałem mój dataloger, nie wiem dlaczego, ale licznik rowerowy pokazał mi 26km, a dataloger wyliczył 22. Prędkości pokazywane na liczniku i datalogerze były praktycznie identyczne... To zastanawiające...

A tu traska:
#

I jak dobrze, że po każdej wycieczce robiłem sobie papierowe notatki, dzięki temu nawet ponad miesiąc później mogę wszystko opisać;)

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
46.98 km 0.00 km teren
01:47 h 26.34 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

To miała być chwila...

Poniedziałek, 1 sierpnia 2011 · dodano: 28.08.2011 | Komentarze 2

Nadszedł sierpień. Nowy miesiąc, druga już połowa wakacji. Stwierdziłem, że to dobra chwila, żeby uskutecznić krótką przejażdżkę rowerem po okolicy. Tak więc nie brałem napoju, myślałem: "nie będzie mnie jakieś 3 kwadranse, nie opłaca się". A jednak opłaciłoby się wziąc coś mokrego i chłodzącego. I założyć spodenki rowerowe. Bo oczywiście ubrałem się na "cywila".

A ponad czterdzieści pięć kilometrów bez napoju, nawet kasy w kieszeni (miało być krótko i szybko) i miękkiej wkładki COOLMAX pod tyłkiem nie było zbyt przyjemną sprawą:) Chodź w zasadzie było miło, ale bardziej pod względem doznań estetycznych spowodowanych bardzo ładnymi widokami;)

Z Zelowa pojechałem 484-ką w stronę Buczku, skręciłem do Bachorzyna, a tam spotkałem tablicę z ciekawym napisem:

ciekawa tablica © causeilovemybike


Dość osobliwy sposób na spowolnienie kierowców, nie wiem na ile skuteczny, ale napewno zwracający uwagę. Ale na wyjeździe z miejscowości znajdował się znak z napisem "Kochany kierowco zwolnij".

Dojechałem do Woli Bachorskiej, potem znalazłem się w Buczku, z którego trasą wojewódzka 483 popedałowałem przez Kurówek, Kurów, Krześlów, Wypychów i Podlesie, po czym skręciłem w lewo i jadąc przez Kuźnicę Lubiecka, Cisze znalazłem sie w Rożdzinie. Tutaj chciałem wykorzystać skrót, który kiedys pokazywał mi dziadek, który pozwalał dostać się przez lasy do Strzyżewic bez zawadzania o Parzno, ale niestety pogubiłem się, wjechałem komuś na podwórko i postanowiłem zrobić sobie przerwę:

Pauza w okolicy Roździna vol. 1 © causeilovemybike


Pauza w okolicach Roźdxina vol. 2 © causeilovemybike


Tak więc pojechałem znaną mi trasa do Parzna, miałem ochotę "zawadzić" o Bełchatów, ale suszenie w gardle mi na to nie pozwoliło, toteż przez Strzyżewice, Sromutkę i Mauryców, bez żadnych emocji i przygód dojechałem do Zelowa;)

Pozdrower!