Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Wpisy archiwalne w miesiącu
Marzec, 2011
| Dystans całkowity: | 436.95 km (w terenie 16.78 km; 3.84%) |
| Czas w ruchu: | 21:52 |
| Średnia prędkość: | 19.98 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 42.50 km/h |
| Liczba aktywności: | 20 |
| Średnio na aktywność: | 21.85 km i 1h 05m |
| Więcej statystyk | |
Dane wyjazdu:
30.76 km
0.00 km teren
01:16 h
24.29 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Po szkole, po okolicy...
Czwartek, 31 marca 2011 · dodano: 01.04.2011 | Komentarze 4
Tak jak zwykle ostatnio, zaraz po szkole miałem ochotę wybrać się na jakiś mały journey. Miałem jednak questa do zrobienia, tzn. odprowadzić koleżankę do domu, bo się źle czuła. Dobrym kolegą jestem, nie? A więc odprowadziłem ją i doszedłem do wniosku, że bardziej zmęczyły mnie 2 kilometry pokonane pieszo niż 30 na rowerze. Ano bywa. Zwłaszcza, jeśli w pieszej przechadzce towarzyszył mi Kacper, który lubi zasypywać pięcioma milionami teorii na jakiś tam temat i pytać o trzy tysiące różnych spraw. Jak małe dziecko, haha;)W efekcie wróciłem do domu tak, jakbym kończył po 6, a nie pięciu lekcjach. Ale nadal miałem sporo czasu na przejażdżkę. Wszak na 17 teoria na prawko, więc trzeba się trochę w międzyczasie jeszcze ogarnąć.
Ale okej, do rzeczy. Trasa prezentowała się następująco: z Zelowa drogą wojewódzką numer 484 pokierowałem się przez Bachorzyn, a następnie do Buczku. Tam chwile porozglądałem się dookoła i odpocząłem moment, bo niestety troszkę dmuchało co chwila, ale było generalnie okej. Szczęściarze z Buczku mają już drugiego Orlika, a w Zelowie budowa pierwszego stanęła i jakoś nie zanosi się na dalszą pracę. Wszystko bowiem przez firmę, która zeszła z placu budowy i Urząd Miasta w Zelowie stracił dofinansowanie. Teraz tylko będą się ciągać po sądach, a dzieciaki jak nie miały co robić, tak nadal nie mają;(

Drugi Orlik w Buczku.© causeilovemybike
Po postoju i kontemplacji na temat bezsensowności mieszkania w moim mieście wskoczyłem na 483-kę i minąłem szkołę, a tam kolejnego Orlika, na którym dziewczyny grały w kosza. Aż sobie przystanąłem i popatrzyłem. Grały całkiem dobrze, na pewno lepiej niż ja, bo ja i gry zespołowe to raczej niezbyt wesoła sprawa;)
I w tym miejscu musiałem zawiązać drugą "kokardkę" przy trampku, bo sznurówka uparcie wkręcała mi się w pedał. Pamiętam, że kiedyś mama tak mi wiązała buty, żebym sobie zębów przez te całe długaśne sznurówy nie powybijał:)

Na dwie kokardki też dobrze!© causeilovemybike
Potem już szybko prułem droga i podziwiałem widoki: rozjechane zwierzątko na jezdni, nie wiem co to mogło być, chyba jakiś lis albo wiewiórka, bo dostrzegłem idealnie "wyprasowane" przez koła samochodów rudawe futro;) Dalej mogłem podziwiać cały fotel wrzucony do rowu, nie robiłem zdjęcia, bo szkoda było się dla widoku takiej kategorii zatrzymać. Aha, jeszcze pięknie porozpierdzielany bok asfaltu i pokrzywiona barierka, prawdopodobnie po jakiejś ostrzejszej akcji na drodze co całkiem możliwe, bo jeżdżą tędy jak wariaci. Mówię też o tym dlatego, że szukając jakiś przyjemniejszych rzeczy do podziwiania mało co w to cholerstwo nie wjechałem, a mogło się to zakończyć co najmniej kilkoma wizytami u protetyka.
W Krześlowie zatrzymałem się nieopodal starego dworku, który aktualnie znajduje się w prywatnych rękach. Miałem nadzieję, że "prywaciarz" doprowadzi go do dobrego stanu, ale jak widać po latach, kiedy budynek niszczał należąc do państwa, tak dalej jest w opłakanym stanie. A wielka szkoda, bo można z tego by zrobić naprawdę ciekawe miejsce...

Dworek w Krześlowie© causeilovemybike

Dworkowe drzewo.© causeilovemybike
Przejeżdżając przez Sobki wreszcie mogłem jechać swobodnie, wiatr w plecy, samochodów mniej, nawet wielkie i częste dziury w drodze jakoś przebolałem. Spotkałem łódzkiego taksówkarza, który na poboczu drogi w aucie bawił się laptopem. Mijałem również starszego pana na trekkingu, który podróżował z ogromniastym plecakiem na plechach. Miałem ochotę go zapytać skąd/dokąd jedzie z takim bagażem, ale czas gonił, nie mogłem się spóźnić na zajęcia. A, jeszcze stary ciągnik z dwoma, wielkimi, wypchanymi ponad możliwości drewnem przyczepami, fajne było to, że ciągnik to jakiś stary grat, ale miał zabawnie komponującą się z resztą gwiazdę Mercedesa na masce. Eh, Sobki;)
Dalej do Wypychowa, znowu na 484-kę, do Łobudzic, koło Patyków i budującego się w bardzo szybkim tempie centrum weselnego, następnie do Bujen, gdzie wystraszyła mnie starsza babka w czerni, która wyskoczyła nagle zza przydrożnej kapliczki niczym zjawa, brrrr... Na drodze między Bujnami a Zelowem złapał mnie jeszcze mały, orzeźwiający deszczyk;)
A potem już tylko do domciu, szybki prysznic i fruu uczyć się teorii jazdy samochodem;)
PozdRower!
Dane wyjazdu:
14.76 km
0.00 km teren
00:32 h
27.67 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:19.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Szybkie wykopywanie drzewa;)
Środa, 30 marca 2011 · dodano: 30.03.2011 | Komentarze 6
Ostatnia lekcja to wf. Ze śmiechu bolał mnie brzuch. Jeszcze nigdy nie zmęczyłem się na wf-ie ćwiczeniami, bardziej męczył mnie śmiech, mój własny. Ale jak się ma takie poczucie humoru i taką genialną klasę, to ciężko się nie jarać cały czas;)Do domu wróciłem krótkich spodenkach, nie chciało mi się przebierać, tak było genialnie ciepło! Ahh. Termometr w cieniu wskazywał 13 stopni Celsjusza, ale w słońcu było około 19-20. Tak wskazywał termometr w moim liczniku.
Dzisiaj pojechałem nieco inną trasą, bowiem jechałem przez Zelówek-Bocianichę-Kolonię Kociszew-Kociszew-Bujny Szlacheckie-Bujny Księże. Podróżowałem w spodniach 3/4 i bluzie, co spotkało się ze zdziwieniem ludzi, którzy mnie mijali. Wszyscy w czapkach, kurtkach, nie rozumiem tego, haha. Jedynie trzy panie z kijkami do nordic walkingu były po ludzku, lekko ubrane.
Dzisiaj osobny paragraf poświecę mojej średniej prędkości. Jak dla Was, to nic specjalnego zapewne, ale dawno mi się tak szybko i dobrze nie jechało. Wiaterek trochę podmuchiwał, ale chyba dzięki tej przyjemnej temperaturze byłem jakoś bardziej pozytywnie nastawiony do wszystkiego.
Idąc tropem mojego pozytywnego nastawienia, przejeżdżając koło działki, wstąpiłem na nią i wykopałem ucięte jeszcze tamtego roku drzewo. Zdaje się, że była to wiśnia. Zostały jeszcze dwie śliwy, ale jeśli tylko pogoda dopisze i pozytywnie mnie nastroi, to i nimi się zajmę:)
Szybkie foto z szybkiej przejażdżki:

Szybkie zdjęcie.© causeilovemybike
Dzisiaj udało mi się wcisnąć rower między szkołę a teorię na prawko, ale jutro i w piątek może być gorzej. Niestety...
_______________________________________________________________________
Kolejna porcja Czesława, to mnie ukoi, ale nie otumani. Yyy?
_______________________________________________________________________
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
14.22 km
0.00 km teren
00:40 h
21.33 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Mycie i pucowanie;)
Wtorek, 29 marca 2011 · dodano: 29.03.2011 | Komentarze 1
Dzień upłynął mi głownie ma myciu, pucowaniu, skrobaniu i odkurzaniu. Nie musiałem dzisiaj iść do szkoły, więc wyspałem się i miałem dużo chęci do pracy.Na pierwszy ogień poszedł samochód taty, który musiałem wyczyścić wewnątrz po wyprawie taty i kolegów na ryby do Kołobrzegu.
Następnie wychuchałem swój rower. Nie ma sensu dodawać zdjęcia, gdyż Lalunia jest zawsze czysta, tym razem jest praktycznie sterylna, a poza tym jej zdjęcie jest w zasadzie w każdym wpisie, co mogłoby zakrawać na obsesję;)
Ale to wam pokażę:

Oł maj Gasz!© causeilovemybike
Kidy zobaczyłem jak wyglądają obręcze w rowerze mojej babci dosłownie myślałem, że padnę! Kochana babcia ma wnuka prawie maniaka jeśli chodzi o czystość roweru, a sama jeździ taki pordzewiałym rowerem?? Co za wstyd. Hahaha!
Wziąłem się do pracy, popucowałem trochę, efekt był zadowalający;)
Po skończonej pracy i spełnieniu dobrego uczynku pojechałem polansować się moim czystym rowerem po Zelowie, zajrzałem na działkę, gdzie znowu trochę ogarnąłem. Wiosna idzie, sezon działkowania się zbliża!
A kończąc obejrzyjcie zachód słońca sfotografowany telefonem w niedzielę zdaje się na "między" (takie legendarne miejsce w Zelowie)"

Zachód słońca na "między"© causeilovemybike
I po krótce to chyba na tyle:)
PozdRower!
Dane wyjazdu:
11.48 km
0.00 km teren
00:34 h
20.26 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Nic niezwykłego.
Poniedziałek, 28 marca 2011 · dodano: 28.03.2011 | Komentarze 3
Żadnych ciekawych rzeczy nie napisze. Ot, takie jeżdżenie tu i tam, musiałem załatwić kilka spraw, pojechałem z Łukaniem zapytać o sale na 18, na małej i szybkiej pizzy, wizyta na działce.A, miałem też dzisiaj kolejną "klientkę" z zaworem Presta;)
Zrobił mi się luz w sterze, zdaje się, że tak to się nazywa;) Będę musiał się tym zając...
______________________________________________________________
______________________________________________________________
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
22.95 km
0.00 km teren
01:01 h
22.57 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Powkurzeniowe kręcenie.
Niedziela, 27 marca 2011 · dodano: 27.03.2011 | Komentarze 6
Powkurzeniowe - czyli czynność, którą wykonuje się po tym, jak coś lub ktoś kogoś wkurzy.Kręcenie - no, to wiecie;)
Dzisiaj planowałem dłuższą, niesamotną trasę. Niestety ekipa nie dopisała, problemy kominikacyjne + moja popędliwość sprawiła, że pojechałem sam.
A doping miałem niezły, wkurdemoliłem się niebagatelnie na moich zacnych sąsiadów, którzy imprezowali od rana. Lubie imprezy, ale nie w niedziele od 10. Co za pajace, buraki, tępaki, kretyni, imbecyle, półgłówki, zarąbańce etc etc etc... Ale miło było ich postawiać do pionu:)
Trasa wiodła z Zelowa, do Maurycowa, gdzie wykonałem zdjęcie, które okazało się rozmyte, nie dostrzegłem tego, gdyż wyświetlacz mojego aparatu jest tak bestialsko upierdzielony, a poza tym świeciło słońce;) Następnie przez "oczyszczalnię" do Pożdżenic, przejechałem wzdłuż całej tej zacnej wsi, dotarłem do drogi numer 483, która pokierowałem się do Buczku. W Buczku mały postój przed kościołem, akurat trwała msza.

Kośćiół w Buczku© causeilovemybike
Nie znam się na architekturze sakralnej, ale może DaDasik coś nam o tym może opowiedzieć:)
Potem pojechałem przez Wolę Bachorską, Malenię i Czarny las do Zelówka i następnie do Zelowa, "miasta" mego!
Pozostałe trzy zdjęcia, które nadawały się do czegokolwiek. Niestety, telepiący się obiektyw mojego ubogiego aparatu płatał figle i połowa zdjęć była niewyraźna, widać było brak Rutinoscorbinu:(
Pola uchwycone tuż za Pożdżenicami, nieco przed 483-ką:

Pola, pola, pola...© causeilovemybike
Na zdjęciu zrobionym z trochę innego miejsca doskonale widać było kominy bełchatowskiej elektrowni. Może nie do końca doskonale, bo było nieco rozmazane wyślę je do Windowsowskiego kosza;)
A tutaj, drodzy Państwo lasek i dróżka, kawałek za Buczkiem w stronę Woli Bachorskiej:

Droga przez lasek© causeilovemybike
Tutaj natomiast fotografia przedstawiająca znak ostrzegawczy. Ciekawe jest to, że kiedyś robiłem już zdjęcie temu znakowi i wysyłałem koledze z pozdrowieniami. Istotne było to, że palnął kiedyś, że doił, uwagaa, BYKI!! Jako, że młodzież jest złośliwa, dostał przydomek "doibyk".

Zwięrzęta gospodarkie ostatecznie załatwiły mój aparat.© causeilovemybike
Nic nie zmienia jednak faktu, że to zdjęcie perfidnie zabiło aparat, bowiem obiektyw się zaciął, ani drgnie w przód, ni w tył;(
Chcąc podsumować, muszę napisać, że świeciło słonce i powinno być miło, ale było trochę zimno, skostniały mi palce, powiewał wiatr, który momentami mnie denerwował i bluzgałem niemiłosiernie pod nosem. Mimo tego, osiągnąłem dość satysfakcjonującą mnie średnią:) Po okolicy roiło się od nordic walkingowców (kolejny mój neologizm), osobników na rolkach i rowerzystów-kolarzystów. Miło. A, i na Orlikach chłopaki nażynali(narzynali?) w piłę, a w Pożdżenicach pewna rodzinka grała w siatkę przez bramę. Trochę sportowa niedziela!
Trochę pisze bez sensu, ale tak to jest, jak je się na kolację kaszankę z keczupem i przegryza to korniszonem. Posiłek iście królewski!
Dziękuję za uwagę, pozdrawiam!
___________________________________________________________________________
To Roguc miesza mi w głowie!
__________________________________________________________________________
PozdRower!
Dane wyjazdu:
10.56 km
0.00 km teren
00:35 h
18.10 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Sobota po ostrym piątku.
Sobota, 26 marca 2011 · dodano: 27.03.2011 | Komentarze 2
Piątkowy wieczór, noc w zasadzie też, mogę określić tylko jednym słowem: OSTRO. Nie muszę chyba bardziej tego tematu rozwijać. Ostre piątki mają do siebie to, że potem nadchodzą sobotnie poranki. Nie było jednak jakoś strasznie źle, na całe szczęście. Nie mniej jednak niesmak pozostał. Lenistwo i niezdecydowanie chciały mnie opanować. Przez pól dnia wybierałem się na rower.Na całe szczęście przyszedł mi z pomocą Beton, który nie chciał kisić się w domu i wyjął swój od dawna nieużywany rower (uroki zrobienia prawka). Myślał z kim to by się przejechać i oczywiście, że wymyślił najlepiej jak mógł. Zgadaliśmy się, wybrał się też Kalwin.
Trasa krótka, leniwa, w dużej mierze przez las, tak więc średnia jest taka, jaka jest;) Ale nie średnia najważniejsza;)
Kilka postojów, pogawędki, tratatata. Wylądowaliśmy "dla odmiany" na Patykach, nasz zelowski Balaton, lub jak kto tam by sobie to nazwał:)

Znowu Patyki© causeilovemybike

Dwie rzeczywistości.© causeilovemybike
Pogoda taka sobie, zimno chyba było. Tak, było zimno, kapało mi z nosa, Betonowi też, nie mieliśmy chusteczek, a wciągać gluty, za przeproszeniem, to nazbyt eleganckie nie jest;)
I tym miłym stwierdzeniem koniec części pierwszej, teraz część muzyczna:
PozdRower! Miłego pedałowania (nie zrozumieć tego opacznie!)
Dane wyjazdu:
12.57 km
0.00 km teren
00:37 h
20.38 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Rower i focenie na molo;)
Czwartek, 24 marca 2011 · dodano: 24.03.2011 | Komentarze 6
Jak wiadomo, szkoła męczy niemiłosiernie, a rower pomaga mi to przezwyciężyć. No to fruuu, zaraz po obiedzie pojechałem na przejażdżkę, był ze mną też Kacper, którego odebrałem od dziadków, bo akurat czyścił tego swojego rumaka;)Pojechaliśmy na Patyki, gdzie wpakowałem się na molo mimo tego, że było częściowo jeszcze zalane wodą. Kacper miał z tym większy problem, i uhahałem się z niego niemiłosiernie;)
Oto moje dwa dzieła z Patyków:

Patyki w innej odsłonie.© causeilovemybike
Lalunia oczywiście tez miała swoje pięć minut. Ciężko robiło się to zdjęcie, bo nie mogłem zmieścić się w kadrze z tym wszystkim, z czym chciałem, a poza tym molo się bujało i bałem się, że rower na tej badziewnej stopce nie ustoi:

Lalunia na molo!© causeilovemybike
Następnie ruszyliśmy do Zelowa, od Weroniki pożyczyłem "Moralność pani Dulskiej". Książkę przeczytałem praktycznie na raz tego samego wieczoru, wszak miała być z tego kartkówka. Ale nie było.
Za "Urzędem" sfociłem jeszcze taki obrazek:

Chmury, drzewa, domy.© causeilovemybike
W zasadzie nic na nim nie widać, tzn nie to co chciałem pokazać. Miał być zachód słońca i małe osiedle domków w Zelowie, ale chmury i słońce są chyba bardziej medialne i wzięły górę nad resztą.
A to widok na budowane u mnie w szkole obserwatorium astronomiczne. I sprawa się rypła podobnie jak na zdjęciu powyżej, nie mniej jednak kopułkę powinniście dostrzec. Znowu pierwsze skrzypce gra niebo. Uchwycone na "kuckach" w bramie mojego domu telefonem;) I przestał mi się podobać efekt miękkiego obiektywu;/

Widok z na niebo i obserwatorium© causeilovemybike
_________________________________________________________________________
See You! Pozdrower;) Dziś pierwszy dzień kursu na prawko, heh, podnieta:)
Dane wyjazdu:
20.65 km
0.00 km teren
00:58 h
21.36 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Wieczorna akcja.
Wtorek, 22 marca 2011 · dodano: 23.03.2011 | Komentarze 0
Po jeździe w dzień czułem niedosyt, tak więc wyposażony w muzykę w uszach wyruszyłem na objazd po okolicy Zelowa.Przez maciupeńki kawałeczek trasy towarzyszył mi Kacper, który ostatecznie odjechał do babci, ale fakt ten zaobserwowałem dopiero po jakimś kilometrze, taki byłem zafascynowany jazdą i muzyką;)
Wiatr ustał, jechało się lajtowo, spokojnie. Pojechałem przez Pożdżenice Kolonię, Krześlów, Sobki, Łobudzice do Zelowa.
Przejeżdżając koło cmentarza, który usytuowany jest wśród pól, gdzie nie ma żadnej latarni dookoła, a do domów ładny kawałek drogi czułem się fascynująco specyficznie. Lubie takie miejsca, nocą w szczególności, w połączeniu z brakiem towarzysza jeszcze lepiej to się prezentowało i oddziaływało na wyobraźnię;)
Generalnie podróżując ciemnymi polami, mając przed sobą tylko swoje debeściackie światło czułem się komfortowo i bezpiecznie. Miłe widoki, "ścieżki" latarni w oddali, miotające światła przelatujących samolotów na niebie, gwiazdy... Wolność! A jeszcze dalej ciepłe światła bijące z okien domów. Szkoda tylko, że nie miałem sposobności tego uchwycić...
I ta samotna latarnia wśród pól! Idealne miejsce na wykonanie klimatycznego zdjęcia Laluni. Niestety mój Viewty widział to inaczej prezentując mi ciemną plamę, która nijak tego klimatu nie oddawała;(
Miły akcent w policją: otóż jechałem sobie nieco slalomem przez Sobki, bo były tam perfidne dziury. W oddali widzę "koguta" radiowozu, w moich światłach odbiły się też napisy "POLICJA", a przez okno radiowozu już wystaje świecą\y na czerwono lizak. Oh, panowie może myśleli, że jedzie pijany motorowerzysta, a tu zaskoczenie: Filipek rowerkiem popina przez wiochy. Podjeżdżam i pytam grzecznie czy coś się stało, dostaję odpowiedź "No, bardzo ładnie, szerokiej drogi!". Rozumiem, że to komplement. I dobrze.
W Zelowie podjechałem do Dusi, która prosiła mnie o to, wszak miałem po drodze. Dostałem zaproszenie na osiemnastkę. Chyba nie wyrobie z prezentami i imprezami. Ale i tak się cieszę. Zwłaszcza, że Dusia powiedziała co chce dostać: licznik do roweru. No to bardzo fajnie, bo to fajna, rowerowa dziewczyna:)
Na koniec spotkałem Kacpra i Łukania, pogadaliśmy chwilę i po kilku minutach byłem już w domu;)
To był fajny, rowerowy wieczór.
_______________________________________________________________________
Lubie Roguca i Comę, więc czas na zareklamowanie kolejnego dzieła Piotra:
Chociaż w zasadzie, takiej muzyki nie trzeba reklamować, ona sama się obroni;)
PozdRower!
Dane wyjazdu:
24.65 km
0.00 km teren
01:13 h
20.26 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Poszkolnie i słonecznie.
Wtorek, 22 marca 2011 · dodano: 23.03.2011 | Komentarze 2
Po szkole postanowiłem, że podjadę na działkę i ogarnę trochę sytuację po weekendowych akcjach;) Syfu trochę było, ale udało mi się opanować sytuację. Odwiedził mnie także w międzyczasie Kacper i Łukaniu.Po sprzątaniu wybrałem się w traskę po mojej okolicy. Przez Łobudzice, Wygodę, Patyki, Bujny do domku.
Niestety moja mama rozwaliła mi aparat, konkretnie naruszyła obiektyw, który nie chciał się ani schować, ani do końca wysunąć. "Ale zrobiłam tylko dwa zdjęcia i się nie chciało schować". Pewnie pięścią pomagała, bo inaczej sobie tego nie wyobrażam. Aktualnie udało mi się to i owo naprawić, tzn wysuwa się, jeśli nie o własnych siłach, to z pomocą palca, gorzej z chowaniem, nie zawsze się udaje, trzeba próbować kilka razy. Ale najfajniejsze jest to jak bajerancko obiektyw się giba we wszystkie strony;) Takiego wypasionego aparatu nie ma chyba nikt. Zaprezentuję Wam foto z rozbierania trupa:

Aparat w rozkładzie© causeilovemybike
Ale dość, niedługo osiemnastka, dostane nowy;)
Ehh, ale sielskie widoczki zaobserwowałem przejeżdżając po okolicy. Ludzie niczym mróweczki sprzątali swoje podjazdy do domów, zamiatali ścieżki do drzwi, grabili trawniki, palili gałęzie, pieski biegały dookoła i szczekały na mnie. Żyć nie umierać, wiosna budzi do życia. Mnie także;)
Koło Patyków wycięli kilka ładnych, dorodnych drzew. Żal na to patrzeć... Gdyby to była ruchliwa droga, to rozumiem, że takie wielkie drzewa mogłyby zagrażać bezpieczeństwu, ale jeżdżą tamtędy 3 samochody na godzinę. Takie życie. Pójdą na opał do kominka;(

Biedne drzewa© causeilovemybike
Teraz jeszcze foto Laluni podczas krótkiego postoju na telefon:

Lalunia skąpna w promieniach słonecznych© causeilovemybike
Po posileniu się pysznymi, zdrowymi, kolorowymi kanapeczkami zrobionymi przez mamę (chyba jednak wybaczę jej ten aparat, jestem łatwo przekupny, haha) pojechałem z Kalwinem do Przema, bo musiałem mu zawieść papiery na nasz wyjazd do Bułgarii. Dziwne, bo przyszły pocztą na nazwisko Przemka taty, ale na mój adres, haha;)
I to by było na razie na tyle, bye!
Dane wyjazdu:
22.23 km
0.00 km teren
01:09 h
19.33 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Wiosna!
Poniedziałek, 21 marca 2011 · dodano: 21.03.2011 | Komentarze 3
Ahh! Wiosna, wiosna, wiosna, ah, to ty!21 marca to wspaniały dzień. Jak co roku. Wspaniałość Pierwszego Dnia Wiosny jednak nie zmienia faktu, że niczego szczególnego nie dokonałem. Pod względem rowerowym przynajmniej. Bo generalnie to tak: wypicowałem tatusiowi wnętrze Merca (muszę być miły, bo niedługo przyjdą koszulki z neta i będzie musiał sypnąć banknocikiem)
Potem byłem na Cegielni, gdzie znajomkowie świętowali nadejście wiosny, niektórzy bardzo świętowali, dzisiaj chyba będą w żałobie;) Fajni ludzie, ubaw po pachy. Warto było przeciągnąć moją Lalunie przez jakieś trawska, by do nich dojechać;)
Najfajniejsze było jednak to, że Łukaniu pojechał PKS-em do Bełka o 12.55 (osobiście z Kedzikiem odprowadziliśmy go na autobus), bo miał umówioną wizytę u dermatologa o 13 z minutami;)
Odwiozłem jeszcze tylko Olusię rowerkiem do domku, bo musiała udostępnić Gosiakowi łazienkę, żeby sobie mogła dziewczyna wyczyścić spodnie i glany z błotka;)
A potem zadzwonił Kalwin, po którego wyjechaliśmy na Pożdżenice, bo był przejechać się z tatą, fader pojechał sobie dalej, a syn wrócił do Zelowa;) A ze mną traski żadnej zrobić nie chciał, to brzydal! Ale po drodze przez oczyszczalnie spotkaliśmy Olę z Harnasiem (imię dla psa jak najbardziej odpowiednie!).
Wróciłem do domu z postanowieniem, że założę dziadkowi pokrowce w aucie. Dostałem jednak małego, szybkiego questa od mamy: kurs na pocztę.
Ale jak wróciłem to pokrowce założyłem, mało tego, pojechałem jeszcze do warsztatu, gdzie akurat udał się mój ojczulek Merolem, co to by zmienić olej;)
Potem goniłem tatę, który pojechał do pana Pawła, cudotwórcy-mechanika-magika stale serwisującego auta mojego taty (Ford też u niego stoi i się naprawia). Zrobiłem jeszcze dwa kursy typu od mechanika do domu, gdyż jakiejś pierdółki im brakowało. Plus z tego taki, że przynajmniej po dokręcałem sobie wszystkie śrubki w rowerze;)
W międzyczasie wpierdzieliłem tabliczkę białej czekolady na poprawę nastroju.
Aha, nie wiecie jak usunąć śniedź z drutów do błotnika? Bo wygląda to ohydnie i kłóci się z moim zmysłem estetycznym, hahaha!
______________________________________________________________________________
Macie, posłuchajcie, rozpierducha trochę:
PozdRower!