Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2012

Dystans całkowity:41.55 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:01:55
Średnia prędkość:21.68 km/h
Liczba aktywności:1
Średnio na aktywność:41.55 km i 1h 55m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
41.55 km 0.00 km teren
01:55 h 21.68 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Bełchatów po raz pierwszy w sezonie.

Czwartek, 15 marca 2012 · dodano: 20.03.2012 | Komentarze 1

Haaa, udało się. Wreszcie udało mi się wyskoczyć rowerem do Bełchatowa. Pojechałem w zasadzie nie dlatego, że miałem taka akurat ochotę, ale miałem pewną sprawę do załatwienia i połączyłem przyjemne z pożytecznym nie jadąc autem.

Tego dnia nieco wiało, dlatego tez wybrałem drogę boczna, jak kiedyś ją nazywałem - widokową - przez Bujny, Rożniatowice, Ławy. Jechało się całkiem nieźle, wiatr nie dawał się tak bardzo we znaki, trasa bowiem w dużej mierze wiedzie przez lasy lub przynajmniej ich brzegiem;) Szkoda tylko, że droga po zimie przypomina raczej powierzchnię księżyca aniżeli cywilizacyjny trakt łączący miejscowości. Jazda bez trzymanki nie wchodziła w grę, kierownica nietrzymana rękami niebezpiecznie podskakiwała, ale cóż, albo napompowane opony i mniejsze opory toczenia, albo obniżone ciśnienie i komfort jazdy:) Jakoś jak jeździłem tamtędy autem, nie było tak bardzo czuć tych nierówności, bądź co bądź Meśki to komfortowe auta, nawet jeśli są to użytkowe busy:)

W samym Bełchatowie wielkich zmian nie zaobserwowałem, przy okazji remontu Czaplinieckiej przybyło kawałek nowej ścieżki rowerowej. Niestety, najgorsza część drogi, na której potrafi solidnie wytrząść tyłek remontu nawierzchni nadal się nie doczekała i wciąż straszy powyłupywanymi płytami:(

Z racji nieco przyjemniejszej pogody na ulicach można było spotkać stosunkowo duża liczbę ludzi poruszających się na rowerach. Szkoda tylko, że wielu rowerzystów nie poświęciło swoim rowerom wystarczająco dużo uwagi po wyciągnięciu ich z zimowego snu z piwnic i garaży. Niejednokrotnie bowiem do moich uszu dobiegały żałosne piski, trzaski, popukiwania i całe mnóstwo innych ciekawych odgłosów, które wydawały korby, pedały, albo łańcuchy, niczym krzyk o pomoc: "Właścicielu, wyczyść mnie i nasmaruj!".

Sprawę załatwiłem bez żadnego problemu, nie ma przecież wątpliwości, że obrotny ze mnie chłopak:) Później musiałem jeszcze pojechać do Pożdżenic po moją prezentację maturalną. Wiem, wiem, to nieetyczne i w ogóle. Ale po co mam rozważać nad motywem domu w literaturze, skoro istnieją inne rozwiązania:P

Traska do Bełchatowa była także okazją do przetestowania mojej nowej alternatywy dla licznika rowerowego i data loggera, mianowicie mówię o aplikacji na smartphona z Androidem, czyli Cycle Droid. Programik całkiem zmyślny, działa na podstawie GPS. Jeśli chodzi natomiast o jego dokładność, to nie potrafię tego subiektywnie ocenić, bo nie pomyślałem i nie zabrałem licznika ani data loggera. Mimo wszystko wydaje mi się jednak, że działa w porządku, nie wydaje mi się, ażeby jakoś drastycznie zawyżył bądź też zaniżył liczbę kilometrów. Ale następnym razem zabiorę wszystkie trzy moje urządzenia pomiarowe i dam wam sprawozdanie z odchyleń jakie bez wątpienia powstaną;)

Po raz kolejny próbowałem usunąć usterkę tylnego światła w Laluni. Draństwo znów gubi prąd gdzieś na błotniku... Styki strasznie rdzewieją czy tam śniedzieją, nieistotne, ważne, że nie działa. Próbowałem skrobać papierem ściernym drobnoziarnistym, psikałem rozmaitą chemią i nic. Pół tablicy Mendelejewa, godzina kombinowania, a efektów zero. Basta nie działa, i basta! Pamiętam, że gdy w tamtym roku wystąpił taki sam problem, udało się go pokonać dopiero przy drugim podejściu, tak więc pewnie i tym razem tak będzie;)

Perfekcyjnie natomiast doczyściłem napęd, Łańcuch po kąpieli w Birolu lśni, zero drobinek piasku. Kaseta wyszorowana starą szczoteczką do zębów prezentuje się znakomicie, podobnie jak korba. Rozkręciłem nawet kółka tylnej przerzutki, które także dokładnie oczyściłem z różnego rodzaju syfów. Klocki hamulcowe wymieniłem już wcześniej, więc teraz Lalunia będzie zarówno dobrze się rozpędzała jak i hamowała;) Pozostaje jeszcze tylko doprowadzić do normalnego stanu pedały, bo w czasie powrotu do Zelowa z Bełchatowa zaczęły powtórnie odmawiać współpracy. Wymienię je po prostu na te, które były w rowerku, gdy go kupowałem. Tata w czasie długich zimowych wieczorów rozkręcił je, wyczyścił i nasmarował. Ale chyba jednak osobiście rozkręcę je powtórnie i zajmę się nimi jeszcze raz:)

W ostatni weekend pokręciłem się rowerem po okolicy, jednakże nie było to nic specjalnego. Poza tym nie miałem ze sobą licznika, a telefon się rozładował, więc nie mogłem wspomóc się Cycle Droidem...

Cieszy mnie, że jutro pierwszy dzień wiosny, który spędzę na rowerowych wagarach ze znajomkami:) Piwo wypite na łonie natury smakuje znacznie lepiej!




________________________________________________________________________________

Z wątków muzycznych: Zespołu Renton kiedyś słuchałem, ale teraz raczę moich sąsiadów ich nową płytą, a to jej kawałek:

&feature=related

Sąsiedzi nie protestują, wynika więc z tego, że jest to pozytywny bit, pewnie dobry będzie i na rower;)

________________________________________________________________________________

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
0.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

A może?

Poniedziałek, 5 marca 2012 · dodano: 05.03.2012 | Komentarze 7

Po długiej absencji rowerowej, może nie tyle rowerowej, co blogowej, bo na rowerze zdarzało mi się jeździć, wszak do spożywczaka wygodniej dotrzeć rowerem, postanowiłem, że spróbuję przypomnieć światowi o moim zacnym blogu... Tak więc Witajcie drodzy mili:)

Przeglądałem wpisy innych bikestats`owiczów i stwierdziłem, że mimo iż nie mam za sobą żadnej ciekawej, ani nawet nieciekawej wycieczki rowerowej, to chociaż streszczę to, co robiłem ostatnio, a miało chociaż nikły związek z rowerem;)

Jako, że ostatnie wydarzenia w moim życiu nie sprzyjały rowerowym przejażdżka w celu poprawy samopoczucia (głównie chodzi o pogodę, brrr, nienawidzę zimna!), postanowiłem chociaż przejrzeć rowerowe poczynania innych. Jak już wszytsko co było sensowne i ciekawe przejrzałem, to zamówiłem sobie w Empiku taka oto książkę:

Lektura rowerowo-podróżnicza © causeilovemybike


Niestety, pierwszy egzemplarz po przeczytaniu do połowy dosłownie rozsypał się, karteczki pofrunęły na podłogę, ale udało mi się je pookładać po kolei i zgodnie z tym, co mówił nam kiedyś Rzecznik Praw Konsumenta, który odwiedził nas w szkole, książkę zareklamowałem i dostałem całkiem nówkę sztukę, która już się nie rozleciała;)

Wkręcony na maksa w opis przygód Pawła Opaski i Magdy Opaski (jeszcze przy czytaniu ich książki o wyprawie dookoła świata miała nazwisko Nitkiewicz), stwierdziłem, że warto tez gdzieś się przejechać i w mojej głowie zrodził się pomysł wypadu do Ojcowa. Czy wypali? Nie wiem... Ale marzenia warto mieć! Bez dwóch zdań, warto:)

Aż z tego wszystkiego postanowiłem odbyć szaloną podróż na moją nieco egzotyczną działkę i z uporem maniaka zacząłem sprzątać po naszych niejednorazowych wieczorkach poetycko-muzyczno-polityczno-sportowo-towarzyskich. Jako, że lubię ład, porządek i chciałbym zrobić coś dobrego dla naszej planety rzuciłem się w wir segregowania odpadów. Większego problemu z segregowaniem owych odpadów nie było, gdyż fakt, że większa część pozostałości po naszych wieczorkach stanowiły:
1. butelki ze szkła przezroczystego
2. butelki ze szkła barwionego
3. kartony po napojach
sprawił, że sprawa skomplikowana nie była i nawet osobnik o ilorazie inteligencji torebki foliowej czy tez mikrofalówki mógł sobie z tym bez problemu dać radę:)

Pogoda w ostatnich dniach już dawała mi nadzieję na to, że będę wreszcie mógł wyjść na rower bez obawy o brak czucia w palcach u rąk i stóp (chyba mam problemy z krążeniem, skoro tak marznę). Przecież słoneczko świeciło, ptaszki wesoło ćwierkały. A jednak... Termometr nie oszukuje i 3 stopnie Celsjusza, to dla mnie chyba nie jest komfortowa temperatura... Bo pewnie wspominałem Wam, że najlepiej czuję się przy plus trzydziestu? Jeśli nie, to teraz o tym wspominam;P

Dziś podjąłem także walkę z problemem nękającym oświetlenie mojego Trans Alpa... Lalunia chyba czuła się zaniedbywana i teraz się mści, bo już któryś raz poprawiam te cholerne kabelki, a światło jak nie świeciło, tak dalej nie świeci... Cóż, po zmroku nie muszę jeździć, a w razie kontroli przez Policje, będę tłumaczył się, że chce być "mhroczny". Oczywiście żartuję, bezpieczeństwo na drodze to podstawa!

A z planów? Muszę kupić nowe siodełko, bo w moim obecnym żel zaczął brudzić mi tyłek i byłem zmuszony zaklajstrować to izolacją. Pasowałoby także zmienić pedały, bo obecne czasem odmawiają kręcenia się. No i co najważniejsze: dopucować rower, bo niedługo nie będę wiedział jakiego koloru jest mój "bajk":)

Już od czasu gdy byłem na targach w Kielcach (rowerowych ofc!) choruję na Kross Evado 5.0, tak więc mam chytry plan, który zakłada, że postaram się jak najlepiej napisać te okropne matury i wtedy jakiekolwiek pertraktacje z tatą będą miały sens...

A tak w ogóle, dzięki temu, że piszę tego bloga strasznie zmienił mi się styl pisania, tzn: z pogmatwanego na jeszcze bardziej pogmatwany, co oczywiście wychwyciła moja polonistka stosując pod moim wypracowaniem adnotację o treści: "Styl tragiczny!"

Aha, tak mi się przypomniało, na usprawiedliwienie mojego rowerowego niebytu mam to, że aktualnie jestem w domu prywatną pielęgniarka, kelnerem, sprzątaczką i nie wiadomo czym jeszcze. Chodzi o to, że moja mama paskudnie połamała sobie to i owo, i ma teraz problemy w poruszaniu się. A żeby było ciekawiej, załatwiła się tak na mojej Studniówce:P

Tak więc, uważajcie na siebie, bo ortopedia czeka!

Pozdrower;)