Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Wpisy archiwalne w miesiącu

Luty, 2011

Dystans całkowity:57.06 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:02:27
Średnia prędkość:18.38 km/h
Liczba aktywności:4
Średnio na aktywność:14.26 km i 0h 49m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
12.02 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Wiejski lajt;)

Czwartek, 17 lutego 2011 · dodano: 17.02.2011 | Komentarze 4

Dzisiejszy dzień bardzo mi się podobał.

Z racji bardzo ważnych i długich lekcji nawet moja mama uznała, że nie ma sensu mnie w ogóle ciągnąc do szkoły i mogłem sobie smacznie pospać.

Chociaż nie tak do końca, bo tata sobie wymyślił jakieś wędzenie szynek u wuja i cioci na wsi i musiałem z mamą tam jechać i tego dopilnować...

Akurat śniło mi się, że jadę na rowerze z błotnikami w kwiecisty wzór, taki jakby hawajski. Zjeżdżałem w dół drogą w Szczyrku (tam, gdzie "biłem" moje rekordy prędkości) i nie miałem hamulca i krzyczałem, że w coś uderzę. No i się kurde nie dowiedziałem w co walnę, bo się obudziłem i teraz mnie to bardzo ciekawi. A wiem dlaczego śnił mi się rowerek z kwiecistymi błotnikami. Szukałem kół i przeglądając internetowe sklepy rowerowe znalazłem taki fajny dzwonek i gdzieś musiało mi się to w psychice zagnieździć;)

No ale dobra, do rzeczy. Pojechałem gdzie miałem pojechać. Akurat wpychali te ohydne szyny do siatek i wsadzali do wędzarni. Czasami wolę nie wiedzieć co jem, jakoś tak lepiej mi smakuje;)

Korzystając z chwili poszedłem nad pobliską rzeczkę, która już niestety strasznie zeszczuplała, jeśli można tak napisać o jakimkolwiek cieku wodnym.

Rzeczka i kładeczka;) © causeilovemybike


Rzeczka niestety niezbyt czysta. Jej brunatny kolor mocno kontrastuje z bielutkim lodem na brzegu. Zastanawia mnie, co wpływa na kolor lodu. Ten wygląda jakby to nie był lód, ale takie zamrożone mleczko, albo śmietanka;)

Teraz przypomniało mi się, jak byłem mały i jeździłem z rodzicami do wuja Heńka i cioci Zosi, to zawsze bałem się przejść przez tą kładkę, bałem się, że spadnę;) Do dziś pamiętam dumę, która mnie rozpierała, jak przeszedłem po niej samodzielnie pierwszy raz. Niby nic, ale dla mnie ważne wydarzenie. Idealne dla pięciolatka;) Haa!

Wracając do nieodległych wiejskich klimatów. Teraz czas na kury. Są wdzięczniejszym tematem do fotografowania i w ogóle. A poza tym lubię jajecznice! I umyślnie dodaję zdjęcie koguta, wiem, że nie znosi jajek, ale prezentuje się dumniej niż kury. I generalnie jakoś wdzięcznie ustawiał się do zdjęcia, to w takim wypadku musi zadebiutować w internecie;)

Kurczak ze swoją świtą;) © causeilovemybike


Chciałem jeszcze dodać zdjęcie z gołębiami, ale skubane się spłoszyły i nie chciały wyściubić dzióba z gołębnika, a szkoda, bo gołąbki wujaszek też ma całkiem do rzeczy;)

Ahhh, miło było. Wróciłem do Zelowa i podjechałem do Łukania. Posiedzieliśmy trochę u niego i wspólnie udaliśmy się do Urzędu Miasta, bo podobno na tablicy wisi zdjęcie, które zostało zrobione w czasie budowy obserwatorium astronomicznego w mojej szkole i ja na nim jestem! I to w jakim ciekawym momencie! Jadę na rowerze Kacpra Kani Majewskiego. Czerwony Jubilat, ja i moje rozwiane przez wiatr włosy. Ze też musiałem się w takim momencie napatoczyć;/ Mam nadzieję, ze to tylko osoba bardzo do mnie podobna. W zasadzie zdjęcie nie jest stu procentowo wyraźne...

Podsumowując: Przyjemny dzień. A teraz do nauki, bo jutro już mi się tak gładko nie upiecze i od lekcji się nie wymigam:( Czeka na mnie fizyka, biologia i wos, angol z resztą też;)
_________________________________________________________________________
Kanał "500 Rock Hits" na Open FM i jakoś to będzie;)




POZDROWER!


Dane wyjazdu:
21.68 km 0.00 km teren
01:10 h 18.59 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Niedzielny luz.

Niedziela, 13 lutego 2011 · dodano: 14.02.2011 | Komentarze 3

Siedzę właśnie nad miseczką zupki chińskiej, pomidorowej podobno, bynajmniej na to wskazuje jej kolor i myślę jak to wczoraj wyglądała moja mała, w połowie samotna wycieczka rowerowa. No tak, niedzielnym wieczorem byłem już padnięty z powodu napisania hurtowo zaległych wypracowań na polski. Ale dzisiaj już mogę coś wystukać w tej mojej Carrefurowej klawiaturze za 11,98;)

Hmm, wraca mi pamięć! A więc nie zaczyna się zdania od "a więc", ale jestem u siebie i musicie to znieść;) Wstałem około 10, to bardzo wcześnie, zważywszy na fakt, ze wróciłem do domu z imprezy przed trzecią w nocy;) I co przykuło moją uwagę Niebo! Idealny błękit, gdzieniegdzie urozmaicony białawymi, delikatnymi bardziej lub mniej chmurkami:) I słońce oczywiście w pakiecie:) Lubię takie wiosenne, pozytywne pakiety ciepła i relaksu;)

W piątek będąc w naszym kultowym już zelowskim parku o nazwie Kwas umówiłem się z Olą, ze zabieram ją na wycieczkę, ucieszyła się i powiedziała, że z chęcią, bo już dawno nie jeździła. Dla mnie oczywiście też był to wielki plus, bo Ola to dziewczyna na wskroś pozytywna i taki kompan w słonecznym kręceniu jest jak najbardziej zalecany;) Niczym cytrynka w herbacie w mroźne dni;) Dziwne porównanie... Wysłałem jej więc SMS-a wskazując na piękną, słoneczną i bezwietrzną pogodę i zestawiłem to z naszymi piątkowymi założeniami. Niestety Ola nie mogła wywiązać się z obietnicy (już ja przypilnuję, żeby jednak dotrzymała w późniejszym terminie), ponieważ musiała jechać z rodzicami do swojego dziadka, bo obchodzi urodziny. Dziadziusiowi Oli wybaczam, że poniekąd porwał mi kompankę podróżny, bo też lubi jeździć rowerem i często popierdziela po bełchatowskich ścieżkach na swoim rumaczku;) Inni też zawiedli. Majron stwierdził, że jest za zimno, a to mięczak! Łukaniu był, jakby to powiedzieć nieco niedysponowany i musiał poczekać na obiad. Adrian początkowo nie odpisał, odezwał sie dopiero jak zrobiłem już jedno kółko;)

No to pojechałem sam, czemu nie, mogłem przynajmniej jechać w spokoju, ciszy, odprężyć się i jechać spokojnie, z pełnym dostojeństwem;) Tylko frapowała mnie jedna rzecz. Odkręcone tylne koło... W piątek wtaszczyłem do pokoju rower taty żeby go doprowadzić do użytku, wyczyścić i w ogóle. Wyczyściłem, wyszorowałem, wypucowałem na błysk, ale oczywiście musiałem grzebać przy kole, tylnym. No i tak grzebałem, że gwint na prastarej ośce zerwałem i koła dokręcić się do końca nie dało. Pech to pech. Jak znosiłem go po schodach nie odpadło, czyli trzymało się wystarczająco by móc na nim jechać;)

Sobotni domowy serwis;) © causeilovemybike


Przejazd przez Zelów, akurat ludzie wychodzili z kościoła. Na ulicach dużo spacerowiczów, nawet rodzinka na rowerkach mnie minęła. Może to już powiew wiosny? Oby tak!

Za Maurycowem, wśród pól miałem ekscytująco pełny pogląd na niebo.

Przebłękitne niebo © causeilovemybike


To juz za mną;) © causeilovemybike


Potem miała miejsce ciekawa sytuacja, wyprzedziło mnie pędzące stare, białe BMW. Po 5 minutach, kiedy przejeżdżałem obok drogi na Sromutkę owy bawarski cud techniki stał już grzecznie buchając siwym dymem spod maski;) Zrobiłbym zdjęcie, ale najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się szkoda biednego dresa, który pociskaj ten blisko 20-letni już samochód;) No zdarza się;)

Następnym ciekawym akcentem był strasznie pijany pan na rowerze, jechał co najmniej wesoło. Pewnie się żonka ucieszyła jak go zobaczyła;) Ale żeby nie było, ze spotkałem się z samą patologia, minąłem się też z dziarskim staruszkiem na kolarce, pan jechał śmiało, do przodu, z uśmiechem na twarzy. I to się ceni, a nie ględzenie, jaka to dzisiaj kiepska pogoda, co boli i jaka ta młodzież niewychowana;)

Na Patykach banda idiotów katowała samochody, więc długa tam nie zabawiłem, jakoś strasznie mnie to denerwowała, nawet nie wykonałem żadnego zdjęcia... Ale po wyjeździe z Patyków spotkałem kolejny rozkraczony na drodze samochód, jakaś epidemia? Hoho!

Asfaltowy odcinek drogi Zelów Bujny przebiegający w lesie był interesujący, na drodze taka ciekawa szklaneczka, byłem ewidentnie zaskoczony takim faktem. Ale nie ma się co dziwić, na otwartym terenie słonce rozgrzało lód na drogach, który stopniał, a wiaterek go wysuszył. Natomiast w lesie nie, a przecież elfiki nie przyjdą i tego nie zrobią. A szkoda, bo kierowcy najwyraźniej zdawali się nie zwracać uwagi na warunki drogowe, jechali bardzo szybko. Bałem się nawet, że któryś z wielu doskonałych polskich kierowców mnie przejedzie;)

Raz wiona, potem znów zima... © causeilovemybike


Na całe szczęście udało mi się ujść z życiem i pojechałem po Łukania, który już nabrał ochoty na rower;)

Czekałem pod bramą, czekałem, aż usłyszałem chrobotanie łańcucha na zębatkach, jedzie Łukasz;) I butelka wody na bagażniku, bez wątpienia był to ciężki weekend... Ja sam stwierdziłem, że też przydałoby mi się trochę płynów i witamin. Podobnie jak wiosną tamtego roku, pojechałem do sklepu i kupiłem sobie dużą butelkę Kubusia. Mniam! 900 ml marchewkowo-malinowo-brzoskwiniowego zdrowia;) Bynajmniej w to zdrowie wierzę:)

Po pogawędce na kwasowej ławce zrobiło nam się zimno. Ale tutaj uratował nas z opresji Kacper, który przyjął nas pod swój dach i poczęstował ciepłym naparem, ahhh, zbawienie!

A potem tylko do domu i to w zasadzie już koniec tej opowieści...
_______________________________________________________________________________
Jeszcze tylko to, że jestem już piekielnie zły, że Lalunia wegetuje bez tylnego koła, że pełen desperacji szukam godnego zamiennika. Bo plany coraz ciekawsze, a sprzętu brak, więc do dzieła;)

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
13.50 km 0.00 km teren
00:47 h 17.23 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Zwykle niezwykły dzień;)

Czwartek, 10 lutego 2011 · dodano: 10.02.2011 | Komentarze 0

Dzień jak zwykle, nie do końca jednak;) "Okroiłem" sobie lekcje, wyspałem się, wziąłem rano prysznic, pouczyłem się, poszedłem, napisałem klasówkę z matmy z geometrii analitycznej i nie czekając na więcej czmychnąłem do naszej Moniki, która od rana walczyła z kolką. Bobas;) Oczywiście doszły nasze zjebasy, graliśmy w bierki i generalnie robiliśmy jakieś głupkowate rzeczy;)

Nic więc dziwnego, że po powrocie do domu miałem doskonały nastrój i stwierdziłem, ze taki dobry dzień trzeba spożytkować choćby częściowo na rowerze;) Po zjedzeniu obiadku, pulpecików z duuuuuuuużą ilością sosu zacząłem się zbierać;)

Sięgam więc po aparat, naciskam magiczny przycisk On/Off mający obudzić do życia moje nędzne 7 megapikseli, a tuu, dupa, jakby powiedzieć. Obiektyw się wysunął, ale dalej nic. Baterie, dobra, może druga para? Niestety podobnie. Więc sorry, musicie się pogodzić, foty jakiejkolwiek brak. Ale akumulatorki już się ładują na bardziej nieokreślone "potem".

Wychodzę po rower. Otwieram komóreczkę. Wystawiam rower z ciemnych czeluści wnętrza nieoświetlonego jeszcze przez jarzeniówki. Matko Boska! Rower delikatnie rzecz ujmując niezbyt czysty. Przekręcam trochę korbą. Chrobocze. Trudno. Mała szczotka, wyczyściłem łańcuch i stan uległ polepszeniu.

Słyszę pisk tarczy hamulcowych. Przyjechał Przemek. Zgadłem? No Pewnie, już stoi pod bramą i wchodzi, ale musi uważać. Za nim czają się jakieś dwa przebrzydłe kundle, które nie mają wstępu na moje podwórko;) Przywitaliśmy się tak, jakbym się z nim wcale nie widział w szkole.

No dobra. Założyłem dodatkowe szaty i pojechaliśmy;) Na Maurycowie dokonaliśmy niejako rozdziewiczenia nowego chodnika. Tzn nie wiem czy jest nowy, ale ja go jeszcze nie widziałem tam;) Potem przez "oczyszczalnię", czyli tam, gdzie są takie zajebiste rowy, co to by się można było w nich wyprostować i nie wystawać dyńką ponad poziom drogi, czaaad. Następnie przez Pozdzenice, kolonię i już człowiek w Zelowie. Ehh.

Finisz pod domem Przemysława. Okazało się, że przed jego domem jest dziura o numerze 80, niedaleko bramy 23 i 24, a na zakręcie trzysta dwadzieścia ileś;) Ciekawy temat, nie ma co. Ale przynajmniej widać jakie mamy dziurawe drogi w centrum naszego zacnego kraju;) Nie żebym nie był patriotą;)

Teraz słucham Red Hots Chili Pepers i idę na naleśniki.

Pozdrower ludzie;)


Dane wyjazdu:
9.85 km 0.00 km teren
00:30 h 19.70 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Przerąbane...

Czwartek, 3 lutego 2011 · dodano: 03.02.2011 | Komentarze 3

Dzisiejszy dzień zdecydowanie zaliczam do tych złych. Do klasy na lekcję wszedłem dokładnie w momencie, kiedy polonistka wyczytywała moje nazwisko, więc pozostało mi tylko powiedzieć "Jestem!". Ale potem nie było tak zabawnie. W połowie lekcji dowiedzieliśmy się, że dwóch chłopaków z naszej szkoły rozbiło się tuż przed 8 samochodem. Jeden nie żyje. Drugi trafił do szpitala. Widziałem straż, jak jechała koło mojego domu. Słyszeliśmy karetki. Ale kto by mógł pomyśleć, że to ma związek z naszymi znajomymi. Znałem ich. Trochę. Bardziej z "widzenia". Mijałem na korytarzu. Widywałem na Kwasie;) W szkole było jakoś strasznie cicho. Nie grała muzyka z rozgłośni. Lekcji nie było. Ta informacja była ciosem, dla nauczycieli, którzy przygotowywali ich do matury, bawili się z nimi niedawno na studniówce. A dzisiaj tak ładnie wyjrzało słońce zza chmur. To mógłby być dobry dzień. Ale nie był. Współczuję koledze, który kierował autem, rodzicom...

Wiem, że to nieciekawy temat na bloga rowerowego, ale mimo tego, że nie znałęm ich dobrze, jestem człowiekiem, współczuję i nie czuję się z taką wieścią komfortowo.

Kacper naprawił mi dzisiaj lampkę do roweru przeszczepiając części ze swojej starej. To spryciarz:) A potem pojechałem do babci, ale niestety jej nie zastałem, pewnie poszła na ploty... Przem nie chciał wyjść na rower. Bo chlapa i w ogóle. No zgadza się. Padał taki skubany, wredny, marznący deszczyk. Marzł mi na twarzy, więc mam teraz ciekawy kolor cery. Gdyby postawić mnie obok słoiczka z buraczkami wielu mogłoby mnie nie odróżnić;) Nie mogłęm dzisiaj cieszyć się z jady, miałem jakieś rozjeżdżone myśli.

Nieeee. Koniec tych posępnych treści. Bawcie się dobrze, uważajcie na siebie. Jutro musi być lepsze. Idę z Majronem na objazd wsi, więc powinno być wesoło;)


Zaaplikowanie wesołego kawałka też będzie wskazane;)

POZDROWER!