Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Wpisy archiwalne w miesiącu
Styczeń, 2011
| Dystans całkowity: | 150.71 km (w terenie 6.90 km; 4.58%) |
| Czas w ruchu: | 06:20 |
| Średnia prędkość: | 20.13 km/h |
| Liczba aktywności: | 8 |
| Średnio na aktywność: | 18.84 km i 0h 54m |
| Więcej statystyk | |
Dane wyjazdu:
11.45 km
6.90 km teren
00:31 h
22.16 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Jedenaście szadziowych kilometrów...
Sobota, 29 stycznia 2011 · dodano: 30.01.2011 | Komentarze 10
Pobudka tuż przed 13. Jak zwykle w dni wolne od szkoły;) Wystarczyło jedno spojrzenie przez okno i już wiedziałem, że muszę dorwać aparat i skoczyć na rowerku do lasu! Wszystkie drzewa tak precyzyjnie pokryte szronem lub szadzią... Nie rozczajam różnicy;) Wszystko wygląda jak w mlecznej krainie, ha!Już jakieś 500 metrów za moim domem były dobre miejsca do zdjęć, ale stwierdziłem, że pojadę dalej, do lasu. No i wjechałem do owego lasu i…
…myslalem, ze już dzisiaj nie wyjadę. Zatrzymywałem się co 20 metrów, żeby zrobić kolejne zdjęcie. Pstryk, pstryk, pstryk.
Pewien pan, przejeżdżający koło mnie na takim zabawnym papajku, z dużym zdziwieniem patrzył jak w dziwacznych pozycjach robiłem zdjęcia jednej gałązki drzewka. Aż się zatrzymał. A co w tym dziwnego, że sobie ktoś robi zdjęcia w lesie;)

Ahh, te kryształki...© causeilovemybike
To pierwsze, spośród chyba 100, które napstrykałem;)

Motyw przewodni: Szron...© causeilovemybike
Następne zdjęcie w kolejce w stylu: „Mam tryb makro w aparacie!” Uwielbiam zdjęcia takich szczególików, szkoda tylko, że mój aparat to zabawka do „fotografowania”. Na imprezy się nadaje, ale piękna przyrody nie uchwycą niestety w całej okazałości;(

Kolejny fragment zimy© causeilovemybike
Tym razem zdjęcie bardziej okazałej partii lasu, kilka kolejnych będzie o podobnym motywie;)

Następna zimowa sceneria© causeilovemybike

Znowu zima, las i przyroda© causeilovemybike
Ehh, niestety nie potrafiłem uchwycić tego, jak ciekawie światło padało na drzewa. Musicie sobie wyobrazić, albo po prostu udać się jak najszybciej do lasu, oo!

Mmmm, zima.© causeilovemybike
Prawda, że ekstra widok? Jak w jakiejś bajkowej, baśniowej, mroźnej krainie…

Zimowa Szronowa Aleja...© causeilovemybike
Wszystkie gałązki pokryte skrzętnie i dokładnie białymi kryształkami. Wszędzie biel. I delikatny mrozek szczypie w policzki…
Po objeździe lasu skierowałem się na działkę. A tam pod drzwiami mojej altanki spotkałem kotka, biedaczek był głodny, miauczał tak żałośnie… Niestety nie miałem co mu dać, ale dzisiaj zawiozę mu coś dobrego;) O ile tam jeszcze będzie…

Biedny kotek...© causeilovemybike
Stworzyłem takie oto dzieło na oszronionej szybie;) Zapałka, chwila odpoczynku, oszronione okno, ha!

Moje dzieło...© causeilovemybike
„Rower to jest świat!” jak śpiewał Lech Janerka. I taki jest fakt… Można nim objechać świat w 194 dni, jak Mark Beaumont, albo przejechać obie Ameryki, jak Mark Beaumont, albo pojechać do sklepu po ziemniaki. Uniwersalny, tani, wygodny środek transportu, nie tylko przedmiot, czasem przyjaciel, rower to sposób na wyrażenie siebie, swoich pomysłów, przekonań i idei… A poza tym każdy przejechany kilometr rowerem jest dużo lepiej przeżyty i zapamiętany niż autem, bo tylko wzzzziuuum i jesteśmy na miejscu.
A teraz dzieło matki natury na szybie okna altanki;)

Dzieło natury na szybie...© causeilovemybike
Tutaj natomiast przychodzi mi na myśl piosenka zespoly Happysad (happysad, happysad, happysad!) pt. „W piwnicy u dziadka”, tam znajduje się taki fragment: „A kiedy przychodziła zima
i w mig w czarno-biały zmieniał się świat,
lizaliśmy paprocie na szybach
a mróz trzaskał jak bat.”
Tylko z tą różnicą, że nie lizałem szyby, bo nie chciałem zepsuć mroźnej paprotki z szyby;)
I to już koniec, czas na ostatnie w tym wpisie zdjęcie. Czarno-białe, bo przecież w taki zmienia się świat w mig jak śpiewa Kuba Kawalec;)(fragment tekstu powyżej)

Tak na koniec...© causeilovemybike
________________________________________________________________________________
Jedenaście zdjęć, jedenaście kilometrów wycieczki.
_______________________________________________________________________________
Znalazłem kolejny punkt do mojej długiej już listy marzeń, mianowicie TO!!!.
Pierwsza myśl: "Zajebiste!", potem łza w oku, a następnie etap zrozumienia, że nici, bo: Po pierwsze primo rodzice nie wyślą mnie na wakacje za 6 tysi, a po drugie i tak nie dokupiłem jeszcze tego przeklętego koła do roweru....
Ale mam marzenia! Nie, łukaniu?
_______________________________________________________________________________
Trzymajcie się, pozdrower;)
Dane wyjazdu:
33.24 km
0.00 km teren
01:35 h
20.99 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Przedosiemnastkowo;)
Środa, 26 stycznia 2011 · dodano: 28.01.2011 | Komentarze 3
Postanowiłem przynajmniej raz w tegoroczne ferie wstać o jakiejś rozsądnej porze, ponieważ mama miała ogromną ochotę mnie zlinczować za wstawanie tuż przed 13;)Uzgodniłem więc z Przemkiem, że pójdziemy na rower rano! Rano! Musiałem wstać o 9, ale dla pewności nastawiłem sobie kilka budzików już na 8;) Naprawiłem rower, tzn konkretniej rozebrałem mniej zepsuty, żeby naprawić ten bardziej zepsuty. Tak więc przed 11 przyjechał Przemek, jakimś dziwnym sposobem zjawił się również Łukaniu, w zasadzie dokładnie nie wiem z jakiej paki.
Pierwszy event! Mieliśmy za zadanie pojechać z Łukaniem do kuriera, wysłać paczkę. Na „zwalniaczu” nasz lokalny handlarz częściami samochodowymi zgubił światełko, ale stwierdził, że nie opłaca się po nie zawracać … Trafiliśmy na miejsce, stanęliśmy przed bramą jakiegoś zagraconego podwórka, ale mistera kuriera zastać okazji nie mieliśmy. No to Łukaniacz zostawił paczkę wśród tych wszystkich syfów i pojechaliśmy na drugi event.
Event drugi!
Poczta, taak. Łukasz musiał dokonać przelewu. Wszedł do urzędu i zaginął. Staliśmy przed wejściem i czekaliśmy na nieszczęśnika, gadaliśmy, plotkowaliśmy niczym stare przekupy, wymienialiśmy się poglądami, jak przystało na inteligentnych młodzieńców, wszystko by zabić nudę. Dostrzegliśmy tez ciekawy rower z napędem hybrydowym, tzn. nożno-elektrycznym;)

Hercules z napędem hybrydowym.© causeilovemybike
Po kwadransie, chyba, wyszedł Łukaniu, już ucieszyłem się, ze sobie gdzieś pojedziemy, ale powiedział: -„Jedzcie sobie, ja jeszcze sobie tutaj postoje, bo przede mną jakiś moher stanął i chyba na Radio Maryja płaci…”. Aha, okej… Yyyy.
Trudno się mówi i jedzie się dalej… Kierunek? Miał być Talar, padło na Dąb Cygański w Klukach… Kierunek kompletnie przeciwny. Czyli event trzeci, konkretny, prawidłowy!
Gdy wyjechaliśmy na Sienkiewicza, w stronę Maurycowa słońce wyjrzało spomiędzy chmur i oślepiało nas niemiłosiernie. A to krnąbrne słoneczko, najpierw nie chce wyjść przez kilka dni, a jak wyszło, to przynajmniej porządnie przygrzało;)
I tak sobie podróżowaliśmy, podziwialiśmy nasze kochane, polskie, równe drogi. Przemek odkrył dużo fajnych funkcji w swoim nowym telefonie, które są przydatne na wycieczkach rowerowych. Ja stwierdziłem ponadto, że błotnik w moim rowerze działa podobnie jak błotniki w „bajku” Przema, tylko, że on jeszcze ich nie zamontował i w istocie moje tak właśnie chronią mnie przed kałużami, czyli w ogóle…
I TRAFILIŚMY NA MIEJSCE!
Pierwsze słowa?
-„Patrz skurwysynka, jaki wielki. Teraz wypadałoby się napić Earl Grey`a.”
I w zasadzie wszystko się zgadza. Stary i wielki. 900 lat i 22 metry;) Galancie dość.

Kościół w Parznie.© causeilovemybike
Nie lubię kościołów, nie lubię księży, całej tej kościejnej machiny. Zajeżdża mi trochę mafią. Alee zdjęcie zrobiłem. W zasadzie nie wiem po co.

Korona Dębu Cygańskiego© causeilovemybike
Teraz bardziej przyrodniczo-biologiczno-krajoobrazowo-naturalnie.

Jagody, powalone "drwo" i śnieg.© causeilovemybike

Tabliczka "Dąb cygański"© causeilovemybike

Dąbek nieco pusty w środku© causeilovemybike
Wewnątrz dębu można spokojnie sobie posiedzieć. Kiedy byłem mały i przyjeżdżałem do dębu z dziadkami, właziłem do środka i byłem trochę jak Staś i Nel w baobabie;)
Niestety, stado baranów musiało złożyć swoje mądre podpisy wewnątrz i na zewnątrz zacnego drzewa. Byli tam także najwyraźniej domorośli rzeźbiarze, bo widać było kilka powycinanych w korze serduszek, napisów GKS i innych debilowatych dzieł.

Niebo. drzewa, las...© causeilovemybike
Oczywiście nie omieszkałem zrobił zdjęcia z niebem, które cudnie się przejaśniło, stało się niebieskie, mmm. Drogi azocie w atmosferze, dziękuję ci, że jesteś i sprawiasz, że niebo ma taki cudny kolor. Bo to podobno dzięki azotowi sklepienie przybiera taką cudną barwę. Niektórzy uważają, że niebo jest niebieskie dlatego, ze odbijają się w nim oceany. No cóż, każdy ma swoja teorie.

Staw, las...© causeilovemybike

Znowu to niebo...© causeilovemybike
Błękit nieba po raz „setny” na przed przed finisz zdjęć.

Przemek czeka, aż zrobię zdjęcie.© causeilovemybike
Uhuhu, Przemek też musiał znaleźć się na jakimś zdjęciu, oczywiście nie chciał zrobić ładnej minki, więc fotka z odległości była jak najbardziej okej. I tak wyszło medialnie;)

Dobra, to Ja and Przemek© causeilovemybike
Na finisz serwuję wam nasze zacne, twarze. Nie zwracajcie uwagi na miny, nie wiedzieliśmy czy zdjęcie już się zrobiło, a pozostałe zdjęcia wyszły jeszcze gorzej;) Wybrałem mniejsze zło. Na moją czerwoną jak burak gębę również… Przemroziłem sobie ryjek i miałem buraczany odcień cery do samego wieczora…
Podsumowując było bardzo fajnie, dobry trening nóg przed osiemnastkowym tańczeniem, dzięki temu po kilku godzinach wyginania się na parkiecie nie bolą mnie nóżki.
____________________________________________________________________________
Aha, dziękuję serdecznie Monisi za imprezę. Bigos był zajebisty, Wszystkiego jeszcze raz najlepszego, dorosła już kobieto!
Dane wyjazdu:
16.54 km
0.00 km teren
00:45 h
22.05 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Dzicz, ghost rider i kapeć...
Piątek, 21 stycznia 2011 · dodano: 21.01.2011 | Komentarze 0
Rocznik `93 wkroczył w rok osiemnastek. To będzie trudny rok;) Bezsprzecznie… Los chciał, albo matka matura, albo też bocian, że pierwszy 18 ma Bartosz, zwany też Kanarkiem bądź też van Pussy;) Kurczę belek, najmniejszy, a najstarszy, co za życie;)No cóż. Jako, że jego impreza ma odbyć się w jakiejś dzikiej okolicy, postanowiłem podjechać na miejsce i obczaić teren;)
Przyjechał Kacper vel. Fatasek, przywiózł mi części od roweru, które mu kiedyś miałem sprzedać. I w tym miejscu musze pogratulować serdecznie i z całego serca jego sprytnemu tatusiowi, który ściągał korby za pomocą młotka i przecinaka chyba, Na to wskazują ślady, bardzo dobrze widoczne. Ehhh, genialnie. Kacperka posłałem z tym shitem w diabły i obiecał, ze da mi inna, podobna korbę;) Zobaczymy jak to będzie;)
Miejsce naszej dzikiej orgii sobotniej zbadałem wspólnie z Kacprem i pojechaliśmy dalej. Przed siebie, dalej, dalej i dalej, nie zważałem na nieustające pytania towarzysza, gdzie, po co, dlaczego, którędy, kiedy, jak szybko, o której, z kim, z jakiego powodu… Włączyłem muzykę i trochę go olałem;) Marudził i gderał, ale lajt;)
Wylądowaliśmy w Buczku, spoko. Po drodze spotkaliśmy jeszcze dwóch ghost riderów, w zasadzie tylko jeden z nich był ghost Riderem, ponieważ jechał z workiem czegoś(?) na ramie, drugi natomiast szedł chwiejnym, wesołym krokiem, nawalony jak meserszmit;)Kompletnie bez świateł, odblasków, żeby „weselej” było w ciemnych fatałaszkach, a droga oczywiście standardowo nieoświetlona, tak więc ciemno jak u naszych afrykańskich kolegów w.. Głęboko;) Dobrze, że ujeżdżacz Jubilata w nich nie wjechał, bo byłaby śmierć na miejscu, miałbym posta na hcfor.
Potem ruszyliśmy drogą 483, planowałem wrócić do Zlw przez Krześlów, Sobki i Mauryców. Niestety w Kurowie poczułem, że „robi mi się miękko pod kołem”. „Oby nie kapeć” – myślę z nadzieją. A jednak. Wycieczka zakończyła się na 17 kilometrze drogi wojewódzkiej 483. Miło… Zaparkowaliśmy koło słupka i zatelefonowałem po moją osobistą pomoc drogową w postaci Fadera w żółtym U2;) Przyjechał, zapakował bicycle i pojechaliśmy. Ot tyle.
I stanęło na tym, że zrobiliśmy 16 i pół kilometra. Znowu marnie…
_________________________________________________________________________________
„Człowiek jest złem, człowiek jest wojną,
Człowiek jest sprawcą nieszczęść.
Co możemy zrobić, nic nie możemy zrobić.
Niech Bóg ma nas w swojej opiece.”
Zgadza się w stu procentach. Człowiek to jedyna istota na świecie, która ma tak doskonale wykształcone cechy samodestrukcyjne…
_________________________________________________________________________________
Ale nie ma co rozpaczać!
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
23.20 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Czyżby nadchodziła już wiosna?
Poniedziałek, 17 stycznia 2011 · dodano: 17.01.2011 | Komentarze 0
Śmiało mogę na samym początku stwierdzić, że był to wyjątkowo miły kawałek dnia. Pogoda wyśmienita, słońce coraz śmielej ogrzewało zmęczoną zimą i roztopami ziemię. Wspólnie z Przemkiem podczas naszej wczorajszej, a w zasadzie nawet dzisiejszej nocnej rozmowy na GG stwierdziliśmy, że trzeba wybrać się na małą objazdówkę, właściwie objazdoweczkę terenu;)Tak więc, kiedy już wstałem leniwie niczym słoń z łóżka w godzinach blisko południowych, znowu niewyspany (bo spałem tylko 10 godzin), ogarnąwszy swoje zacne ciało, ubrawszy wiosenna kurtkę wyszedłem na świeże powietrze pobabrać się w Kettlerowskim smarze;) Zniwelowałem ogromne luzy, które nawiedziły wiekowe już mechanizmy tegoż oto statku, nie mniej jednak bardzo szlachetnego;) Akurat walczyłem z wyłażącą, niczym glisty po ulewnym deszczu, rdzą na łańcuchu i przebrzydłym błotem we wszystkich zakąteczkach.
Kataklizm opanowany, wyruszyliśmy. Pierwsza reakcja? "O kurde, ale ciepło, a jest przecież styczeń". No właśnie, ja chcę już wiosnę, mój rower chyba także... Nie chyba, tylko stanowczo TAK!
Pierwszy przystanek u Malwiś. Wpadliśmy ją odwiedzić. Pokazałem jej brutalne oblicze świata na www.hcfor.pl, obejrzeliśmy te wszystkie obrzydliwe obrazki, które miały być dla nas przestrogą, oduczyć nas nieuwagi na drodze, w życiu. No i była to też dobra lekcja anatomii i generalnie biologi, bo "flaki" były motywem przewodnim. Było też dużo śmiechu. Ważnym motywem były również relacje między siostrami;) Młodą panna M. i starszą panną M. Asz te młodsze istoty są krnąbrne i marudne. Dalej tematu nie rozwijam, bo tak i koniec;)
A potem nastąpiła nieskończona aria ochów i achów, jak to fajnie się jedzie, jakie świetne niebo, piękne chmurki, miły wietrzyk, świeże powietrze, cudowna lekka wilgoć w powietrzu, która poruszała moimi skamieniałymi zmysłami. I to słoneczko, znowu niebo, kolejny raz słoneczko i niebo, niebo, niebo. Zimą człowiek nie zadziera tak wysoko głowy, bo ciągle coś pada i leciałoby w oczy, ale w czasie takiej sprzyjającej pogody brak zachwytu nad walorami przyrody byłby naprawdę znacznym nietaktem...
Kolejny przystanek: Patyki. Dla odmiany byłem zachwycony wszystkim co mnie otacza. Już tak mam, że życie mi się podoba;)
Następnie trochę trasy, przeplecionej zachwytami, slalomem z racji zimowych dziurawych wykwitów na drogach.
Niepoetycko kończąc odprowadziłem Przemka pod dom, pojechałem pod second-handa Moniki, z którą trochę pogadałem, wymieniłem się przykrymi newsami. Temat przykry, nie cichłbym wspominać. I wróciłem do domku. A zaraz spotkanie z kumplami na działce, gdzie nie byłem chyba już miesiąc...
Ahaa, przeprosiny. Nie zrobiłem żadnych cudnych i chwytających za serce zdjęć, które poruszają pozytywnie naszymi zmysłami estetycznymi, bo wtedy ja nie mógłbym skupić się na zachwycaniu się naturą... Ale nadrobię to, spoko;)
Pozdrower i dużo pozytywnych emocji na rowerze;)
Dane wyjazdu:
24.00 km
0.00 km teren
01:10 h
20.57 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Zbiorczo, niezbyt nadzwyczajnie...
Niedziela, 16 stycznia 2011 · dodano: 16.01.2011 | Komentarze 0
Niczego specjalnego nie dokonałem. Jak zwykle raczej;)Poskładane do kupy ostatnie jeżdzonka, czyli ognicho u Majronsa, wizyta u Kacpra(prosił zeby nie mówić do niego per Kania, życzenie spełnione!), nocne, deszczowe kręcenie przez Bujny z Misterem Majewskim, który lansował się po wsi w chińskich dresach i gumiakach zapierdzielającego swoim wypasionym Jubilatem;)
Generalnie znowu zalało łąkę naprzeciw mojego domu, tak więc zapraszam, zabierajcie łódeczki, pontony, prawie jak na Mazurach. Wstęp 5 zeta;) A jakby złapał mrozik, to będzie można skorzystać z meeeega dużego lodowiska, niestety wypożyczalni łyżew nie prowadzę;( A tak na serio to cały dzień buczą motopompy, nie mogę otworzyć okna, bo ogłuchnę... Jest właśnie po 1 w nocy, pompy dzielnie pracują, tak więc raczej się dziś nie wyśpię... A rano na Marsz Śladem Powstania Styczniowego, damn it!
Z dziwnych wydarzeń:
Po nocnej jeździe przez Bujny, gdy wróciłem do domu, ku mojemu niebagatelnemu zaskoczeniu zastałem w nim Dzinksia pijącego kawkę u mnie w salonie. Okazało się, ze wszedł sobie do domu i zażyczył kawki od mojej mamuśki, ta nie wiedziała co zrobić i kawkę podała, jak na dobrą panią domu przystało;) Co do Dzinksia, to osobnik niemalże legendarny w moim miasteczku, podmiot wielu krucjat miejscowej zidiociałej młodzieży, która nie ma co robić i wyżywa się na nieszkodliwym Zbyszku (kiedyś porąbali mu siekierą buty i wrzucili petardy do domu), który ma trochę nie po kolei w głowie. Ale generalnie kolo jest spoko, nikomu nic złego nie robi, żyje sobie po swojemu, można powiedzieć, że jest nieco ekscentrykiem...
Licho, licho, kiepsko, słabo... Weny brak, roweru także.
Adios, do lepszego jutra!
______________________________________________________________________
Bytka albo nie bytka, oto jest zapytka. Po Czesku nawet Szekspir brzmi głupio;)
_____________________________________________________________________
Bo nie zamykam się na wybrane gatunki muzyczne...
Dane wyjazdu:
0.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Konkurs!
Wtorek, 11 stycznia 2011 · dodano: 11.01.2011 | Komentarze 0
Od dzisiaj do 20 stycznia można głosować na swojego faworyta za pomocą SMS-a. Zachęcam Was, żebyście mnie nieco wspomogli;)Głosuj na mojego bloga w konkursie na Bloga Roku 2010!
Wyslij sms o treści H00298 pod numer 7122. Koszt jednego SMS-A to tylko 1,23 z Vat (Ah ten wyższy podatek;/). Dochody z smsów są przeznaczone na turnusy rehabilitacyjne dla niepełnosprawnych! A więc pomagacie nie tylko mnie, ale także tym, którzy mają mniej szczęścia w życiu niż Wy!
Dane wyjazdu:
10.78 km
0.00 km teren
00:30 h
21.56 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Przedszkole, lodowe przedwiośnie i chlapa...
Piątek, 7 stycznia 2011 · dodano: 07.01.2011 | Komentarze 0
Rano obudziły mnie wrzaski i śmiechy jakiś dzieci. Co to kurde może być, dzieci u mnie w domu? Dzieckiem można nazwać mojego tatę, ale on z pewnością nie ma takiego piskliwego głosiku, brat jest 6 lat ode mnie starszy i już nawet z nami nie mieszka, w takim razie, co to jest?Schodzę na dół, a moim oczom ukazuję się trójeczka wesołych szkrabów. Dwójka sąsiadki zza ściany, a jedno to synek kolegi mojego taty. Spoko. Ja wiedziałem, że moja mama chciała zostać przedszkolanką, nawet starała się o przyjęcie na pedagogikę, ale nie wiedziałem, że otworzyła domowe przedszkole, haha!
Dzieciaczki miały fajną zabawę, podczas gdy ja robiłem sobie herbatę, każde kolejno wbiegało do kuchni i krzyczało „Siema!”. I tak ze sto razy. Ufff… Chyba nieprędko zostanę tatą. I dobrze. Taniej.
Potem musiałem zrobić każdemu po milion samolocików z papieru, patrzeć jak latają i wyciągać je zza mebli (w końcu ja je robiłem, to dobrze latały).
Uratowało mnie to, ze mama wysłała mnie do sklepu, pojechałem z chęcią. Niezwykle męskim rowerem mojego taty;) Kettlerem;) Tym czarno-różowym. Grzecznie postałem w kolejkach w marketach, kupiłem co miałem kupić.
Wjeżdżając do domu poślizgnąłem się na lodzie przed bramą i w nią jeb.. uderzyłem po prostu. Tak więc musiałem z tatą i dziadkiem ten cholerny lód skuwać za pomocą takiego zmyślnego urządzenia autorstwa mojego `fadera`. Ręce do tej pory mnie bolą…
A potem pozostało tylko wydostać Forda, bo troszkę się zapadł w lodzie na podwórku. Merc miał lepiej, bo stoi na czyściutkim chodniku;) Właśnie! Może ktoś chce kupić Fordzika albo Mecedesika? Albo nawet oba? Vito i Trasit czekają na Ciebie!
Po odzyskaniu wolności pojechałem się przejechać Kettlerem (bo ma błotnik z tyłu). Nie ma niestety świateł, więc miałem mało czasu, więc mało w efekcie pokonałem mało kilometrów;( Główne drogi są czarne, mogłem się wreszcie wyszaleć. Na bocznych rowerzyści tańczą na lodzie. Istna rewia na lodzie. Ślizgi, poślizgi, uślizgi. I woda też. W butach przywiozłem do domu pełno wody, a spodnie ubryzgane po kolana;) A to tylko 10 kilometerków.
A na działce wystraszył mnie kot. Cicho i spokojnie dookoła, wchodzę na działkę, jestem na werandzie u dziadka, patrzę sobie, a tu nagle pojawia się kot. Taki brudny, prawdopodobnie jakby go wyprać byłby biały jakby go wyprać, gapił się na mnie burymi ślepiami. Jak krzyknąłem z zaskoczenia to zjeżył się, wyszczerzył kły i zeskoczył na ziemię i dalej się na mnie patrzył. Dzikus jakiś dziwny. Brrrr… Nie lubię kotów….
Tak sobie myślę, że może założę światła, tak na szybko i jeszcze się gdzieś wybiorę. Może nawet chłopaki się dołączą? No bo to wstyd w taki ciepły dzionek tak mało się przejechać…
___________________________________________________________________________
Dalej siedzę w Nickelbacku, że tak powiem. Posłuchajcie „This Afternoon”, bo leci u mnie akurat w tym momencie;)
___________________________________________________________________________
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
18.32 km
0.00 km teren
01:05 h
16.91 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Pisania dużo, a jeżdżenia mało.
Czwartek, 6 stycznia 2011 · dodano: 06.01.2011 | Komentarze 0
Wieczorne pokolacyjne menu: szklanka prawdziwego, „nie sklepowego” mleka i „Lion”. Lubię się zdrowo odżywiać;)Rowerowo trochę lichawo. Niestety. Ten piekielny rower mnie drażni. Koło się ciągle telepie. Poprawiam codziennie, ale po jednej przejażdżce znowu ta sama akcja. I zębatka obciera o ramę, nie rozumiem. Szrot i tyle. No i jeszcze warunki towarzysko-społeczne są za dobre i nie pomagają w jeździe rowerem. Chodzi o to, że ciągle spotykam znajomych, gadam z nimi i dalej już nie jadę. A to problem bardziej złożony. Bo jeśli chciałbym pojechać tam, gdzie towarzystwa bym nie spotkał, to tak, czy siak, bym nie pojeździł, ze względu na warunki drogowe, lodowe koleiny i inne ciekawe niespodzianki. Więc musze jeździć w okolicach mojego miasteczka, gdzie znajomych jest dużo i jeszcze więcej… Trudne życie takiej gaduły jak ja;)
Ale okej, już już. Wczoraj byłem u Przemka w garażu, pomagałem mu czyścić rower. Dyskutowaliśmy o rowerach, WD-40, odtłuszczaczach i psikadle Brunox do amortyzatorów. Dowiedziałem się, że amortyzator po angielsku to „shock absorber” oraz, że Brunox to szwajcarska jakość i ma siedzibę w Sieradzu (mieszkają tam dziadkowie Przemka). Pojechaliśmy potem do Malwiny, bo Przemek miał za zadanie zatransportować jej pendrive`a, ale Malwinki w domku nie było. No a w rynku spotkaliśmy dziewczyny z Mironem, dojechał Łukaniu i wycieczka siłą rzeczy się skończyła inaczej niż planowałem i gdzie indziej. A następnie Ogromas wpadł do mnie i tłumaczyłem mu do 1 w nocy zawiłości CityVille, a on kreatywnie wymyślał, co by w tej grze dodał. To dopiero myśliciel;)
Co do dnia dzisiejszego. Hm… Byłem na sankach. Chłopaki poszli grać w PS-a, a ja zawinąłem na chatę. Zagościła u mnie kuzynka, przyszła się pożegnać, bo wraca do UK… A ja z Przemkiem poczęliśmy pomagać Bartoszowi, najmniejszemu, acz najstarszemu, w rozwożeniu zaproszeń na 18. Tylko tak jakoś nie wiem czemu, mnie jeszcze nie wręczył, hyh… Mucha oczywiście otworzył nam drzwi zaspany, trochę nie czaił co kaman dookoła. Ale pojechał z nami, bo mówił, że nie ma co robić. Najwidoczniej się już wyspał. Panny Agnieszki nie zastaliśmy, była w innymi pannami w parku. Na marginesie, zostały spisane przez jakiś zniewieściałych panów policjantów z „pedalskimi głosikami, że bym się posikał jakbym posłuchał” za, uwaga!, siedzenie na oparciu ławki. Bo miejsce na dupę było zalodzone, to miały sobie dziewczęta tyłki zamoczyć? BEZ SENSU. Polska policja, czepiają się pierdół, ale jak w Sylwestra banda idiotów klepała się po buźkach w środku miasta, to jeździli i szukali miejsca do parkowania. Żal mi tych lapsów… Aż mnie zdziwiło, że nie zgarnęli mnie dziś na przejechanie przez przejście dla pieszych rowerem… No i generalnie moje dzisiejsze jeżdżenie zakończyło się na przejażdżce na Mauryców i do Pożdżenic, bo potem przechadzałem się z Łukaniem, który tłumaczył mi zawiłości pionowego i poziomego łańcucha produkcji i dostaw. Się chłopak logistyki uczy, wow!
Zrodził się także pomysł wybrania się w wakacje rowerkiem w Jurę, na biwaczek i skałki. Mam nadzieję, że znajdę takich, którzy będą chcieli się tam wybrać rowerasem, a nie zabrać dupę autem. Oby…
I to tyle moich kolejnych, mrożących krew w żyłach opowieści.
_______________________________________________________________________
Przesłuchuję płytę zespołu Nickelback , „Dark Horse” z 2008 roku. Ciekawa muzyka. Wpada w ucho, ale nie jest to takie typowe komercyjne dno i szeroko pojęty muzyczny chłam. W sumie już dawno słuchałem Nickelback, ale jakoś teraz przypomniałem sobie o nich na nowo.
Posłuchajcie:
Całą płytę sobie przesłuchajcie, jeśli znajdziecie czas;)
_____________________________________________________________________
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
13.18 km
0.00 km teren
00:44 h
17.97 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Pierwsza trzynastka;)
Niedziela, 2 stycznia 2011 · dodano: 02.01.2011 | Komentarze 3
W Nowy Rok nie miałem okazji pójść na rower. Ciężki dzień generalnie.Dzisiaj jednak pogoda sprzyjała, więc wziąłem rower w obroty:) Spoko, ciepło nawet, wiaterek delikatny, słoneczko, świetne warunki.
Napisałbym pewnie coś bardziej twórczego, ale miałem gości. Najpierw kuzynka z chłopakiem, potem właściciel Wiki - pan Zbyszek.
Oliwka generalnie mówiła dużo, a ja musiałem słuchać jej, grać w CityVille i czytać streszczenie Szkiców Węglem jednocześnie;)
Swoją drogą zdziwiło mnie, jak Madzia zapytała, kto napisał "Szkice Węglem". Nic nie było w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że skończyła filologię polską;) Co ta Anglia robi z Polakiem;) Dla nieczających, Sienkiewicz napisał "Szkice..."
Sienkiewicz Sienkiewiczem, ale do UK, to bym sobie z chęcią pojechał, a choćby żeby pojeździć angielskimi ścieżkami rowerowymi;)
Jako uczeń liceum, muszę także wspomnieć o tym, że jutro trzeba iść do szkoły. Tak standardowo powinienem teraz pomarudzić jak mi źle i niedobrze. Bo właśnie tak mi jest. Ostatnio rzadko kiedy wstawałem przed 12, wiec wizja pobudki po 7 mi nie "leży", a mogę nawet stwierdzić, że mnie przeraża. Zważywszy na to, że jestem śpiochem. Okropnym...
Ale jeszcze trochę i ferie, łódzkie w tym roku pierwsze w kolejce;) Jeszcze nie byłem w szkole, a już nie mogę doczekać się kolejnej przerwy;)
Właśnie moją uwagę przykuł przypadek kulturysty z wrzutem na dupie. Jakieś to zabawne dla mnie, haha;)
Dobra, koniec tego pisania o niczym.
_____________________________________________________________________________
Posłuchajcie jeszcze tylko tego:
Miłego chilloutu:)
_____________________________________________________________________________
POZDROWER;)