Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2010

Dystans całkowity:394.46 km (w terenie 16.40 km; 4.16%)
Czas w ruchu:21:04
Średnia prędkość:18.72 km/h
Maksymalna prędkość:47.00 km/h
Liczba aktywności:20
Średnio na aktywność:19.72 km i 1h 03m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
11.14 km 0.00 km teren
00:25 h 26.74 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

It was a big argument...

Czwartek, 30 września 2010 · dodano: 30.09.2010 | Komentarze 0

Byłem dzisiaj w Załęczu Wielkim, Załęczach Wielkich czy nie wiem jak to tam odmienić... Pobiegaliśmy trochę po lesie, pogadaliśmy o oszczędzaniu wody i było gites;P

Potem trochę podrzemałem i postanowiłem pójść się carnąć nieco rowerkiem:) Lukaniu ze mna nie poszedł, a Kalwin jakiś film z Hillary Duff oglądal, podobno kiepski.

Oczywiście mój rower czeka na nową obręcz, więc tym razem musiałem wziąć rower mamy, bo tata miał jakieś wąty do mnie, pochlaliśmy się dosyć teatralnie o to i jeszcze o parę innych spraw, sąsiedzi raczej usłyszeli jak się darliśmy;)

Generalnie byłem taki naspeedowany jak po jakiś prochach, muzyka w uszach i zrobiłem dwie rundki małe po Zlw, dobrze ze zapamiętałem czas wyjazdu i przyjazdu, a długość trasy obliczyłem na mapmyride.com, bo przecież licznik znowu wariuje, muszę go rozkręcić, skręcić i będzie działał... Wredne padło;/

Swoją drogą jak się człowiek wkurwi, to na wszystkim będzie jechał, byle jechać i się odstresować;)

A ogólnie to słucham jakiejś składanki Alternative Times Vol 80 i psychicznie mi to pomaga:)

Czołem!


Dane wyjazdu:
15.12 km 0.00 km teren
00:46 h 19.72 km/h:
Maks. pr.:41.60 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Rodzinka polimerów i wieczorne pedałowanko:)

Poniedziałek, 27 września 2010 · dodano: 27.09.2010 | Komentarze 0

Po szkole posiliłem się obiadkiem mamusi i trochę spóźniony, tak dla odmiany, pojechałem do Moni robić projekt o polimerach, na chemię oczywiście:P We trójkę z Olusia jeszcze mieliśmy genialne pomysły:)

Z tego miejsca chcę pozdrowić Moni:*

A potem siedziałem w domu i się nudziłem, aż w końcu stwierdziłem, że nie będę tak siedział z dupą i nawet mnie taka trefna jak dziś pogoda nie zatrzyma, totez napisałem SMS-ka do Łukania i już miałem kompana do przejażdżki:)

Jako że tatusiowy rowerek ma dynamo, ale kabelek się urwał, więc na tył założyłem jakieś czerwone migadło, a z przodu zamocowałem taka śmieszną lampkę, która zakłada się na czoło za pomocą takich gumeczek:) Marczello takie badziewie używa jak grzebie w jakiś ciemnych kątach:)

Łukaniu chciał jechać na stację benzynową, bo przed spotkaniem ze mną biegał i chciał napić się mineralnej, ale on zapomniał kasy, a ja portfela też nie zabrałem ze sobą, więc zakończyło się na tym, że musiał się posilić fajką;)

Łukaniu narzekał, że sprzęcicho jego mamy kiepsko jeździ, no wiec wziąłem bestię i sprawdziłem... Fakt, mega fajnie się nie jechało, ale było raczej okej;) I taki plus, że średnią podkręciłem, jak Łukaniu ujeżdżał Father`s` Bike`a, bo jechało mu się lepiej i nie musiałem już na niego czekać:)

Ale tyłek od siodełka mnie bardzo szybko zaczął boleć;)

Rozjechaliśmy się, Łukaniu pojechał do domciu, a ja pomknąłem trochę podkręcić średnią. Udało mi się ja podkręcić z 16,3 do 19,7;) Ale jak tak zapierdzielałem po mokrej drodze to strumień wody z przedniej części przedniego koła leci mi prosto na twarz... Dziadek mnie uświadomił, że opona jest odwrotnie założona, ehh, jutro to muszę poprawić!

A teraz amciu i niedługo spać, jutro szkoła;/


Dane wyjazdu:
11.60 km 0.60 km teren
00:37 h 18.81 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Lans nieziemskimi maszynami:)

Niedziela, 26 września 2010 · dodano: 26.09.2010 | Komentarze 0

Pogoda cudna, ciepło i w ogóle super, rowery totalnie odjechane mieliśmy z Łukaniem...

On na romecie turina nieco zdezelowanym, a ja na damce Wheeler mojej mamy, dobrze jeżdżącej, ale i tak według mnie pokracznej:)

Łukaniu musiał mi opowiedzieć co robił w weekend w Katowicach:) No bo podbijał Śląsk:) Hahah:)

A ja mu opowiedziałem co się u nas działo:)

Więcej gadania niż jazdy:)

Potem na działce dojechał do nas Kania, pojechaliśmy na pizzę, potem spotkaliśmy Amande i Pelianę, zabraliśmy je na bagażniki pojechaliśmy na Saską, a potem na polankę, czyli Camp Nou , hehh:)

Generalnie spoko:)


Dane wyjazdu:
8.10 km 0.00 km teren
00:26 h 18.69 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Działka razy dwa:)

Sobota, 25 września 2010 · dodano: 26.09.2010 | Komentarze 0

Rano umyłem z tata auto - na działce
Potem robiłem z Kania przemeblowanie - na działce (konkretniej w domku)
A wieczorem spotkaliśmy się naszą paczką - na działce


Czyli generalnie baardzo mało rowerkiem niestety;( Ale było bardzo fajnie wieczorkiem, a w ciągu dnia pogoda taka zarąbista, że zapomnaiałem, że miałem robić z dziewczynami projekt na chemię:)

I mój cis pospolity ma owoce, które wyglądają baaaardzo smacznie... Co za pech, takie ładne, a jeść ich nie można;)


Dane wyjazdu:
17.96 km 0.00 km teren
01:04 h 16.84 km/h:
Maks. pr.:47.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Prawie jak "ekstremalnie"

Piątek, 24 września 2010 · dodano: 25.09.2010 | Komentarze 0

Haa, wczoraj, to była jazda!

Jako, że bardzo mnie wkurzyły liczne telefony, a ja nie lubię przez telefon gadać, więc ustrojstwo wyłączyłem, poprzez pierdolnięcie o podłogę i pojechałem sobie:) Zrobiłem małą szybką rundkę przez Zelów i byłem uspokojony:)

Potem graliśmy w siatkę, ale trudno to było nazwać grą bo nie dość, że ja gram gorzej niż źle, to reszta się cały czas śmiała:)

A potem standard wieczoru, czyli spotkanie na działce...

Ale najlepszy to był motyw z kursem do sklepu, żeby sprzedać butelki, haha, sprawdzałem ile wyciągnę rowerem taty na prostej drodze i wyszło mi dzisiaj na liczniku, że maksymalną miałem 47km/h. No to miło jak na takiego ciężkiego rupcia:)

A potem Szewczyk zagapił się na nas, wjechał na krawężnik, spadł mu łańcuch i z powrotem na działkę musiał rower prowadzić:)

A w międzyczasie spotkałem jeszcze Wikinga, czyli mojego szanownego ojczulka;)

Potem zmieniliśmy miejsce zabawy i na rogu, koło biblioteki zaliczyłem taki upadek, że mnie dzisiaj kolano tak nawala i szyja, że szok;/ Tak to jest niestety;(

A dzisiaj zauważyłem, że w rowerze mam odkręcone koło i fajnie, że nie odpadło:)

Ogólnie gites:)


Dane wyjazdu:
13.40 km 0.00 km teren
00:44 h 18.27 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Dwa zapracowane dni:)

Czwartek, 23 września 2010 · dodano: 23.09.2010 | Komentarze 0

To były dość zajęte dwa dni;)

Wczoraj szkoła, potem czyściłem samochód tacie i dziadkowi, potem do Sztabu do Bełka. Jak wróciłem, to zacząłem oglądac fotki z mamą i takie cudo znalazłem...

Ehh, stare, fajne czasy:) A wieczorem tylko kilka chwil na rower i do domu uczyć się...

Smutny los ucznia...

Dzisiaj bez większych rewelacji... Tylko 6 lekcji, na całe szczęście, potem przyjechał Kania i mi kompa formatował, bo ze mnie taki informatyk, że miałem już 3 Windowsy na jednym kompie;) A potem wyprowadziłem dziadkowi Seicento, pomknąłem rowerkiem na działkę, umysłem mu tą furę, skosiłem trawnik na działce u sąsiadki, babci i u siebie przy okazji też;)

A potem jak wracałem do domu, byłem już pod domem, urwała mi się linka od tylnego hamulca w rowerze ojca:( Prawie przywaliłem w samochód... Dobra, to zostały jeszcze dwa rowery do rozwalenia: Bianchi i Wheeler

Tak więc teraz kolejny rower jest niesprawny...

Ostatnio pomyślałem, że skoro zbliża się zima, wieczory będą dłuuugie i nudne, to mógłbym sobie złożyć jakiś rower tak dla zabicia czasu i własnej satysfakcji:)

A tak w ogóle to szukam obręczy do roweru i w okolicy u siebie jakoś nie mogę trafić, może ktoś z was, drodzy bikersi, zna w łódzkim jakiś sklep z obręczami MACH 1?

A teraz chemia: alkeny, izomeria cis-trans i reakcje addycji i eliminacji... Kartkówka;/ Jak ja lubię kartkówki, w szczególności w piątki;)


Dane wyjazdu:
29.48 km 0.60 km teren
01:40 h 17.69 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Parę questów i trenowanie Kani;)

Poniedziałek, 20 września 2010 · dodano: 20.09.2010 | Komentarze 0

Haa!
Dzisiaj pogoda dopisała, tak więc był to najlepszy moment na wybranie się na przejażdżkę... Lalunia w dalszym ciągu jest nie w stanie do jazdy, więc ujeżdżałem dziwactwo taty:)

Wybrałem się na działkę, aaa tam przyczepił się do mnie jakiś mały kotek, taaki czarny... Mroczny, idealny na czarną mszę, haha, nie no, joke! Ale sąsiad kotka zabrał i po problemie;P

A potem pojechałem do Kani i pojechaliśmy jakimiś wiochami, haha, niech zapierdziela, przecież się chłopak odchudza, to go muszę potrenować trochę!

A jak już myślałem, ze koniec jazdy, to okazało się, że mam questa do wykonania i musiałem jeszcze to i ówdzie pojechać:)

Podsumowując, całkiem fajny czas:) I nawet wyjątkowo Kania mnie tak bardzo nie wkurzał:)


Dane wyjazdu:
30.15 km 0.00 km teren
01:53 h 16.01 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Wiele, wiele...

Sobota, 18 września 2010 · dodano: 20.09.2010 | Komentarze 0

Hmmm, zbitek kilometrów z piątku, soboty i niedzieli, mało jeździłem, bo były imprezy:)


Dane wyjazdu:
33.70 km 0.50 km teren
01:14 h 27.32 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

"Prezesa ni ma!"

Czwartek, 16 września 2010 · dodano: 19.09.2010 | Komentarze 1

Taak, druga klasa liceum! Jestem już prawie poważnym człowiekiem, wiem, że czeka mnie matura i ten okres edukacji w moim życiu jest najważniejszy:)

Ale druga klasa liceum to także połowinki;) Ogólnie niezłe zamieszanie z ta calą imprezą, jedni chcą w szkole, inni są za organizacją w innym miejscu, cuda na kiju i cholera wie jeszcze na czym:0

No to się wybrałem z Bartkiem na Malenię, zapytać o wynajęcie sali na taka imprezę;)

Przyjechał po mnie, a ja siedziałem nad rozgrzebanym rowerem ojczulka, boo bestia miała takie gigantyczne luzy w kierownicy i w ogóle, że tragedia, a nie będę mówił o tylnym kole...

Tak to jest jak ojczulek częściej mówi o "O, trzeba by rower zrobić" niż go "robi":)

Rozebrałem ustrojstwo, trochę posmarowałem koronki z przodu, swoja droga dobra firma to i w koronki zainwestowali, bo w innym rowerze takiego bajeru już nie dali:)

Koło tylne tez trochę podkręciłem i już był rower prawie gotowy do jazdy:)

Potem dorwałem jedno z wielu opakowań PLAKA, takiego środka do czyszczenia i nabłyszczania deski rozdzielczej w aucie i opierdzieliłem cały rower, siodełko tez! Ależ się cudnie prezentował:)

Tylko takie odPLAKowane siodełko w połączaniu z moimi, jak to powiedziała babcia "babskimi", jeansami wydawało dość ciekawe odgłosy, coś na kształt sytuacji, jakbym miał na obiad coś pierdopędnego, na przykład jakąś fasolkę po bretońsku lub też coś w ten deseń:)

Ale jak już dojechaliśmy mimo mojego magicznego siodełka, okazało się, że "Prezesa ni ma", bynajmniej na sali go "ni ma", tak nas poinformowała pewna pani;) Na pytanie o telefon do "Prezesa" powiedziała: "No właśnie tyż ni mom, mieli mi wysłać, ale ni mom..." i popatrzyła bezradnie na srebrnego sagema z logo Orange, którego trzymała w jednej dłoni, bo w drugiej miała jakąś szmatę;)

No dobra, jak nie ma prezesa, to przyjedziemy wieczorem, prezes wieczorem zwykle na sali jest... "No tak, wódkę gdzieś trzeba pić, jak żona w domu nie pozwala" - pomyślałem;)

Byliśmy jeszcze nad takim smętnie wysychającym stawem, tragicznie wygląda...

Inna droga wróciliśmy do ZLW, potem jeszcze wstąpiliśmy do Moniki do jej meeega Second Handu i powiedzieliśmy jej o tym, ze prezesa nie było:) Kurde, lubię te słowa "Prezesa ni ma!"...

Umówiliśmy się na wieczór, ze pojedziemy drugi raz.

Ok, no to sobie pomyślałem, że napisze wreszcie to zasrane wypracowanie na polaka, wisi ono nade mną od tygodnia jak coś, czego nie umiem określić, przez pesymizm, tragizm i golnie smutny charakter tego czegoś...(???)

Tak sobie pomyślałem, ze poszukam natchnienia i pojechałem go szukać na działce, z aparatem. No to z nudów porobiłem te maga artystyczne foty!

artyzm w pełnej krasie! © causeilovemybike


Shimano deore rocznik dość stary z różową osłonka po betonowych przejściach::) © causeilovemybike


A to strach na ptaki roboty mojego dziadziusia! Bo te złe ptaki wpierdalały mu śliwki! Oh, złe i niedobre ptaszyska!

Haha! Straszak na maksa! © causeilovemybike


A potem stwierdziłem, ze skoszę trawę, kosiłem sobie, paseczek po paseczku, źdźbło po źdźble i było taaaaaak fajnie. Super ogólnie, bo nawet kosiarka odpaliła, bo zwykle jej uruchomienie to takie trochę never ending story wypełnione po brzegi bluzganiem na ten zabytek z NOMI.

A potem przyjechał Szewczenko i ruszyliśmy do Łobudzic, ale tam całkiem nikogo nie było, tym bardziej prezesa:(

No to przez Patyki i wstąpiliśmy do Łukania:) Ale nie chciał jechać z nami, bo mówił, ze zaraz idzie spać, bo on teraz zmienił tryb życia i chodzi spać przed 21;) Ale odprowadził nas pieszo kawałek, bo stwierdził, że sobie zajara:)

Łukaniu zawrócili do domu, a my w drogę! Ciemno jak w dupie, a mój rower tymczasowy oczywiście ma porozpierdzielane światła, no super po prostu! Ale jakoś tam sobie dawaliśmy rade, mniej więcej::)

W pewnym momencie jechałem i gadałem, do Szewczyka, jak byłem przekonany" Ale ciemno, kurde, jak w dupie, tak ciemno! Lubie coś widzieć, a tu jest ciemno! A ty lubisz coś widzieć?" I okazało się, ze to był jakiś inny koleś, a ja sobie do niego takie brednie nawijałem... Oł gasz, ale wtopa;)

A teraz najlepsze! Prezesa znowu nie było, ale uczynna pani wytłumaczyła nam gdzie mieszka, lub właściwie gdzie "prezes mieszko": "On mieszko tam dalej, jak się jedzie!" Tutaj machnęła ręką gdzieś... "Jedzie sie tam, jest taki zakryntt, taki maly zakrynt, on tam miszko, po prawy jest taki niedokuńczuny dum, a po prawo prezes!" Świetnie! "On mieszko tam gdzie psy takie som!" A kto mi do jasnej cholery pokaże wieś, na której nie ma psów, ja pierdziele! Myślałem ze padnę!

Okazało się, ze Prezes to spoko koleś i ma hodowle psów:)

Pogadaliśmy z prezesem o kosztach i takich tam i wróciliśmy do domów...


Dane wyjazdu:
14.20 km 0.00 km teren
00:46 h 18.52 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Standard, bez Laluni ;/

Środa, 15 września 2010 · dodano: 15.09.2010 | Komentarze 0

Najpierw musiałem pojechać do Kani oddać mu telefon... Bo swego czasu w moim Viewty padła bateria i musiałem kupić nową;p

Potem wróciliśmy pod mój dom i pojechaliśmy się kawałek przejechać:)

A potem Kania przez 5 minut zastanawiał się jaki napój kupić:) Ekspedientka zaczęła wreszcie chichotać;)

I znowu pojechaliśmy pod mój dom:P

A tym razem dostałem questa od mamy, żebym zawiózł babci list:) I musiałem babci jeszcze kosze wyprowadzić. A kania marudził, ze picie ma jakąś dziwna piane na powierzchni...

W drodze na chatę spotkałem tatę, który odstąpił mi swój rower, bo stwierdził, ze na tym mamy wyglądam nieciekawie, hah!

Znowu staliśmy pod domem, Kania zorientował się, ze jego napój jest przeterminowany, a termin ważności minął 30 maja 2010;) A potem Łodzianie szukali ulicy, a ja się zdziwiłem, ze nie maja GPS-a:)

Bo żeby zliczyć te kilometry musiałem użyć GPS-a taty, bo oczywiście licznika w tych wynalazkach nie ma... A czas zapamiętywałem na bieżąco patrząc na zegarek:)

A teraz pan Hołowczyc z GPS-A mówi mi, ze jestem poza trasa i, ze nowa będzie lepsza;)

I tym akcentem - koniec na dziś:)



A wcale nie, bo jeszcze miałem wstawić fotę tych magicznych hamulców;)

Dziwne hamulce:) © causeilovemybike