Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Dane wyjazdu:
33.70 km
0.50 km teren
01:14 h
27.32 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
"Prezesa ni ma!"
Czwartek, 16 września 2010 · dodano: 19.09.2010 | Komentarze 1
Taak, druga klasa liceum! Jestem już prawie poważnym człowiekiem, wiem, że czeka mnie matura i ten okres edukacji w moim życiu jest najważniejszy:)Ale druga klasa liceum to także połowinki;) Ogólnie niezłe zamieszanie z ta calą imprezą, jedni chcą w szkole, inni są za organizacją w innym miejscu, cuda na kiju i cholera wie jeszcze na czym:0
No to się wybrałem z Bartkiem na Malenię, zapytać o wynajęcie sali na taka imprezę;)
Przyjechał po mnie, a ja siedziałem nad rozgrzebanym rowerem ojczulka, boo bestia miała takie gigantyczne luzy w kierownicy i w ogóle, że tragedia, a nie będę mówił o tylnym kole...
Tak to jest jak ojczulek częściej mówi o "O, trzeba by rower zrobić" niż go "robi":)
Rozebrałem ustrojstwo, trochę posmarowałem koronki z przodu, swoja droga dobra firma to i w koronki zainwestowali, bo w innym rowerze takiego bajeru już nie dali:)
Koło tylne tez trochę podkręciłem i już był rower prawie gotowy do jazdy:)
Potem dorwałem jedno z wielu opakowań PLAKA, takiego środka do czyszczenia i nabłyszczania deski rozdzielczej w aucie i opierdzieliłem cały rower, siodełko tez! Ależ się cudnie prezentował:)
Tylko takie odPLAKowane siodełko w połączaniu z moimi, jak to powiedziała babcia "babskimi", jeansami wydawało dość ciekawe odgłosy, coś na kształt sytuacji, jakbym miał na obiad coś pierdopędnego, na przykład jakąś fasolkę po bretońsku lub też coś w ten deseń:)
Ale jak już dojechaliśmy mimo mojego magicznego siodełka, okazało się, że "Prezesa ni ma", bynajmniej na sali go "ni ma", tak nas poinformowała pewna pani;) Na pytanie o telefon do "Prezesa" powiedziała: "No właśnie tyż ni mom, mieli mi wysłać, ale ni mom..." i popatrzyła bezradnie na srebrnego sagema z logo Orange, którego trzymała w jednej dłoni, bo w drugiej miała jakąś szmatę;)
No dobra, jak nie ma prezesa, to przyjedziemy wieczorem, prezes wieczorem zwykle na sali jest... "No tak, wódkę gdzieś trzeba pić, jak żona w domu nie pozwala" - pomyślałem;)
Byliśmy jeszcze nad takim smętnie wysychającym stawem, tragicznie wygląda...
Inna droga wróciliśmy do ZLW, potem jeszcze wstąpiliśmy do Moniki do jej meeega Second Handu i powiedzieliśmy jej o tym, ze prezesa nie było:) Kurde, lubię te słowa "Prezesa ni ma!"...
Umówiliśmy się na wieczór, ze pojedziemy drugi raz.
Ok, no to sobie pomyślałem, że napisze wreszcie to zasrane wypracowanie na polaka, wisi ono nade mną od tygodnia jak coś, czego nie umiem określić, przez pesymizm, tragizm i golnie smutny charakter tego czegoś...(???)
Tak sobie pomyślałem, ze poszukam natchnienia i pojechałem go szukać na działce, z aparatem. No to z nudów porobiłem te maga artystyczne foty!

artyzm w pełnej krasie!© causeilovemybike

Shimano deore rocznik dość stary z różową osłonka po betonowych przejściach::)© causeilovemybike
A to strach na ptaki roboty mojego dziadziusia! Bo te złe ptaki wpierdalały mu śliwki! Oh, złe i niedobre ptaszyska!

Haha! Straszak na maksa!© causeilovemybike
A potem stwierdziłem, ze skoszę trawę, kosiłem sobie, paseczek po paseczku, źdźbło po źdźble i było taaaaaak fajnie. Super ogólnie, bo nawet kosiarka odpaliła, bo zwykle jej uruchomienie to takie trochę never ending story wypełnione po brzegi bluzganiem na ten zabytek z NOMI.
A potem przyjechał Szewczenko i ruszyliśmy do Łobudzic, ale tam całkiem nikogo nie było, tym bardziej prezesa:(
No to przez Patyki i wstąpiliśmy do Łukania:) Ale nie chciał jechać z nami, bo mówił, ze zaraz idzie spać, bo on teraz zmienił tryb życia i chodzi spać przed 21;) Ale odprowadził nas pieszo kawałek, bo stwierdził, że sobie zajara:)
Łukaniu zawrócili do domu, a my w drogę! Ciemno jak w dupie, a mój rower tymczasowy oczywiście ma porozpierdzielane światła, no super po prostu! Ale jakoś tam sobie dawaliśmy rade, mniej więcej::)
W pewnym momencie jechałem i gadałem, do Szewczyka, jak byłem przekonany" Ale ciemno, kurde, jak w dupie, tak ciemno! Lubie coś widzieć, a tu jest ciemno! A ty lubisz coś widzieć?" I okazało się, ze to był jakiś inny koleś, a ja sobie do niego takie brednie nawijałem... Oł gasz, ale wtopa;)
A teraz najlepsze! Prezesa znowu nie było, ale uczynna pani wytłumaczyła nam gdzie mieszka, lub właściwie gdzie "prezes mieszko": "On mieszko tam dalej, jak się jedzie!" Tutaj machnęła ręką gdzieś... "Jedzie sie tam, jest taki zakryntt, taki maly zakrynt, on tam miszko, po prawy jest taki niedokuńczuny dum, a po prawo prezes!" Świetnie! "On mieszko tam gdzie psy takie som!" A kto mi do jasnej cholery pokaże wieś, na której nie ma psów, ja pierdziele! Myślałem ze padnę!
Okazało się, ze Prezes to spoko koleś i ma hodowle psów:)
Pogadaliśmy z prezesem o kosztach i takich tam i wróciliśmy do domów...
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!