Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Wpisy archiwalne w miesiącu

Sierpień, 2010

Dystans całkowity:514.22 km (w terenie 15.89 km; 3.09%)
Czas w ruchu:25:36
Średnia prędkość:20.09 km/h
Maksymalna prędkość:68.60 km/h
Liczba aktywności:19
Średnio na aktywność:27.06 km i 1h 20m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
16.98 km 0.00 km teren
00:41 h 24.86 km/h:
Maks. pr.:34.30 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Trochę dalej, ale niezbyt daleko;)

Poniedziałek, 30 sierpnia 2010 · dodano: 30.08.2010 | Komentarze 0

Łukaniu nie daje znaku życia, Kalwin nie mógł, no to sam sie wybrałem...

Dziewczyny mnie poganiały, bo chcą zakończyć wakacje:) u mnie na działce oczywiście, a ja sie głupi zgodziłem;)

No to sie rachu ciachu przejechałem i jest gites;)

_____________________________________________________________________________
Podjarany Taylor Momsen z The Pretty Reckless;)


Dane wyjazdu:
7.01 km 0.00 km teren
00:14 h 30.04 km/h:
Maks. pr.:42.30 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Schreibwarenhandlung, írószer bolt, skrivesaker butikk, kırtasiye dükkanı, czyli sklep papierniczy:)

Poniedziałek, 30 sierpnia 2010 · dodano: 30.08.2010 | Komentarze 0

Pojechałem do papierniczego (niem. Schreibwarenhandlung) po taśmę dwustronną i zrobiłem sobie taka troszkę dłuższą trasę (takie kółeczko trochę;)) z szybkawym tempem:)


Dane wyjazdu:
5.26 km 0.00 km teren
00:18 h 17.53 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Wieczór poulewny

Poniedziałek, 30 sierpnia 2010 · dodano: 30.08.2010 | Komentarze 0

Nic ciekawego.

Olka wróciła z Egiptu, więc się wysuszyłem i do nich z Kalwinem przejechałem, potem dojechał Łukaniu.

I kwas potem i do domu, bo zimno juz jak cholera ;/


Dane wyjazdu:
37.89 km 0.00 km teren
01:51 h 20.48 km/h:
Maks. pr.:42.30 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Tor cartingowy bez go-cardów, deszcz i w ogóle...

Niedziela, 29 sierpnia 2010 · dodano: 29.08.2010 | Komentarze 2

Postanowiliśmy się przejechać gdzieś. Nawet nie mieliśmy pomysłu w jakie miejsce. Stwierdziłem, że wybierzemy cel podróżny jak się spotkamy i wtedy "coś się wymyśli".

No i wymyśliliśmy, ze pojedziemy do miejscowości Kluki na taki mały tor cartingowy. Myśleliśmy jeszcze o gorze Kamieńsk, ale wybraliśmy się trochę za późno, bo dopiero po 16, a do Kamieńska prawie 40km.

Musiałem pożyczyć bikeriderowi rower, bo tym swoim padłem, to chłopak by cały dzień jechał. Pomarudził niewdzięcznik, że hamulce kiepskie, mało powietrza w kołach i w ogóle. Jeszcze w odruchu dobroci z mojej strony (dzięki perswazji mojej mamusi) dostał butelkę Pepsi.

Ciśnienie bikerider uzupełnił u Łukania, bo moje pompki gdzieś pouciekały, najwyraźniej mnie nie lubią;(

Miał jechać z nami jeszcze Cwaniak, ale jak to z nim zwykle bywa, nie pojechał...

Czyli ekipa była następująca:
-Ja, czyli Filip, czyli causeilovemybike
-Łukaniu, czyli osobnik szybszy niż sam Przechuj
-Kalwin (aktualnie nie wiem co mu dopisać)
-bikerider, czyli Kania, Fatasek lub "ten taki, co trochę za dużo waży i ma długie włosy" - myśl Jadwigi, mojej rodzicielki

Tak więc sobie jechaliśmy, byliśmy za Maurycowem i spotkaliśmy Binusia (bardzo legendarna postać, uhuhu) i jakiegoś jego kolegę, ale kolesia nie znam;)

Ależ Binuś szybko jeździ rowerem, ale cóż się dziwić skoro wazy ze dwa razy więcej niż ja;)

Średnia spadła nam przez to do jakiś 12km/h ;/;/

Stanęliśmy w Parznie w sklepie, fotka kościoła jest ohydna, tak więc jej nie dodam...

Minęliśmy Groble i pojechaliśmy na ten tor do Kluk...

Okazało sie że toru nie ma, wiec usiedliśmy w barze, Łukaniu wszamał parówczana, Kania hamburgera, aja i Kalwin syfu nie wpierdalamy (przynajmniej nie tak często jak oni)

Tak siedzieliśmy sobie, Kania coś tam marudził jak zwykle. Potem śmiałem się z nich jak wymawiali mój nick na bikestats.pl;)

Nastepnie wrócilismy na Groble. Pochodzilśmy po groblach i taką oto fotkę mam;)

Lilie wodne? © causeilovemybike


Chłopaki trochę pograli na jakiś automatach, nie wiem jak to się nazywało i mieliśmy jechać do Dębu Cygańskiego, ale tak jakoś wyszło ze nie pojechaliśmy, mimo, ze to po drodze i zaczęło padać i w ogóle kicha totalna.

Generalnie ja z Kalwinem tamtym odjechaliśmy. Tempo było przyjemnie szybkie;)

Stanęliśmy w jakieś miejscowości na przystanku, ale to była zła decyzja, bo byliśmy tak mokrzy, ze jak potem znowu ruszyliśmy, to było nam ekstremalnie zimno! Człowiek uczy się cale życie na błędach...

Potem już blisko domu, praaaawie, stanąłem żeby zrobić fotkę zachodu słońca, skąpanego w chmurach i deszczu, lało jak cholera! Kalwin sobie pojechał, ale go dogoniłem w Maurycowie[ATTENTION! Kwestia sporna;) Niech będzie na granicy Zelów-Mauryców;)):) Nawet mi ten deszcz tak nie przeszkadzał, jak na to słoneczko patrzyłem;)

Zachód słońca, chmurki i deszczyk... © causeilovemybike


Jak wszedłem do domu to ze mnie kapało, a mama do mnie "Co, znowu zmokłeś, głupolu jeden ty! Ja ci ten rower kiedyś zamknę!"

Zjadłem, napiłem się, wysuszyłem i jest gites;)

Każda wycieczka jest fajna, taka z deszczem, upałem, byleby coś się działo ciekawego:)

PS. Łukaniu z Kanią czekali na przystanku w Parznie, przyjechali po nich rodzice Kacpra... Mleczak z bikeridera, bo Łukaniu na pewno by wolał wracać nawet w deszcz;)


Dane wyjazdu:
20.65 km 0.00 km teren
01:03 h 19.67 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Wieczorno-nocna jazda z wymianą pedała;)

Sobota, 28 sierpnia 2010 · dodano: 29.08.2010 | Komentarze 0

Jak pisałem czułem że to za mało jazdy, więc wybrałem się z chłopakami na małą przejażdżkę na "miasto" jak zwykle wieczorem.

Kalwin pojechał coś zjeść, a ja z Łuknaiem się przejechaliśmy. Pedał tak już mnie wkurzał, ze postanowiłem pojechać z Łukaniem do mnie i go wymienić...

Pedały wymieniłem, są całkiem wygodne, stabilne, ale złamałem na nich jeden klucz (zapewne z jakiejś chińskiej kolekcji wszystko po 4zł), kolejnej 15 nie mogłem nigdzie znaleźć, dopiero dziadek mi pożyczył, a potem tak się pieprznąłem w łokieć, że ręki zgiąć nie mogłem;/;/

Dojechał do nas Kalwin z Mironem. "Chipsy" i takie tam:P

Wylądowaliśmy u mnie, o wpół do 2 pojechałem odprowadzić chłopaków i się przejechać przez las, ale fajnie i cicho;) Tylko moja rodzicielka się wkurzyła, że tak długo nie wracałem.

Spoko, spoko;)


Dane wyjazdu:
31.09 km 0.00 km teren
01:50 h 16.96 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Piknk Lotniczy w Łasku (z deszczem dla odmiany)

Sobota, 28 sierpnia 2010 · dodano: 29.08.2010 | Komentarze 0

Mama obudziła mnie po 9 i powiedziała, że dzwonił Miron i jadą na lotnisko, na mój telefon sie nie dodzwonił, bo w nocy go rozebrałem na części pierwsze, nawet nie wiem jak;)

No to się ogarnąłem i około 10.30 pojechaliśmy.

Wstąpiliśmy jeszcze po jednego kolege, ale okazało sie, ze tamten juz sam pojechał inna droga i na nas nie zaczekał. I się ta jego nielojalność na nim zemściła, bo przerzutka mu "poszła" (jak zwykle się śmieję, spierdzieliła mu w las) i się Cwaniak musiał do wujka przejść żeby go do domciu odwiózł, tak sobie samoloty Szewczenko obejrzał, hahaha:)

Oczywiście padał taki drobny deszczyk, strasznie mnie taki coś denerwuje, ni to deszcz, ni to sucho, takie ch*j wie co;/

Zatrzymaliśmy się na jakimś przystanku, Kalwin zapomniałby plecaka zabrać, na całe szczęście mu przypomniałem o nim;) Swoja droga, nie iem po co brać plecak, żeby zapakować do niego dwa snickersy i portfel;)

Miron przewodnik jest trochę i wyczaił bardzo fajna, krótka trasę, przyjechaliśmy na lotnisko od trochę bocznej strony, wjechaliśmy i pytamy się stojącego żołnierza gdzie dalej mamy jechać, a on pokazuje nam drogę, z której przyjechaliśmy, mówimy mu, że właśnie stamtąd jedziemy, a on na to "no to jedzcie tam" i pokazał ręką w przeciwnym kierunku, ciekawe...

Ale dojechaliśmy na miejsce pikniku, ludzi było nawet trochę więcej niż zakładaliśmy, mimo pogody, obejrzeliśmy samoloty, jakąś uroczysta defiladę, i nawet kawałek przemówienia naszego prezydenta kochanego także wysłuchaliśmy (widzieliśmy jak przyleciał i w obstawie funkcjonariuszy BOR został przywieziony na scenę)

No i nadszedł czas na powrót, drogę już znaliśmy i sobie spokojnie wracaliśmy, jeszcze tylko po drodze wytłumaczyliśmy jak dojechać na lotnisko jakimś łodzianom (powinienem to napisać z wielkiej czy z małej litery?).

Potem zaczął mi skrzypieć prawy pedał, a następnie wydawał już tylko jeszcze ciekawsze odgłosy...

A później musiałem się w domku jeszcze osuszyć i kolejna wycieczka całkiem udana, mimo wszystko!

Tylko ten niedosyt pozostał, bo miałem ochotę jeszcze jeździć...


Dane wyjazdu:
9.66 km 0.00 km teren
00:32 h 18.11 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Ulewnie

Piątek, 27 sierpnia 2010 · dodano: 27.08.2010 | Komentarze 0

Wybrałem się z Kalwinem na rower, jak zresztą codziennie. No i zdązyliśmy przejechac stanowczo jak dla mnie za mło i zaczeło padać

Ja pojechałem pod daszek po PoloMarketu, a on schował sie na przystanku autobusowym.

Pada, oj pada! © causeilovemybike


Uhuh, jak ładnie padało. A ja tylko sobie stałem pod tym sklepem, obserwowałem ludzi i deszcz, podobnie zresztą jak inni rowerzyści:) A szarmanccy mężczyźni podjeżdżali autami jak najbliżej daszku, żeby ich kobiety nie zmokły, jak bedą wychodzić ze sklepu obładowane siatami;)

Wystarczyło pól godziny ostrego deszczu i efekt był taki oto:

Tylko pół godzinki deszczu © causeilovemybike


AAA, deszczyk! © causeilovemybike


Alle fala! © causeilovemybike


Niezłe jeziorko, nie? © causeilovemybike


Znowu woda, wszędzie ta woda! © causeilovemybike


Dane wyjazdu:
16.20 km 0.00 km teren
00:45 h 21.61 km/h:
Maks. pr.:32.30 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Deszcz jest super i wielki kanarek!!

Czwartek, 26 sierpnia 2010 · dodano: 26.08.2010 | Komentarze 0

Padało i padało, cały wieczór deszcz, myślałem, że skisnę przed tym kompem... No to się zebrałem, założyłęm kurtkę i do boju. Jak to mówi moja koleżanka "komu w droge, temu aviomarin!"

Żółta kurteczka jest mega lansiarka, wyglądałem w niej jak jakiś kanarek! Hahah!

Fajnie się jeżdzi w deszczu, kałuże sa super, lubię je!

Tylko tiry i ciężarówki wyprzedające mnie to już nie jest miłe uczucie, ale cóż tam:P

Bziuch, bziuch, tu kałuża, tam kałuża, deszczyk pada, ale fajnie:P

Jakoś tak czułem subiektywnie, że szybciej jadę, bo obiektywnie to było normalne tempo;P

Wróciłem cały mokry, ale baaardzo zadowolony, mama tylko tak krótko skwitowała moją wycieczkę: "Ty synek to porąbany jesteś..." Nic dziwnego, skoro stal przed nią wielki, zmoknięty kanarek, z którego kapała woda, kap, kap, kap:)

W dzisiejszym wypadzie towarzyszył mi Muniek, a głównie piosenka o tytule Njutella Marcella;)


Dane wyjazdu:
12.85 km 2.30 km teren
00:57 h 13.53 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Czwartek

Czwartek, 26 sierpnia 2010 · dodano: 26.08.2010 | Komentarze 0

Musiałem pojechać na działkę i ogarnąć po wczorajszej imprezie klasowej:P

Potem spotkałem się z chłopakami na odpuście, ohohoho, jaką kiedyś miałem z tego radochę, teraz człowiek stary to już klimatu nie czuje (kurde, mam 17 lat a piszę jak jakiś pięćdziesięciolatek, to pewnie przez kiepska pogodę)

Następnie pojechałem z Kalwinem do bikeridera i koniec postu, hehhh, tak się uzbierało te parę kilometrów;)


Dane wyjazdu:
36.06 km 1.85 km teren
02:03 h 17.59 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Caaały dzień

Środa, 25 sierpnia 2010 · dodano: 26.08.2010 | Komentarze 0

Trochę się kilometrów nazbierało przez cały dzień:)

Patyki, dom, sklep, działka, Buczek, dom i tak w kółko;)

Trochę bikeriderowi rowerek wykąpaliśmy na Patykach, ależ był na nas zły, że jego "jubilat" jest mokry;) Ojej...

Do Buczku pojechaliśmy do "Igreka", ale było już zamknięte i dupa;(

Sklep na stacji benzynowej tez nam zresztą zamknęli, kurde!

I o! Nie ma co już pisać;)