Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Dane wyjazdu:
31.09 km 0.00 km teren
01:50 h 16.96 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Piknk Lotniczy w Łasku (z deszczem dla odmiany)

Sobota, 28 sierpnia 2010 · dodano: 29.08.2010 | Komentarze 0

Mama obudziła mnie po 9 i powiedziała, że dzwonił Miron i jadą na lotnisko, na mój telefon sie nie dodzwonił, bo w nocy go rozebrałem na części pierwsze, nawet nie wiem jak;)

No to się ogarnąłem i około 10.30 pojechaliśmy.

Wstąpiliśmy jeszcze po jednego kolege, ale okazało sie, ze tamten juz sam pojechał inna droga i na nas nie zaczekał. I się ta jego nielojalność na nim zemściła, bo przerzutka mu "poszła" (jak zwykle się śmieję, spierdzieliła mu w las) i się Cwaniak musiał do wujka przejść żeby go do domciu odwiózł, tak sobie samoloty Szewczenko obejrzał, hahaha:)

Oczywiście padał taki drobny deszczyk, strasznie mnie taki coś denerwuje, ni to deszcz, ni to sucho, takie ch*j wie co;/

Zatrzymaliśmy się na jakimś przystanku, Kalwin zapomniałby plecaka zabrać, na całe szczęście mu przypomniałem o nim;) Swoja droga, nie iem po co brać plecak, żeby zapakować do niego dwa snickersy i portfel;)

Miron przewodnik jest trochę i wyczaił bardzo fajna, krótka trasę, przyjechaliśmy na lotnisko od trochę bocznej strony, wjechaliśmy i pytamy się stojącego żołnierza gdzie dalej mamy jechać, a on pokazuje nam drogę, z której przyjechaliśmy, mówimy mu, że właśnie stamtąd jedziemy, a on na to "no to jedzcie tam" i pokazał ręką w przeciwnym kierunku, ciekawe...

Ale dojechaliśmy na miejsce pikniku, ludzi było nawet trochę więcej niż zakładaliśmy, mimo pogody, obejrzeliśmy samoloty, jakąś uroczysta defiladę, i nawet kawałek przemówienia naszego prezydenta kochanego także wysłuchaliśmy (widzieliśmy jak przyleciał i w obstawie funkcjonariuszy BOR został przywieziony na scenę)

No i nadszedł czas na powrót, drogę już znaliśmy i sobie spokojnie wracaliśmy, jeszcze tylko po drodze wytłumaczyliśmy jak dojechać na lotnisko jakimś łodzianom (powinienem to napisać z wielkiej czy z małej litery?).

Potem zaczął mi skrzypieć prawy pedał, a następnie wydawał już tylko jeszcze ciekawsze odgłosy...

A później musiałem się w domku jeszcze osuszyć i kolejna wycieczka całkiem udana, mimo wszystko!

Tylko ten niedosyt pozostał, bo miałem ochotę jeszcze jeździć...



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!