Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Dane wyjazdu:
31.09 km
0.00 km teren
01:50 h
16.96 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Piknk Lotniczy w Łasku (z deszczem dla odmiany)
Sobota, 28 sierpnia 2010 · dodano: 29.08.2010 | Komentarze 0
Mama obudziła mnie po 9 i powiedziała, że dzwonił Miron i jadą na lotnisko, na mój telefon sie nie dodzwonił, bo w nocy go rozebrałem na części pierwsze, nawet nie wiem jak;)No to się ogarnąłem i około 10.30 pojechaliśmy.
Wstąpiliśmy jeszcze po jednego kolege, ale okazało sie, ze tamten juz sam pojechał inna droga i na nas nie zaczekał. I się ta jego nielojalność na nim zemściła, bo przerzutka mu "poszła" (jak zwykle się śmieję, spierdzieliła mu w las) i się Cwaniak musiał do wujka przejść żeby go do domciu odwiózł, tak sobie samoloty Szewczenko obejrzał, hahaha:)
Oczywiście padał taki drobny deszczyk, strasznie mnie taki coś denerwuje, ni to deszcz, ni to sucho, takie ch*j wie co;/
Zatrzymaliśmy się na jakimś przystanku, Kalwin zapomniałby plecaka zabrać, na całe szczęście mu przypomniałem o nim;) Swoja droga, nie iem po co brać plecak, żeby zapakować do niego dwa snickersy i portfel;)
Miron przewodnik jest trochę i wyczaił bardzo fajna, krótka trasę, przyjechaliśmy na lotnisko od trochę bocznej strony, wjechaliśmy i pytamy się stojącego żołnierza gdzie dalej mamy jechać, a on pokazuje nam drogę, z której przyjechaliśmy, mówimy mu, że właśnie stamtąd jedziemy, a on na to "no to jedzcie tam" i pokazał ręką w przeciwnym kierunku, ciekawe...
Ale dojechaliśmy na miejsce pikniku, ludzi było nawet trochę więcej niż zakładaliśmy, mimo pogody, obejrzeliśmy samoloty, jakąś uroczysta defiladę, i nawet kawałek przemówienia naszego prezydenta kochanego także wysłuchaliśmy (widzieliśmy jak przyleciał i w obstawie funkcjonariuszy BOR został przywieziony na scenę)
No i nadszedł czas na powrót, drogę już znaliśmy i sobie spokojnie wracaliśmy, jeszcze tylko po drodze wytłumaczyliśmy jak dojechać na lotnisko jakimś łodzianom (powinienem to napisać z wielkiej czy z małej litery?).
Potem zaczął mi skrzypieć prawy pedał, a następnie wydawał już tylko jeszcze ciekawsze odgłosy...
A później musiałem się w domku jeszcze osuszyć i kolejna wycieczka całkiem udana, mimo wszystko!
Tylko ten niedosyt pozostał, bo miałem ochotę jeszcze jeździć...
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!