Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2011

Dystans całkowity:655.64 km (w terenie 1.30 km; 0.20%)
Czas w ruchu:28:07
Średnia prędkość:22.56 km/h
Maksymalna prędkość:52.60 km/h
Liczba aktywności:16
Średnio na aktywność:40.98 km i 1h 52m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
23.36 km 0.00 km teren
01:05 h 21.56 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Po okolicy i na działkę...

Środa, 27 kwietnia 2011 · dodano: 15.05.2011 | Komentarze 2

Dzisiaj nie zrobiłem żadnej ciekawej trasy. Przejechałem jedynie sie z Kacprem po okolicy, przez Pożdżenice, Tosin, Mauryców. Prowadziłem też dwa rowery na raz, to znaczy swoim jechałem, a damkę prowadziłem ręką. I tak trzydziesteczką przez zwalniacz, całkiem fajnie skakał;)

Potem udałem się na działkę, gdyż nieco ją zaniedbałem i musiałem wreszcie zająć się moimi roślinkami;) I efekt jest taki:

Kwiat brzoskwini. © causeilovemybike


Kwiat gruszy... © causeilovemybike


Niezapominajka © causeilovemybike


Milionowy kwiatek... © causeilovemybike


i znów kwiat... © causeilovemybike


A gościem specjalnym mojego skalniaka był ślimaczek:)

Ślimaczek wśród skalniaka... © causeilovemybike


Pozdrower!


Dane wyjazdu:
81.03 km 0.00 km teren
03:11 h 25.46 km/h:
Maks. pr.:50.80 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Nieplanowany wypad do Piotrkowa Tryb...

Wtorek, 26 kwietnia 2011 · dodano: 13.05.2011 | Komentarze 6

Po powrocie z Bełchatowa (wcześniejszy wpis) zdążyłem zjeść obiad, trochę się ogarnąć i dostałem sms-a od Patryka, czy nie przyjadę do Bełchatowa, bo proponuje wyrwać się do Piotrkowa albo Kamieńska.

Stwierdziłem, że to doskonała okazja, by przetestować nowe lidlowe szorty rowerowe. I koszulkę też. Wybraliśmy kierunek na Piotrków i umówiliśmy się w Wygodzie, jest to mniej więcej połowa drogi z Zelowa do Bełchatowa, a poza tym właśnie tamtędy mieliśmy pędzić do PTB.

Ruszyliśmy z Wygody lokalną, perfidnie dziurawa droga do Rożniatowic, dalej pedałowaliśmy do skrzyżowania z wojewódzką 485-ka, która przecięliśmy i podróżowaliśmy idealną, równiutka drogą asfaltową.

Przejechaliśmy przez miejscowości Kącik i Stefanów, by dotrzeć do krajowej ósemki, jednej z najbardziej niebezpiecznych dróg w kraju. Już od początku wycieczki jechałem przed Patrykiem, gdyż stwierdził, że nie lubi jechać przodem. Jadąc krajówka staraliśmy się jechać żwawo, by pokonać ten odcinek jak najszybciej. Udało się! Nie rozjechał nas żaden TIR ani tez nie rozkwasił ani jeden przedstawiciel handlowy mknący osobówką na złamanie karku;) Został tylko jeden krytyczny kawałek: wjazdówka do PTB DK8, pokonaliśmy ten niebezpieczny skrawek szybko i już mogliśmy cyknąć sobie fotkę pod znakiem "Piotrków Trybunalski";)

Miałem problemy z ustawieniem telefonu, dlatego tez zdjęcie jest tak krzywe, nawet nie dało się go wyprostować w Fotoszopie, ale może taki ma być jego urok? A tak w ogóle zaskoczył nas samowyzwalacz i stąd nasze dziwne pozy i miny:

Krzywe zdjęcie z PTB. © causeilovemybike


Nie było czasu na powtórkę zdjęcia, chcieliśmy jechać dalej, Patryk odpalił GPS-a w telefonie i pojechaliśmy w stronę Starego Miasta:

Jedziemy!! © causeilovemybike


Musze przyznać, że ścieżki rowerowe w Piotrkowie są, a jakże, ale są stanowczo zbyt rzadko rozmieszczone. A chodniki w dużej mierze są w opłakanym stanie i nieprzyjemnie się po nich jeździ, dziury i wyłomy potrafią nieźle człowieka na rowerze wytrząść.

Po chwili walki z nierównościami i przejazdami dla rowerzystów wjechaliśmy w "strefę" Rynku. Na deptakach pośród starych kamienic przechadzało się trochę ludzi, wyczuwałem miła atmosferę...

Piotrkowskie uliczki... © causeilovemybike


... która prysnęła niczym bańka mydlana po wjeździe na rynek, na którym w piłkę nożną, a w zasadzie "kopankę" grała jakaś nieokiełznana dziewczyna. Najciekawsze było to, że używała piłki do koszykówki. Kopała piłkę wysoko, a ta odbijała się od ścian kamienic, uderzała w markizy sklepów. Patologia.

Nie mniej ryneczek stosunkowo gustowny (być może dostrzeżecie ową "dziką pannę" na fotografii):

Rynek w Piotrkowie. © causeilovemybike


A moja Lalunia doskonale prezentowała się na tle starych piotrkowskich kamienic:

Trans Alp na piotrkowskim rynku. © causeilovemybike


Po odpoczynku na ławeczce i zjedzeniu placka drożdżowego (bo trzeba się posilać regularnie!) ruszyliśmy pod Focusa:

Focus Mall © causeilovemybike


Niestety Patryk nie miał ze sobą zamykania do roweru, a ja przed wyjazdem specjalnie je ściągnąłem myśląc: "Patryk zawsze jeździ z plecakiem, to będzie miał ze sobą zamykanie". Tak więc zastanawialiśmy się co zrobić z takim fantem. Podeszliśmy do okienka ochrony i wyjaśniliśmy sytuacje pytając, czy nie moglibyśmy wstawić do nich na momencik rowerów. Odpowiedź brzmiała: "Absolutnie nie ma takiej możliwości".

Pozostało nam więc tylko usiąść na ławeczce pod galerią. Oczywiście musiałem cyknąć fotkę rowerom:

Odpoczynek Kross`ów © causeilovemybike


Zaczęło robić się późno, był już najwyższy czas, żeby zebrać się do domu. Zastanawialiśmy się jeszcze nad powrotem jakąś boczna droga, ale pomysł upadł, gdyż takie kombinowanie sprawiłoby, że zapewne byśmy gdzieś pobłądzili...

A w dodatku chmury nad Piotrkowem zaczęły wyglądać niepewnie...

Chmurki nad Piotrkowem © causeilovemybike


Droga powrotna była dużo przyjemniejsza, oswojeni z dużym ruchem już bez większego stresu przebrnęliśmy przez najbardziej nieprzyjemne fragmenty trasy. Pchani przez wiatr w plecy jechaliśmy bardzo żwawo, w pewnym momencie miałem na liczniku 50,8 km/h;)

Speed! © causeilovemybike


Słońce oświetlało nas miękkim światłem, przed nami równa wstęga drogi do pokonania:

Czas powrotu... © causeilovemybike


Krajową ósemką pojechałem z Patrykiem aż do Bełchatowa, postanowiłem nie skręcać wcześniej do drogi, którą dotarliśmy do Piotrkowa, ponieważ chciałem się jeszcze przejechać i odprowadzić Patryka. Do Zelowa popedałowałem standardową trasą, nie miałem już głowy na kombinowanie;)

I tak, bez planowania zaliczyłem kolejną dość ciekawą wycieczkę. Ja bez zastanowienia zaliczam ją do kategorii udanych...

Pozdrower;)


Dane wyjazdu:
37.15 km 0.00 km teren
01:32 h 24.23 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Kolejna wizyta w Lidlu.

Wtorek, 26 kwietnia 2011 · dodano: 10.05.2011 | Komentarze 2

W Lidlu kolejna gratka dla rowerzystów, następna porcja koszulek i spodenek na rower. Nie mogłem tego przegapić i zapobiegawczo, już o 9 rano wyjechałem do Bełchatowa, żeby nie mieć problemu z kupieniem stroju.

Mimo tego, że w markecie pojawiłem się stosunkowo wcześnie, ludzie już okrążyli stoisko z rowerowymi pierdółkami i grzebali w najlepsze. Długo szukałem swojego rozmiaru, niestety nie mogłem trafić na odpowiedni kolorystycznie model. Zrezygnowany stwierdziłem, że z braku laku, wezmę te rzeczy, które do końca mi się nie podobają, ale jakoś "ujdą w tłumie". Już dochodziłem do kasy, żeby zapłacić, ale stwierdziłem, że zobaczę jeszcze raz. I to był dobry krok, gdzieś spod innych "szmatek" wygrzebałem niebieskie szorty na rower i T-shirt, o który mi chodziło. Zadowolony poszedłem do kasy, zapłaciłem i pognałem do domu.

Pogoda dopisywała, więc jechało się bardzo miło i lekko, stwierdziłem, że trasa Zelów-Bełchatów-Zelów to moja stała trasa, bo ostatnio często tedy jeździłem;)

Nawet nie wiedziałem, że po niedługim czasie będę miał okazję wypróbować nowy nabytek. Ale o tym w następnym wpisie;)

A teraz, żeby nie było tak "goło" na blogu posłuchajcie zespołu Texas, w którym wokalistka jest Sharleen Spiteri. Ah, przyjemna nuta...

&feature=relmfu

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
13.63 km 0.00 km teren
00:41 h 19.95 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Krótko po okolicy.

Poniedziałek, 25 kwietnia 2011 · dodano: 10.05.2011 | Komentarze 0

Święta mnie rozleniwiły, osiemnastka koleżanki osłabiła, więc spektakularnych rezultatów ten wyjazd nie przyniósł. Ot takie krótkie, spokojne kręcenie się po okolicy w celu naładowania akumulatorów na kolejny tydzień...


Dane wyjazdu:
48.23 km 0.00 km teren
02:05 h 23.15 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

W Łasku przez przypadek.

Sobota, 23 kwietnia 2011 · dodano: 10.05.2011 | Komentarze 1

W domu ostatnie przygotowania do świąt, zamęt, święcenie święconki i całe to zajaczkowo-jajeczne zamieszanie. Zmęczony całokształtem wydarzeń postanowiłem urwać się z domu na rower.

Początkowo nie miałem pomysłu, w która stronę się skierować i pojechałem w stronę Zelówka. Nim się obejrzałem byłem już w Zabłotach, kilka kilometrów dalej. Znalazłem się na skrzyżowaniu z drogą krajowa 12, jak się okazało, zastanawiałem się, czy nie pojechać prosto do Jamborka, ale zmieniłem zamiar i skręciłem w lewo kierowany ciekawością, gdzie się znajdę. Trafiłem na świeżutki, jeszcze ciepły kawałek asfaltu, trasa komfortowa, szeroka, czułem się bezpiecznie, mimo że samochody wolno nie jechały...

Trns Alp na świeżej szosie. © causeilovemybike


Dalej minąłem GuciN, gdzie zastanawiałem się, czy nie skierować się do Talaru, ale znów zdecydowałem, by jechać prosto. Po żwawej i przyjemnej jeździe dotarłem do Łasku, teraz już wiem, gdzie prowadzi owa droga;)

Nieco pokręciłem się po mieście, minąłem łaską jednostkę wojskową:

32. Baza Lotnicza 10. ekadra lotnictwa taktycznego Łask. © causeilovemybike


Nieopodal Łasku znajduje się lotnisko wojskowe, na którym co roku odbywa się piknik lotniczy (pisałem o nim kiedyś na blogu). Łascy lotnicy są spadkobiercami niezłej już tradycji, ponieważ 10. pułk lotnictwa myśliwskiego powstał 23 września 1944 roku. Tego dnia ukazał się rozkaz organizacyjny powołujący jednostkę do służby.

Po wjechaniu w ciaśniejsze centrum przystanąłem przed kościołem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny i św Michała Archanioła.

Kościół Nawiedzenia NMP i św. Michała Archanioła w Łasku © causeilovemybike


Obiekt powstał w 1525 roku, przeszedł pożar i w 1749 roku został przebudowany. Kościół jest w stylu gotyckim, we wnętrzu znajdują się liczne obrazy, rzeźby i malowidła. Obecnie jest remontowany, mimo to ostatni wierni podążali do niego w celu poświęcenia wielkanocnych koszyczków.

Do Zelowa wróciłem przez Buczek, Kurów, Pożdżenice. Podsumowując wypad: miło i relaksująco. Jak najbardziej pozytyw:)

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
25.08 km 0.00 km teren
01:19 h 19.05 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Ostoja "Matecznik" again.

Piątek, 22 kwietnia 2011 · dodano: 09.05.2011 | Komentarze 0

W piątek nie mogłem sobie pozwolić na rower od rana. Stety albo niestety, zależy jak na to patrzeć, miałem jazdy w Sieradzu.

Szczęśliwie jednak po powrocie z Sieradza spotkałem Kacpra i Betona, udałem się z nimi na moment do rowerowego, a potem umówiłem na małe kręconko.

Szybko wróciłem do domu, pochłonąłem obiad, przebrałem się w moje rowerowe wdzianko i stawiłem się u Kacpra, który wspólnie z Adamem grzebał przy rowerze.

Okazało się jednak, że każdy z nas miał jeszcze coś do zrobienia, więc wykorzystałem chwile czasu i skoczyłem na działkę, a tam:

Osy dzielnie pracowały:

Praca wre! © causeilovemybike


A pierwsze kwiaty na mojej działce miały się jak najlepiej:

Kwiatek. © causeilovemybike


Kwiatki. © causeilovemybike


Po małym rekonesansie na działce spotkałem się ponownie z chłopakami i ruszyliśmy w drogę, oczywiście po odwiedzeniu sklepu spożywczego .

Padło na to, że pojedziemy jeszcze raz na "Matecznik". Tym razem znałem z Kacprem drogę i wszystko poszło gładko. Gdyby jeszcze tylko Beton jeździł mniej majestatycznie, czytaj: szybciej...

A po dotarciu na miejsce czekała na nas kolejna butelka na stole pod daszkiem, tym razem okazem była pusta flaszka po Eristoffie (podczas poprzedniej wizyty w "Mateczniku" na stoliku ujrzeliśmy butelczyne po "Pliskiej"):

Flaszka! © causeilovemybike


Rozejrzeliśmy się po okolicy ciesząc się świetną aurą, czas upłynął nam na pogawędce i relaksowaniu się.

W drodze powrotnej, w Maurycowie, spotkaliśmy znajome, którym zepsuł się rower, dokładniej: łańcuch dość pechowo wpadł między hak przerzutki a kasetę i nijak nie chciał wyleźć. Próbowałem uratować sytuację "śrubstakiem" i kamieniem, ale nie przyniosło to pozytywnych rezultatów, a poza tym walnąłem się w palec;/ Nie mniej jednak dziewczyny wróciły do domu, gdzie tatuś zajął się rowerem, który teraz jeździ szczęśliwie;)

Trasa niezbyt długa, tempo bardzo spacerowe, ale i tak wycieczka bardzo pozytywna;)

Pozdrower;)


Dane wyjazdu:
101.11 km 0.00 km teren
04:19 h 23.42 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Spontaniczna Setka

Czwartek, 21 kwietnia 2011 · dodano: 26.04.2011 | Komentarze 9

Czwartek przywitał mnie świetna, śłoneczną i ciepłą pogoda. Tak czy siak poszedłbym na rower. Ale zrobienia pierwszej w tym roku seteczki nie planowałem. Tak jakoś samo wyszło. I bardzo dobrze, bo już dawno powinienem to zrobic, bo wstyd, że wcześniej tego nie dokonałem. Ale do rzeczy...

Wyjechałem przed 13, ubrany oczywiście w letnie ciuchy, choć spotykałem po drodze ludzi w pełnym odzianiu. Niezmiernie mnie takie widoki dziwiły, zwłaszcza, że gdzieniegdzie widziałem już ludzi, którzy się opalali. Ale Polska to dziwny kraj, więc sam nie wiem czemu się dziwię...

Z Zelowa udałem się do Maurycowa, dalej pokierowałem się w stronę Sobek, na przy skrzyżowaniu dróg sfotografowałem przydrożną kapliczkę, tak, żeby było jakieś zdjęcie na dobry początek podróży:

Kapliczka za Maurycowem © causeilovemybike


W drodze na Sobki oczywiście obtłukłem sobie tyłek jadąc przedziurawą droga. W Krześlowie udałem się w stronę Szczercowa i wpadł mi do głowy pomysł, żeby zajrzeć na Święte Ługi. Tak tez uczyniłem, po drodze (za Podlesiem) zrobiłem zdjęcie znakomicie zieolonych pól:

Zielone pola © causeilovemybike


A na Ługach "urodziły" mi się takie dzieła:

Droga na Ługi © causeilovemybike


Jadąc przez las na początku miałem wrażenie, że mam mroczki przed oczami, dopiero po chwili spostrzegłem, że to owady, który wylatywały z okolicznych traw i latały wokół mnie. Nie znam się na tych wszystkich robaczkach, ale zdążyłem dostrzec, że miały ciekawy kształt skrzydełek, które były podwójna, a ich odwłok był wydłużony.

Uroczysko Świete Ługi. © causeilovemybike


Tablica na Świętych Ługach © causeilovemybike


W tamtym roku, podczas mojej wizyty nad zbiornikiem, zwróciłem uwagę na fakt, że wycięto dużą ilość drzew w lesie otaczającym zbiornik. Niedawno wycięto kolejną "porcję" lasu. Na całe szczęście tereny są zalesiane od nowa. Nie mniej jednak powiewa tu ogromną pustka. Sami spójrzcie:

Trochę powycinali... © causeilovemybike


Co jeszcze ciekawego mogę o tym miejscu napisać? W oddali widziałem jednego wędkarza, gdzieś na środku zbiornika niesamowicie "darły się" kaczki i latały jak opętane. I to chyba tyle. Hmm, to nie było ciekawe...

Po powtórnym wjechaniu na drogę wojewódzką 483 postanowiłem jechać do Szczercowa, ot tak zajrzeć. Przez kawałek musiałem wlec się za traktorem z przyczepą:

Zza kierownicy © causeilovemybike


Że też kierowca nie mógł przyspieszyć do jakiś 27-30 km/h. Wtedy mógłbym za tym zestawem jechać i jechać. A tak, ledwo dwadzieścia na godzinę to było stanowczo za wolno...

Do Szczercowa jednak nie dotarłem, ponieważ kawałek przed tą uroczą miejscowością zachciało się skręcić w stronę miejscowości Rudzisko. Droga prowadziła przez Szczercowską Wieś, aż poprowadziła mnie do drogi wojewódzkiej 480. A tak w ogóle to wyjechałem naprzeciw domu siostry mojej babci;) I w tym miejscu zastanawiałem się, gdzie jechać, w lewo, czyli do Szczercowa, czy może w prawo, gdzie jeszcze nie jechałem. Wygrała ciekawość i wybrałem opcję numer dwa. Po kilku kilometrach jazdy przypomniało mi się, że droga ta prowadzi do Restarzewa, gdzie w tamtejszym kościele ślub brała córka siostry mojej babci (a macie trochę drzewa genealogicznego mojej rodziny!). Po dotarciu do wyżej wymienionej miejscowości zobaczyłem kościół, w którym byłem kilka lat temu. Budynek dość charakterystyczny, więc zapamiętałem. Okazały także:

Kościół w Restarzewie © causeilovemybike


Niestety nie mogłem zrobić udanego zdjęcia, ze względu na trudność z odpowiednim ustawieniem się przed kościołem, co było spowodowane przebudowa drogi obok obiektu i ustawionymi nieopodal paletami z krawężnikami, kostką brukowa i innymi bajerami.

No właśnie, drogę główną zamknięto, wytyczono objazd:

Oooobjazd;) © causeilovemybike


Różnymi objazdami jeździłem, ale ten był wyjątkowo niekomfortowy. Piaszczysto-żwirowa droga, samochody wzbijały tumany kurzu. Na całe szczęście nie był to długi odcinek, może jakieś 2-3 km.

Tym sposobem znalazłem się w Goryniu. Kawałek przed Chociwem minąłem Widawkę:

Widawka © causeilovemybike


Rzeka płynęła raźno i wesoło szumiąc. Pod mostem, na kawałku piasku opalały się jakieś dwie dziewczyny, mniej więcej w moim wieku. Kiedy zatrzymałem się, by zrobić zdjęcie, panny zawołały z wiejskim "akcentem": Enoo! Teee, kolarz! Cho no!". Taak, nie ma jak dobry podryw. Oczywiście zignorowałem tą inteligentną próbę zagajenia rozmowy i ruszyłem przed siebie.

Tuz za Chociwem, kilkanaście metrów przed znakiem "Kolonia Zawady" dostrzegłem dziwny budynek stojący kawałek od drogi wśród drzew. Trudno było mi zrobić dobre zdjęcie, bo wieżę otaczały bujne sosny, a świecące słońce także mi tego nie ułatwiało:

Wieża. © causeilovemybike


Zastanawia mnie dawne przeznaczenie tego budynku, bo teraz wyglądał on na wyłączony z użytkowania.

Dalej minąłem przejazd kolejowy i po pewnym czasie znalazłem się w Widawie, nie wjeżdżałem w głąb tej miejscowości, chciałem jechać już do domu. Zastanawiałem się, czy udać się do Zelowa przez Łask, czy może bliższą droga przed Krześlów. Druga opcja to dziurawa i "koleiniasta" trasa, wiem, bo parę razy wracałem z jazd z Sieradza tą drogą. A że nie miałem ochoty na wytłuczenie po raz kolejny sobie tyłka, pojechałem wojewódzką 481-ką.

Droga była ciekawa i urozmaicona kilkoma podjazdami i licznymi zakrętami. Taki urok wysoczyzny łaskiej. Momentami przeszkadzał mi wiatr, ale nie był on strasznie silny, aczkolwiek kilka razy zabluźniłem pod nosem;) Gdzieś po drodze wstąpiłem do sklepu, kupiłem napój i dwa Twix`y. Trzeba było uzupełnić węglowodany!

Po niedługim czasie Przywitał mnie powiat łaski, jakiś czas później wjechałem do Łasku:

Witam, witam! © causeilovemybike


A widzicie ta niebiańską poświatę wokół znaku witającego w Łasku, haha!

Skierowałem się pod Carrefoura, gdzie miałem spotkać się z Kacprem. Miło było go nawet zobaczyć. Wysłałem go do sklepu, by kupił mi jeszcze dwa Twix`y. I podzieliłem się z nim napojem. Potem odprowadzony przed kolegę droga osiedlową wśród bloków skierowałem się do Buczku, gdzie miałem wstąpić na loda, ale znowu była długa kolejka.

W celu wydłużenia wycieczki pojechałem przez Malenię, a nie jak zwykle 484-ką. Minąłem Czarny Las, znalazłem się na Zelówku, by wreszcie wjechać do Zelowa. Pod domem brakowało mi kilku kilometrów by mieć pełną setkę na liczniku, więc krzyknąłem tylko do mamy, która akurat wyszła zobaczyć przed dom, czy nie nadjeżdżam, że zaraz przyjadę.

Pokierowałem się do Łobudzic, Jadąc 484-ka w oddali spostrzegłem rowerzystę w wielkiej koszulce, takiej hip-hopowej, będąc bliżej dostrzegłem też irokeza na głowie, "diagnoza" była jednoznaczna - Boroń, i to na rowerze? Hahaha, jechał tak powoli, że nie wiedziałem, że można tak się wlec. Na szczęście nie trwało to długo, bo zaraz skręciłem w stronę Patyków, a on pojechał prosto.

Szybko przejechałem koło zbiornika, moment później byłem już w Bujnach koło kapliczki, przy której znowu siedziała ta "nawiedzona" kobieta. Niedługo później byłem już w domu, zadowolony, że bez planowania i żadnego problemu zaliczyłem spontaniczną setkę;)

A na koniec:

Kilka znaków;) © causeilovemybike


I żeby nie było wątpliwości, to miejscowości, które odwiedziłem podczas tego wyjazdu, którego opis jest powyżej:)


PozdRower!


Dane wyjazdu:
13.35 km 1.30 km teren
00:33 h 24.27 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Udany połów;)

Środa, 20 kwietnia 2011 · dodano: 23.04.2011 | Komentarze 3

Jako, że szybka trasa do Bełchatowa i z powrotem było mi za krótka, więc udałem sie jeszcze do chłopaków na Patyki, bo sobie łowili. to znaczy łowił Bartek, a reszta mu dopingowała. Mniej więcej wyglądało to tak:

Jeden łowi, 4 "pomaga". © causeilovemybike


Śmiechu co niemiara, aż się zdziwiłem, że ryby się nie wystraszyły. Bo oczywiście Bartoszowi udało się wyłowić taki między innymi okaz:

Taaaaaaaaaka sztuka! © causeilovemybike


Spokojnie, skubany złowił więcej, ale skończyła mi się pamięć w telefonie i nie mogłem uwiecznić tamtej chwili...

Z rowerowych tematów: powściekałem się rowerem Przemka po piachach (mój Trans Alp się kompletnie do tego nie nadaje niestety), zaliczyłem kilka górek. A potem zgłodniałem i postanowiłem pojechać do Zelowa do budki z fast foodem i coś sobie kupić. Dostałem tez zamówienie od Muchy na "hamburgiera", razem ze mną pojechał Przemek. W międzyczasie chłopaki wrócili z Patyków do Mirona, tam też posiedzieliśmy i towarzysko spędziliśmy wieczór...

Na koniec ujęcie Patyków z drugiego brzegu (zwykle fotografowałem od strony mola, bo nie chciało mi się iść po piaskach na drugą stronę):

Patyki z drugiej strony. © causeilovemybike


I to na tyle!

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
41.20 km 0.00 km teren
01:31 h 27.16 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Szybka traska do B-towa.

Środa, 20 kwietnia 2011 · dodano: 22.04.2011 | Komentarze 2

W środę nie miałem specjalnych planów na rower, pewnie jak zwykle powłóczyłbym się samotnie po okolicy ciesząc się wspaniałą pogoda. Tego dnia jednak dostałem prawdziwego questa od taty.

Miałem za zadanie pojechać rowerkiem do Bełchatowa, a w zasadzie kawałeczek za Bełchatów do mechanika, który miał jakieś pierdółki do Forda (bo to padło ciągle niedomaga).

Uzbroiłem się w słuchawki, puściłem dobrą, energetyczna muzykę i popłynąłem w siną dal. Jechało się świetnie, nie zwracałem uwagi czy wieje czy nie. Po prostu jechałem przed siebie, miałem przeciez ważną misję do wykonania!

Do miasta wjechałem po 30 minutach jazdy, wpadłem na ścieżkę rowerową i hardo gnałem przed siebie, aż do Grocholic, gdzie zrobiłem zdjęcia kościoła.

Kościół w Grocholicach. © causeilovemybike


Zajechałem pod zakład pana mechanika, zameldowałem się i byłem gotowy do odbioru "przesyłki" (trochę jak kurier). Paczka okazała się niebagatelnie wielka, sami spójrzcie:

Taka pierdółka, tyle zachodu;) © causeilovemybike


Nie zmienia to faktu, że za cztery takie pierdolniczki (uszczelki pod wtryski jak się niedawno dowiedziałem od ojczulka) zapłaciłem 188 PLN.

Z powrotem jechałem jeszcze żwawiej, musiałem nadrobić postoje na światłach, przejściach i tym podobnych. Zajechałem szybko pod "spożywczaka" i kupiłem butelkę wody. Potem jeszcze tylko wystraszyłem pannę dumnie przechadzającą się środkiem ścieżki rowerowej (obok było miejsce dla pieszych) hamując z czterdziechy niemalże do zera. Pisk, świst, trochę szkoda opony, ale widok panny odskakującej w szpilkach na bok był bezcenny. Wiem, wiem, to nieładnie tak robić, straszyć ludzi, ale szlag mnie trafia jak takie okazy bronią się przed faktem, że ścieżka dla rowerów jest dla rowerów, a ścieżka dla pieszych jest dla pieszych, jak sama nazwa wskazuje. Porządek musi być, nie?

Powrót do Zelowa taką samą trasą jak droga do B-towa, czyli wojewódzką 484-ką.

MISSION COMPLETED! Tata dumny z syna, syn spełniony rowerowo. I jest gicior!

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
30.64 km 0.00 km teren
01:23 h 22.15 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Na Talar!

Wtorek, 19 kwietnia 2011 · dodano: 22.04.2011 | Komentarze 2

W czasie, kiedy pokonywaliśmy "Elką" sieradzkie drogi z instruktorem Romanem, rozmowa potoczyła się jakoś na temat rowerowy. Dowiedziałem się, że pan Romek, też lubi sobie czasami gdzieś pojeździć. I tak jakoś wspomniał mi o Talarze, o którym chyba juz zapomniałem. O ja nieszczęsny.

Idąc dalej talarowym tropem, kiedy wróciłem z jazd do domu wziąłem się za serwisowanie mojej dziabki;)

Czyszczenie, pucowanie, smarowanie. © causeilovemybike


Musiałem wyczyścić napęd, nasmarować go, wydobyć piasek z manetek, które ostatnio zanurkowały w piachu dzięki mojej kreatywności za kierownicą jednośladu i ogólnie wypucować sprzęt, co to by wyglądał równie dobrze jak jeździ;) A efekt mojego grzebania przy rowerze był taki, że miałem dokładnie "nawilżone" smarami ręce;) Zawsze jakiś plus;)

Po jakimś czasie przyjechał po mnie Bartek, z którym na ową przejażdżkę się umówiłem. Ruszyliśmy w stronę Zelówka, potem przez las, minęliśmy Czarny Las, Malenię, przez Sowińce i Gucin, aż do Rokitnicy, czyli mniej więcej do Talaru. Miłym zaskoczeniem był fakt, że ostatnią część drogi niedawno (Bartek mówi, że z rok temu, nie wiem, dawno tam nie jeździłem) wyasfaltowano. Oczywiście zostawiono około kilometrowy, najgorszy, piaszczysty kawałek trasy, gdzie kopałem się przechędogo;) Ale jednak każdy komfortowo przejechany kawałek jest ważny:

Droga na Talar. © causeilovemybike


Udaliśmy się nad tamtejsze stawy, trochę posiedzieliśmy spędzając czas na rozmowie. Bartek dostrzegł jakiegoś wędkarza i poszedł do niego zagadać. Każdy ma jakąś pasję, on lubi "moczyć kija", a ja kręcić się bicyklem po okolicy. Korzystając z chwili zrobiłem kilka fotografii:

Na dziko... © causeilovemybike


To dopiero miejsce na relaks! © causeilovemybike


"Dzikie" widoki © causeilovemybike


Potem znudziły mi się widoczki i postanowiłem "upolować" jakiegoś zwierzaczka albo roślinkę. Wszystkie ptaszyny w ostatnim momencie przede mną zwiewały, mimo że starałem się iść tak cicho, że sam już nie wiedziałem czy idę, czy stoję. A potem umoczyłem sobie tyłek gimnastykując się, by sfotografować te kwiatki:

Leśne, wiosenne roślinki. © causeilovemybike


Kolejne "kwiotki" © causeilovemybike


Nastepnie udałem się do wędkarza rozmawiającego z Bartkiem. Stałem przez moment przysłuchując się rozmowie, ale jakoś temat mnie nie porwał, więc znowu nieco się oddaliłem :

Pień i staw... © causeilovemybike


Wreszcie usiadłem na ziemi i począłem radować się ciepłymi promieniami słonecznymi. Po jakimś czasie (nie wiem ile minęło, trochę odpłynąłem na słońcu) Bartek zaproponował, żeby pojechać dalej. Na koniec usłyszeliśmy jeszcze od pana wędkarza, że niegdyś kręcono w tych rejonach "Panienkę z okienka" i wujek tegoż pana użyczał konia do jakiejś sceny, za co dostał pięćset złotych. Taka ciekawostka. A ile w tym prawdy, to nie wiem.

Wróciliśmy po rowery, które stały trochę dalej przy brzegu i spostrzegliśmy, że w naszą stronę podpływa łabędź. Niestety zanim zdążyłem ostrożnie podejść i wystawić telefon w celu pstryknięcia zdjęcia, zwierzak dumnie odpłynął i pozo stało mi tylko tyle:

Łabądek na środku stawu. © causeilovemybike


Później przejechaliśmy obok starego młyna, przy którym były prowadzone akurat prace modernizacyjne. Warto dbać o takie miejsca, bez wątpienia są wartościowe.

Młyn - punkt obowiązkowy. © causeilovemybike


Dalej pojechaliśmy do sklepu, wszak trzeba było zakupić coś wzmacniającego. Po wizycie w sklepie wróciliśmy na miejsce i skierowaliśmy się nad rzeczkę i leżące w wodzie kamienie:

Panorama. © causeilovemybike


Wspólnie z Bartkiem próbowaliśmy przejść na drugą stronę, ale kamieni miejscami było za mało, a na kąpiel nie mieliśmy ochoty. Pozostało nam tylko schłodzić nasze wzmacniacze w zimnym nurcie strumyku:

Pierwszorzędna świeżość! © causeilovemybike


Miło sobie pogawędziliśmy, odpoczęliśmy na łonie przyrody, wyciszyliśmy się. Pojechaliśmy jeszcze raz do sklepu, za którym stał akurat radiowóz policyjny, ku niezadowoleniu okolicznych mieszkańców, którzy nie mogli niczym bohaterowie "Rancza" spożyć trunków na ławeczce przed sklepem:)

Pozostał nam jedynie powrót do domów, droga powrotna była świetna, spokojna (nawet w obliczu odkręcającego się błotnika Bartka, który w efekcie odpadł mu tuż przed domem), szybko dotarliśmy do Zelowa i każdy rozjechał się do domu.

To była na serio fajna przejażdżka!

Pozdrower!