Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Dane wyjazdu:
30.64 km 0.00 km teren
01:23 h 22.15 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Na Talar!

Wtorek, 19 kwietnia 2011 · dodano: 22.04.2011 | Komentarze 2

W czasie, kiedy pokonywaliśmy "Elką" sieradzkie drogi z instruktorem Romanem, rozmowa potoczyła się jakoś na temat rowerowy. Dowiedziałem się, że pan Romek, też lubi sobie czasami gdzieś pojeździć. I tak jakoś wspomniał mi o Talarze, o którym chyba juz zapomniałem. O ja nieszczęsny.

Idąc dalej talarowym tropem, kiedy wróciłem z jazd do domu wziąłem się za serwisowanie mojej dziabki;)

Czyszczenie, pucowanie, smarowanie. © causeilovemybike


Musiałem wyczyścić napęd, nasmarować go, wydobyć piasek z manetek, które ostatnio zanurkowały w piachu dzięki mojej kreatywności za kierownicą jednośladu i ogólnie wypucować sprzęt, co to by wyglądał równie dobrze jak jeździ;) A efekt mojego grzebania przy rowerze był taki, że miałem dokładnie "nawilżone" smarami ręce;) Zawsze jakiś plus;)

Po jakimś czasie przyjechał po mnie Bartek, z którym na ową przejażdżkę się umówiłem. Ruszyliśmy w stronę Zelówka, potem przez las, minęliśmy Czarny Las, Malenię, przez Sowińce i Gucin, aż do Rokitnicy, czyli mniej więcej do Talaru. Miłym zaskoczeniem był fakt, że ostatnią część drogi niedawno (Bartek mówi, że z rok temu, nie wiem, dawno tam nie jeździłem) wyasfaltowano. Oczywiście zostawiono około kilometrowy, najgorszy, piaszczysty kawałek trasy, gdzie kopałem się przechędogo;) Ale jednak każdy komfortowo przejechany kawałek jest ważny:

Droga na Talar. © causeilovemybike


Udaliśmy się nad tamtejsze stawy, trochę posiedzieliśmy spędzając czas na rozmowie. Bartek dostrzegł jakiegoś wędkarza i poszedł do niego zagadać. Każdy ma jakąś pasję, on lubi "moczyć kija", a ja kręcić się bicyklem po okolicy. Korzystając z chwili zrobiłem kilka fotografii:

Na dziko... © causeilovemybike


To dopiero miejsce na relaks! © causeilovemybike


"Dzikie" widoki © causeilovemybike


Potem znudziły mi się widoczki i postanowiłem "upolować" jakiegoś zwierzaczka albo roślinkę. Wszystkie ptaszyny w ostatnim momencie przede mną zwiewały, mimo że starałem się iść tak cicho, że sam już nie wiedziałem czy idę, czy stoję. A potem umoczyłem sobie tyłek gimnastykując się, by sfotografować te kwiatki:

Leśne, wiosenne roślinki. © causeilovemybike


Kolejne "kwiotki" © causeilovemybike


Nastepnie udałem się do wędkarza rozmawiającego z Bartkiem. Stałem przez moment przysłuchując się rozmowie, ale jakoś temat mnie nie porwał, więc znowu nieco się oddaliłem :

Pień i staw... © causeilovemybike


Wreszcie usiadłem na ziemi i począłem radować się ciepłymi promieniami słonecznymi. Po jakimś czasie (nie wiem ile minęło, trochę odpłynąłem na słońcu) Bartek zaproponował, żeby pojechać dalej. Na koniec usłyszeliśmy jeszcze od pana wędkarza, że niegdyś kręcono w tych rejonach "Panienkę z okienka" i wujek tegoż pana użyczał konia do jakiejś sceny, za co dostał pięćset złotych. Taka ciekawostka. A ile w tym prawdy, to nie wiem.

Wróciliśmy po rowery, które stały trochę dalej przy brzegu i spostrzegliśmy, że w naszą stronę podpływa łabędź. Niestety zanim zdążyłem ostrożnie podejść i wystawić telefon w celu pstryknięcia zdjęcia, zwierzak dumnie odpłynął i pozo stało mi tylko tyle:

Łabądek na środku stawu. © causeilovemybike


Później przejechaliśmy obok starego młyna, przy którym były prowadzone akurat prace modernizacyjne. Warto dbać o takie miejsca, bez wątpienia są wartościowe.

Młyn - punkt obowiązkowy. © causeilovemybike


Dalej pojechaliśmy do sklepu, wszak trzeba było zakupić coś wzmacniającego. Po wizycie w sklepie wróciliśmy na miejsce i skierowaliśmy się nad rzeczkę i leżące w wodzie kamienie:

Panorama. © causeilovemybike


Wspólnie z Bartkiem próbowaliśmy przejść na drugą stronę, ale kamieni miejscami było za mało, a na kąpiel nie mieliśmy ochoty. Pozostało nam tylko schłodzić nasze wzmacniacze w zimnym nurcie strumyku:

Pierwszorzędna świeżość! © causeilovemybike


Miło sobie pogawędziliśmy, odpoczęliśmy na łonie przyrody, wyciszyliśmy się. Pojechaliśmy jeszcze raz do sklepu, za którym stał akurat radiowóz policyjny, ku niezadowoleniu okolicznych mieszkańców, którzy nie mogli niczym bohaterowie "Rancza" spożyć trunków na ławeczce przed sklepem:)

Pozostał nam jedynie powrót do domów, droga powrotna była świetna, spokojna (nawet w obliczu odkręcającego się błotnika Bartka, który w efekcie odpadł mu tuż przed domem), szybko dotarliśmy do Zelowa i każdy rozjechał się do domu.

To była na serio fajna przejażdżka!

Pozdrower!



Komentarze
gdynia94
| 21:23 piątek, 22 kwietnia 2011 | linkuj Super wycieczka! :)
jelon85
| 20:32 piątek, 22 kwietnia 2011 | linkuj Świetna terenowa przejażdżka! też lubię podziwiać takie dzikie widoki:) pozdrower
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!