Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Wpisy archiwalne w miesiącu
Grudzień, 2012
| Dystans całkowity: | 85.68 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 03:55 |
| Średnia prędkość: | 21.88 km/h |
| Liczba aktywności: | 6 |
| Średnio na aktywność: | 14.28 km i 0h 39m |
| Więcej statystyk | |
Dane wyjazdu:
0.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Wesołych!
Poniedziałek, 24 grudnia 2012 · dodano: 24.12.2012 | Komentarze 0
Część z Was już pewnie siedzi przy wigilijnym stole i zajada się pierogami, barszczem i makowcem, a wszystko przegryza karpiem. A ja, korzystam z ostatniego momentu i chciałem życzyć Wam najbardziej szalonego Sylwestra, rodzinnych Świąt, wielu wypraw w nieznane i spełnienia każdego najskrytszego marzenia;)Trzymajcie się ciepło;)
Dane wyjazdu:
17.65 km
0.00 km teren
00:49 h
21.61 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Klasycznie
Czwartek, 13 grudnia 2012 · dodano: 13.12.2012 | Komentarze 1
Dzisiaj w zasadzie nie ma nad czym się rozwodzić: rano popędziłem na uczelnię, potem szybka wizyta w Manufakturze w celu zakupu pączków, powrót do domu, chwila spokoju i znowu w rejs na kolejne zajęcia, ponowna wizyta w Manufakturze, gdzie chciałem dopompować nieco powietrza do gum, ale niestety końcówka kompresora okazała się niekompatybilna z wentylem Laluni.Tak więc w telegraficznym skrócie ujmując: Franciszkańska - Plac Hallera - Manufaktura - Franciszkańska - Drewnowska - Manufaktura - Franciszkańska.
Na drogach ślisko, rower znowu się upaprał. Korzystając z chwili, chciałbym pozdrowić moich sąsiadów, którym niebywale przeszkadzał godzinny postój Laluni na klatce schodowej, kiedy miałem okienko między zajęciami. Poskarżyli się administracji i uszkodzili mi zamykanie rowerowe - tak właśnie załatwia się sprawy tego typu na Bałutach:) Może gdyby sami czasem wsiedli na rower, to byliby mniej upierdliwi:)
Wracając z pierwszych zajęć cyknąłem dwie fotki w Parku Staromiejskim:

W Parku Staromiejskim© causeilovemybike

W Parku Staromiejskim© causeilovemybike
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
11.15 km
0.00 km teren
00:35 h
19.11 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Kolejny dzień:)
Środa, 12 grudnia 2012 · dodano: 12.12.2012 | Komentarze 1
Wczoraj nie wygrzebałem się z łóżka praktycznie cały dzień, tak zaczytałem się w mojej nowej książce, że już ją skończyłem. Potrzebowałem oderwania od tętnic, naczyń, kości, mięśni, krążenia i innych spraw, o których ciągle muszę czytać, dlatego też zamówiłem sobie ostatnio w Empiku pozycję Roberta Penna "Przepis na rower". Książka bardzo wdzięczna, ciekawa, wciągająca, zawiera wiele anegdotek, ciekawostek związanych z powstawaniem roweru. Autor relacjonuje poszukiwania odpowiednich części do swojego wymarzonego, idealnie dopasowanego roweru. Do treści wplata także wspomnienia ze swoich licznych podróży rowerowych. Czytając "Przepis na rower" możemy wiele dowiedzieć się o rożnych aspektach powstawania poszczególnych części rowerowych. No i do tego miłość autora do rowerów, którą czuć w każdym wersie książki. Doszedłem do wniosku, że Robert Penn to taki trochę rowerowy Paulo Coelho:) Podsumowując - ja tą pozycję polecam, choć pewnie nie wszystkim przypadnie ona do gustu.
"Przepis na rower" - Robert Penn© causeilovemybike
Koniec kącika młodocianego recenzenta, teraz czas na poruszenie innej kwestii. Szykując się dziś do wyjazdu na uczelnię wyjrzałem przez okno i śnieg nie padał, z całą stanowczością mogę tak powiedzieć. Ale kiedy 10 minut później stałem pod klatką, biały puch leniwie kołysał się na wietrze i otulał powoli ziemię. Jak się stoi, to śnieg pada tak jakby wolniej, ale kiedy się jedzie, to już nie wydaje się taki spokojny. Podczas przerwy w zajęciach, kiedy wyszedłem przed budynek uczelni śnieg nie sypał, ale kiedy zajęcia dobiegły końca i zadowolony zmierzałem w stronę stojaków na rowery biały puch sypał w najlepsze:) Ehh, pogoda robi mi na złość:P
Na ulicach, jak to zimą, ślisko jak cholera. Postanowiłem zrobić pit-stop w Manufakturze. Chwile pokręciłem się po tym przybytku konsumpcjonizmu, wskoczyłem do Empika i kupiłem nowy numer "Rowertour`a", przynajmniej będę miał co robić w przypadku wolnego czasu (na który niestety zbyt prędko się nie zanosi).
Później pozostało mi się tylko przedrzeć przez Manufakturowy rynek, potem przez park, kilka skrzyżowań i już byłem pod blokiem:) Ostatnio wpadłem na genialny pomysł, żeby omieść rower ze śniegu i błota przez klatką schodową. Kumpel zrzucił mi szczotkę przez okno i przystąpiłem do dzieła, wydawało mi się, że udało mi się rower oczyścić dostatecznie dobrze. Jednak kilkanaście minut postoju Laluni w przedpokoju zweryfikowało jakość moich działań i znów miałem przyjemność chadzania po mieszkaniu ze ścierką w łapkach:) Trudno, teraz na miejscu parkingowym w przedpokoju położę po prostu jakiś stary ręcznik i voila:)
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
18.75 km
0.00 km teren
00:43 h
26.16 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Nienawidzę poniedziałków!
Poniedziałek, 10 grudnia 2012 · dodano: 10.12.2012 | Komentarze 0
Początkowo chciałem sparafrazować tytuł pewnego starego filmu reżyserii Chmielewskiego, czyli "Nie lubię poniedziałku", ale niestety ze względu na to, że mój poniedziałek był tak kiepski, toteż stwierdziłem, że od tej pory poniedziałki będę nienawidził, a nie tylko ich nie lubił:) Taka moja jakby zemsta:)Do rzeczy: rano złapałem gumę (Lalunia zemściła się za to, że jeszcze jej nie wyczyściłem), przez co nie dotarłem na zajęcia. Awarię oczywiście opanowałem, więc na kolejne zajęcia wybrałem się już rowerkiem, wystarczy, że w ostatni piątek woziłem się po Łodzi nieszczęsna komunikacja zbiorową.
Po zajęciach wybrałem się do Lidla przy skrzyżowaniu Drewnowskiej i Alei Włókniarzy w nadziei, że jeszcze uda mi się kupić reklamowane kalesony. Jak oczywiście można było się spodziewać wszystko zostało już wykupione i na stoisku moglem zaopatrzyć się jedynie w opakowania po kalesonach, koszulkach i innych takich tam... Dla osłody zainwestowałem w pączka, ciastko z morelą i jakiś napój, żeby nie było mi smutno z powodu niepowodzenia na "polowaniu".
Pomyślałem, że jeszcze jednak powalczę i pojadę do innego sklepu zacnej niemieckiej sieci. Miałem tylko problem by sobie przypomnieć czy jest on przy Lutomierskiej, czy tez przy Limanowskiego. Teraz już wiem, że poprawna jest druga opcja:) Tam jednak tez nic już nie było i z pustymi rękoma wyszedłem ze sklepu. Zgłodniałem i pojechałem do E.Leclerc, co to by sobie kupić fryteczki i suróweczkę:)
Lalunia standardowo zaparkowała w przedpokoju, szkoda tylko że ja się nie popisałem i zapomniałem, że śnieg zgromadzony na rowerze w mieszkaniu się roztopi i utworzy mini jeziorko na podłodze. Dokładnie tak właśnie się stało, następnym razem wyposażę się w szczotkę i oczyszczę rower przed blokiem. Kolejne doświadczenie w kolekcji:)
Koniec już tej pisaniny, trzeba jeszcze coś zjeść i iść spać. Jutro basen, trzymajcie kciuki, co to bym się nie utopił:)
Pozdrower;)
Dane wyjazdu:
10.95 km
0.00 km teren
00:32 h
20.53 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Czwartkowy mrozik:)
Czwartek, 6 grudnia 2012 · dodano: 10.12.2012 | Komentarze 0
Ranek był bardzo mroźny, ale nie ma co się dziwić, to już grudzień:) Po 7 A.M. czasu polskiego wyjechałem spod bloku i już na samym starcie o mało nie zaliczyłem gleby:) Dróżka pod blokiem była bardzo śliska i straciłem nieco trakcji:) Nie mogłem sobie pozwolić na jakiekolwiek spóźnienie, bo podążałem na zajęcia z KUR-u, które są postrachem na moim roku (podobnie z resztą jak pozostałe przedmioty, hah). Udało mi się dotrzeć do celu w zamierzonym czasie, miałem tylko drobny problem z moim ulubionym podjaździkiem w Parku Staromiejskim (nie wiem dlaczego cały czas kojarzy mi się, że jest to Park Śledzia:)), gdyż moje opony są mało przystosowane do jazdy po śniegu i najzwyczajniej w świecie zsunąłem się w dół.Opowieść o zajęciach na hali pozostawię dla siebie, niech to będzie moja osobista trauma:)
Po wszystkim wracałem do mieszkania i tym razem pojechałem Piotrkowska, która okazała się być już przygotowana na nadchodzące święta:) Na latarniach świecące choinki, nad ulicą natomiast wesołe, latające renifery. Kurde, lubię święta, chyba mnie ta komercjalizacja wciągnęła:) A co, wszędzie pachnie świętami i koniec kropka. Ja tam już powiesiłem kolorowe, mrugające lampki wokół okna:)

Piotrkowska w czwartkowym mroźnym słońcu© causeilovemybike

Renifer!© causeilovemybike
Od X czasu obiecuje sobie, że wreszcie wezmę się w garść i wygospodaruje choćby chwile dla mojej umorusanej Laluni, ale jeszcze mi to nie wyszło i zapowiada się, że zbyt szybko to nie nastąpi. Laluniu, bądź cierpliwa! Zbliżają się święta, więc zrobię ci jakiś prezent;)
I tym miłym akcentem koniec na dziś, POZDROWER!
Dane wyjazdu:
16.23 km
0.00 km teren
00:45 h
21.65 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Eh, środa.
Środa, 5 grudnia 2012 · dodano: 08.12.2012 | Komentarze 0
Z jednej strony lubię środy, bo tego dnia mamm sensowne zajęcia, a nie tak zwane "zapychacze", z drugiej jednak po środzie jest czwartek, którgo bardzo serdecznie nie lubię, nie znoszę, a nawet nienawidzę (studenci fizjoterapii na UM Łódź wiedzą dlaczego).Moja środa była całkiem przyjemna, droga na uczelnię nie obfitowała w nadzwyczajne stresy, czy też zbyteczne "atrakcje" na drodze, nie licząc oczywiście klasycznych, w moim wykonaniu, poślizgów na szynach na skrzyżowaniu Żeligowskiego i Legionów:)
Przypinając Lalunię pod uczelnią znajomi znów dziwili się, że przyjechałem rowerem. Fakt, panująca pogoda nie była spełnieniem marzeń rowerzysty, ale wychodzę z założenia, że element jazdy rowerem w moim studenckim życiu jest chyba najprzyjemniejszy:) Bo na imprezy nie mam czasu chodzić, eh...
W drodze powrotnej do mieszkania, kiedy jadąc rowerem popijałem jogurt pitny, zadzwonił do mnie uprzejmy Pan z Vision Express i zaprosił po odebranie okularów. Jakie szczęście, że tak szybko, bałem się, że będę musiał wegetować w stanie półślepym jeszcze jakieś dwa dni, a tu już po dwóch dniach "pingle" gotowe;)
Moje oczy nieco się odzwyczaiły od dostatku dioptrii, tak więc zanim wsiadłem na rower musiałem nieco oswoić się z nowym, ostrym spojrzeniem na świat. Niestety, teraz naprawdę zacząłem dostrzegać tęgą brzydotę dzielnicy, w której przyszło mi mieszkać.
A żeby końcowy akcent nie był pesymistyczny, więc wstawiam nieteledysk (tak, nie pomyliłem się) piosenki zespołu Happysad z nowej płyty. Akcenty zimowe, więc przygotujmy się na to co nasz czeka;)
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
10.95 km
0.00 km teren
00:31 h
21.19 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Chyba pierwsze płatki sniegu Łodzi...
Wtorek, 4 grudnia 2012 · dodano: 04.12.2012 | Komentarze 1
Zaspałem, za oknem prószy lekko śnieżek. Świetny poranek, po protu idealny. Szybko znoszę ubłoconą Lalunię z trzeciego piętra i w drogę na uczelnię. Śnieżek, jak to śnieżek, specjalnie uwagi na niego nie zwracam. Gorszy był jednak wiatr, klasyczny wmordewind, przeklęty. Oczywiście z racji tego, że rano ubierałem się szybciej niż myślałem, toteż zmarzłem jak cholerka, bo założyłem skarpetki stopki, gratulacje dla mnie, brawo:)Zajęcia na szczęście minęły szybko, choć nie chciało mi się wychodzić z ciepłej sali, ale trudno. Wracając do mieszkania zrobiłem sobie wycieczkę po marketach, odwiedziłem Biedronkę na Łagiewnickiej, a następnie POLO Market, gdzie kupiłem dziesięć czekolad na gorąco, szkoda tylko, że kolejka była ogromna i myślałem, że czekając na moja kolej doczekam się pierwszych siwych włosów na mojej skroni;) Przykre było także to, że przed sklepem nie było żadnego stojaka na rower i Lalunie musiałem zaczepić do kosza. Chociaż, hmm, być może był, ale obecnie mam awaryjną sytuacje i nosze okulary za słabe o jakieś trzy dioptrie, więc wychwytywanie szczegółów dookoła mnie nie jest moja zbyt mocną strona... To i tak cud, że potrafię poruszać się po mieście i pod nic nie wjechałem (tramwaje i autobusy są zbyt duże i kolorowe, więc spokojnie, ale osobówki już tak bardzo nie rzucają mi się w oczy).
Klasycznie odbiegłem od tematu bardzo daleko, ale już powracam. Miałem w planie jeszcze napisać o wizycie w Piekarence, gdzie nawet ekspedientka nie była do końca pewna czy nadzienie bułki było śliwkowe czy tez malinowe (czyżby Szanowna Pani podjadała w pracy albo nie odróżnia smaków?)
Dokręciłem do mieszkania, wtargałem rower na górę, a teraz walczę z Wi-Fi, które działa jak chce i kiedy chce:)
Myślałem o tym, by wrzucić jeszcze jakieś zdjęcie, ale z racji mojej nieskończonej głupoty, która objawiła się faktem, iż roztrzaskałem mojego HTC i jestem zmuszony używać innego telefonu, który robi zdjęcia jakości podobnej do Cegły czy tam innego pustaka:(
Znalazłem natomiast filmik z kradzieży roweru w Łodzi, przykre. Mam nadzieje, że rabusiów dorwano:)
PS. Mieszkam w Łodzi ponad dwa miesiące,od samego początku mam ze sobą rower, ale wciąż nie mogę wybrać się na Masę Krytyczna, grrr.
Także tego, POZDROWER, See ya!