Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2012

Dystans całkowity:56.68 km (w terenie 10.20 km; 18.00%)
Czas w ruchu:02:50
Średnia prędkość:20.00 km/h
Liczba aktywności:2
Średnio na aktywność:28.34 km i 1h 25m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
13.58 km 10.20 km teren
00:38 h 21.44 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Krótko po laskach;)

Środa, 25 kwietnia 2012 · dodano: 21.06.2012 | Komentarze 0

Po wycieczce z Mironem, która miała miejsce dzień wcześniej postanowiłem wybrać się samotnie na krótką przejażdżkę, bo matura coraz bliżej. Zwykle nie lubię jeździć po lasach, ale nie wiem dlaczego, tym razem gdy tylko dojechałem do krańca swojej ulicy wjechałem w las i leśnymi duktami dojechałem aż nad nasze zelowskie Śniardwy, czyli zalew o dumnej nazwie "Patyki", który w istocie jest zbiornikiem retencyjnym, nie można się w nim kapać, choć latem jest tam zwykle masa ludzi:)

Na Patykach nie zaliczyłem klasycznie mola, jak to zwykle robiłem. Usadowiłem się w krzakach, u samej góry czegoś, co szumnie nazywane jest plażą. I tak spędziłem naprawdę wiele czasu, grzebiąc patykiem w piasku, słuchając muzyki i obserwując zapracowane mrówki.

Znalazłem tez chwile na cała sesję Laluni, ale uznałem, że tylko jedno zdjęcie się nadaje:

Lalunia w plenerze. © causeilovemybike


Być może kiedyś jeszcze pokażę Wam jak ciekawie zrewitalizowano Patyki, ławeczki, plac zabaw, krzaczki, trawka, stojaki na rowery, kosze i inne bajery. Szkoda tylko, że zjawi się jakiś podpity kretyn z innym inteligentnym inaczej i porozpierdzielają wszystko w drobny mak. No cóż, Polka...

Wróciłem inna drogą, również przez las, ale znacznie bardziej piaszczystą niż ta, która jechałem na Patyki. Wąskie opony wżynały się w piasek i naprawdę nieciekawie się jechało, ale czasem, paradoksalnie, trzeba się trochę zmęczyć, żeby wypocząć.


Dane wyjazdu:
43.10 km 0.00 km teren
02:12 h 19.59 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Z mironem do Bełchatowa.

Wtorek, 24 kwietnia 2012 · dodano: 21.06.2012 | Komentarze 0

Ufff, jak to było dawno. dobrze, że mam dobrą pamięć, po mamusi i tatusiu. A więc było to tak:

Zadzwonił do mnie Miron, który zaproponował mi przejażdżkę rowerem. Jego telefon tak mnie zaszokował, bo Mirona wyciągnąć na rower jest niezwykle trudno. No ale tak, czy siak, ustaliliśmy, że przejedziemy się do Bełchatowa i pojedziemy moją tzw. trasą widokową;)

Z tego co pamiętam, jechało się średnio, bo było pochmurno i momentami we znaki dawał się wiatr. Miron jednak dzielnie parł do przodu, aczkolwiek czasami musiałem nieco na niego poczekać. Po drodze udało mi się także sfotografować szaro-bure niebo:

Chmurzyska... © causeilovemybike


Po przyjeździe do Bełchatowa pojechaliśmy do parku, na tak zwanego "Orszaka" i postanowiliśmy nieco odpocząć na ławeczce. W pewnym momencie podszedł do nas koleś, myślę, że koło pięćdziesiątki, ale wyglądający na nieco starszego za sprawą swojej postury, która wskazywała, że za kołnierz to ten pan nie wylewa;) Zmieszani zgodziliśmy się na towarzystwo owego nieznajomego, cieszyło mnie, że koleś nie wydzielał żadnej woni. Z Mironem nadal uskutecznialiśmy ciekawą dyskusję (zapewne o gospodarce i polityce), a tajemniczy mężczyzna nie odzywał się ani słowem. A kiedy postanowiliśmy się zebrać i pojechać gdzieś indziej, facet również powstał i odszedł. Dziwny gość...

Następnie udaliśmy się do Pauliny i nie mogłem się nadziwić temu, jak jej pies szybko urósł. Nelson, bo tak się wabi ten zacny pies rasy Boerboel robi się coraz większy i większy. Jakby chciał, to bez problemu by mnie zjadł, chociaż nie wiem, czy bym mu posmakował, sama skóra i kości, a patrząc na Nelsona stwierdzam, że lubi dobre mięsko:)

I tak gadaliśmy i gadaliśmy o rożnych, przeróżnistych pierdołach, i nadszedł czas, by wracać do domu. Postanowiłem pokazać Mironowi ścieżkę rowerowa z Bełchatowa do Parzna i taką właśnie drogą pojechaliśmy do domu. Tuż za Sromutką spotkaliśmy Łukania, który wyjechał po nas samochodem i później trzymaliśmy się w tunelu aerodynamicznym, który wytwarzał jego zacny Seat. Dzięki temu ładnie podskoczyła nam średnia, która do tej pory była naprawdę marna... Żartowaliśmy, że Łukasz mógłby być naszym osobistym trenerem. Naprawdę, zabawnie to wyglądało, kiedy wystawiał głowę przez szybę i wołał "Szybciej, szybciej chłopaki, dopiero dwójkę zapiąłem". I właśnie dlatego tak dobrze zapadło mi to w pamięci;) Do domu wróciłem cały i zdrowy.

Pozdrower