Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Dane wyjazdu:
43.10 km
0.00 km teren
02:12 h
19.59 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Z mironem do Bełchatowa.
Wtorek, 24 kwietnia 2012 · dodano: 21.06.2012 | Komentarze 0
Ufff, jak to było dawno. dobrze, że mam dobrą pamięć, po mamusi i tatusiu. A więc było to tak:Zadzwonił do mnie Miron, który zaproponował mi przejażdżkę rowerem. Jego telefon tak mnie zaszokował, bo Mirona wyciągnąć na rower jest niezwykle trudno. No ale tak, czy siak, ustaliliśmy, że przejedziemy się do Bełchatowa i pojedziemy moją tzw. trasą widokową;)
Z tego co pamiętam, jechało się średnio, bo było pochmurno i momentami we znaki dawał się wiatr. Miron jednak dzielnie parł do przodu, aczkolwiek czasami musiałem nieco na niego poczekać. Po drodze udało mi się także sfotografować szaro-bure niebo:

Chmurzyska...© causeilovemybike
Po przyjeździe do Bełchatowa pojechaliśmy do parku, na tak zwanego "Orszaka" i postanowiliśmy nieco odpocząć na ławeczce. W pewnym momencie podszedł do nas koleś, myślę, że koło pięćdziesiątki, ale wyglądający na nieco starszego za sprawą swojej postury, która wskazywała, że za kołnierz to ten pan nie wylewa;) Zmieszani zgodziliśmy się na towarzystwo owego nieznajomego, cieszyło mnie, że koleś nie wydzielał żadnej woni. Z Mironem nadal uskutecznialiśmy ciekawą dyskusję (zapewne o gospodarce i polityce), a tajemniczy mężczyzna nie odzywał się ani słowem. A kiedy postanowiliśmy się zebrać i pojechać gdzieś indziej, facet również powstał i odszedł. Dziwny gość...
Następnie udaliśmy się do Pauliny i nie mogłem się nadziwić temu, jak jej pies szybko urósł. Nelson, bo tak się wabi ten zacny pies rasy Boerboel robi się coraz większy i większy. Jakby chciał, to bez problemu by mnie zjadł, chociaż nie wiem, czy bym mu posmakował, sama skóra i kości, a patrząc na Nelsona stwierdzam, że lubi dobre mięsko:)
I tak gadaliśmy i gadaliśmy o rożnych, przeróżnistych pierdołach, i nadszedł czas, by wracać do domu. Postanowiłem pokazać Mironowi ścieżkę rowerowa z Bełchatowa do Parzna i taką właśnie drogą pojechaliśmy do domu. Tuż za Sromutką spotkaliśmy Łukania, który wyjechał po nas samochodem i później trzymaliśmy się w tunelu aerodynamicznym, który wytwarzał jego zacny Seat. Dzięki temu ładnie podskoczyła nam średnia, która do tej pory była naprawdę marna... Żartowaliśmy, że Łukasz mógłby być naszym osobistym trenerem. Naprawdę, zabawnie to wyglądało, kiedy wystawiał głowę przez szybę i wołał "Szybciej, szybciej chłopaki, dopiero dwójkę zapiąłem". I właśnie dlatego tak dobrze zapadło mi to w pamięci;) Do domu wróciłem cały i zdrowy.
Pozdrower
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!