Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Wpisy archiwalne w miesiącu
Lipiec, 2010
| Dystans całkowity: | 366.00 km (w terenie 27.00 km; 7.38%) |
| Czas w ruchu: | 19:28 |
| Średnia prędkość: | 18.80 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 3 |
| Średnio na aktywność: | 122.00 km i 6h 29m |
| Więcej statystyk | |
Dane wyjazdu:
176.00 km
2.00 km teren
08:11 h
21.51 km/h:
Maks. pr.:42.30 km/h
Temperatura:34.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Roweriada Świętokrzyska - samotny powrót
Piątek, 9 lipca 2010 · dodano: 18.08.2010 | Komentarze 0
Bo pobycie w Świętokrzyskich i zwiedzeniu najbliższej okolicy przyszedł czas na powrót do domu.Chłopaki nie mieli za bardzo ochoty wracać rowerem i wymyślili jazdę pociągiem z Kielc do ptb. Poczałkowo zastanawiałem się czy tez nie pojechać pociągiem, ale gdy dojechaliśmy do Kielc zdecydowałem, ze wrócę rowerem, nawet jeśli mam jechać sam, przecież to była wyprawa rowerowa!
Przez Kielce przejechałem szybko, ogólnie bardzo dobrze mi się jechała, mimo tego, ze było tego dnia również dosyć ciepło. Rodzice gdy się dowiedzieli ze wracam sam chcieli po mnie wyjechać, ale stwierdziłem, ze pojadę tyle ile będę mógł i mogłem dojechać do samego Zelowa:)
W przedborzu kupiłem sobie cała torbę pączków za ponad dwie dychy i zjadłem je na rowerze, by nie marnować czasu:)
Oczywiście przy przekraczaniu gierkówki padł mi Gps, a dalsza droga miała prowadzić przez lasy, a nie pamiętałem jak tam jechać, wiec postanowiłem przejechać parę kilometrów gierkówka w kierunku Kamieńska i stamtąd pojechać do Bełka.
Te parę kilometrów to był najszybszy etap mojej podróży, tak zajebiście bałem się tamtędy jechać, ze szok, zapierdalałem, ile tylko miałem sil, aż mi się sakwy pozsuwały. Swoją droga to bardzo mądre jechać taka drogą rowerem...
Jak już wjechałem do Bełchatowa i wpadłem na trasę rowerową na słok i wawrzke spotkałem grupę rowerzystów, którzy tez wracali z jakiejś większej wycieczki na co wskazywały sakwy itp Zapytali mnie skąd jadę, odpowiedziałem ze zza Kielc, usłyszałem "Weź dzieciak nie sciemniaj!", no to sie wkurwiłem i pojechałem sobie dalej:)
Kiedy zobaczyłem znak "Zelów" to byłem taki zadowolony z siebie, ze jechałem i śmiałem się, czułem się jak jakiś żołnierz wracający z wojny, wygranej wojny, lub coś tam takiego w ten deseń:)
A chłopaki? Ja dojechałem do domu o 17, oni przyjechali o godzinę i trzy kwadranse później niż ja, bo musieli pojechać pociągiem do Częstochowy, czyli potem musieli jeszcze zrobić rowerami 80 kilometrów do domu, a poza tym jechali połączeniem regionalnym, więc pociąg jechał wolno i zatrzymywał się w każdej dziurze. Podobno wyspali się w pociągu, ale czy nie lepiej mieć wspomnienia i zbadać swoje możliwości? Teraz przynajmniej wiem, ze jeśli chce i się uprę to mogę dużo;)
Dane wyjazdu:
62.00 km
0.00 km teren
03:48 h
16.32 km/h:
Maks. pr.:34.80 km/h
Temperatura:28.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Roweriada świętokrzyska - do celu!
Wtorek, 6 lipca 2010 · dodano: 18.08.2010 | Komentarze 0
Hyh, tak więc wstalismy rano, zlozylismy namiot, ogarnelismy sie troche, umyslismy zabki popijajac mineralna i wybralismy sie w podroz:)Zjedlismy obiad o 9 rano w miejscowości Micigózd, co za nazwa, DŻIJZAS! A potem to już tylko jechaliśmy, oczywiście Gps rozładował mi się w najbardziej ważnym momencie, czyli w Kielcach, na cale szczęście mieliśmy mapkę Kielc, z pomocą tubylców jakoś daliśmy sobie rade.
Obowiązkowa była fotka ze znakiem "Kielce"":) Byliśmy też w miejscu, które nie wiem czym było:)

Kielce© causeilovemybike
Trochę trudniej było nam się dostać do miejsca naszego noclegu, czyli do Krajna-Zagórza, ale tutaj również pomocni byli ludzie i byliśmy już dość blisko, gdy zadzwonił facet, u którego zamawialiśmy noclegi. Koleś był taki miły ze podjechał po nas autem, pokazał którędy mamy jechać i wreszcie mogliśmy się wykąpać, odpocząć, taaak. Bo ostatni kawałek drogi był meeeega męczący, długi podjazd ciągle w górkę, miałem wrażenie ze było to jakieś 100 kilometrów, ale opłacało się bo widoki były super;)

Krajno - cel podróży:)© causeilovemybike
Dane wyjazdu:
128.00 km
25.00 km teren
07:29 h
17.10 km/h:
Maks. pr.:55.00 km/h
Temperatura:32.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Roweriada Świętokrzyska dojazd do noclegu w namiocie;)
Poniedziałek, 5 lipca 2010 · dodano: 16.08.2010 | Komentarze 1
Rowerrem w Góry świętokrzyskie!!Wyruszyliśmy we trójkę 5 lipca okolo 8 rano chyba, z Zelowa i kierowaliśmy sie do Bełechatowa...
Sakwy zamówiliśmy na allegro, ogólnie byliśmy przygotowani dość dobrze, mapy, ubrania, namiot, noclegi w Górach zarezerwowane, Gps, ubranka, kaska:)
Oczywiście Łukaniu ciągle podjeżdżał mi pod koła, ale obyło się bez większej kraksy. Tylko rad na jakimś szybkim zjedzie sprawdzałem ile mój rower pojedzie z "ładunkiem" ale skonczyła się droga asfaltowa i zahamowałem dość ostro i Łukaniu przetarł sie o mnie i urwał sobie zamek w sakwie i potem bardzo fajnie mu wisiała, hahaha, co za wspomnienia!
Trochę GPS pokopał drogę i jechalismy przez jakieś chaszcze polno-lesnymi drogami, co nie jest łatwe majac w sakwie ciuchy na 4 dni i inne ciezkie pierdoly:P
Chłopaki na widok każdej górki marudzili "Kurwa, znowu pod góre", ja sie zawsze ciesze z kazdego podjazdu, bo po podjezdzie jest zawsze szybki zjadz i jest gites:)
Pierwsze 100 kilometrów na liczniku! Fajne uczucie;)

Pierwsze 100 km!© causeilovemybike
Spaliśmy pod namiotami nieopodal miejscowosci Akwizgran, heh, myslelismy ze bedzie to baaaaardzo odludne miejsce ale okazalo sie, ze ludzie dosyc czesto tam chadzaja. A w nocy okazalo sie dodatkowo, ze gdzies za drzewami jest jakas wiejska przytupana;) Kompletnie sie z Kalwinem nie wyspałem, bo caly czas mielismy wrazenie ze ktos nas tam zamorduje, albo ukradnie rowery, ktore tak na marginesie zostaly przez nas przywiazane do namiotu, pospinane zamykaniami, przykryte folia i w ogole meeeega bezpieczne byly, chyba;) A łukaniu sobie w najlepsze chrapał, a rano stwierdzil, ze i tak jest spiacy:)