Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Wpisy archiwalne w miesiącu
Maj, 2011
| Dystans całkowity: | 434.23 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 19:40 |
| Średnia prędkość: | 22.08 km/h |
| Liczba aktywności: | 9 |
| Średnio na aktywność: | 48.25 km i 2h 11m |
| Więcej statystyk | |
Dane wyjazdu:
79.26 km
0.00 km teren
03:38 h
21.81 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Zbiorczo...
Wtorek, 31 maja 2011 · dodano: 21.06.2011 | Komentarze 0
Wszystkie kilometry "wypedałowane" we wszystkich innych chwilach i celach, które nie zasługiwały na osobny wpis, czyli: sklep, impreza, kurs po zeszyt i takie inne pierdoły...I coś, co ostatnio mną kręci:
&feature=related
Pozdrower Ludzie!
Dane wyjazdu:
13.76 km
0.00 km teren
00:40 h
20.64 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Nieszczęsna końcówka wydechu...
Piątek, 27 maja 2011 · dodano: 21.06.2011 | Komentarze 0
Pierwsza przejażdżka samochodem i...... odchudziłem tatusiowi Mesia o końcówkę wydechu. Nie, nic się nie urwało, tylko zgubiłem chromowana, ozdobna końcówkę wydechu... Szkoda, bo ładna była, "łoryginalna":)
Fader oczywiście tego nie zauważył, a samochód jawnie wygląda "łysiej", jak dla mnie, skoro będąc 100 metrów od auta, zauważyłem owy brak.
Przejażdżka rowerem w poszukiwaniu pierdółki nie przyniosła pozytywnego rezultatu. Pokręciłem trochę po okolicy, gdzie jechałem , zmokłem i tyle...
A teraz zoo, zoo, zoo, zoo, zobacz, zobacz, zobacz:
&feature=related
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
10.57 km
0.00 km teren
00:30 h
21.15 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Stary cmentarz.
Środa, 25 maja 2011 · dodano: 21.06.2011 | Komentarze 0
Bardzo krótko... Ale na nic więcej nie miałem sił i ochoty. Ostatnimi czasy czuję się wypompowany, sflaczały i zmulony...Zebrałem się jednak w sobie i pojechałem z Kacprem za Pożdżenice, żeby pokazać mu stary, opuszczony, zaniedbany niemiecki cmentarz.
Generalnie dość klimatyczne miejsce. To dziwne, ale podobało mi się tam... Oj.

Tablica nagrobkowa© causeilovemybike

Krzyż...© causeilovemybike
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
69.05 km
0.00 km teren
02:41 h
25.73 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Szczerców.
Wtorek, 24 maja 2011 · dodano: 21.06.2011 | Komentarze 1
Po powrocie ze szkoły zastanawiałem sie, w jakim kierunku udać się rowerem. Zagadnąłem babcie, z nadzieją, że może podrzuci mi jakąś myśl i to było to. Okazało się, że dziadek pojechał do Szczercowa, żeby ogarnąć ganek u swojej siostry - cioci Lodzi;)Tak więc pojechałem do Szczercowa żeby się dziadkowi pokazać i być może pomóc;)
Trasa była taka (zapisałem na kartce, żeby nie zapomnieć):
zelów - Tosin - Krześlów - Szczerców - Trakt Puszczański - Szczerców - Chabielice - Szczerców - Trakt Puszczański - Szczerców - Krześlów - Zelów.
To bardzo niedobrze, że tak długo ociągałem się z dodaniem tego wpisu, bo zapewne wiele złotych myśli i refleksji na temat tego dnia mi umknęło. Ale cóż, takie jest życie, miałem w ostatnim czasie ogrom zajęć, co chyba widać na moim "zakurzonym" i opustoszałym blogu.
Ale dobra, już zaglądam w otchłań moich myśli i postaram się coś wyciągnąć z moich wspomnień. No tak, z notatki, która teraz mam przed sobą wynika, że tego dnia był trochę wmordewind, ale było ciepło, miło i przyjemnie. U cioci zjadłem Jajecznice i pomagałem dziadkowi przy remoncie tego ganku.
Gdy już się napracowałem, pojechałem zobaczyć "górę", która została usypana z ziemi wydobytej z okolicznej odkrywkowej kopalni węgla brunatnego:

Prawie jak w górach...© causeilovemybike
Dalej udałem się do Chabielic:

Kościół parafialny pw. św. Michała Archanioła w Chabielicach© causeilovemybike
W tym kościele, prawie 50 lat temu, ślub brali moi dziadkowie. Świątynia jak stała, tak stoi, a dziadkowie jak byli razem, tak nadal są i mają się dobrze;)
Naprzeciw kościoła znajduje się mały placyk, na którym umieszczony został głaz i tablica, w wszystko to, by oddać cześć poległym w czasie wojny mieszkańcom wsi...

W hołdzie poległym Chabieliczanom...© causeilovemybike
Chciałem także zobaczyć z bliska kopalnię, ale niestety wszystko jest skrzętnie pozastawiane, zagrodzone, zabezpieczone, a już z daleka krzyczą do Ciebie tablice zakazujące wstępu:

Zakaz wstępu!© causeilovemybike
Wracając z powrotem do Szczercowa sfotografowałem zwałowisko z oddali:

Zwałowisko koło Broszęcina© causeilovemybike
Znowu zagościłem u cioci, trochę pomogłem dziadkowi, pokręciłem się po okolicy i postanowiłem wracać do domu.
Przed Krześlowem, w Wypychowie, poczułem "małego głoda" i wstąpiłem do sklepu. Kupiłem jakiś napój i batona, zapłaciłem dwudziestozłotówką (powodzi się, nie?) i miałem obawy, czy pani sprzedawczyni zdoła uzbierać dla mnie resztę. Cięższy o zakupy i całą garść klepaków wróciłem do Zelowa;)
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
65.12 km
0.00 km teren
02:43 h
23.97 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Sobotnia przejażdżka...
Sobota, 21 maja 2011 · dodano: 10.06.2011 | Komentarze 4
Pogoda była świetna, w połączeniu z wizją pomocy przy budowie płotu (która tak na marginesie bardzo mnie przygnębiała) sprawiła, że musiałem wybrać się na rower.Z domu pojechałem przez centrum mojego miasteczka, skierowałem się do Pożdżenic, a potem na zakręcie odbiłem na Tosin.
Ptaki śpiewały wesołą muzykę, czuć było zapach świeżo koszonej trawy, drzewa lekko szumiały. Zatrzymałem się na moment, żeby napić się łyka wody i zrobić zdjęcie:

Postój na Tosinie© causeilovemybike
Dalej podróżowałem standardowo przez Sobki, aż do Krześlowa, gdzie okoliczne pola pokryły się żółtawą barwą. Zdaje się, że to rzepak, ale głowy nie dam sobie uciąć, reki tez, ani żadnej innej kończyny zresztą;)

Krześlowskie pola.© causeilovemybike
Dalej nie wykazałem się jakąś większą inwencją i jak zwykle jechałem wojewódzką 483-ką. Żeby nie było tak jak zawsze, skręciłem na Rudzisko i przez Szczercowską Wieś, trochę "zakolem" dojechałem do Szczercowa.
Zatrzymałem się w jednym z ładniejszych miejsć w Szczercowie, parku koło nowego, wypasionego centrum sportowego. Mają tam boiska (akurat trwał jakiś trening), skatepark, ściankę wspinaczkową, profesjonalne bieżnie, hale gimnastyczne i zdaje się, że basen także, ale nie mam 100 procent pewności.

Szczercowski park vol. 1© causeilovemybike

Nawet skatepark mają...© causeilovemybike

Szczercowski park vol. 2© causeilovemybike

Szczercowski Park - Pozostałości starego młynu.© causeilovemybike
Pozostaje mi tylko ubolewać, że w Zelowie nic się nie dzieje, nie inwestuje, a młodzież nie ma co robić całymi dniami i najzwyczajniej włóczy się schodząc na złą drogę. Bo nawet Budowa jedynego Orlika z mojej dziurze stanęła i Urząd Gminy procesuje się z wykonawca. Polska...
No ale wracając do mojej przejażdżki: Wyjechałem z Szczercowa i podążałem znów wojewódzką 483-ka. Tym razem znowu postanowiłem zmodyfikować trasę i w miejscu gdzie odbijałem poprzednio na Rudzisko, teraz pojechałem w przeciwnym kierunku, czyli do wsi Magdalenów. Tamtędy jeszcze nie jechałem.
Minąłem Magdalenów, asflat sie skończył, chyba się zmęczył i się zwinął, a mi przyszło jechać po drodze gruntowej. Była naprawdę równa i dobrze utwardzona, ale jej jasna barwa strasznie mnie oślepiała, do czego niebagatelnie przyczyniło się słońce, które wesoło świeciło. Ehh, gdybym miał okulary przeciwsłoneczne, to nie miałbym problemu z "jasnością" drogi. No albo mam przewrażliwione oczy...

Droga w dal...© causeilovemybike

Zboża za Magdalenowem© causeilovemybike
Wjechałem wśród kilka samotnych domostw i miałem wrażenie, że wjechałem komuś na podwórko. Na całe szczęście jednak okazało się, że drózka po prostu biegnie między dwoma podwórkami i dołącza do asfaltu w znanej już mi Kuźnicy Lubieckiej.
Wesoło pedałując dotarłem po chwili do Parzna, nie zmartwiły mnie nawet dziury w drodze, pogoda wynagrodziła wszystko;) Minąłem tez kobietę, idąca środkiem drogi, odzianą w łachmany i targająca ze sobą jakieś toboły. Włóczęga, bezdomna, a może wiedźma?
Z Parzna pojechałem ścieżką rowerową w stronę Bełchatowa, nie wjeżdżałem jednak do samego miasta, za Emilinem skręciłem do miejscowości Zalesna. Jakoś bardziej wolałem jechać spokojnymi drogami bełchatowskich, rozbudowujących się sypialni, niż zahaczać o miasto.
Po niedługim czasie znalazłem się w Woli Mikorskiej, postanowiłem jeszcze nie wracać do domu i ruszyłem nieznaną mi drogą, która, jak się okazało, prowadziła do znanych mi Ław;)
Następnie dotarłem do Rożniatowic, za którymi poczułem pierwsze krople deszczu na mojej głowie, zanim dojechałem do Łobudzic byłem już dość dokładnie "obkropiony". Nic dziwnego, było parno i duszno, wiadomo było, że za chwile coś tam sobie "skapnie z nieba", ale oczywiście zignorowałem ten jasy znak od natury...
Na całe szczęście, deszczyk nie trwał długo i zanim dojechałem do domu, zdążyłem wyschnąć;)
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
50.12 km
0.00 km teren
02:00 h
25.06 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Słoneczna pętelka;)
Środa, 11 maja 2011 · dodano: 29.05.2011 | Komentarze 7
Cały dzień było pogodnie i słonecznie, w szkole strasznie ciężko było wysiedzieć na lekcjach, dobrze, że na ostatniej godzinie miałem w-f i poszliśmy biegać do lasu. Była to świetna rozgrzewka przed jakąś miłą traska;)A jechałem tak:
Zelów - Bujny Księże - Bujny Szlacheckie - Grabostów - Ostoja - Rożniatowice - Ławy - Bełchatów - Domiechowice - Parzno - Roźdźin - Cisza - Kuźnica Lubiecka - Podlesie - Wypychów - Krześlów - Sobki - Tosin - Pożdżenice - Zelów.
Już dawno nie jechało mi się tak przyjemnie. Słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały, drzewka szumiały, a ja całkowicie zrelaksowany pedałowałem na rowerze;)
Teraz coś ze zdjęć:
Zaraz po skręceniu na Grabostów rozpoczyna się bardzo ładna aleja drzew, która w słoneczny dzień daje trochę cienia:

Aleja drzew...© causeilovemybike
Zdjęcie wykonane kawałeczek dalej, cała armia strachów broni rośliny przed ptactwem, na zdjęciu najładniejszy strach, według mnie, choć generalnie mało co go widać, ale jest:

Strach na wróble.© causeilovemybike
Dalej przystanąłem przy uroczym stawiku, po którym pływały sobie kaczki, chciałem je sfotografować, ale niestety spłoszyły się:

Stawik przy trasie...© causeilovemybike
Zauważyłem tez, że w okolicach Rożniatowic i Ław jeździ dużo rowerzystów, głownie nadjeżdżają od strony Bełchatowa. W ciągu dziesięciu minut minąłem około piętnastu "zawodników";)
Po wjechaniu na moment do Bełchatowa, skręciłem w stronę Parzna, bo chciałem wyprobowac ścieżkę rowerową, która została wybudowana juz dość dawno temu, a jeszcze nie miałem okazjii nią jechac, ponadto zachwalał mi ja Patryk, więc spróbowałem i nie żałuję. Te kilkanaście minut jechało mi się bardzo komfortowo i spokojnie;)

Droga rowerowa Bełchatów-Parzno© causeilovemybike
Az w końcu znalazłem się w Parznie, za którym przystanąłem by chwilę odpocząć i zrobić zdjęcie kolejnemu zbiornikowi wodnemu:

Staw za Parznem.© causeilovemybike
Dalsza część drogi nie była już taka gładka, ale nie było bardzo tragicznie. Zjechałem na momencik do lasu, prowadząc rower po piaszczystej ścieżce, chciałem zajrzeć głębiej w knieje. Niestety szyki pokrzyżowały mi mrówki, które najzwyczajniej broniły tereny i pokąsały mi stopy, taki minus założenia sandałków;(

Piach, rower i krwiożercze mrówki!© causeilovemybike
A po terenie pobrykam sobie kiedy indziej, jak założę pełne buty i będę posiadał odpowiedni rower;)

Piaszczysty dukt przez las© causeilovemybike
Po tym, jak wydostałem się z lasu i pozbyłem mrówek łażących mi po stopach, jechałem przed siebie już bez zatrzymywania, cały czas prosto do 483-ki, w Krześlowie na Sobki, potem Tosin, Pożdżenice i dom;)
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
0.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Pucu-pucu. Walka z PowerLinkiem;)
Poniedziałek, 9 maja 2011 · dodano: 15.05.2011 | Komentarze 3
Poniedziałek, początek tygodnia, to doskonały czas na ogarnięcie roweru. W szczególności łańcucha, który po ostatnich kąpielach błotnych zaczął wołać, a wręcz błagać o wyczyszczenie i nasmarowanie;)Kupując łańcuch ze spinką PowerLink wyczytałem, że jest to proste, szybkie i łatwe rozwiązanie, pozwalające na bezproblemowe ściąganie łańcucha w celu wyczyszczenia.
Zgadnijcie, jakie było moje zdanie na temat PowerLinka, kiedy po półgodzinnym męczeniu się, upapraniu łap, a nawet twarzy smarem, łańcuch nadal zawzięcie pozostawał nierozpięty? Ano, siebie miałem za kretyna, a ludzi ze SRAM-a za jeszcze większych kretynów.
A co wystarczyło zrobić? Zajrzeć do Sieci, obejrzeć piętnastosekundowy filmik, a potem uporać się z łańcuchem w czasie kolejnych około dziesięciu sekund? Otóż to! I wyszło, że to ja jestem kretynem, a nie ci ze SRAM-a;)
Potem tylko wlałem do plastikowej butelki trochę rozpuszczalniku, włożyłem do niej łańcuch i zacząłem trząść jakbym chciał zrobić drinka;)
I takim sposobem to:

Brudny łańcuch...© causeilovemybike
Zmieniło się w to:

... i czysty łańcuch© causeilovemybike
Jeszcze tylko zabezpieczyć przed korozją, posmarować specyfikiem i gotowe!
Dane wyjazdu:
33.97 km
0.00 km teren
01:30 h
22.64 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Krótka, niedzielna przejażdżka...
Niedziela, 8 maja 2011 · dodano: 27.05.2011 | Komentarze 2
Postanowiłem jakoś wypełnić czas podczas leniwego, niedzielnego popołudnia i postanowiłem trochę pokręcić po okolicy.Stwierdziłem, że dawno nie byłem w okolicach Parzna.
Trasa wiodła z Zelowa, przez Mauryców do Sromutki, dalej przez Strzyżewice do Parzna, gdzie odbiłem w stronę Rożdżina, gdzie mieszka stary kolega mojego dziadka, oboje znają się od czasu, kiedy służyli razem w wojsku;) A tego szanownego i bardzo zabawnego zresztą pana zapamiętałem, bo ma na nazwisko Koperek:)
Ale wracając do mojej niedzielnej trasy, dojechałem do miejscowości Cisza, gdzie jest niebywale dziurawy odcinek drogi, sytuacja poprawia się dopiero w Kuźnicy Lubieckiej. Wyjechałem na drogę wojewódzką numer 483, którą przez Podlesie, Wypychów, Krześlów dojechałem do Sobek, gdzie skręciłem na Tosin, a następnie wyjechałem w Pożdżenicach, a stamtąd już tylko kawałek do Zelowa;)
Tyle opisu, na mapie wygląda to dużo prościej;)
Niestety,m tym razem nie dodaję żadnych zdjęć, bowiem nowego aparatu się jeszcze nie dorobiłem, a mój Viewty (przeklęte baterie LG) akurat się rozładował, kiedy zobaczyłem coś wartego sfotografowania;(
Ale postaram się to Wam jakoś wynagrodzić w następnym wpisie;)
A tymczasem:
&feature=related
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
43.27 km
0.00 km teren
02:20 h
18.55 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Talar z Dusią, glinianki i Zelów z Przemem...
Sobota, 7 maja 2011 · dodano: 15.05.2011 | Komentarze 0
Dusia dała mi swój rower do przeglądu, musiałem podregulować przerzutki, które momentami się gubiły i zastanawiały się, czy przerzucić bieg, czy może jednak nie, podciągnąć hamulce, dołożyć ciśnienia w oponkach;)Punkt 12, w sobotę zjawiła się przed moim domem i uśmiechnięta odebrała rower. Wspólnie pojechaliśmy go przetestować. Musieliśmy jeszcze tylko zahaczyć o moją działkę, ponieważ byłem zmuszony zaserwować mojej Laluni kąpiel po ostatnim nocnym powrocie z imprezy plenerowej (odsyłam do poprzedniego wpisu).
Klaudia zaproponowała, by pojechać na Talar. Tego dnia solidnie dmuchało i przez pola jechało się doprawdy ohydnie... Ale po wjeździe do lasu było stanowczo lepiej i dawaliśmy radę.
Generalnie pogoda była dobra, więc rybacy łowili z najlepsze z całkowitym poświeceniem i oddaniem swojemu hobby:

Wędkarz...© causeilovemybike
Poszliśmy na nasze ulubione skałki i przegadaliśmy szmat czasu;) Oczywiście podaje Wam kolejną porcję "dzikich krzaczorów":

Talarskie chaszcze...© causeilovemybike
Po pewnym czasie zgłodniałem i z myślą o obiedzie ruszyliśmy już z wiatrem do Zelowa...
Po posileniu się i odpoczynku słuchając muzyki, już bardziej pod wieczór dołączyłem do Przema, który brykał sobie po gliniankach. Miałem ochotę trochę podzikować, ale po przejechaniu kilku rundek szkoda mi się zrobiło mojej Dziaby i ruszyliśmy w miasto.
Środek weekendu, więc bez problemu trafiliśmy na znajomych i ciągle z kimś się zagadywaliśmy. Ale znalazłem chwilkę na to:

Zachód słońca w Zelowie© causeilovemybike
A potem nie działo się już nic rowerowego;)
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
69.11 km
0.00 km teren
03:38 h
19.02 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Przełom maja i kwietnia...
Niedziela, 1 maja 2011 · dodano: 15.05.2011 | Komentarze 2
Z racji wielu imprez, dużego zapierdzielu w szkole i domu, nie miałem czasu na obmyślanie jakiś szczególnych trasek, więc są to kilometry w dużej mierze zrobione w drodze do sklepu, kumpla, ewentualnie malutkim kółeczku. Już nawet nie jestem w stanie określić kiedy dokładnie ile kilometrów zrobiłem, więc wszystko ujmuję w jeden wpis...No i są wreszcie jakieś pierwsze kilometry na maj... Bo tak ogólnie, to bardzo teraz biednie u mnie;(
A tak wyglądał mój rower po powrocie z jednej z imprez na łonie natury;)

Brudny rower...© causeilovemybike

I jeszcze brudniejszy...© causeilovemybike
Po raz pierwszy w życiu wybrałem się też tak wcześnie na rower, to znaczy przed 6. bo akurat wróciłem z imprezy i potrzebowałem małego przewietrzenia;)
A że z tamtymi dniami kojarzy mi się ta piosenka, więc i Wy posłuchajcie:
&feature=related