Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Dane wyjazdu:
65.12 km 0.00 km teren
02:43 h 23.97 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Sobotnia przejażdżka...

Sobota, 21 maja 2011 · dodano: 10.06.2011 | Komentarze 4

Pogoda była świetna, w połączeniu z wizją pomocy przy budowie płotu (która tak na marginesie bardzo mnie przygnębiała) sprawiła, że musiałem wybrać się na rower.

Z domu pojechałem przez centrum mojego miasteczka, skierowałem się do Pożdżenic, a potem na zakręcie odbiłem na Tosin.

Ptaki śpiewały wesołą muzykę, czuć było zapach świeżo koszonej trawy, drzewa lekko szumiały. Zatrzymałem się na moment, żeby napić się łyka wody i zrobić zdjęcie:

Postój na Tosinie © causeilovemybike


Dalej podróżowałem standardowo przez Sobki, aż do Krześlowa, gdzie okoliczne pola pokryły się żółtawą barwą. Zdaje się, że to rzepak, ale głowy nie dam sobie uciąć, reki tez, ani żadnej innej kończyny zresztą;)

Krześlowskie pola. © causeilovemybike


Dalej nie wykazałem się jakąś większą inwencją i jak zwykle jechałem wojewódzką 483-ką. Żeby nie było tak jak zawsze, skręciłem na Rudzisko i przez Szczercowską Wieś, trochę "zakolem" dojechałem do Szczercowa.

Zatrzymałem się w jednym z ładniejszych miejsć w Szczercowie, parku koło nowego, wypasionego centrum sportowego. Mają tam boiska (akurat trwał jakiś trening), skatepark, ściankę wspinaczkową, profesjonalne bieżnie, hale gimnastyczne i zdaje się, że basen także, ale nie mam 100 procent pewności.

Szczercowski park vol. 1 © causeilovemybike


Nawet skatepark mają... © causeilovemybike


Szczercowski park vol. 2 © causeilovemybike


Szczercowski Park - Pozostałości starego młynu. © causeilovemybike


Pozostaje mi tylko ubolewać, że w Zelowie nic się nie dzieje, nie inwestuje, a młodzież nie ma co robić całymi dniami i najzwyczajniej włóczy się schodząc na złą drogę. Bo nawet Budowa jedynego Orlika z mojej dziurze stanęła i Urząd Gminy procesuje się z wykonawca. Polska...

No ale wracając do mojej przejażdżki: Wyjechałem z Szczercowa i podążałem znów wojewódzką 483-ka. Tym razem znowu postanowiłem zmodyfikować trasę i w miejscu gdzie odbijałem poprzednio na Rudzisko, teraz pojechałem w przeciwnym kierunku, czyli do wsi Magdalenów. Tamtędy jeszcze nie jechałem.

Minąłem Magdalenów, asflat sie skończył, chyba się zmęczył i się zwinął, a mi przyszło jechać po drodze gruntowej. Była naprawdę równa i dobrze utwardzona, ale jej jasna barwa strasznie mnie oślepiała, do czego niebagatelnie przyczyniło się słońce, które wesoło świeciło. Ehh, gdybym miał okulary przeciwsłoneczne, to nie miałbym problemu z "jasnością" drogi. No albo mam przewrażliwione oczy...

Droga w dal... © causeilovemybike


Zboża za Magdalenowem © causeilovemybike


Wjechałem wśród kilka samotnych domostw i miałem wrażenie, że wjechałem komuś na podwórko. Na całe szczęście jednak okazało się, że drózka po prostu biegnie między dwoma podwórkami i dołącza do asfaltu w znanej już mi Kuźnicy Lubieckiej.

Wesoło pedałując dotarłem po chwili do Parzna, nie zmartwiły mnie nawet dziury w drodze, pogoda wynagrodziła wszystko;) Minąłem tez kobietę, idąca środkiem drogi, odzianą w łachmany i targająca ze sobą jakieś toboły. Włóczęga, bezdomna, a może wiedźma?

Z Parzna pojechałem ścieżką rowerową w stronę Bełchatowa, nie wjeżdżałem jednak do samego miasta, za Emilinem skręciłem do miejscowości Zalesna. Jakoś bardziej wolałem jechać spokojnymi drogami bełchatowskich, rozbudowujących się sypialni, niż zahaczać o miasto.

Po niedługim czasie znalazłem się w Woli Mikorskiej, postanowiłem jeszcze nie wracać do domu i ruszyłem nieznaną mi drogą, która, jak się okazało, prowadziła do znanych mi Ław;)

Następnie dotarłem do Rożniatowic, za którymi poczułem pierwsze krople deszczu na mojej głowie, zanim dojechałem do Łobudzic byłem już dość dokładnie "obkropiony". Nic dziwnego, było parno i duszno, wiadomo było, że za chwile coś tam sobie "skapnie z nieba", ale oczywiście zignorowałem ten jasy znak od natury...

Na całe szczęście, deszczyk nie trwał długo i zanim dojechałem do domu, zdążyłem wyschnąć;)

Pozdrower!



Komentarze
gdynia94
| 13:18 wtorek, 14 czerwca 2011 | linkuj Bardzo ładne tereny :)
sikor4fun-remove
| 21:29 poniedziałek, 13 czerwca 2011 | linkuj Super widoczki po drodze .... motywują aby jechać i jechać ;]
jelon85
| 07:23 sobota, 11 czerwca 2011 | linkuj Elegancka wyprawa i świetna fotorelacja:) pozdrower
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!