Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Dane wyjazdu:
33.24 km 0.00 km teren
01:35 h 20.99 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Przedosiemnastkowo;)

Środa, 26 stycznia 2011 · dodano: 28.01.2011 | Komentarze 3

Postanowiłem przynajmniej raz w tegoroczne ferie wstać o jakiejś rozsądnej porze, ponieważ mama miała ogromną ochotę mnie zlinczować za wstawanie tuż przed 13;)
Uzgodniłem więc z Przemkiem, że pójdziemy na rower rano! Rano! Musiałem wstać o 9, ale dla pewności nastawiłem sobie kilka budzików już na 8;) Naprawiłem rower, tzn konkretniej rozebrałem mniej zepsuty, żeby naprawić ten bardziej zepsuty. Tak więc przed 11 przyjechał Przemek, jakimś dziwnym sposobem zjawił się również Łukaniu, w zasadzie dokładnie nie wiem z jakiej paki.

Pierwszy event! Mieliśmy za zadanie pojechać z Łukaniem do kuriera, wysłać paczkę. Na „zwalniaczu” nasz lokalny handlarz częściami samochodowymi zgubił światełko, ale stwierdził, że nie opłaca się po nie zawracać … Trafiliśmy na miejsce, stanęliśmy przed bramą jakiegoś zagraconego podwórka, ale mistera kuriera zastać okazji nie mieliśmy. No to Łukaniacz zostawił paczkę wśród tych wszystkich syfów i pojechaliśmy na drugi event.

Event drugi!
Poczta, taak. Łukasz musiał dokonać przelewu. Wszedł do urzędu i zaginął. Staliśmy przed wejściem i czekaliśmy na nieszczęśnika, gadaliśmy, plotkowaliśmy niczym stare przekupy, wymienialiśmy się poglądami, jak przystało na inteligentnych młodzieńców, wszystko by zabić nudę. Dostrzegliśmy tez ciekawy rower z napędem hybrydowym, tzn. nożno-elektrycznym;)

Hercules z napędem hybrydowym. © causeilovemybike


Po kwadransie, chyba, wyszedł Łukaniu, już ucieszyłem się, ze sobie gdzieś pojedziemy, ale powiedział: -„Jedzcie sobie, ja jeszcze sobie tutaj postoje, bo przede mną jakiś moher stanął i chyba na Radio Maryja płaci…”. Aha, okej… Yyyy.

Trudno się mówi i jedzie się dalej… Kierunek? Miał być Talar, padło na Dąb Cygański w Klukach… Kierunek kompletnie przeciwny. Czyli event trzeci, konkretny, prawidłowy!

Gdy wyjechaliśmy na Sienkiewicza, w stronę Maurycowa słońce wyjrzało spomiędzy chmur i oślepiało nas niemiłosiernie. A to krnąbrne słoneczko, najpierw nie chce wyjść przez kilka dni, a jak wyszło, to przynajmniej porządnie przygrzało;)

I tak sobie podróżowaliśmy, podziwialiśmy nasze kochane, polskie, równe drogi. Przemek odkrył dużo fajnych funkcji w swoim nowym telefonie, które są przydatne na wycieczkach rowerowych. Ja stwierdziłem ponadto, że błotnik w moim rowerze działa podobnie jak błotniki w „bajku” Przema, tylko, że on jeszcze ich nie zamontował i w istocie moje tak właśnie chronią mnie przed kałużami, czyli w ogóle…
I TRAFILIŚMY NA MIEJSCE!

Pierwsze słowa?
-„Patrz skurwysynka, jaki wielki. Teraz wypadałoby się napić Earl Grey`a.”

I w zasadzie wszystko się zgadza. Stary i wielki. 900 lat i 22 metry;) Galancie dość.

Kościół w Parznie. © causeilovemybike

Nie lubię kościołów, nie lubię księży, całej tej kościejnej machiny. Zajeżdża mi trochę mafią. Alee zdjęcie zrobiłem. W zasadzie nie wiem po co.

Korona Dębu Cygańskiego © causeilovemybike

Teraz bardziej przyrodniczo-biologiczno-krajoobrazowo-naturalnie.

Jagody, powalone "drwo" i śnieg. © causeilovemybike


Tabliczka "Dąb cygański" © causeilovemybike


Dąbek nieco pusty w środku © causeilovemybike

Wewnątrz dębu można spokojnie sobie posiedzieć. Kiedy byłem mały i przyjeżdżałem do dębu z dziadkami, właziłem do środka i byłem trochę jak Staś i Nel w baobabie;)

Niestety, stado baranów musiało złożyć swoje mądre podpisy wewnątrz i na zewnątrz zacnego drzewa. Byli tam także najwyraźniej domorośli rzeźbiarze, bo widać było kilka powycinanych w korze serduszek, napisów GKS i innych debilowatych dzieł.

Niebo. drzewa, las... © causeilovemybike

Oczywiście nie omieszkałem zrobił zdjęcia z niebem, które cudnie się przejaśniło, stało się niebieskie, mmm. Drogi azocie w atmosferze, dziękuję ci, że jesteś i sprawiasz, że niebo ma taki cudny kolor. Bo to podobno dzięki azotowi sklepienie przybiera taką cudną barwę. Niektórzy uważają, że niebo jest niebieskie dlatego, ze odbijają się w nim oceany. No cóż, każdy ma swoja teorie.

Staw, las... © causeilovemybike


Znowu to niebo... © causeilovemybike

Błękit nieba po raz „setny” na przed przed finisz zdjęć.

Przemek czeka, aż zrobię zdjęcie. © causeilovemybike

Uhuhu, Przemek też musiał znaleźć się na jakimś zdjęciu, oczywiście nie chciał zrobić ładnej minki, więc fotka z odległości była jak najbardziej okej. I tak wyszło medialnie;)

Dobra, to Ja and Przemek © causeilovemybike


Na finisz serwuję wam nasze zacne, twarze. Nie zwracajcie uwagi na miny, nie wiedzieliśmy czy zdjęcie już się zrobiło, a pozostałe zdjęcia wyszły jeszcze gorzej;) Wybrałem mniejsze zło. Na moją czerwoną jak burak gębę również… Przemroziłem sobie ryjek i miałem buraczany odcień cery do samego wieczora…



Podsumowując było bardzo fajnie, dobry trening nóg przed osiemnastkowym tańczeniem, dzięki temu po kilku godzinach wyginania się na parkiecie nie bolą mnie nóżki.

____________________________________________________________________________

Aha, dziękuję serdecznie Monisi za imprezę. Bigos był zajebisty, Wszystkiego jeszcze raz najlepszego, dorosła już kobieto!



Komentarze
causeilovemybike
| 23:52 piątek, 28 stycznia 2011 | linkuj Oooo:) Bardzo miło. Zapamiętam i dostosuję się;)
abarth
| 14:59 piątek, 28 stycznia 2011 | linkuj Uwielbiam obszerne wpisy z duża ilością zdjęć :D Aż chce się czytać ;)
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!