Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Dane wyjazdu:
33.24 km
0.00 km teren
01:35 h
20.99 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Przedosiemnastkowo;)
Środa, 26 stycznia 2011 · dodano: 28.01.2011 | Komentarze 3
Postanowiłem przynajmniej raz w tegoroczne ferie wstać o jakiejś rozsądnej porze, ponieważ mama miała ogromną ochotę mnie zlinczować za wstawanie tuż przed 13;)Uzgodniłem więc z Przemkiem, że pójdziemy na rower rano! Rano! Musiałem wstać o 9, ale dla pewności nastawiłem sobie kilka budzików już na 8;) Naprawiłem rower, tzn konkretniej rozebrałem mniej zepsuty, żeby naprawić ten bardziej zepsuty. Tak więc przed 11 przyjechał Przemek, jakimś dziwnym sposobem zjawił się również Łukaniu, w zasadzie dokładnie nie wiem z jakiej paki.
Pierwszy event! Mieliśmy za zadanie pojechać z Łukaniem do kuriera, wysłać paczkę. Na „zwalniaczu” nasz lokalny handlarz częściami samochodowymi zgubił światełko, ale stwierdził, że nie opłaca się po nie zawracać … Trafiliśmy na miejsce, stanęliśmy przed bramą jakiegoś zagraconego podwórka, ale mistera kuriera zastać okazji nie mieliśmy. No to Łukaniacz zostawił paczkę wśród tych wszystkich syfów i pojechaliśmy na drugi event.
Event drugi!
Poczta, taak. Łukasz musiał dokonać przelewu. Wszedł do urzędu i zaginął. Staliśmy przed wejściem i czekaliśmy na nieszczęśnika, gadaliśmy, plotkowaliśmy niczym stare przekupy, wymienialiśmy się poglądami, jak przystało na inteligentnych młodzieńców, wszystko by zabić nudę. Dostrzegliśmy tez ciekawy rower z napędem hybrydowym, tzn. nożno-elektrycznym;)

Hercules z napędem hybrydowym.© causeilovemybike
Po kwadransie, chyba, wyszedł Łukaniu, już ucieszyłem się, ze sobie gdzieś pojedziemy, ale powiedział: -„Jedzcie sobie, ja jeszcze sobie tutaj postoje, bo przede mną jakiś moher stanął i chyba na Radio Maryja płaci…”. Aha, okej… Yyyy.
Trudno się mówi i jedzie się dalej… Kierunek? Miał być Talar, padło na Dąb Cygański w Klukach… Kierunek kompletnie przeciwny. Czyli event trzeci, konkretny, prawidłowy!
Gdy wyjechaliśmy na Sienkiewicza, w stronę Maurycowa słońce wyjrzało spomiędzy chmur i oślepiało nas niemiłosiernie. A to krnąbrne słoneczko, najpierw nie chce wyjść przez kilka dni, a jak wyszło, to przynajmniej porządnie przygrzało;)
I tak sobie podróżowaliśmy, podziwialiśmy nasze kochane, polskie, równe drogi. Przemek odkrył dużo fajnych funkcji w swoim nowym telefonie, które są przydatne na wycieczkach rowerowych. Ja stwierdziłem ponadto, że błotnik w moim rowerze działa podobnie jak błotniki w „bajku” Przema, tylko, że on jeszcze ich nie zamontował i w istocie moje tak właśnie chronią mnie przed kałużami, czyli w ogóle…
I TRAFILIŚMY NA MIEJSCE!
Pierwsze słowa?
-„Patrz skurwysynka, jaki wielki. Teraz wypadałoby się napić Earl Grey`a.”
I w zasadzie wszystko się zgadza. Stary i wielki. 900 lat i 22 metry;) Galancie dość.

Kościół w Parznie.© causeilovemybike
Nie lubię kościołów, nie lubię księży, całej tej kościejnej machiny. Zajeżdża mi trochę mafią. Alee zdjęcie zrobiłem. W zasadzie nie wiem po co.

Korona Dębu Cygańskiego© causeilovemybike
Teraz bardziej przyrodniczo-biologiczno-krajoobrazowo-naturalnie.

Jagody, powalone "drwo" i śnieg.© causeilovemybike

Tabliczka "Dąb cygański"© causeilovemybike

Dąbek nieco pusty w środku© causeilovemybike
Wewnątrz dębu można spokojnie sobie posiedzieć. Kiedy byłem mały i przyjeżdżałem do dębu z dziadkami, właziłem do środka i byłem trochę jak Staś i Nel w baobabie;)
Niestety, stado baranów musiało złożyć swoje mądre podpisy wewnątrz i na zewnątrz zacnego drzewa. Byli tam także najwyraźniej domorośli rzeźbiarze, bo widać było kilka powycinanych w korze serduszek, napisów GKS i innych debilowatych dzieł.

Niebo. drzewa, las...© causeilovemybike
Oczywiście nie omieszkałem zrobił zdjęcia z niebem, które cudnie się przejaśniło, stało się niebieskie, mmm. Drogi azocie w atmosferze, dziękuję ci, że jesteś i sprawiasz, że niebo ma taki cudny kolor. Bo to podobno dzięki azotowi sklepienie przybiera taką cudną barwę. Niektórzy uważają, że niebo jest niebieskie dlatego, ze odbijają się w nim oceany. No cóż, każdy ma swoja teorie.

Staw, las...© causeilovemybike

Znowu to niebo...© causeilovemybike
Błękit nieba po raz „setny” na przed przed finisz zdjęć.

Przemek czeka, aż zrobię zdjęcie.© causeilovemybike
Uhuhu, Przemek też musiał znaleźć się na jakimś zdjęciu, oczywiście nie chciał zrobić ładnej minki, więc fotka z odległości była jak najbardziej okej. I tak wyszło medialnie;)

Dobra, to Ja and Przemek© causeilovemybike
Na finisz serwuję wam nasze zacne, twarze. Nie zwracajcie uwagi na miny, nie wiedzieliśmy czy zdjęcie już się zrobiło, a pozostałe zdjęcia wyszły jeszcze gorzej;) Wybrałem mniejsze zło. Na moją czerwoną jak burak gębę również… Przemroziłem sobie ryjek i miałem buraczany odcień cery do samego wieczora…
Podsumowując było bardzo fajnie, dobry trening nóg przed osiemnastkowym tańczeniem, dzięki temu po kilku godzinach wyginania się na parkiecie nie bolą mnie nóżki.
____________________________________________________________________________
Aha, dziękuję serdecznie Monisi za imprezę. Bigos był zajebisty, Wszystkiego jeszcze raz najlepszego, dorosła już kobieto!
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!