Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Dane wyjazdu:
30.76 km 0.00 km teren
01:16 h 24.29 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Po szkole, po okolicy...

Czwartek, 31 marca 2011 · dodano: 01.04.2011 | Komentarze 4

Tak jak zwykle ostatnio, zaraz po szkole miałem ochotę wybrać się na jakiś mały journey. Miałem jednak questa do zrobienia, tzn. odprowadzić koleżankę do domu, bo się źle czuła. Dobrym kolegą jestem, nie? A więc odprowadziłem ją i doszedłem do wniosku, że bardziej zmęczyły mnie 2 kilometry pokonane pieszo niż 30 na rowerze. Ano bywa. Zwłaszcza, jeśli w pieszej przechadzce towarzyszył mi Kacper, który lubi zasypywać pięcioma milionami teorii na jakiś tam temat i pytać o trzy tysiące różnych spraw. Jak małe dziecko, haha;)

W efekcie wróciłem do domu tak, jakbym kończył po 6, a nie pięciu lekcjach. Ale nadal miałem sporo czasu na przejażdżkę. Wszak na 17 teoria na prawko, więc trzeba się trochę w międzyczasie jeszcze ogarnąć.

Ale okej, do rzeczy. Trasa prezentowała się następująco: z Zelowa drogą wojewódzką numer 484 pokierowałem się przez Bachorzyn, a następnie do Buczku. Tam chwile porozglądałem się dookoła i odpocząłem moment, bo niestety troszkę dmuchało co chwila, ale było generalnie okej. Szczęściarze z Buczku mają już drugiego Orlika, a w Zelowie budowa pierwszego stanęła i jakoś nie zanosi się na dalszą pracę. Wszystko bowiem przez firmę, która zeszła z placu budowy i Urząd Miasta w Zelowie stracił dofinansowanie. Teraz tylko będą się ciągać po sądach, a dzieciaki jak nie miały co robić, tak nadal nie mają;(

Drugi Orlik w Buczku. © causeilovemybike


Po postoju i kontemplacji na temat bezsensowności mieszkania w moim mieście wskoczyłem na 483-kę i minąłem szkołę, a tam kolejnego Orlika, na którym dziewczyny grały w kosza. Aż sobie przystanąłem i popatrzyłem. Grały całkiem dobrze, na pewno lepiej niż ja, bo ja i gry zespołowe to raczej niezbyt wesoła sprawa;)

I w tym miejscu musiałem zawiązać drugą "kokardkę" przy trampku, bo sznurówka uparcie wkręcała mi się w pedał. Pamiętam, że kiedyś mama tak mi wiązała buty, żebym sobie zębów przez te całe długaśne sznurówy nie powybijał:)

Na dwie kokardki też dobrze! © causeilovemybike


Potem już szybko prułem droga i podziwiałem widoki: rozjechane zwierzątko na jezdni, nie wiem co to mogło być, chyba jakiś lis albo wiewiórka, bo dostrzegłem idealnie "wyprasowane" przez koła samochodów rudawe futro;) Dalej mogłem podziwiać cały fotel wrzucony do rowu, nie robiłem zdjęcia, bo szkoda było się dla widoku takiej kategorii zatrzymać. Aha, jeszcze pięknie porozpierdzielany bok asfaltu i pokrzywiona barierka, prawdopodobnie po jakiejś ostrzejszej akcji na drodze co całkiem możliwe, bo jeżdżą tędy jak wariaci. Mówię też o tym dlatego, że szukając jakiś przyjemniejszych rzeczy do podziwiania mało co w to cholerstwo nie wjechałem, a mogło się to zakończyć co najmniej kilkoma wizytami u protetyka.

W Krześlowie zatrzymałem się nieopodal starego dworku, który aktualnie znajduje się w prywatnych rękach. Miałem nadzieję, że "prywaciarz" doprowadzi go do dobrego stanu, ale jak widać po latach, kiedy budynek niszczał należąc do państwa, tak dalej jest w opłakanym stanie. A wielka szkoda, bo można z tego by zrobić naprawdę ciekawe miejsce...

Dworek w Krześlowie © causeilovemybike


Dworkowe drzewo. © causeilovemybike


Przejeżdżając przez Sobki wreszcie mogłem jechać swobodnie, wiatr w plecy, samochodów mniej, nawet wielkie i częste dziury w drodze jakoś przebolałem. Spotkałem łódzkiego taksówkarza, który na poboczu drogi w aucie bawił się laptopem. Mijałem również starszego pana na trekkingu, który podróżował z ogromniastym plecakiem na plechach. Miałem ochotę go zapytać skąd/dokąd jedzie z takim bagażem, ale czas gonił, nie mogłem się spóźnić na zajęcia. A, jeszcze stary ciągnik z dwoma, wielkimi, wypchanymi ponad możliwości drewnem przyczepami, fajne było to, że ciągnik to jakiś stary grat, ale miał zabawnie komponującą się z resztą gwiazdę Mercedesa na masce. Eh, Sobki;)

Dalej do Wypychowa, znowu na 484-kę, do Łobudzic, koło Patyków i budującego się w bardzo szybkim tempie centrum weselnego, następnie do Bujen, gdzie wystraszyła mnie starsza babka w czerni, która wyskoczyła nagle zza przydrożnej kapliczki niczym zjawa, brrrr... Na drodze między Bujnami a Zelowem złapał mnie jeszcze mały, orzeźwiający deszczyk;)

A potem już tylko do domciu, szybki prysznic i fruu uczyć się teorii jazdy samochodem;)

PozdRower!



Komentarze
jelon85
| 07:34 sobota, 2 kwietnia 2011 | linkuj Wczorajszy wiatr nie pozwalał na dłuższe wypady, a Ty widzę zaszalałeś:) fajny dworek i park wokół niego.
kamiloslaw1987
| 19:33 piątek, 1 kwietnia 2011 | linkuj Hehe ja tam nie wiąże swoich trampków:] tylko sznurówki wpycham do środka:]
surf-removed
| 18:55 piątek, 1 kwietnia 2011 | linkuj Dworek okazały i w ładnym otoczeniu, może jeszcze coś sie zmieni na lepsze ;)
DaDasik
| 18:32 piątek, 1 kwietnia 2011 | linkuj Uuuuu, może to jakaś zjawa była za ta kapliczka ;)
Ja dziś miałem wskoczyć i grzmotło gradem. Chyba tylko wykręcę po kobitę....
Szkoda dzieciaków, zawsze najbardziej cierpią przez urzędasów :/
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!