Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2011

Dystans całkowity:436.95 km (w terenie 16.78 km; 3.84%)
Czas w ruchu:21:52
Średnia prędkość:19.98 km/h
Maksymalna prędkość:42.50 km/h
Liczba aktywności:20
Średnio na aktywność:21.85 km i 1h 05m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
19.18 km 0.00 km teren
01:03 h 18.27 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Z inna ekipką.

Niedziela, 20 marca 2011 · dodano: 21.03.2011 | Komentarze 5

W poprzednim wpisie zapowiedziałem jakieś poważniejsze kręcenie. No ale nie do końca mi się udało. Na 16 byłem umówiony z Kalwinem. Dojechać miał też Kacper. Wybraliśmy się do Łukania. Wracając od niego spotkaliśmy Kacpra prowadzącego 3 nowych rowerowych kolegów. Był to Sikor, Wiktor i Adrian no. 2.

Nie wiedzieliśmy gdzie jechać, zdecydowania brak. Po tym jak Łukaniu podpompował Kalwinowi i Kani kółka wybraliśmy się na małą ,niestety, przejażdżkę. Przez Bujny (wizyta w sklepie po to i owo), na Patyki, Łobudzice (znowu sklep), Tosin, Pożdżenice i Zelów.

Tempo generalnie takie sobie, wolałbym szybciej, ale nie będę nikogo popędzał:) Ogólnie jedna wielka pompa, śmiech to zdrowie, łahahaha.

Z ciekawszych spraw, co by tu wyłuskać? A, na Patykach koleś quadem jadąc na pełnym gazie prawie zawadził o rower Adriana no. 2. Brakowało milimetrów. Pożytek z tych quadzistów był taki, że przynajmniej dwóch chłopaszków na klozetach z silnikiem, czytaj: SKUTERACH, zwątpiło w zajefajność swoich plastikowych maszyn i odjechali. Oczywiście nie obyło się bez "palenia gumy w kopnym piachu" Co żal...

Oto kadr z naszego postoju na Patykach:

Postój musi być! © causeilovemybike


Ciekawe było też niebo, dokładniej chmury, które wyglądały jak rysujące się w oddali szczyty. Poczułem się jak w górach, hah. Robiłem zdjęcia telefonem, dlatego też tak hardo emanują beznadziejnością, którą pogłębiłem uwidaczniając efekt zaszumienia, bo po wygładzeniu było mdłe jak przeterminowana bita śmietana w sprayu. Ale bądźcie wyrozumiali;)

Chmury jak góry. © causeilovemybike


__________________________________________________________________________

Dobra, to byłoby na tyle;) Trzymajcie się i rowerujcie zdrowo!

Bye!


Dane wyjazdu:
13.59 km 0.00 km teren
00:45 h 18.12 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Działka.

Sobota, 19 marca 2011 · dodano: 20.03.2011 | Komentarze 4

W czwartek pojechałem do Lidla, bo napaliłem się na te nieszczęsne koszulki na rower. Niestety w Bełchatowie o 17 już praktycznie nic nie zostało. Dlatego też na otarcie łez wrzuciłem do koszyka licznik;) 25 zeta to żadne pieniądze, a każda pierdółka cieszy;)

Licznik z Lidla;) © causeilovemybike


W piątek wstawiłem rower do łazienki. Musiałem go trochę oczyścić i przede wszystkim założyć nowy licznik. Zostawiłem jednak ten stary, więc teraz szpanuję dwoma licznikami, ale tak na serio porównuje sobie wyniki. I z moich obserwacji wynika, że są niemalże identyczne. A poza tym nowy licznik ma wiele plusów: ma podświetlany wyświetlacz, licznik spalonych kalorii i tłuszczu, termometr, jest tani;)

W piątkowy wieczór przyszło mi sprawdzić licznik w kiepskich warunkach pogodowych. Pojechałem z chłopakami na działkę, kiedy wyjeżdżałem była chłodna wiosna, wracając do domu zaskoczył mnie śnieg;) Na cale szczęście niedaleko mam z domu na działeczkę, wiec lajt. A! To co najśmieszniejsze, kiedy wracaliśmy już do domów chłopaki zaliczyli tak epicką wywrotkę, że do tej pory się z tego nabijam, oni na całe szczęście nie nabili sobie guzów;)

Sobotę maiłem bardzo zajętą. Rano Piotrków, potem Łódź. A na koniec musiałem zacząć zakładać tacie w Fordzie pokrowce na fotele. Pocieszające jest tylko to, że upolowałem w Łodzi lidlowe spodenki na rower, a dziadek Przema w Sieradzu znalazł dla mnie koszulkę, git. Jak się uparłem, to się uparłem i dopiąłem swego;) Sobotni wieczór spędzony znowu na działce z chłopakami, było tak zarąbiście, jaja jak berety, dzikość, huragan i zamieć. Wow!

A dziś jest niedziela, a ja od rana pucowałem ojcu auto, bo było tak utytłane w środku, że szok. Poprzedni właściciel najwyraźniej przyjął zasadę, że mycie auta skraca życie. Ale udało mi się go doprowadzić do fajnego stanu, tak więc, gdybyście bikerzy chcieli skorzystać z przewozów okazjonalnych polecam się, a w zasadzie ojczulka;)

A teraz nara, czas na jakieś poważniejsze kręconko w ten weekend;)


Dane wyjazdu:
13.88 km 0.00 km teren
00:51 h 16.32 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Tu i tam z Aleksandrą K.

Poniedziałek, 14 marca 2011 · dodano: 16.03.2011 | Komentarze 2

Ola (nie ta od wpisu z mordewindem w tytule) chciała wykorzystać ostatni dzień ładniejszej pogody na drobną i spokojna przejażdżkę rowerową połączoną z załatwieniem kilku spraw. Mi to było na rękę, bo to i owo zrobić musiałem. Czyli dwie pieczenie na jednym ogniu, można powiedzieć, że nawet trzy.

Na początek pojechaliśmy do Przemka zawieść mu wyniki próbnej maturki z angola. Prawie zakopaliśmy się na jego podwórku, które śmiało mogłoby konkurować z torem motocrossowym.

Olusia chciała tez pojechać do Jurka, co to by umówić się na plac, bo chciała potrenować przed egzaminem na prawko. Jurka nie zastaliśmy;(

Potem byłem świadkiem gruchania dwóch gołąbeczków przez telefon, czyli Olusi i Indyka, hahh, zaręczyny były, teraz tylko pozostaje czekać na ślub i wesele:)

Akcja z dwoma sklepami kosmetycznymi to kolejny punkt programu. Zakupienie toniku do twarzy i pędzelka do malowania oczu to ważna sprawa. Dla Olusi. Ja pędzelków bynajmniej nie używam;)

Następnie wizyta u Bartka, w celu tym samym co "cztery piętra" wyżej (drugi akapit, jakby co). Oboje, tzn. Bartek i Przemek są chorzy i to wszystko dlatego.

A na koniec odwiedziliśmy Marynę, tj. Gosiaka. Po drodze na Mauryców ułożyliśmy bardzo długą piosenkę, podobnie z resztą jak droga do Gosi. A leciało to tak: "Jedzie sobie Gosia chodniczkiem rowerkiem z koszyczkiem" Dobry bit, trochę bassu i komercyjnie mógłby to być hicior. Gorsze shity w radio lecą;)

______________________________________________________________________________
A co do tematu matury, która szybciutko przemknęła w tym inspirującym wpisie, a jej widmo wisi nad każdym licealistą coraz bardziej z każdym rokiem nauki w LO i LP:


______________________________________________________________________________

Podsumowując: Leniwie, spokojnie. Jak najbardziej pozytywnie i nie złości mnie niska średnia, wszystko dzięki dobremu towarzystwu;) Pozdrawiam Olusię. I wszystkie inne Aleksandry także również serdecznie;)

Pozdrower Bikerzy!


Dane wyjazdu:
45.96 km 0.00 km teren
02:07 h 21.71 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Niedziela ze Szczercowem;)

Niedziela, 13 marca 2011 · dodano: 16.03.2011 | Komentarze 5

Niedziela przywitała mnie fantastyczna pogodą. Ciepłe promienie słoneczne przyjemnie docierały w każdych, zmęczonych ciężką zimą zakątków. Podnosząc głowę z łóżka pomyślałem, że taki dzień powinno się wykorzystać na wesołą przejażdżkę rowerem. Już miałem pisać do znajomków, kiedy dostałem SMS-a od Łukania z pytaniem, czy wybierzemy się na jakąś wyprawke. Oj taak!

Pomyślałem, że warto byłoby odwiedzić Szczerców. Dogadałem się jeszcze Kanią i po obiedzie mieliśmy ruszać. Niestety Łukaniu, jak to on, spadł z jakiegoś stołka i nie mógł jechać, bo odczuwał „przeraźliwy” ból;) Pozostało mi tylko wyruszyć z Kacprem.

Odwiedziliśmy jeszcze naszego chorowitka i po 14 wyjechaliśmy. I zaczęła się aria! A to, że wieje wiatr, a to, że daleko, a to Kacperka tyłek po sobotniej wyprawie boli. Ehhh. „Trzeba twardym być, nie miętkim”. Hahaa!

Ale jakoś poszło. Przynajmniej do granic Zelowa. Potem musiałem co jakiś czas stawać i czekać na kompana. Im dalej od Zelowa, tym dłuższe i częstsze były te przestoje. Aż wreszcie zawodnik chciał zrezygnować, byłem gotowy skrócić trasę i pojechać tylko na Ługi. Tak też oboje uzgodniliśmy. Niestety po kilometrze Kacperro zatelefonował i oznajmił, że wraca do Zelowa i mam jechać sam. Co tam! Samemu też się da!

Stwierdziłem, że na Ługi już się nie będę pchał, pojadę wprost do Szczercowa. I tak też uczyniłem, poprawiając tempo. Musiałem przecież uratować marną średnią;)

Jechałem więc nie wolniej niż z prędkością 25km/h, idealna prędkość na trekkingu, żeby się nie zmęczyć, ale też nie zanudzić. Ja przynajmniej tak sądzę;)

Po drodze minąłem pewien budynek, którego dawne przeznaczenie zawsze mnie zastanawiało, kiedy jeździłem do Szczercowa, czy rowerem, bądź samochodem z dziadkami lub rodzicami. Pasuje do mojej serii zdjęć miejsc wybudowanych przez człowieka i wyłączonych z użytkowania, tak więc umieszczam na blogu;)

Pewnien budynek... © causeilovemybike


Kawałeczek dalej serdecznie przywitała mnie gmina Szczerców:

Gmina Szczerców wita! © causeilovemybike


Jechałem nadal tą samą drogą wojewódzką numer 483, aż wreszcie zatrzymałem się przy jednym z bunkrów z czasów wojny. Dziadek pokazywał mi kiedyś, kiedy byłem mały, jakieś bunkry w lesie, ale teraz miałem troszkę więcej czasu na zgłębienie tematu i przeczytałem tekst z tablicy:

Szczercowski Szlak Bojowy © causeilovemybike

Tym samym pojawiła się w mojej głowie wizja wycieczki śladem owych bunkrów, kolejny cel do serii weekendowych wyjazdów;)

Jeszcze tylko bunkier, z Lalunią oczywiście, jakoś nie mogłem się powstrzymać;)

Trans Alp i jeden z bunkrów © causeilovemybike


Dalej przywitało mnie skrzyżowanie z sygnalizacja świetlną. Szkopuł w tym, że zamontowany jest czujnik, który „wyczuwa” tylko samochody. Tak mi się bynajmniej wydaje, bo kiedy stanąłem w odpowiednim miejscu rowerem, to stałem i czekałem, czekałem, czekałem, aż pojawi się sygnał zielony. A tu ciągle groźnie świeciło czerwone. A kiedy za mną pojawił się samochód i z drugiej strony skrzyżowania również, wtedy wreszcie pojawiło się zielone światło;)

Jeszcze tylko skrzyżowanie... © causeilovemybike


Szybki start pod świateł, kilkaset metrów dalej byłem już w Szczercowie:

Szczerców zdobyty;) © causeilovemybike


Wydaje mi się, że Szczerców jest ładniejszy niż Zelów. Jakoś tak tutaj milej, przytulniej, ładniej. Nawet kościół mają bardziej wypasiony niż w Zelowie;)

Kościół w Szczercowie © causeilovemybike


Troszkę się rozejrzałem i pojechałem przez most, w stronę Traktu Puszczańskiego, miejscowości, w której mieszka moja ciocia. Akurat u cioci w odwiedzinach byli moi dziadkowi. Zaparkowałem więc Lalunię koło fury dziadka i zadzwoniłem do drzwi. Ciocia zdziwiła się, że przyjechałem do niej rowerkiem. Dziadkowie z resztą też;)

Wypiłem herbatkę, zjadłem ciastka i zebrałem się w drogę powrotną do Zelowa, podobnie jak dziadek i babcia;)

W czasie, kiedy wracałem słońce już zaczęło zachodzić. Zastanawiałem się czy nie wskoczyć jeszcze na monet na Ługi, ale w ostateczności stwierdziłem, że zostawię to na osobną wycieczkę;) Ale koniecznie muszę tam być o zachodzie słońca, wtedy są świetne widoki. Warto, żebym też chociaż raz w życiu zobaczył wschód słońca, bo jak do tej pory nigdy nie udało mi się tak wcześnie wstać.

Oto kilka zdjęć, które wykonałem wracając do domu;)

Po jednej stronie mosu taki widok:
Rzeczka nieopodal Lubca © causeilovemybike


A po drugiej taki:
Zachod słońca ujęty z mostku © causeilovemybike


Sielski widoczek z Podlesia:
Bale siana i niebo. © causeilovemybike


A teraz niebo uchwycone za Wypychowem:

Czarujące niebo © causeilovemybike


__________________________________________________________________________

Już 21 marca, czyli w Pierwszy Dzień Wiosny lub jak kto woli Dzień Wagarowicza, a ostatnio także w Dzień Odkrywania Talentów (tak zadecydował Minister Edukacji ) premierę ma nowa, solowa płyta Piotra Roguckiego, wokalisty mojej ukochanej COMY.

A to próbka z tego co na płycie:

A jeśli jestem przy Rogucu i Comie:
Zbyszek półtora kilometra;) © causeilovemybike

__________________________________________________________________________

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
48.64 km 0.00 km teren
02:28 h 19.72 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Odwiedziny Bełchatowa

Sobota, 12 marca 2011 · dodano: 13.03.2011 | Komentarze 5

Nadeszła piękna pogoda, ciepło, słonecznie, z delikatnie-niedelikatnym wiaterkiem co jakiś czas. Zgadałem się z Patrykiem kumplem z Bełka, że go odwiedzę;) Udało mi się także namówić Kanie;)

Zrobiłem sobie dwie kanapeczki, bo oczywiście mama nie wyrobiła się z obiadem. Kania się spóźniał, toteż wystartowałem dość wkurdemolony. Ale tak mniej więcej zgodnie z planem, bo o 14 z minutami;) Pierwsze co usłyszałem od Kacpra to, że wieje i nie wie czy to najlepszy pomysł ten Bełchatów. Pierdzieli głupoty, musi troszkę dmuchać, żeby się człowiek dokładnie przewietrzył.

Na górce koło cmentarza w Łobudzicach słyszę: "Mógłbyś trochę przyspieszyć", tłumacze mu, że takie tempo jest dobre, bo potem nie będę go holował. Jadę sobie jakieś kilka minut bez oglądania się, aż wreszcie patrze do tyłu, a Kacperka już nie widać;) I tak z grubsza było do samego Bełchatowa, że musiałem się co kilka kilometrów zatrzymać, żeby mógł mnie dogonić;) A z kanapek wylazł mi dżem i wrzuciłem je Kacprowi do plecaka;)

Tak wyglądał jak mnie dogonił i zrobiliśmy sobie krótki postój;)

Kacper "Kolarzysta" © causeilovemybike


A tak prezentował się mój rower podczas g
dy czekałem na Kolarzystę. Heh, wymyśliłem dla niego nową ksywę;)

Lalunia w rozbłysku © causeilovemybike


Aż wreszcie wjechaliśmy do Bełchatowa, w zasadzie ja pierwszy, a 200 metrów za mną posuwał się Kolarzysta. I jeszcze spotkałem rozkraczonego TIR-a przy drodze.

Sobotnia przejażdżka. © causeilovemybike


Następnie ścieżkami rowerowymi do Patryka pod dom, ale niestety musiałem do niego zadzwonić, bo nie byłem pewien, w którym mieszka, bo ta zabudowa szeregowa mnie przeraża, wszystkie te domki takie same;) Pogadaliśmy sobie i udaliśmy się na Shella, bo Patryk pierwszy raz od zimy używał roweru i musiał dodać troszkę ciśnienia w kołach. Potem pojechaliśmy do mojej cioci, która uraczyła nas herbatką z cytrynką i żelkami. Nie przypadkowo ciocia jest moją chrzestną, urodziliśmy się tego samego dnia (ale nie tego samego roku ofc!) i oboje lubimy żelki w ilościach hurtowych!

A potem już tylko Kacper pojechał odwiedzić babcie w szpitalu, a ja z Patrykiem chwile na niego czekaliśmy. Znowu kilka minut rozmowy i do domu, zrobiło sie ciemno, a Kacper nie ma świateł. Co za olama;/

No to pojechaliśmy boczna drogą. Przez Ławy, Rożniatowice, Grabostów, Bujny i aż do Zelowa;)

Jeszcze tylko fotka w "bezdasznym" przystanku autobusowym w Rożniatowicach. Jestem ciekawy kto jest sprawką takiego ogołocenia przystanku, silny wiatr czy może miała miejsce pomoc ze strony silnych wiejskich chłopaków;)

Przystanek w Rożniatowicach © causeilovemybike


A po dotarciu do Zelowa wizyta na Kwasie, gdzie były akurat dziewczyny i koniecznie chciały "sweet focie". No to mają;)

Dziewczęta;) © causeilovemybike


__________________________________________________________________________
I to by chyba było na tyle. Muszę napisać jeszcze notkę z dzisiaj;)

POZDROWER!


Dane wyjazdu:
24.20 km 0.00 km teren
01:14 h 19.62 km/h:
Maks. pr.:42.50 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Czwartkowa laba.

Czwartek, 10 marca 2011 · dodano: 13.03.2011 | Komentarze 0

Lubię czwartki. Mam tylko pięć lekcji i powoli można zacząć odczuwać weekend;) Tym razem miałem mieć trzy lekcje, w dodatku niezbyt ważne, więc zapowiedziałem mamie, że do szkoły nie idę.

Pojechaliśmy na Cegielnie, pogadaliśmy, powygłupialiśmy się i było git. Miało być nas więcej, ale ludzie jak to ludzie, nie dopisali;(

Potem odprowadziłem Muchę na chatę i pojechałem sobie okrężną drogą do domu, przez Kolonię Pożdżenice. Jechało mi się naprawdę fajnie, bo miałem wiatr w plecy albo bok, podczas gdy jechałem z Bartkiem wiało nam centralnie w gębę.

Koło Saskiej zadzwoniła do mnie babcia i zaprosiła do siebie, więc sprintem po Kościuszki szybko do niej dojechałem;) I podnosiłem wciąż zaniżoną średnia po jeździe z "bejbasami" na Cegielnie.

U babci sobie pojadłem, popiłem kawki i ruszyłem do domu. Również szybkim tempem. Po powrocie do domu zjadłem obiad i byłem już okrutnie nażarty;)

O 16 przyjechał z pracy mój tata i pojechałem z nim i chłopkami, tj. Łuknaiem i Kanią do Bełka do rowerowego, gdzie Kacperek przez pół godziny maglował sprzedawce i wypytywał się o najróżniejsze rzeczy;) Koleś ewidentnie cierpliwy, bo odpowiadał i odpowiadał. A w tym czasie ojczulek z Łukaszkiem palili fajansy pod sklepem;)

W międzyczasie wizyta w markecie i zakupienie cudownego specyfika do silnika samochodu, który ma zmniejszać dymienie i chronić serce samochodu;)

A na sam wieczór wydarzenie dnia. Kacperek kupił rower, przyjechał się pochwalić. No to się z nim przejechałem, zrobiliśmy małą pętelkę. Świeżo upieczony właściciel niebiesko-żółtego Brosa postanowił pochwalić się Ściechowi. Kolo popatrzył na rower i zaproponował wyścig. Jedna druga po Płockiej. Efekt taki, że kiedy ja kończyłem Kacper był w połowie drogi, a Ściecho w 2/3;) A nawet ósmej przerzutki nie użyłem;)

Ale spało mi się dobrze, bo to był miły rower z rowerowymi motywami;)


Dane wyjazdu:
21.60 km 0.60 km teren
01:00 h 21.60 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Prawie jak serwisant;)

Środa, 9 marca 2011 · dodano: 09.03.2011 | Komentarze 1

Olusia zapowiedziała, że podeśle swojego Giancika do mnie na małe oblookanko. Myślałem, że sobie podłubię, powymieniam jakieś części, a tu nie ma! Rower trochę ukurzony, ze spuszczonym powietrzem i troszkę niedoregulowaną przerzutka. Ehhh, jaka szkoda...

Oczywiście towarzyszył mi Kacper, który spędza ze mną za dużo czasu. Począłem czyścić i pucować sprzęt, co to by błyszczał się i sprawiał dobre wrażenie;) Przystąpiłem do pompowania kół. Z tyłu standardowy zawór Dunlopa, rowerowy i git, wszystko jasne. Ale z przodu niespodzianka! Co to jest, zawór Presta!

Ohoho, wizyta w wulkanizacji. Niestety pani wulkanizatorka, taaak, kobieta, nazywana przez nas w Zelowie "Gumką" powiedziała, że takich bajerów to ona nie ma. Pomyślałem o zmianie dętki na taką z klasycznym zaworkiem, choćby Schradera (haa, ale sie podszkoliłem), ale pomógł Przem, który powiedział, że ma odpowiednią pompkę, po którą pognaliśmy, a Kacperek musiał za nami nadążyć. Tak się starał, że upierdzielił łańcuch w Wheelerze mojej mamuśki.

Po drodze do domu z pompką obejrzałem jeszcze rower, który Kacper chce kupić od kolesia. Piękny żółto-niebieski Bross, znakomity przykład makrokeszu. Ale za półtorej stówki nic lepszego raczej nie upoluje. A ten przynajmniej jest sprawny, niezbyt zniszczony i powinien być całkiem git w codziennym użytkowaniu.

Na koniec dnia postanowiłem zrobić jeszcze krótka traskę z Przemem, ale niestety został on zatrudniony przez swoją mamuśkę do robienia jakiejś prezentacji multimedialnej. Cóż, wybrałem się sam. Jeszcze przy okazji zrobiłem dobry uczynek i kupiłem chlebek;) Miałem też okazję podjarać się moim światłem w Laluni, które zawsze było zarąbiste, ale już zapomniałem jak bardzo. Kiedyś zaprezentuje Wam jak dobrze świeci;) Chyba już pisałem o policjancie, który mnie zatrzymał i zapytał skąd mam takie światła, bo tak dobrze "dają po oczach"?

____________________________________________________________________________

Przeczytałem teraz o targach rowerowych w Warsaw i chciałbym jechać, ale nie wiem czy tata będzie taki dla mnie wspaniałomyślny. Oby jednak był;)

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
17.63 km 3.20 km teren
00:58 h 18.24 km/h:
Maks. pr.:35.10 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Dość złożony dzień.

Wtorek, 8 marca 2011 · dodano: 08.03.2011 | Komentarze 3

Dziś Dzień Kobiet. Niedługo się kończy, ale chciałbym wszystkim Bikerkom i nie tylko, również nierowerowym dziewczynom, kobietom i staruszkom, złożyć najserdeczniejsze życzenia!


A teraz do rzeczy. W tym roku Święto Kobiet zbiegało się z ostatkami. W mojej szkole panuje tradycja, że wszyscy się przebierają, jest gwarno, wesoło, zamieć i harmider. Ja oczywiście postanowiłem się wyspać, co niestety mi się nie udało, bo przed 9 zagościli u mnie chłopcy i chcieli kasę na kwiatki, oczywiście zrzuta. Zaspany dałem im money, ale potem sie obudziłem i poszedłem z nimi po te nieszczęsne roślinki. Zapłaciliśmy 100 złotych. Idealnie pasuje tutaj opis Barta (właśnie spojrzałem na GG), że pieniądze rozpłynęły się w kwiaciarni. Następnie w szkole rozdaliśmy kwiaty i zmyłem się do domu. Później siedziałem i się obijałem, ale przyszli Kacper i Łukaniu. I tu kończy się nierowerowy wątek, wszyscy, których interesują tylko rowery a nie moje pokopane życie niech zaczną czytać od tego momentu;)

Pojechaliśmy w pewne miejsce. Pisałem teraz do Łukania, żeby mi powiedział co to było, ale niestety nie odpisuje. Kojarzy mi się coś, że to jakaś opuszczona towarowa centrala kolejowa. Znając życie coś pokopałem. Nie mniej jednak idealnie pasuje do czwartej edycji konkursu fotograficznego organizowanego przez Allegro.pl, o którym powiedział mi Łukaniu;)

A miejsce prezentuje się tak, uwaga, zdjęcie z telefonu, taka przedsesja.

Miejsce, którego nazwy nie znam. Przeznaczenia też. © causeilovemybike


Potem byliśmy u Kani, który wpierdzielił wątróbki, blee. Wcześniej jadł u mnie naleśniki i nadal był głodny, haha. Aha, dopompował jeszcze powietrza do tylnego koła.

Potem odprowadziliśmy Łukania do domu, przejechaliśmy się z Kacprem kawałek (oczywiście zapomniałem dodać na początku, że pożyczyłem Kacperkowi rower, co spotkało się ze zmartwieniem mojej mamy o przyszłość kół, bo Kacperek przecież za lekki nie jest). Odwiedziłem też działkę i z przykrością muszę stwierdzić, że w altance coś mi śmierdzi;( To przykre. Zapach w szczególności.

Dalsza część to:
-obejrzenie pokrzywionej tarczy składaka Kacpra (by Mięsny)
-telefon do rowerowego i news, że stary Kettler już żyje
-sprzątanie podwórka i monologi Kacpra
-wizyta w sklepie i tu się zaczyna:)

Pod Polo i w zasadzie Sedalem też, spotkaliśmy Dusię, która sprzedawała kwiatki. Biedulka! Dzień Kobiet, a ona musi marznąc! Wspieraliśmy ją z Kacprem, dałem jej czekoladę, co to by się dziewczyna posiliła. A potem pomyśleliśmy i zrobiliśmy coś jeszcze bardziej pożytecznego. Herbatka w termosie! Klaudia stwierdziła, że jestem szalony, ale kochany. Jak najbardziej wiem o tych moich cechach, wszakże jestem tez skromny!

A na finisz została nam trasa z Łukaniem, który postanowił zawieść tulipany naszym pożdżeniczankom;) U Agnieszki oburzenie wywołał fakt, że ona dostała tulipana, a Ola róże. Był foch z przytupem, wszystko oczywiście w formie żartu;)

Na na prawdziwy finisz finiszu wizyta u babci. Krótka, szybka i treściwa z obietnicą, że jutro się pojawię i posiedzę dłużej. Babcia ma ciasto, więc jak najbardziej ją odwiedzę. Ha!

I to na tyle, dziś opublikowałem aż dwa wpisy, łohoho!

________________________________________________________________________

Aha, posłuchajcie jeszcze tego. Gosiak ma to w opisie i kazała mi posłuchać i ja stwierdzam, że Wy też powinniście:)


Adios! Pozdroweros!


Dane wyjazdu:
38.20 km 12.98 km teren
02:21 h 16.26 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Wmordewind z Olcią;)

Niedziela, 6 marca 2011 · dodano: 07.03.2011 | Komentarze 1

Już dawno umawiałem się z Ola na wycieczkę. Ostatnio wyskoczył jej wyjazd do dziadka, o czym również pisałem. Wytrwale śledzący mój blog, którzy są w stanie znieść moją składnie wiedzą o co chodzi;)

Więc do dzieła! Jest o czym pisać, jak najbardziej! Niedziela jest po sobocie, a w sobote są imprezy. W tę sobotę też była, a jakże. Toteż trzeba było oczyścić organizm, zrelaksować się i dotlenić.

Padło na Olę, bo chciała, w przeciwieństwie do innych, którzy nie chcieli, Prosto i logicznie.

Punkt 12, może nie do końca, bowiem z moją punktualnością jest różnie, podjechałem na Saską, gdzie już czekała Ola! Zuch dziewczyna. Po drodze dotarło do mnie, że nie będzie łatwo, bo wicher był momentem taki, że spychało mnie z drogi. Oj tam, ale niebo cudnie zachęcało. I chmurki. Płaska podstawa, pierzasty szczyt, jak sprawdziłem były to stratocumulusy, bynajmniej tak wywnioskowałem. I pomyślałem teraz, że może pójdę na mereologię? Hmm, kwestia warta zastanowienia i wewnętrznej debaty;)

No dobra, odbiegłem od tematu. Wtem Ola wyskoczyła z mapką okolicy i wskazała mi cel naszej wspólnej podrózy...

Ola i jej magiczna mapa! © causeilovemybike


Obradziliśmy gdzie, co i jak i ruszyliśmy śmiało w drogę. Nie spodobało się to najwyraźniej wiatrowi, który postanowił nauczyć nas pokory. Podobnie jak wyboista droga przez Ignaców. Trochę mi tyłek wytrzęsło mimo amortyzowanej sztycy siodełka, heh.

Po pokonaniu dziur, kamyrów i innych cholerstw wjechaliśmy na moment na drogę numer 483 bodajże, po czym skręciliśmy w stronę Petronelowa;) Następnie według wskazań mapy, a raczej Oli, która ową mapą operowała mieliśmy wjechać na polną drogę, bo asfalcik miał się skończyć;) I wszytko się zgadzało, więc mogłem pozwolić sobie na podziwianie terenu, podczas gdy Aleksandra znowu zagłębiła się w mapkę.

Kolejne sprawdzanie mapy © causeilovemybike


Przy robieniu tego zdjęcia stwierdziłem, że idealnie komponuje się z pejzażem i niech nie waży się usuwać mi z kadru...

Skręcić mieliśmy w prawo za ostatnim domem, do lasu. W zasadzie nie wiem, czy to była ta droga, o którą chodziło, mimo wszystko pojechaliśmy tam. Nawet dobrze, bo przyłapaliśmy kury w takiej oto sytuacji:

Kurki i ich chyba poranno-południowa toaleta © causeilovemybike


Były trzy kury, Jedna jakaś brązowo-ruda, jak to kura. Dwie jednak była ładniejsze. Obie czarne, z tym, że jedna połyskiwała na niebiesko, druga natomiast na zielono. Co do kur jeszcze mogę napisać, to bardzo ciekawe, jak kury w naszym kraju uwielbiają przechadzać się po ulicach, dziobać cosik w rowach, fascynujące doprawdy;) I to koniec kurzanego wątku;)

Na mapie nasza ścieżka miała krzyżować sie 3 razy. W dezorientację wprawiło nas to, że co chwila naszą ścieżkę przecinała jakaś inna. I w zasadzie to już nic nie wiedziałem, było mi fajnie, bo na rowerze, w lesie, miło, wesoło i zabawnie. A jeszcze lepiej, bo na Laluni, a nie na tamtych zgrzytach, ooo!

Lalunia, las i koleiny na drodze © causeilovemybike


Po iluś tam metrach, setkach metrów, bądź też po jakiejś liczbie kilometrów, nie wiem, nie patrzyłem na licznik, spotkaliśmy w lesie, w samym środku lasu, starego Mercedesa MB na "obcych" blachach, to znaczy, nie z naszego województwa. Hmmm, ciekawa sprawa. Olka stwierdziła, że pewnie to jakieś morderstwo i że czuje zapach trupa. Ja po użyciu chusteczki i opróżnieniu nozdrzy nie potwierdziłem jej tezy, ale wskazałem jej na ślady ciągnięcia zwłok, niestety nie uwierzyła. A tak szczerze mówiąc, to szkoda, ze nic się nie wydarzyło, byłoby ciekawiej!

Tajemniczy samochód w lesie © causeilovemybike


I tak sobie dalej jechaliśmy, wymyślając coraz to ciekawsze teorie na temat tajemniczego samochodu, kiedy wyjechaliśmy z lasu. Upss, jeziorko miało byc w lesie! Ale stał znak i przeczytaliśmy sobie regulamin zachowania w lesie. Żadnego punktu nie złamaliśmy;) Zwłaszcza ósmego, bo Grzyb siedzi w domu. (CI CO MAJĄ WIEDZIEĆ, WIEDZĄ O CO KAMAN:))

W lasach zabrania się! © causeilovemybike


Ehh, są domy, cywilizacja tu dotarł, bardzo dobrze. Stanęliśmy pod jakimś domem. Patrzymy na tabliczkę, jest napisane "Żeglina", co to kurr... jest!? I gdzie to?! Z domu wychodzi jakaś kobieta, której Ola mówi "dzień dobry", ja natomiast z rezygnacją w głosie pytam grzecznie gdzie jesteśmy. Spojrzała się na nas jak na debili. Pokazujemy jej mapkę. Patrzy bezradnie, po chwili już wiemy, gdzie jesteśmy! Nieopodal Luciejowa! "Troszkę" nam się za daleko pojechało. Ola wykonała kilka telefonów do taty, który wytłumaczył co i jak, bowiem mój na informację, że nie wiem, gdzie jestem stwierdził, żebym go nie denerwował, bo nie ma czasu na żarty. No dobraa:)

Pogoda była specyficzna © causeilovemybike


Drogę odnaleźliśmy. Będąc już blisko "mety" spotkaliśmy kilka sarenek biegnących przez pola. Zrobiłem im zdjęcie, ale trochę słabo wyszło, więc Wam nie pokażę. Wydaje mi się, ze były to te same sarenki, które spotkaliśmy w lesie, ale Olka zaczęła się podniecać jakie są ładne i jakie mają fajne białe dupki, że się spłoszyły;(

Ale mam za to zdjęcie drzewa. Nie wiem, ale lubię robić zdjęcia samotnym drzewom na polach, jak dla mnie mają w sobie coś niezwykłego, nie potrafię tego bliżej określić...

Kolejne drzewo. © causeilovemybike


Jeszcze jeden telefon. Tata Oli wytłumaczył nam, którędy mamy jechać. I trafiliśmy.

Teraz tylko jeszcze małe przeszkody terenowe, w głównej roli Ola:)

Ola pokonuje trudności terenowe © causeilovemybike


Rozejrzeliśmy się po okolicy, byli nawet jacyś ludzie, ale zaraz odjechali, może się spłoszyli?

Oczywiście dumni z naszego „niebagatelnego” osiągnięcia postanowiliśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie:)
Cel zdobyty! © causeilovemybike

Za statyw do aparatu posłużył nam pinek I ławeczka. Oto foto, które pokazuje walkę: causeilovemybike (Ja) vs. Pinek vel. Statyw;)

Oglądam pajączka © causeilovemybike


Okazało się także, że na pinku znajduje się zamarznięty pajączek, którego sobie podziwiałem, a Ola ustrzeliła fotkę;)

Zamrożony pajączek © causeilovemybike


Stwierdziłem też, że skoro my mamy już zdjęcie, to czas na nasze rowery, które też powinny przypozować. Ustawiłem je elegancko, wyglądają tak, jakby dawały sobie buzi;) Żartowałem z Olą, że może wyjdą z tego jakieś rowerki;)

Rowerowy cmoook! © causeilovemybike


Następnie przenieśliśmy się na kładkę, z której był dużo fajniejszy widok. Patrzyliśmy, gadaliśmy. Aż tu nagle zaczął sypać delikatnie śnieżek! Wyjechaliśmy była wiosna, wietrzna, ale wiosna, a ty nagle dogoniła nas zima. Na całe szczęście uciekliśmy jej;)

Jeziorko-widok z kładki © causeilovemybike


A na koniec jeszcze fotka zrobiona na sam koniec (dziwnie to brzmi), troszkę przed odjazdem, zrobiona z kładki przez Olcię-rowerzystkę;)

Jakaś przezimowana roślinka © causeilovemybike


____________________________________________________________________________

To by było na tyle, bikerzy. Wpis powstawał dwa dni. Z tego tytułu jest trochę nieskładny, bo pisałem i szedłem sobie gdzieś, potem wracałem i znowu dopisywałem;) Dzięki i pozdrawiam!


Dane wyjazdu:
9.25 km 0.00 km teren
00:30 h 18.50 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Długa historia.

Czwartek, 3 marca 2011 · dodano: 03.03.2011 | Komentarze 4

Zaczęło się we wtorek, piękny wtorek 22 lutego! Nareszcie przyjechała obręcz. Uparłem się, że kupię taką samą i dopiąłem swego. Jest jaka jest, ale tak miało być i tyle. 50 złotych i 43 grosze, a tyle zadowolenia!

Tak więc wszedłem do domu, a moim oczom ukazało się obfite pudło:

Tak, wreszcie! © causeilovemybike


Chwila zmartwienia, czy to aby na pewno to, o które mi chodziło, więc otwieram, patrze, tak, wszystko git majonez;) Ahh, ciekawe, pudło cięższe od samej obręczy. Ale przydało się, bo wpakowałem w nie wszystkie moje pudełka i pudełeczka poustawiane na szafie;)

Generalnie gratuluje sam sobie, że wcześniej nie pomyślałem, żeby napisać do Kross i zapytać o tego nieszczęsnego Macha 1 Exe;)

Tak więc zadowolony odwiozłem koło do Bełchatowa do zaplecenia. Odebrałem dopiero w poniedziałek następnego tygodnia. Nawał zajęć, pracy i imprez;)

W międzyczasie dokupiłem sobie także łańcuch, gdyż stary ściągnąłem i zamontowałem w zimowym rupciu;)

Sram PC 850 © causeilovemybike


Rowerek odebrałem, przywiozłem z Faderem do domu, przejechałem się i... muszę niestety dokupić nową zębatkę. Głupota moja. Jak łańcuch nowy to i zębatkę trza by było zmienić, zwłaszcza, że stara już się starła;)

Oczywiście delikatną pierwszą jazdę uskutecznić musiałem, bo byłbym chory!

Dzisiaj posprzątałem komórkę, co to by Lalunia miała w ogóle gdzie parkować, zapewniam Was, że takiego syfu w garażu nikt z was nie ma! Ale aktualnie sytuacja opanowana, cud, miód i orzeski;)

Z Przemem i Kacprem dowiedziałem dzisiaj moją "opętaną" działkę, szykuje się impreza, huhu!

Wiosna idzie, dziś, wczoraj, w ogóle jakoś ostatnio jest ładnie:) Słonko, błękitne niebo, ahh!

Tak, jest fajnie!

_______________________________________________________________________________