Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Dane wyjazdu:
26.11 km 0.00 km teren
01:02 h 25.26 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Konie, sarenki, czyli sierpniowa przejażdżka...

Czwartek, 4 sierpnia 2011 · dodano: 23.09.2011 | Komentarze 0

Kalendarzowo mamy już jesien, a ja na blogu nawet nie zdążyłem umieścić sierpniowych wpisów. Kartka z zapiskami na całe szczęście nigdzie nie zaginęła i czekała, aż się zmobilizuję i odrobię zaległości na blogu. A pomógł mi w tym fakt absencji w szkole;)

A było to tak:
Postanowiłem przy zachodzie słońca skorzystać z dobrodziejstw rowerowej przejażdżki. Po wyjechaniu z domu przystanek zrobiłem już jakieś 20 metrów dalej, bo wpadłem na pomysł, by zrobić zdjęcie koniom, które sąsiad wypuszcza na łakę naprzeciw mojego domu. Nigdy na nie nie zwracałem uwagi, bo biegają sobie one tam całymi dniami od kilku dobrych lat, ale tym razem przystanąłem, cyknąłem fotkę, niestety niezbyt dobrej jakości, bo robiona telefonem...

Konie!! © causeilovemybike


Później pojechałem w stronę Zelówka, skręciłem na Czarny Las, potem dojechałem do Woli Bachorskiej, a stamtąd do Buczku dzieł mnie malutki kawałek drogi.

Nie zatrzymywałem się w Buczku, tylko od razu ruszyłem boczną drogą do Józefatowa. Po drodze zauważyłem biegnące po polu sarenki, chciałem im zrobić zdjęcie, coś tam nawet cyknąłem, ale praktycznie rzecz biorąc sarenek na owym zdjęciu widać nie było, więc szkoda zaśmiecać serwer. Ale uchwyciłem za to zachód słońca i tym zdjęciem się mogę z Wami podzielić:

Zachód słońca. © causeilovemybike


Po niedługim czasie byłem już w Zelowie, ale stwierdziłem, że nie przystoi tak szybko wrócić do domu, tak więc zboczyłem na Kolonię Pożdżenice, by po pewnym czasie znaleźć się w Pożdżenicach, a stamtąd pojechać do domu na kolację, bo mimo, że pedałowałem tylko godzinkę, to w brzuchu burczało i należało tą pustkę czymś smacznym zapełnić;)

Oczywiście na trasę zabrałem mój dataloger, nie wiem dlaczego, ale licznik rowerowy pokazał mi 26km, a dataloger wyliczył 22. Prędkości pokazywane na liczniku i datalogerze były praktycznie identyczne... To zastanawiające...

A tu traska:
#

I jak dobrze, że po każdej wycieczce robiłem sobie papierowe notatki, dzięki temu nawet ponad miesiąc później mogę wszystko opisać;)

Pozdrower!



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!