Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Dane wyjazdu:
8.72 km
2.10 km teren
00:24 h
21.81 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Krótko i mokro.
Czwartek, 21 października 2010 · dodano: 21.10.2010 | Komentarze 0
Pierwszy śnieżek spadł dziś z nieba!A potem zaczęło lać, trochę przestało, więc wyszedłem na rower.
Ale oczywiście jak tylko odjechałem trochę od domu to zaczęło nieźle nawalać.
Przemokłem do cna, więc zrobiłem małą pętelkę i 4 X Północną:)
Brrr, jestem taki zmarzluch, a zimno dzisiaj cholernie...
___________________________________________________________________________
No i się wkurwiłem przez ta pogodę...
Dane wyjazdu:
12.21 km
0.00 km teren
00:34 h
21.55 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Szybki dzień:)
Poniedziałek, 18 października 2010 · dodano: 18.10.2010 | Komentarze 0
Szkoła, bleeee...Przełożyłem koło, bo miałem oponę z przodu założoną odwrotnie a potem na działkę szybciutko, miałem z tatą wycinać drzewa, ale musiałem to odwołać, bo dostałem ciekawszą propozycję od Łukania, więc nie jeździłem;)
Jak wróciłem, to trochę się posiliłem i wyszedłem z chłopakami, ale stwierdziłem, że wypadałoby się jednak na ten rower ruszyć, więc muzyka i dałem sobie trochę w udo;) Chociaż średnia wyszła licha, bo jak stałem z chłopakami to sobie kołem kręciłem, a jak czekałem na Betona to jeździłem z 10 minut w kółko;)
Nie mniej jednak starałem się nadrobić i udało mi się to początkowe 15,9(jak wyjeżdżałem z domu wieczorem) zamienić na 21;)
Na jednym rąbanym zakręcie był jakiś zasrany grysik i prawie się przewróciłem, a potem jakiś drogowy ignorant wyjeżdżając z monopolowego zajechał mi drogę! Co za kraj...
A w ogóle zauważyłem, że Wheelerek ma ciekawą przypadłość;) Przy mocnym hamowaniu tylnym hamulcem włącza mi się dynamo;) Fajnie, nie?
____________________________________________________________________________
Mmmm;)
Dane wyjazdu:
32.06 km
0.00 km teren
01:50 h
17.49 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Miało być, ale było nic, ale śmieszne nic;)
Niedziela, 17 października 2010 · dodano: 17.10.2010 | Komentarze 0
Od rana miałem ochotę na jakąś dłuższą jazdę. Pogoda świetna, słońce i nawet nie tak zimno, a wiaterek tez jakiś słabawy, taki delikatny powiew jesieni;)Ekipy skompletować mi się nie udało, miał jechać ze mną Kacper
Dojechaliśmy do Sobek, w międzyczasie dwa razy spadł mu łańcuch, więc nie ma co myśleć, żeby jechać dalej, a co dopiero mówić o Ługach!?
Wróciliśmy, dojechał Lukaniu. Wylądowaliśmy na Opętanej, rozpaliliśmy w piecu:) przyjechały dziewczyny i impreza! Takie takie;)Uhahah!
Odprowadziliśmy je do domów, Łukaniu wcześniej szukał telefonu i z rozpędu wziął rower mamy:)
W drodze powrotnej jechał rowerem Kacpra i Łukania i wcale tak tragicznie się nie jechało, a Kania stwierdził, że ja na każdym rowerze prowadzę i nawet jakby mi dać rower bez kół to byłbym pierwszy:) Co racja to racja;)
No i rozjechaliśmy się do domów, bo jutro szkoła, a ja taki spowolniony jestem, ze zaraz idę spać;)
A wy nie śpijcie, słuchajcie i komentujcie;)
Dane wyjazdu:
16.21 km
0.00 km teren
00:52 h
18.71 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Cyrk jak jasna cholera!
Sobota, 16 października 2010 · dodano: 16.10.2010 | Komentarze 0
Cały dzień miałem zrąbany humor, po prostu tragedia... Więc musiałem sobie zaaplikować trochę pozytywnego brzmienia;)A potem szukałem kogoś, kto by ze mną wieczorkiem się przejechał. Oczywiście chętnych nie było... Ale jak już wyjeżdżałem to dostałem esa od Przemka, ze jedzie do Polo i żebym podjechał właśnie tam:)
No i po krótkich zakupach pojechaliśmy na malutka przejażdżkę...
W drodze na oczyszczalnie zaskoczyły nas jakieś powycinane dziury, a ciemno tam jak w dupie...
Ale najlepszy jazz był w Pożdżenicach. Jechaliśmy sobie spokojnie i zobaczyliśmy kobitkę leżącą, a właściwie w pozycji na modlitwę muzułmanina;) Myślałem, ze możne się źle poczuła, czy coś, ale oczywiście baba była nawalona jak samolot. Ludzie z domu obok powiedzieli mi mniej więcej gdzie owa imprezowiczka mieszka i z Przemasem ją odprowadziliśmy;)
A najlepsze teksty zabawnej pani:
- "Ja to cię skurwysynku skądś znam!"
- "Ale ty masz chłopcze dobre serce, kupie ci czekoladę!"
- "Ale ty naprawdę masz dobre serce, ty masz trzy serca i to złote!"
- "Ale ja jestem stara ropucha!"
A na koniec baba z wdzięczności chciała mnie wycałować, całe życie mi przeleciało przed oczami, ale udało mis ei jakoś wyrwać z jej objęć;)
Generalnie posłuchajcie jeszcze tego:)
No i Coma naturalnie także;)
Dane wyjazdu:
7.57 km
0.00 km teren
00:24 h
18.93 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Wreszcie rower!
Piątek, 15 października 2010 · dodano: 15.10.2010 | Komentarze 0
Trzy dni kombinowałem przy centrowaniu kół i sprzątaniu komórki. Koło od swojego Trans Alpa zawiozłem do sklepu i od Kettlera taty też;)A dzisiaj wieczór jak zwykle, działka, a potem odprowadzić dziewczyny, a że Łukaniu nie wziął roweru to się woziliśmy na bagażniku:)
I śmiesznie było;)
Dane wyjazdu:
15.29 km
0.65 km teren
00:43 h
21.33 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Mgliście i brytyjsko...
Poniedziałek, 11 października 2010 · dodano: 11.10.2010 | Komentarze 0
Pojechałem szybciutko do Agi po ksiązkę od niemca. Jutro klasówka, super...Uczyłem się, a jakże, jestem przecież dobrym uczniem, buhahaha. Ale znudziły mnie szwabskie zwroty i poszedłem na rower.
Dzisiaj słuchałem soundtrack`ów z Top Gear`a. I nawet tak jakoś wydawało mi się, że nie jest zimno... Tylko mgła miejscami była zarąbista. W pewnym miejscu wjeżdżając w mgłę czułem się jakbym wjeżdżał do innego, następnego świata, a w połączeniu z brytyjską, dziwnie brzmiącą, alternatywną muzyka, dało to naprawdę ciekawy efekt.
Ciekawie też było, gdy tir omijający innego tira ze mną minął się dosłownie o centymetry... Jedzie boss wielką maszyna, a innych ma już w dupie... Doskonale mnie widział, bo miałem włączone światła, co za gbur, nie jest sam na drodze, palant...
I trochę refleksji. Dobrze mi się rozmyśla właśnie jadąc rowerem, muzyka, rower, ja i mój pokręcony umysł:)
_______________________________________________________________________________
Dane wyjazdu:
24.20 km
1.30 km teren
01:14 h
19.62 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Dziady cz. III...
Niedziela, 10 października 2010 · dodano: 10.10.2010 | Komentarze 0
Cały dzisiejszy dzień prześladowały mnie mickiewiczowskie Dziady cz. III... Mickiewicz jak mój kat, ja jak obiekt wykonania wyroku, jejjkuu... Tak się jakoś wydarzyło, że jako jeden z niewielu nie mam oceny z odpowiedzi z polaka, więc wypadałoby się zgłosić i odklepać... Ale żeby coś sensownego powiedzieć na lekcji, to trzeba chociaż jakieś streszczanie przeczytać. No i zacząłem od rana, potem stwierdziłem, że czacha już mi dymi, więc wybrałem się na rower;)I tak sobie jadę z muzyką w uszach, a tutaj jedzie Przemo! "Oooo, gdzie jedziesz?"-pytam, "W polo byłem i teraz sobie kółeczko robię" - pada odpowiedz. No to jedziemy razem:) Lecz zanim ruszyliśmy Przemek spostrzegł, że mu się amory z przodu zablokowały i nie może ich odblokować... Trochę przy nich pogrzebał i stwierdził ze chyba trzeba będzie znowu z rowerem się trochę rozstać. Ale jak przewidziałem, w czasie drogi amortyzatory same się uleczyły:)
Pojechaliśmy do domu Przemka na moment, bo musiał zakupy odstawić i ruszyliśmy na Buczek;) Na miejscu posiedzieliśmy trochę nad stawem, porozważaliśmy, poużalaliśmy się nad naszym nędznym losem i do domu... Przemek bynajmniej do domu, bo ja stwierdziłem, że za działka się stęskniłem i tam tez z reszta pojechałem.
Jako, ze słoneczko fajnie świeciło, a ja oczywiście kluczy nie wziąłem ze sobą, wiec usiadłem grzecznie na tarasie, oparłem się o słupek i wsłuchiwałem się w teksty Happysadu i cieszyłem się ostatnimi promieniami słońca, gdy nagle zobaczyłem czyjeś stopy kolo mnie. Ciocia widziała, ze tak smętnie siedzę i pomyślała, ze coś mi się stało i przyszła zobaczyć co jest na rzeczy;)
Zrobiłem się głodny, tak wiec wróciłem do domciu na obiadek;) Najadłem się i znowu ze straszne Dziady, bleee. Uczyłem się długo i wytrwale, w końcu pojechałem się przejechać z Łukaniem:)
Daleko nie dojechaliśmy, bo "aż" na Saską... Zimno w dupę, zimno w palce, zimno w stopy, zimno w nos, kurde, czy to już zima?! Wróciłem do domu tak szybko, aż moja szanowna rodzicielka się zdziwiła...
Ale jeszcze gorsze od tej niskiej temperatury są te przeklęte Dziady... Eh ja nieszczęśliwy... Czuję się jak potępieniec z owych Dziadów:(
Dane wyjazdu:
36.10 km
6.00 km teren
02:03 h
17.61 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Dzień, który był fajny;)
Sobota, 9 października 2010 · dodano: 09.10.2010 | Komentarze 0
Jest aktualnie 23:59, zacząłem pisać ten wpis. Dzisiaj się trochę kilometrów nazbierało;) Bo wczoraj nawet nie zabrałem licznika, a z reguły i tak rower w większości prowadziłem;)Wstałem najpierw o 8, żeby wyłączyć budzik. Potem o 9 obudziła mnie mama, kazała znieść rzeczy do prania. Rozkaz wypełniłem posłusznie. Usiadłem przy kompie zawinięty w kołdrę. Rozbolała mnie głowa. Ale na szczęście wybrałem się na rower w Przemkiem;) Odebrał niedawno rower z serwisu i chciał go wypróbować;)
Pojechaliśmy przez las i zgubiliśmy się w dokładnie tym samym miejscu, kiedy jechaliśmy na Patyki oblookac geofizyków. Jechaliśmy przez jakieś chaszcze. tak mi tyłek wytrzęsło, że normalnie szok...
Posiedzieliśmy trochę na Patykach, ale fajnie, ciepło. Powrót: drogą asfaltową;)
Wizyta na działce była obowiązkowa, bo musiałem zobaczyć, czy zostały może jakieś ślady po naszej wczorajszej wizycie tam;) Śladów: brak:)
Potem znowu do domu, znowu się nudziłem, więc pojechałem drugi raz na działkę skosić trawę. Skosiłem sobie, dziadkom i sąsiadowi. Sąsiad starszy koleś, jeździ rowerem, ma licznik, trochę sobie pogadaliśmy o tym i owym, generalnie o rowerach;)
Powrót do domu, też skosiłem trawę;)
Potem zacząłem się szykować do Moniki, ale jakoś nie moglem się wybrać. Przemek zaproponował rower, wiec pojechaliśmy, przez lasy i w ogóle ciekawa trasa, potem błądziliśmy, bo szukałem jednej znanej mi dróżki, ale nie znalazłem, efekt był tylko taki, że we włosach miałem pełno leśnych gadżetów;)
Dojechał do nas Łukaniu, trututututu, działo się to i owo, Łukaniu pojechał do Moniki, ja z Przemkiem do Biedronki, mieliśmy jechać jeszcze na Buczek, ale odprowadziłem tylko kompana do domu i pojechałem do Moni, u której były dziewczyny.
Wypiłem ciepłego Earl Grey`a z cytrynka. Śmichy chichy, dziewczyny zaczęły się szykować do domku, więc my z Łukaniem też i postanowiliśmy je odprowadzić.
Ubaw totalny mieliśmy z błotnika Łukania, którego w zasadzie nie było, zostały tylko sterczące, powykrzywiane druty... Tak to jest jak się chłopak dzień wcześniej w kaskadera po spożyciu zabawiał;) Teraz zresztą też ciekawe manewry odwalał:)
Wizyta w budce, żarłoczny Łukaniu musiał coś zjeść;) Z nudów zadzwoniłem do Agi, gadaliśmy ponad 54 minuty;) Łukaniu poznał też kolegę Heńka, ale siła grawitacji sprawiała, że Heniek był kiepskim kompanem do rozmowy. Zapewne kolega Heniek długo ćwiczył zamienianie procentów na promile i stąd te problemy komunikacyjne.
Aż wreszcie udało mi się zatransportować Łukania do domu, bo zimno tak, że już mnie kości zaczęły boleć;)
Weseoło... Po tym tłuczeniu się przez las koło mi się przesunęło i prawie odpadło, fajnie, nie? Ekstremalnie, buhahahah!
Dane wyjazdu:
21.26 km
0.00 km teren
01:02 h
20.57 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Z racji niedosytu
Czwartek, 7 października 2010 · dodano: 07.10.2010 | Komentarze 0
Jak już przewidywałem we wcześniejszym wpisie, te dziesięć kilometrów było mi za mało, więc umówiłem się z Bartkiem na przejażdżkę;)Trasa z Zelowa, przez Józefatów, Petronelów, Kurów i Kurówek(lub odwrotnie), Krześlów, potem Sobki i na Pożdżenice;)
Momentami było dosyć zimno, łah!
W szkole grali sobie w ping-ponga, bo z Bartkiem zajrzeliśmy, a potem mieliśmy jechać do Łukania na moment. Zadzwoniłem do niego, ale powiedział, że nie ma go na chacie, bo robi zakupy w Polo;)
W Polo Łukaniu był, rzeczywiście, chcieliśmy mu schować rower, ale okazało się, że spryciarz zapiął go zamykaniem, a kody niestety nie znałem. No to raz, dwa, trzy, zarąbaliśmy mu siodełko;) Chwilę później telefon: "Ej, gdzie jesteś" - pyta Łukaniu, "E w domu, (odgłos przejeżdżającego auta) a właściwie na podwórku" - odpowiadam, "Bo wiesz jakie jaja, siodełko mi pod Polo zajebali", "A nie no, ja nic nie wiem, ja w domu jestem, tzn. na podwórku", "Aha, no to dzwonie po gliny, cześć", "No, cześć". Podjechałem tam do niego i akurat gadał przez telefon z policjantem, ale zaraz potem musiał grzecznie przeprosić, że koledzy zrobili sobie głupi żart, że to pomyłka jednak i w ogóle;)
Hahaha, ale się uśmiałem;)
Dane wyjazdu:
10.35 km
0.00 km teren
00:29 h
21.41 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Szkoła zabija!
Czwartek, 7 października 2010 · dodano: 07.10.2010 | Komentarze 0
W szkole myślałem, że umrę... Nudy jak cholera, a ja głodny i niewyspany. Myślałem tylko o tym, żeby się wyrwać na chatę, zjeść coś i zrelaksować.Ale okazało się, że mam nieuzupełniony zeszyt od bio, w klasie biologiczno-chemicznej to nie do pomyślenia;)
Miałem pojechać po zeszyt do Przemasa. Ale najpierw dziadek tak nahajcował w piecu, że cała ulica była w dymie, a samochody musiały zwalniać, ogólnie nieco dezorientacji dziadziuś wprowadził:) Potem musiałem dziadkowi-hajcerowi wyprowadzić samochód;)
I jak już się wybrałem do Przemka, to przed bramą swojego domu spotkałem Karolajn i ona dała mi cyknąć foty swojego zeszytu, więc nie musiałem do Przema jechać:) W podzięce za owy zeszyt odprowadziłem koleżankę do domciu, na Czarny Las;)
A potem pojechałem przez Bachorzyn i taka oto mała wycieczka mi się urodziła;)
Bardzo happy, ale trochę mało...
Jeszcze jeden wpis pewnie się dziś jeszcze pojawi:)
A tymczasem polecam to: