Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Dane wyjazdu:
36.10 km
6.00 km teren
02:03 h
17.61 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Dzień, który był fajny;)
Sobota, 9 października 2010 · dodano: 09.10.2010 | Komentarze 0
Jest aktualnie 23:59, zacząłem pisać ten wpis. Dzisiaj się trochę kilometrów nazbierało;) Bo wczoraj nawet nie zabrałem licznika, a z reguły i tak rower w większości prowadziłem;)Wstałem najpierw o 8, żeby wyłączyć budzik. Potem o 9 obudziła mnie mama, kazała znieść rzeczy do prania. Rozkaz wypełniłem posłusznie. Usiadłem przy kompie zawinięty w kołdrę. Rozbolała mnie głowa. Ale na szczęście wybrałem się na rower w Przemkiem;) Odebrał niedawno rower z serwisu i chciał go wypróbować;)
Pojechaliśmy przez las i zgubiliśmy się w dokładnie tym samym miejscu, kiedy jechaliśmy na Patyki oblookac geofizyków. Jechaliśmy przez jakieś chaszcze. tak mi tyłek wytrzęsło, że normalnie szok...
Posiedzieliśmy trochę na Patykach, ale fajnie, ciepło. Powrót: drogą asfaltową;)
Wizyta na działce była obowiązkowa, bo musiałem zobaczyć, czy zostały może jakieś ślady po naszej wczorajszej wizycie tam;) Śladów: brak:)
Potem znowu do domu, znowu się nudziłem, więc pojechałem drugi raz na działkę skosić trawę. Skosiłem sobie, dziadkom i sąsiadowi. Sąsiad starszy koleś, jeździ rowerem, ma licznik, trochę sobie pogadaliśmy o tym i owym, generalnie o rowerach;)
Powrót do domu, też skosiłem trawę;)
Potem zacząłem się szykować do Moniki, ale jakoś nie moglem się wybrać. Przemek zaproponował rower, wiec pojechaliśmy, przez lasy i w ogóle ciekawa trasa, potem błądziliśmy, bo szukałem jednej znanej mi dróżki, ale nie znalazłem, efekt był tylko taki, że we włosach miałem pełno leśnych gadżetów;)
Dojechał do nas Łukaniu, trututututu, działo się to i owo, Łukaniu pojechał do Moniki, ja z Przemkiem do Biedronki, mieliśmy jechać jeszcze na Buczek, ale odprowadziłem tylko kompana do domu i pojechałem do Moni, u której były dziewczyny.
Wypiłem ciepłego Earl Grey`a z cytrynka. Śmichy chichy, dziewczyny zaczęły się szykować do domku, więc my z Łukaniem też i postanowiliśmy je odprowadzić.
Ubaw totalny mieliśmy z błotnika Łukania, którego w zasadzie nie było, zostały tylko sterczące, powykrzywiane druty... Tak to jest jak się chłopak dzień wcześniej w kaskadera po spożyciu zabawiał;) Teraz zresztą też ciekawe manewry odwalał:)
Wizyta w budce, żarłoczny Łukaniu musiał coś zjeść;) Z nudów zadzwoniłem do Agi, gadaliśmy ponad 54 minuty;) Łukaniu poznał też kolegę Heńka, ale siła grawitacji sprawiała, że Heniek był kiepskim kompanem do rozmowy. Zapewne kolega Heniek długo ćwiczył zamienianie procentów na promile i stąd te problemy komunikacyjne.
Aż wreszcie udało mi się zatransportować Łukania do domu, bo zimno tak, że już mnie kości zaczęły boleć;)
Weseoło... Po tym tłuczeniu się przez las koło mi się przesunęło i prawie odpadło, fajnie, nie? Ekstremalnie, buhahahah!
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!