Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Dane wyjazdu:
43.10 km 0.00 km teren
02:12 h 19.59 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Z mironem do Bełchatowa.

Wtorek, 24 kwietnia 2012 · dodano: 21.06.2012 | Komentarze 0

Ufff, jak to było dawno. dobrze, że mam dobrą pamięć, po mamusi i tatusiu. A więc było to tak:

Zadzwonił do mnie Miron, który zaproponował mi przejażdżkę rowerem. Jego telefon tak mnie zaszokował, bo Mirona wyciągnąć na rower jest niezwykle trudno. No ale tak, czy siak, ustaliliśmy, że przejedziemy się do Bełchatowa i pojedziemy moją tzw. trasą widokową;)

Z tego co pamiętam, jechało się średnio, bo było pochmurno i momentami we znaki dawał się wiatr. Miron jednak dzielnie parł do przodu, aczkolwiek czasami musiałem nieco na niego poczekać. Po drodze udało mi się także sfotografować szaro-bure niebo:

Chmurzyska... © causeilovemybike


Po przyjeździe do Bełchatowa pojechaliśmy do parku, na tak zwanego "Orszaka" i postanowiliśmy nieco odpocząć na ławeczce. W pewnym momencie podszedł do nas koleś, myślę, że koło pięćdziesiątki, ale wyglądający na nieco starszego za sprawą swojej postury, która wskazywała, że za kołnierz to ten pan nie wylewa;) Zmieszani zgodziliśmy się na towarzystwo owego nieznajomego, cieszyło mnie, że koleś nie wydzielał żadnej woni. Z Mironem nadal uskutecznialiśmy ciekawą dyskusję (zapewne o gospodarce i polityce), a tajemniczy mężczyzna nie odzywał się ani słowem. A kiedy postanowiliśmy się zebrać i pojechać gdzieś indziej, facet również powstał i odszedł. Dziwny gość...

Następnie udaliśmy się do Pauliny i nie mogłem się nadziwić temu, jak jej pies szybko urósł. Nelson, bo tak się wabi ten zacny pies rasy Boerboel robi się coraz większy i większy. Jakby chciał, to bez problemu by mnie zjadł, chociaż nie wiem, czy bym mu posmakował, sama skóra i kości, a patrząc na Nelsona stwierdzam, że lubi dobre mięsko:)

I tak gadaliśmy i gadaliśmy o rożnych, przeróżnistych pierdołach, i nadszedł czas, by wracać do domu. Postanowiłem pokazać Mironowi ścieżkę rowerowa z Bełchatowa do Parzna i taką właśnie drogą pojechaliśmy do domu. Tuż za Sromutką spotkaliśmy Łukania, który wyjechał po nas samochodem i później trzymaliśmy się w tunelu aerodynamicznym, który wytwarzał jego zacny Seat. Dzięki temu ładnie podskoczyła nam średnia, która do tej pory była naprawdę marna... Żartowaliśmy, że Łukasz mógłby być naszym osobistym trenerem. Naprawdę, zabawnie to wyglądało, kiedy wystawiał głowę przez szybę i wołał "Szybciej, szybciej chłopaki, dopiero dwójkę zapiąłem". I właśnie dlatego tak dobrze zapadło mi to w pamięci;) Do domu wróciłem cały i zdrowy.

Pozdrower


Dane wyjazdu:
41.55 km 0.00 km teren
01:55 h 21.68 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Bełchatów po raz pierwszy w sezonie.

Czwartek, 15 marca 2012 · dodano: 20.03.2012 | Komentarze 1

Haaa, udało się. Wreszcie udało mi się wyskoczyć rowerem do Bełchatowa. Pojechałem w zasadzie nie dlatego, że miałem taka akurat ochotę, ale miałem pewną sprawę do załatwienia i połączyłem przyjemne z pożytecznym nie jadąc autem.

Tego dnia nieco wiało, dlatego tez wybrałem drogę boczna, jak kiedyś ją nazywałem - widokową - przez Bujny, Rożniatowice, Ławy. Jechało się całkiem nieźle, wiatr nie dawał się tak bardzo we znaki, trasa bowiem w dużej mierze wiedzie przez lasy lub przynajmniej ich brzegiem;) Szkoda tylko, że droga po zimie przypomina raczej powierzchnię księżyca aniżeli cywilizacyjny trakt łączący miejscowości. Jazda bez trzymanki nie wchodziła w grę, kierownica nietrzymana rękami niebezpiecznie podskakiwała, ale cóż, albo napompowane opony i mniejsze opory toczenia, albo obniżone ciśnienie i komfort jazdy:) Jakoś jak jeździłem tamtędy autem, nie było tak bardzo czuć tych nierówności, bądź co bądź Meśki to komfortowe auta, nawet jeśli są to użytkowe busy:)

W samym Bełchatowie wielkich zmian nie zaobserwowałem, przy okazji remontu Czaplinieckiej przybyło kawałek nowej ścieżki rowerowej. Niestety, najgorsza część drogi, na której potrafi solidnie wytrząść tyłek remontu nawierzchni nadal się nie doczekała i wciąż straszy powyłupywanymi płytami:(

Z racji nieco przyjemniejszej pogody na ulicach można było spotkać stosunkowo duża liczbę ludzi poruszających się na rowerach. Szkoda tylko, że wielu rowerzystów nie poświęciło swoim rowerom wystarczająco dużo uwagi po wyciągnięciu ich z zimowego snu z piwnic i garaży. Niejednokrotnie bowiem do moich uszu dobiegały żałosne piski, trzaski, popukiwania i całe mnóstwo innych ciekawych odgłosów, które wydawały korby, pedały, albo łańcuchy, niczym krzyk o pomoc: "Właścicielu, wyczyść mnie i nasmaruj!".

Sprawę załatwiłem bez żadnego problemu, nie ma przecież wątpliwości, że obrotny ze mnie chłopak:) Później musiałem jeszcze pojechać do Pożdżenic po moją prezentację maturalną. Wiem, wiem, to nieetyczne i w ogóle. Ale po co mam rozważać nad motywem domu w literaturze, skoro istnieją inne rozwiązania:P

Traska do Bełchatowa była także okazją do przetestowania mojej nowej alternatywy dla licznika rowerowego i data loggera, mianowicie mówię o aplikacji na smartphona z Androidem, czyli Cycle Droid. Programik całkiem zmyślny, działa na podstawie GPS. Jeśli chodzi natomiast o jego dokładność, to nie potrafię tego subiektywnie ocenić, bo nie pomyślałem i nie zabrałem licznika ani data loggera. Mimo wszystko wydaje mi się jednak, że działa w porządku, nie wydaje mi się, ażeby jakoś drastycznie zawyżył bądź też zaniżył liczbę kilometrów. Ale następnym razem zabiorę wszystkie trzy moje urządzenia pomiarowe i dam wam sprawozdanie z odchyleń jakie bez wątpienia powstaną;)

Po raz kolejny próbowałem usunąć usterkę tylnego światła w Laluni. Draństwo znów gubi prąd gdzieś na błotniku... Styki strasznie rdzewieją czy tam śniedzieją, nieistotne, ważne, że nie działa. Próbowałem skrobać papierem ściernym drobnoziarnistym, psikałem rozmaitą chemią i nic. Pół tablicy Mendelejewa, godzina kombinowania, a efektów zero. Basta nie działa, i basta! Pamiętam, że gdy w tamtym roku wystąpił taki sam problem, udało się go pokonać dopiero przy drugim podejściu, tak więc pewnie i tym razem tak będzie;)

Perfekcyjnie natomiast doczyściłem napęd, Łańcuch po kąpieli w Birolu lśni, zero drobinek piasku. Kaseta wyszorowana starą szczoteczką do zębów prezentuje się znakomicie, podobnie jak korba. Rozkręciłem nawet kółka tylnej przerzutki, które także dokładnie oczyściłem z różnego rodzaju syfów. Klocki hamulcowe wymieniłem już wcześniej, więc teraz Lalunia będzie zarówno dobrze się rozpędzała jak i hamowała;) Pozostaje jeszcze tylko doprowadzić do normalnego stanu pedały, bo w czasie powrotu do Zelowa z Bełchatowa zaczęły powtórnie odmawiać współpracy. Wymienię je po prostu na te, które były w rowerku, gdy go kupowałem. Tata w czasie długich zimowych wieczorów rozkręcił je, wyczyścił i nasmarował. Ale chyba jednak osobiście rozkręcę je powtórnie i zajmę się nimi jeszcze raz:)

W ostatni weekend pokręciłem się rowerem po okolicy, jednakże nie było to nic specjalnego. Poza tym nie miałem ze sobą licznika, a telefon się rozładował, więc nie mogłem wspomóc się Cycle Droidem...

Cieszy mnie, że jutro pierwszy dzień wiosny, który spędzę na rowerowych wagarach ze znajomkami:) Piwo wypite na łonie natury smakuje znacznie lepiej!




________________________________________________________________________________

Z wątków muzycznych: Zespołu Renton kiedyś słuchałem, ale teraz raczę moich sąsiadów ich nową płytą, a to jej kawałek:

&feature=related

Sąsiedzi nie protestują, wynika więc z tego, że jest to pozytywny bit, pewnie dobry będzie i na rower;)

________________________________________________________________________________

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
0.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

A może?

Poniedziałek, 5 marca 2012 · dodano: 05.03.2012 | Komentarze 7

Po długiej absencji rowerowej, może nie tyle rowerowej, co blogowej, bo na rowerze zdarzało mi się jeździć, wszak do spożywczaka wygodniej dotrzeć rowerem, postanowiłem, że spróbuję przypomnieć światowi o moim zacnym blogu... Tak więc Witajcie drodzy mili:)

Przeglądałem wpisy innych bikestats`owiczów i stwierdziłem, że mimo iż nie mam za sobą żadnej ciekawej, ani nawet nieciekawej wycieczki rowerowej, to chociaż streszczę to, co robiłem ostatnio, a miało chociaż nikły związek z rowerem;)

Jako, że ostatnie wydarzenia w moim życiu nie sprzyjały rowerowym przejażdżka w celu poprawy samopoczucia (głównie chodzi o pogodę, brrr, nienawidzę zimna!), postanowiłem chociaż przejrzeć rowerowe poczynania innych. Jak już wszytsko co było sensowne i ciekawe przejrzałem, to zamówiłem sobie w Empiku taka oto książkę:

Lektura rowerowo-podróżnicza © causeilovemybike


Niestety, pierwszy egzemplarz po przeczytaniu do połowy dosłownie rozsypał się, karteczki pofrunęły na podłogę, ale udało mi się je pookładać po kolei i zgodnie z tym, co mówił nam kiedyś Rzecznik Praw Konsumenta, który odwiedził nas w szkole, książkę zareklamowałem i dostałem całkiem nówkę sztukę, która już się nie rozleciała;)

Wkręcony na maksa w opis przygód Pawła Opaski i Magdy Opaski (jeszcze przy czytaniu ich książki o wyprawie dookoła świata miała nazwisko Nitkiewicz), stwierdziłem, że warto tez gdzieś się przejechać i w mojej głowie zrodził się pomysł wypadu do Ojcowa. Czy wypali? Nie wiem... Ale marzenia warto mieć! Bez dwóch zdań, warto:)

Aż z tego wszystkiego postanowiłem odbyć szaloną podróż na moją nieco egzotyczną działkę i z uporem maniaka zacząłem sprzątać po naszych niejednorazowych wieczorkach poetycko-muzyczno-polityczno-sportowo-towarzyskich. Jako, że lubię ład, porządek i chciałbym zrobić coś dobrego dla naszej planety rzuciłem się w wir segregowania odpadów. Większego problemu z segregowaniem owych odpadów nie było, gdyż fakt, że większa część pozostałości po naszych wieczorkach stanowiły:
1. butelki ze szkła przezroczystego
2. butelki ze szkła barwionego
3. kartony po napojach
sprawił, że sprawa skomplikowana nie była i nawet osobnik o ilorazie inteligencji torebki foliowej czy tez mikrofalówki mógł sobie z tym bez problemu dać radę:)

Pogoda w ostatnich dniach już dawała mi nadzieję na to, że będę wreszcie mógł wyjść na rower bez obawy o brak czucia w palcach u rąk i stóp (chyba mam problemy z krążeniem, skoro tak marznę). Przecież słoneczko świeciło, ptaszki wesoło ćwierkały. A jednak... Termometr nie oszukuje i 3 stopnie Celsjusza, to dla mnie chyba nie jest komfortowa temperatura... Bo pewnie wspominałem Wam, że najlepiej czuję się przy plus trzydziestu? Jeśli nie, to teraz o tym wspominam;P

Dziś podjąłem także walkę z problemem nękającym oświetlenie mojego Trans Alpa... Lalunia chyba czuła się zaniedbywana i teraz się mści, bo już któryś raz poprawiam te cholerne kabelki, a światło jak nie świeciło, tak dalej nie świeci... Cóż, po zmroku nie muszę jeździć, a w razie kontroli przez Policje, będę tłumaczył się, że chce być "mhroczny". Oczywiście żartuję, bezpieczeństwo na drodze to podstawa!

A z planów? Muszę kupić nowe siodełko, bo w moim obecnym żel zaczął brudzić mi tyłek i byłem zmuszony zaklajstrować to izolacją. Pasowałoby także zmienić pedały, bo obecne czasem odmawiają kręcenia się. No i co najważniejsze: dopucować rower, bo niedługo nie będę wiedział jakiego koloru jest mój "bajk":)

Już od czasu gdy byłem na targach w Kielcach (rowerowych ofc!) choruję na Kross Evado 5.0, tak więc mam chytry plan, który zakłada, że postaram się jak najlepiej napisać te okropne matury i wtedy jakiekolwiek pertraktacje z tatą będą miały sens...

A tak w ogóle, dzięki temu, że piszę tego bloga strasznie zmienił mi się styl pisania, tzn: z pogmatwanego na jeszcze bardziej pogmatwany, co oczywiście wychwyciła moja polonistka stosując pod moim wypracowaniem adnotację o treści: "Styl tragiczny!"

Aha, tak mi się przypomniało, na usprawiedliwienie mojego rowerowego niebytu mam to, że aktualnie jestem w domu prywatną pielęgniarka, kelnerem, sprzątaczką i nie wiadomo czym jeszcze. Chodzi o to, że moja mama paskudnie połamała sobie to i owo, i ma teraz problemy w poruszaniu się. A żeby było ciekawiej, załatwiła się tak na mojej Studniówce:P

Tak więc, uważajcie na siebie, bo ortopedia czeka!

Pozdrower;)


Dane wyjazdu:
0.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Wesołych Świąt!

Sobota, 24 grudnia 2011 · dodano: 24.12.2011 | Komentarze 2

Święta, święta, naprawdę lubię Boże Narodzenie, przed chwilą uporałem się z wieszaniem tych wszytskich kolorowych lampek w różnych punktach domu i wreszcie mam chwilę, żeby trochę Wam pozyczyć:

Wesołych, szczęśliwych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia, udanej wigilijnej przejażdżki rowerem (wszak trzeba spalić to świąteczne obżarstwo), miłych i ciepłych chwil z rodzina, szampańskiego i hucznego Sylwestra, powodzenia w Nowym Roku, udanego sezonu rowerowego 2012, jak najdalszych i najbardziej egzotycznych wypraw, doskonałej kondycji życzy Filip:)

Świąteczny rowerek © causeilovemybike


Dane wyjazdu:
21.87 km 0.00 km teren
00:49 h 26.78 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Do Patryka...

Niedziela, 14 sierpnia 2011 · dodano: 25.09.2011 | Komentarze 1

Jedno z leniwych popołudni, które chciałem zamienić na bardziej aktywne. Dlatego tez zacząłem poszukiwać osoby, która chciałaby się nieco zaktywizować po tradycyjnym, polskim, niedzielnym obiadku;)

Okazało się, że Patryk jest gdzieś w okolicy Rożniatowic, więc doposażyłem się w słuchawki, zapuściłem chwytliwego bita i pojechałem. Po dotarciu do Rożniatowic zacząłem szukać Patryka, który miał czekać na jednym z przystanków autobusowych. Przez moment miałem wrażenie, że oślepłem, bo przejechałem obok wszystkich i Patryka nie spotkałem, podczas gdy on zapewniał mnie, że siedzi na jednym i pije wodę. "A to żartowniś!" - pomyślałem sobie. Jednak trop związany z żarcikiem nie był trafiony, Patryk po prostu źle się wyraził, ja być może także źle to odebrałem, bo owszem, siedział na przystanku, pił wodę i czekał na mnie. Ale był to przystanek za Rożniatowicami w stronie Wygody;)

Posiedzieliśmy na przystanku, obgadaliśmy kilka kwestii i zebraliśmy się do domu, bo ten niedzielny, tradycyjny, polski obiadek, o którym pisałem na początku okazał się za mało pożywny i uznałem, że trzeba się dożywić;) Trochę żarłok ze mnie;p

To już chyba klasyk:
&feature=related

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
0.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Wielkopolski deszcz.

Sobota, 13 sierpnia 2011 · dodano: 23.09.2011 | Komentarze 1

W ową sobotę dziadkowie postanowili wybrać się w odwiedziny do rodziny w Słupcy. Wczesnym rankiem zapakowaliśmy się z babcia, dziadkiem i mama do auta i po dwóch godzinkach jazdy byliśmy na miejscu.

Czułe przywitania, opowieści, debaty, jedzenie i jeszcze raz jedzenie. Stwierdziłem, że nie będę wdawać się w polityczne dywagacje, wziąłem od cioteczki rower i skierowałem się nad Jezioro Słupeckie.

Od bloku wujków do jeziorka jest około 5-10 minut drogi rowerem. Ale nie zmienia to faktu, że kiedy dojechałem nad jezioro dorwała mnie niezła nawałnica. Racja, mój błąd, widziałem, że niebo jest jakieś "niemrawe", ale na taki deszcz również się nie zanosiło...

Schroniłem się w jakiś krzakach i miałem taki oto widok:

W krzakach jest miło. © causeilovemybike


Początkowo krzaczki dawały mi schronienie, ale po dłuższym czasie woda skapywała już z liście i nie było różnicy.

Na uliczkach zgromadziły się pokaźne kałuże, dzięki czemu zamoczyłem ostatnią suchą część garderoby, czyli buty. Pod blok dojechałem cięższy o jakieś 10 kilo, kapało ze mnie, więc ściągnąłem koszulkę, wykręciłem ją w rękach.

Reakcji rodzinki nie będę opisywać, byli co najmniej ubawieni moim marnym widokiem;) Cioci wyszperała mi jakieś suche ciuchy i wróciłem z nich do domu, dobrze że w aucie nie padało i działało ogrzewanie;)

I tak oto przywitała mnie Wielkopolska, ale to nic;) Może był to swego rodzaju chrzest bojowy?

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
33.37 km 0.00 km teren
01:11 h 28.20 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Po Przemka.

Piątek, 12 sierpnia 2011 · dodano: 23.09.2011 | Komentarze 0

Wakacje, Przemko przebywał u dziadków w Sieradzu, po którym podróżował sobie rowerkiem. Postanowił, że wróci do domu także rowerem, więc poprosił mnie, żebym po niego wyjechał do Łasku.

Wyruszyłem z domu i pojechałem najprostszą drogą jaką można dojechać do Łasku z Zelowa, czyli wojewódzką 483-ką. Jechało mi się dość raźnie i szybko, muzyka w uszach i po niedługim czasie zajechałem do Łasku. Przemek wyrobił się w mniej więcej podobnym czasie co ja i spotkałem go na Narutowicza obładowanego plecakiem i torbą Warki. Już się cieszyłem, że napijemy się browarka po drodze, ale okazało się, że wiezie w owej torbie ogórki, tak, ogórki. Były to korniszony zdaje się. No cóż, na ogórki jakoś ochoty nie miałem.

I czas jechać z powrotem, Przemek był nieco zmęczony, w dodatku także obładowany plecakiem i tymi całymi nieszczęsnymi ogórkami, tak więc jechaliśmy nieco wolniej i urządziliśmy sobie mały postój na przystanku autobusowym w Woli Buczkowskiej. Trochę zimnej wody, chwila rozmowy, streszczenie Przemkowi wydarzeń towarzyskich i już się chłopak zregenerował;)

W Buczku zatrzymaliśmy się na lody, nic tak nie dodaje energii jak duży śmietankowy w waflu wysokocukrowym;)

Przerwa na buczkowskie lody;) © causeilovemybike


Do Zelowa już tylko kawałek, więc po kilku chwilach jazdy każdy się rozjechał do domu;)

I to chyba na tyle;)

Pozdrower;)


Dane wyjazdu:
26.11 km 0.00 km teren
01:02 h 25.26 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Konie, sarenki, czyli sierpniowa przejażdżka...

Czwartek, 4 sierpnia 2011 · dodano: 23.09.2011 | Komentarze 0

Kalendarzowo mamy już jesien, a ja na blogu nawet nie zdążyłem umieścić sierpniowych wpisów. Kartka z zapiskami na całe szczęście nigdzie nie zaginęła i czekała, aż się zmobilizuję i odrobię zaległości na blogu. A pomógł mi w tym fakt absencji w szkole;)

A było to tak:
Postanowiłem przy zachodzie słońca skorzystać z dobrodziejstw rowerowej przejażdżki. Po wyjechaniu z domu przystanek zrobiłem już jakieś 20 metrów dalej, bo wpadłem na pomysł, by zrobić zdjęcie koniom, które sąsiad wypuszcza na łakę naprzeciw mojego domu. Nigdy na nie nie zwracałem uwagi, bo biegają sobie one tam całymi dniami od kilku dobrych lat, ale tym razem przystanąłem, cyknąłem fotkę, niestety niezbyt dobrej jakości, bo robiona telefonem...

Konie!! © causeilovemybike


Później pojechałem w stronę Zelówka, skręciłem na Czarny Las, potem dojechałem do Woli Bachorskiej, a stamtąd do Buczku dzieł mnie malutki kawałek drogi.

Nie zatrzymywałem się w Buczku, tylko od razu ruszyłem boczną drogą do Józefatowa. Po drodze zauważyłem biegnące po polu sarenki, chciałem im zrobić zdjęcie, coś tam nawet cyknąłem, ale praktycznie rzecz biorąc sarenek na owym zdjęciu widać nie było, więc szkoda zaśmiecać serwer. Ale uchwyciłem za to zachód słońca i tym zdjęciem się mogę z Wami podzielić:

Zachód słońca. © causeilovemybike


Po niedługim czasie byłem już w Zelowie, ale stwierdziłem, że nie przystoi tak szybko wrócić do domu, tak więc zboczyłem na Kolonię Pożdżenice, by po pewnym czasie znaleźć się w Pożdżenicach, a stamtąd pojechać do domu na kolację, bo mimo, że pedałowałem tylko godzinkę, to w brzuchu burczało i należało tą pustkę czymś smacznym zapełnić;)

Oczywiście na trasę zabrałem mój dataloger, nie wiem dlaczego, ale licznik rowerowy pokazał mi 26km, a dataloger wyliczył 22. Prędkości pokazywane na liczniku i datalogerze były praktycznie identyczne... To zastanawiające...

A tu traska:
#

I jak dobrze, że po każdej wycieczce robiłem sobie papierowe notatki, dzięki temu nawet ponad miesiąc później mogę wszystko opisać;)

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
46.98 km 0.00 km teren
01:47 h 26.34 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

To miała być chwila...

Poniedziałek, 1 sierpnia 2011 · dodano: 28.08.2011 | Komentarze 2

Nadszedł sierpień. Nowy miesiąc, druga już połowa wakacji. Stwierdziłem, że to dobra chwila, żeby uskutecznić krótką przejażdżkę rowerem po okolicy. Tak więc nie brałem napoju, myślałem: "nie będzie mnie jakieś 3 kwadranse, nie opłaca się". A jednak opłaciłoby się wziąc coś mokrego i chłodzącego. I założyć spodenki rowerowe. Bo oczywiście ubrałem się na "cywila".

A ponad czterdzieści pięć kilometrów bez napoju, nawet kasy w kieszeni (miało być krótko i szybko) i miękkiej wkładki COOLMAX pod tyłkiem nie było zbyt przyjemną sprawą:) Chodź w zasadzie było miło, ale bardziej pod względem doznań estetycznych spowodowanych bardzo ładnymi widokami;)

Z Zelowa pojechałem 484-ką w stronę Buczku, skręciłem do Bachorzyna, a tam spotkałem tablicę z ciekawym napisem:

ciekawa tablica © causeilovemybike


Dość osobliwy sposób na spowolnienie kierowców, nie wiem na ile skuteczny, ale napewno zwracający uwagę. Ale na wyjeździe z miejscowości znajdował się znak z napisem "Kochany kierowco zwolnij".

Dojechałem do Woli Bachorskiej, potem znalazłem się w Buczku, z którego trasą wojewódzka 483 popedałowałem przez Kurówek, Kurów, Krześlów, Wypychów i Podlesie, po czym skręciłem w lewo i jadąc przez Kuźnicę Lubiecka, Cisze znalazłem sie w Rożdzinie. Tutaj chciałem wykorzystać skrót, który kiedys pokazywał mi dziadek, który pozwalał dostać się przez lasy do Strzyżewic bez zawadzania o Parzno, ale niestety pogubiłem się, wjechałem komuś na podwórko i postanowiłem zrobić sobie przerwę:

Pauza w okolicy Roździna vol. 1 © causeilovemybike


Pauza w okolicach Roźdxina vol. 2 © causeilovemybike


Tak więc pojechałem znaną mi trasa do Parzna, miałem ochotę "zawadzić" o Bełchatów, ale suszenie w gardle mi na to nie pozwoliło, toteż przez Strzyżewice, Sromutkę i Mauryców, bez żadnych emocji i przygód dojechałem do Zelowa;)

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
123.15 km 0.00 km teren
06:27 h 19.09 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Jednowpisowy lipiec.

Niedziela, 31 lipca 2011 · dodano: 08.08.2011 | Komentarze 5

Przed momentem skończyłem walkę z niekręcącymi się pedałami w rowerze (założyłem stare) i pomyślałem, żeby wreszcie dodać wpis z lipca.

Marna setka z hakiem czekała wypisana fioletowym cienkopisem na obudowie monitora. Co tu wiele pisac, marny miesiąc, marność nad marnościami chce się rzec...

Pierwsze dwa tygodnie lipca spędziłem wygrzewając w Bułgarii, rowerem jeżdziłem tam raz, trochę pokręciłem się po okolicy. Niestety hotelowy makrokesz jakoś specjalnie mnie nie przekonał:

Hotelowy, bułgarski makrokesz;) © causeilovemybike


Stanowczo bardziej wole swojego Krossa, gdybym tylko mógł się nim wybrać w takie ładne rejony, to byłoby coś bardzo przyjemnego.

Po powrocie do naszego zacnego kraju, pogoda była w kratkę, albo nawet gorzej. Jeśli nie zbierało się na deszcz, to było zimno, jeśli nie było zimno, to wiało, jeśli nie wiało, to było tak buro, że nie miałem ochoty ruszyć się z domu. Ale pomimo tych pogodowych niedogodności, udało mi się kilka razy wyskoczyć na malutkie kółeczko po okolicy, lecz przeważającą część przejechanego dystansu pokonałem w drodze do sklepu, kolegi czy też na działkę. Raz nawet udało mi się wrócić z Bełchatowa rowerem, gdyż miałem za zadanie odprowadzić samochód do mechanika, więc połączyłem przyjemne z pożytecznym;)

Tak sobie teraz pomyślałem, po chwili większej kontemplacji, że w zasadzie ten lipiec był najgorszym miesiącem, nic ciekawszego niż Bułgaria mi się nie przytrafiło, dlatego tez, w celu zapobiegnięcia poczucia "łysości" w tym wpisie, podzielę się z wami tymi zdjęciami:

Figa. © causeilovemybike


Oset. © causeilovemybike


Mhm, jeszcze jakis kolejny chwast;) © causeilovemybike


A co tam, dla jeszcze mocniejszego efektu poprawy humoru (mojego i Waszego także, być może) wstawiam jeszcze jedno zdjęcie, wykonane w Sozopolu;) A poprawa humoru na pewno się przyda, bo za oknem znów zagościła szaruga i ponura aura.

Sozopol © causeilovemybike


Tak więc, pozdrower! Trzymajcie się!