Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Dane wyjazdu:
27.79 km 0.00 km teren
01:17 h 21.65 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Po miesiącu: zbiorczo.

Czwartek, 30 czerwca 2011 · dodano: 21.07.2011 | Komentarze 3

Jakieś poskładane do kupy wolne kilometry.

Strasznie słabo, coraz gorzej. Muszę się wziąć za siebie, ostatnio mam totalnego lenia, nie mam ochoty na nic... Może to brak witamin? Pogoda tez niezbyt sprzyjająca... Albo leje, albo grzmi, albo się błyska, albo wszystko razem i w dodatku wieje...

W celu odgonienia ciemnych chmur wstawiam zdjęcie motyla, którego ostatnio "upolowałem" na działce;)

Motylek:) © causeilovemybike


Dane wyjazdu:
33.97 km 0.00 km teren
01:20 h 25.48 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Znów do Sztabu

Środa, 22 czerwca 2011 · dodano: 21.07.2011 | Komentarze 0

Wraz z Kalwinem wybrałem się do Sztabu na sprzątanie w siedzibie.

Posiedzieliśmy tez w parku przy Dworku Olszewskich w Bełchatowie (teraz mieście się tam muzeum, urząd stanu cywilnego). Pamiętam, że zrobiłem wtedy zdjęcie, ale gdzieś mi zaginęło i nie podzielę się z Wami, niestety. Ale tak to jest, jak się tyle czasu zwlekało ze zrobieniem wpisu.

Z racji tego, że zdjęcia nie ma, to chociaż wrzucę to:

&feature=related

A tak generalnie to z moim rowerowaniem źle, ale wyżalę się póżniej

A Wy rajdujcie nie tylko troche, PozdRower!






EDIT!EDIT!EDIT!

Zdjęcię się znalazło, ale jest tak kiepskie, że szkoda gadać. Przypomniało mi sie jeszcze, że w drodze powrotnej przez Łobudzice jechaliśmy udekorowana na święto Bożego Ciała droga (wiecie, takie dyndające paseczki bibuły na sznurkach). Po dotarciu do domu moja mama i babcia, wspólnie z sąsiadka również podobnie "dekorowały" ulice przed moim domem. Kiczowaty zwyczaj...


Dane wyjazdu:
19.10 km 0.00 km teren
00:53 h 21.62 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Po Zelowie...

Wtorek, 21 czerwca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 4

To było takie małe, krótkie i spokojne kręcenie na rozkręcenie. Ot taka przejażdżka po okolicy Zelowa, bo nie miałerm pomysłu na coś lepszego.

Jadąć ulicą Pabianicką w Zelowie zobaczyłem dwa boćki przechadzające się po polu. Zdjęcie zrobiłem telefonem uzywając dużego zoomu, więc jest nienajlepszej jakości, ale trudno, podzielę się nim z Wami:

Boćki dwa! © causeilovemybike


Podsumowując, dopuściłem do strasznych zaległości na moim blogu, ale teraz się w moim życiu "rozluźniło", wypocząłem w Bułgarii (polecam!) i zabiorę się za rowerowanie i blogowanie. Przynajmniej mam taką nadzieję;)

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
34.27 km 0.00 km teren
01:26 h 23.91 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Do Sztabu...

Niedziela, 19 czerwca 2011 · dodano: 27.06.2011 | Komentarze 4

Niedziela. Po sobocie, w zasadzie po osiemnastce. Byłem niewyspany i zmęczony niewyspaniem, czyli ledwo żywy. Pogoda tez była jakby ledwo żywa. W celu rozbudzenia organizmu postanowiłem, że udam się rowerem do Bełchatowa na dni miasta i zajrzę do Sztabowiczów;)

Jako, że pogoda była dość rześka, szybko się rozbudziłem i dostrzegłem, że chmury nie wyglądają zbyt ciekawie ( w zasadzie prezentowały się interesująco dla oka, ale zwiastowały deszczyk, którego w danym momencie specjalnie doświadczać nie miałem ochoty):

Niepewnie... © causeilovemybike


Po niedługim czasie zjawiłem się w sztabowym namiocie, przywitałem ze wszystkimi, wskoczyłem w mój czerwony "fraczek", czyli t-shirt z napisem "RATOWNIK" i logo sztabu;) Uskuteczniłem kilka "obchodów" z Łukaniem, pogadałem z ludźmi i postanowiłem się powoli zbierać.

Niestety chmury wyglądały dość niepewnie i głośno zastanawiałem się, czy nie będzie padać. W zasadzie z cukru nie jestem i się nie powinienem rozpłynąć, ale Wasyl stwierdził, że on właśnie jest z cukru i dlatego jest taki słodki, po czym uroczo się uśmiechnął. Po opanowaniu ataku śmiechu ruszyłem;)

W Podwodach sytuacja niebno-pogodowa prezentowała się tak:

Chmurzyście © causeilovemybike


Na całe szczęście deszcz mnie nie złapał, przechytrzyłem żywioł;) Spadło tylko na mnie kilka ciepłych kropel, ale moja słodycz na tym nie ucierpiała;)


Dane wyjazdu:
63.55 km 0.00 km teren
03:33 h 17.90 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Wawrzkowizna - lenistwo, lenistwo i jeszcze raz lenistwo!

Czwartek, 16 czerwca 2011 · dodano: 22.06.2011 | Komentarze 2

Słońce daje momentami czadu, w znaczeniu: "daje popalić". Tak więc trzeba się wybrać nad jakąś wodę! Patyki za blisko, jestem tam codziennie. Mucha i Amek wybierali się na Wawrzkowiznę - ośrodek sportu i rekreacji kilka kilometrów za Bełchatowem...

Tak czy inaczej pojechaliśmy. Kolejny raz popędziliśmy przez Parzno, by uniknąć możliwości bliższej konfrontacji z blaszakami;) Wszystkim zgodnie się jechało. Ja pierwszy, a Mucha z Amkiem za mną. Amek jak na dobrego dj-a przystało cały czas serwował nam muzykę z telefonu, więc mogłem tez sobie pośpiewać;)

Szybko znależliśmy się w Bełchatowie, wskoczyliśmy do sklepu, żeby zrobić jakieś zakupy i dalej ścieżkami rowerowymi udalismy się za Bełchatów, by po niedługiej chwili być przed ośrodkiem. Miła pani otworzyła nam szlaban i teraz pozostało nam tylko ulokować sie w dogodnym miejscu.

Tak też zrobiliśmy, ja zacząłem czytać "Przez świat na rowerach...", cisza, spokój, relaks i lenistwo;)

Z całego wyjazdu mam aż dwa zdjęcia. Teraz nadszedł czas, by pokazac pierwsze;) Leżąc na ręczniku i smażąc się jak frytka albo schabowy na patelni podniosłem na chwilę głowę i spostrzegłem kaczą rodzinkę pływającą po zbiorniku. No to mam!

Kacza rodzinka... © causeilovemybike


Po kilkugodzinnym nieruszaniu się z miejsca, przyszło nam wrócić do domu. Mnie jechało się wyśmienicie, chłopakom chyba gorzej. Ale po małej przerwie pod sklepem tuz za Bełchatowem zrobiło im się lepiej i całkiem żwawo zmierzaliśmy do Parzna. A tam?! Ruch i zamęt, pełno aut i ludzi. Nie mam pojęci z jakiej to okazji, albo jakieś kościelne święto wypadło tego dnia (ja osobiście do kościoła nie uczęszczam) lub też może odbywał się pogrzeb jakiejś lokalnej szychy ( informacji również brak, nie jestem "plotjuszyn" Zelów). Nie zmienia to faktu, że musieliśmy przeciskać się między autami, w zasadzie Amek torował nam drogę:

Zamęt w Parznie © causeilovemybike


Rozstaliśmy się w Maurycowie, chłopaki mieszkają w Pożdzenicach, ja jechałem do domu w Zelowie;) Zostałem oskarżony o próbę zamordowania ich szybkim tempem, co jest kompletnie niedorzeczne, bo to tempo bardziej spacerowo-wycieczkowe, niż zabójcze. A ostatnio się martwiłem, że straciłem formę, a tu jednak nie tak do końca;)

Miałem też dodać mapkę z mojego nowego dataloggera, ale coś mi nie pykło.

Tak, czy siak...

POZDROWER!


Dane wyjazdu:
55.54 km 0.00 km teren
02:31 h 22.07 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Odwiedziny.

Wtorek, 14 czerwca 2011 · dodano: 21.06.2011 | Komentarze 1

Jest już czerwiec. O Boże, połowa czerwca. A więc: Szkoła ogarnięta, koniec latania za ocenami, prawko zdane, koniec stresów i nerwów, osiemnastka za mna, koniec z przygotowaniami, załatwianiem i bieganiem po to, tamto i sramto.

Jednym słowem, powinienem wreszcie usiąść na rowerze, zwłaszcza, że dostałem od dziewczyn Mainnav MG-600W z GPS i Bluetooth. Miło samemu sobie wybrać prezent;)

Przeszkoda w jeździe było niedawno odebrane "prawko", generalnie bawiłem się w szofera rodziców i znajomych. Eh, wygodnsie!

No i poza tym, dostałem jeszcze dwie książki, oczywiście o tematyce rowerowej. To jest: "Przez świat na rowerach w dwa lata" i album wydany z okazji 100 lecia Tour de France. W tym roku szkolnym nie przeczytałem ani jednej lektury, a te dwie pozycje pochłonąłem w dwa tygodnie:) Chyba czas najwyższy zmienić kanon lektur szkolnych...

Ale już wracam do tematu, wiecie co mniej więcej u mnie.

Pora na rower. Stanąłem przed kolejnym zadaniem, musiałem kogoś wyciągnąć na przejażdżkę. Padło na Kalwina, który zgodził się przejechać ze mną do Bełchatowa (w zasadzie pierwotny plan mówił o Wawrzkowiźnie). Oczywiście spóźniłem się kwadrans i Adrian musiał poczekać. Wybraliśmy drogę przez Parzno, a dalej ścieżką rowerową do Bełchatowa. Zdjęć nie robiłem, bo fotografowałem te miejsca milion razy... Gdzieś koło Strzyżewic zaczął nas gonić Kacper, który ostatecznie namyślił się i również miał ochotę na mały "dżurnej".

W Bełchatowie zameldowaliśmy się u Patryka, zjawił się Kedzik i potem ruszyliśmy się tylko do parku, gdzie Kacper zaliczył glebę rowerem, potem schłodzony został moją mineralna, a na koniec dostał przypadkowo pod oko szklaną butelka, dzięki czemu przez kolejne kilka dni jego twarz zdobiło gustowne "lajpo". Swoją droga, niektórzy po prostu przyciągają nieszczęścia jak magnes metal...

Do Zelowa wróciliśmy "trasą krajobrazową" przez Ławy, Rożniatowice i Bujny;) Adrian spieszył się na plac (haa, ćwiczyć górkę i rękaw, stresować się przed egzaminem! Bardzo dobrze!), Kacper dowlókł się za nami z opóźnieniem (standard), tak więc pokręciłem się jeszcze po moim Szeylowie (stara, czeska nazwa Zelowa, jakby co).

Ale już czuję się rowerowo "rozruszany". Pozytyw i to galanty;)

______________________________________________________________________________

&feature=related

Dobre na refleksje...

______________________________________________________________________________

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
79.26 km 0.00 km teren
03:38 h 21.81 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Zbiorczo...

Wtorek, 31 maja 2011 · dodano: 21.06.2011 | Komentarze 0

Wszystkie kilometry "wypedałowane" we wszystkich innych chwilach i celach, które nie zasługiwały na osobny wpis, czyli: sklep, impreza, kurs po zeszyt i takie inne pierdoły...

I coś, co ostatnio mną kręci:

&feature=related

Pozdrower Ludzie!


Dane wyjazdu:
13.76 km 0.00 km teren
00:40 h 20.64 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Nieszczęsna końcówka wydechu...

Piątek, 27 maja 2011 · dodano: 21.06.2011 | Komentarze 0

Pierwsza przejażdżka samochodem i...
... odchudziłem tatusiowi Mesia o końcówkę wydechu. Nie, nic się nie urwało, tylko zgubiłem chromowana, ozdobna końcówkę wydechu... Szkoda, bo ładna była, "łoryginalna":)

Fader oczywiście tego nie zauważył, a samochód jawnie wygląda "łysiej", jak dla mnie, skoro będąc 100 metrów od auta, zauważyłem owy brak.

Przejażdżka rowerem w poszukiwaniu pierdółki nie przyniosła pozytywnego rezultatu. Pokręciłem trochę po okolicy, gdzie jechałem , zmokłem i tyle...

A teraz zoo, zoo, zoo, zoo, zobacz, zobacz, zobacz:

&feature=related

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
10.57 km 0.00 km teren
00:30 h 21.15 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Stary cmentarz.

Środa, 25 maja 2011 · dodano: 21.06.2011 | Komentarze 0

Bardzo krótko... Ale na nic więcej nie miałem sił i ochoty. Ostatnimi czasy czuję się wypompowany, sflaczały i zmulony...

Zebrałem się jednak w sobie i pojechałem z Kacprem za Pożdżenice, żeby pokazać mu stary, opuszczony, zaniedbany niemiecki cmentarz.

Generalnie dość klimatyczne miejsce. To dziwne, ale podobało mi się tam... Oj.

Tablica nagrobkowa © causeilovemybike


Krzyż... © causeilovemybike


Pozdrower!


Dane wyjazdu:
69.05 km 0.00 km teren
02:41 h 25.73 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

Szczerców.

Wtorek, 24 maja 2011 · dodano: 21.06.2011 | Komentarze 1

Po powrocie ze szkoły zastanawiałem sie, w jakim kierunku udać się rowerem. Zagadnąłem babcie, z nadzieją, że może podrzuci mi jakąś myśl i to było to. Okazało się, że dziadek pojechał do Szczercowa, żeby ogarnąć ganek u swojej siostry - cioci Lodzi;)

Tak więc pojechałem do Szczercowa żeby się dziadkowi pokazać i być może pomóc;)

Trasa była taka (zapisałem na kartce, żeby nie zapomnieć):
zelów - Tosin - Krześlów - Szczerców - Trakt Puszczański - Szczerców - Chabielice - Szczerców - Trakt Puszczański - Szczerców - Krześlów - Zelów.

To bardzo niedobrze, że tak długo ociągałem się z dodaniem tego wpisu, bo zapewne wiele złotych myśli i refleksji na temat tego dnia mi umknęło. Ale cóż, takie jest życie, miałem w ostatnim czasie ogrom zajęć, co chyba widać na moim "zakurzonym" i opustoszałym blogu.

Ale dobra, już zaglądam w otchłań moich myśli i postaram się coś wyciągnąć z moich wspomnień. No tak, z notatki, która teraz mam przed sobą wynika, że tego dnia był trochę wmordewind, ale było ciepło, miło i przyjemnie. U cioci zjadłem Jajecznice i pomagałem dziadkowi przy remoncie tego ganku.

Gdy już się napracowałem, pojechałem zobaczyć "górę", która została usypana z ziemi wydobytej z okolicznej odkrywkowej kopalni węgla brunatnego:

Prawie jak w górach... © causeilovemybike


Dalej udałem się do Chabielic:

Kościół parafialny pw. św. Michała Archanioła w Chabielicach © causeilovemybike


W tym kościele, prawie 50 lat temu, ślub brali moi dziadkowie. Świątynia jak stała, tak stoi, a dziadkowie jak byli razem, tak nadal są i mają się dobrze;)

Naprzeciw kościoła znajduje się mały placyk, na którym umieszczony został głaz i tablica, w wszystko to, by oddać cześć poległym w czasie wojny mieszkańcom wsi...

W hołdzie poległym Chabieliczanom... © causeilovemybike



Chciałem także zobaczyć z bliska kopalnię, ale niestety wszystko jest skrzętnie pozastawiane, zagrodzone, zabezpieczone, a już z daleka krzyczą do Ciebie tablice zakazujące wstępu:

Zakaz wstępu! © causeilovemybike


Wracając z powrotem do Szczercowa sfotografowałem zwałowisko z oddali:

Zwałowisko koło Broszęcina © causeilovemybike


Znowu zagościłem u cioci, trochę pomogłem dziadkowi, pokręciłem się po okolicy i postanowiłem wracać do domu.

Przed Krześlowem, w Wypychowie, poczułem "małego głoda" i wstąpiłem do sklepu. Kupiłem jakiś napój i batona, zapłaciłem dwudziestozłotówką (powodzi się, nie?) i miałem obawy, czy pani sprzedawczyni zdoła uzbierać dla mnie resztę. Cięższy o zakupy i całą garść klepaków wróciłem do Zelowa;)

Pozdrower!