Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Dane wyjazdu:
26.65 km
0.00 km teren
01:28 h
18.17 km/h:
Maks. pr.:52.60 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Niedziela w "krzaczorach"
Niedziela, 3 kwietnia 2011 · dodano: 05.04.2011 | Komentarze 8
Sobota była nierowerowa, z racji tego, że świętowaliśmy rozpoczęcie sezonu działkowego, grillowego, ogniskowego, czyli najprościej rzecz ujmując balowaliśmy u mnie na działeczce.Po takim towarzysko energicznie spędzonym wieczorze i części nocy, należało wyciszyć się w niedziele i w małym gronie wyruszyć na łono natury. Konkretnych planów nie mieliśmy, nawet skład nie był do ostatniej chwili całkowicie znany.
Po 12.30 wpadłem do Łukania i wspólnie udaliśmy się do Kacpra, na którego oczywiście musieliśmy poczekać, bo nas o to poprosił wychylając mokry łeb przez okno łazienki.
Gdy w końcu trzecie ogniwo naszej rowerowej niedzieli wyszło do nas ubrane w dres, założyłem mu magnes do licznika i wybraliśmy się w drogę.
Dla odmiany mieliśmy pod wiatr (jadąc do Kacpra pędziliśmy pchani podmuchami). Zatrzymaliśmy się pod sklepem, gdyż Łukaniu chciał zaopatrzyć się w jakiś napój na drogę.
Ruszyliśmy przez Zelów, minęliśmy kościół, w którym akurat odbywało się nabożeństwo, przejechaliśmy przez Mauryców, a potem zaczęła się moja aria;) Żeby było wesoło śpiewałem co przychodziło mi do głowy, począwszy od "Jingle bells", poprzez "Wiosnę" Skaldów (wiecie: "Wiosna, cieplejszy wieje wiatr", to co w reklamie Primavery) kończąc na pieśniach religijnych. Dosłownie. Aż dziwne, że chłopaki to znieśli. Być może uratowało ich to, że jechali znacznie za mną i nie wszystko dokładnie do nich docierało. Nie dziwię się, że trzymali się tak z tyłu;)
Pierwszy przystanek zrobiliśmy całkiem niedaleko, bo za Maurycowem. Musieliśmy wreszcie zastanowić się dokładnie dokąd jedziemy! Padło na jakąś nieznaną mi leśniczówkę za Strzyżewicami, gdzie Łukaniu był kiedyś na biwaku. Nie pamiętał on oczywiście dokładnie którędy trzeba jechać, by trafić do miejsca, Bartek, do którego zadzwonił po "konsultację" też dokładnie nie wiedział. Stwierdziliśmy, że pojedziemy do Strzyżewic, a tam "jakoś będzie", zapytamy kogoś, a może Łukaniowi coś się przypomni. Ściągając z bagażnika butelkę po Oshee, w której miałem moją ulubioną herbatkę malinową polałem sobie rower i bluzę, którą musiałem potem wieść w rękach, by ją wysuszyć;)

Upss, rozlało się...© causeilovemybike
I tak na marginesie, te rowerowe koszulki z Lidla są całkiem w pytkę;)
Popedałowaliśmy walcząc z wiaterkiem i górką, jedyną taką fajna w okolicy, w stronę Sromutki, a następnie wylądowaliśmy w Strzyżewicach. Łukaniu doznał olśnienia, pokierowaliśmy się zgodnie z jego wskazówkami, jechaliśmy przez pola, wiatr delikatnie chłodził, a było co chłodzić, na licznikowym termometrze wyskoczyło bowiem 24,8 st. Celsjusza!
Wreszcie postanowiliśmy zasięgnąć informacji u "miejscowych". Zaparkowaliśmy maszyny pod bramą pewnego domu i zadzwoniliśmy do drzwi. Otworzyła nam bardzo ładna dziewczyna, szczuplutka, miała świetne nogi, bardzo ładny uśmiech. Ekhm, taak, nie wiedziała dokładnie którędy trzeba jechać na ową tajemniczą leśniczówkę, wyjaśniła jednak, że musimy minąć jeden dom, potem napotkamy kolejny, ale opuszczony, niezamieszkały, a następnie będziemy mieli większy problem, bo droga dalej jest chyba nieprzejezdna.
Okazało się, że wszystko było dokładnie tak jak miła piękność nam wyklarowała. Minęliśmy jeden dom, aż zatrzymaliśmy się przy tym opuszczonym. Takie miejsca mają swój klimat, są trochę tajemnicze. Budynek nie był w bardzo złym stanie, dach był w całkiem dobrym stanie, brakowało szyb w oknach i drzwi. Wywnioskowaliśmy, że domostwo zostało niedawno opuszczone, bo w sąsiadującej bezpośrednio z częścią mieszkalną oborze (typowe stare budownictwo) był nowy wodomierz i kran, z którego leciała woda.

Opuszczony dom.© causeilovemybike
Naprzeciw domu znajdowała się stara szopa, w której wisiało nawet pranie!

Stara szopa.© causeilovemybike
Po obejrzeniu wszystkiego dokładnie zrobiłem jeszcze zdjęcie mojemu rowerowi, który leżał sobie grzecznie na tle jakiegoś rozebranego budyneczku, o czym świadczyła kupa gruzu;)

Trans Alp na tle gruzu.© causeilovemybike
Swoją droga, to ciekawe dlaczego pan Ireneusz Sinka (takie nazwisko odczytaliśmy z tabliczki zawieszonej na ścianie domu). Pewnie umarł i teraz nie ma kto zająć się domem. A z jego okiem jest taki fajny widok na całe połacie pól i las...
Po odjeździe spod opuszczonego domu jechaliśmy bardzo ciekawymi drogami. Błoto, woda, kałuże, dziury. Ale to był fun!

Było trochę błoto© causeilovemybike
Ten akurat odcinek znajdował się w kotlinie, gdzie spływały wszelkie wody, stąd takie jakby bagno, w którym prawie utopiłem trampka;) Dobrze, że Kacper pomógł mi wyjść z tej pluchy. A Łukaniu spryciarz przejechał sobie gdzieś bokiem;)

Nasze słit brudne buty.© causeilovemybike
Ale było całkiem uroczo;)

Gdzies przy bagnach...© causeilovemybike
W dalszej części trasy zaczął szwankować mi telefon, który się zawiesił, przez co nie mogłem zrobić zdjęcia i w czasie, kiedy ja walczyłem z tym ustrojstwem chłopaki pojechali sobie przodem i odpoczywali na mostku;)
Ale udało mi się zrobić jakieś zdjęcie:

Panorama no. 1© causeilovemybike
Nie do końca jestem zadowolony z tych panoram, trzeba robić to bardzo dokładnie, a poza tym obiektyw w moim telefonie ma jakąś skazę, bo widoczna jest plama na każdym zdjęciu.
Dojechałem do chłopaków, którzy konwersowali na moście. Rozłożyłem tyłek na ziemi, wystawiłem gębę do słońca i zacząłem suszyć trampki, i czyścić je z tego całego dziadostwa. Po tym jak ogarnąłem sytuację sfociłem takie dwie rzeczy:

Kolejna rzeczka i krzaczory© causeilovemybike

Trawki, bagna...© causeilovemybike
Po relaksie na mostku musieliśmy przedrzeć się przez kawał lasu, trochę przeszkadzały liczne na ścieżce gałęzie i dziury, ale było bardzo zabawnie i strasznie mi się to podobało, wydaje mi się, że chłopakom też;)
Postanowiłem zrobić jeszcze jedną panoramę, tym razem lasu:

Panorama no. 2© causeilovemybike
I wybrałem jedno, normalne zdjęcie:

Przez las...© causeilovemybike
Łukaniu pojechał przodem, Kacper początkowo tez robił zdjęcia, ale po pewnym czasie tez odjechał. Po chwili dogoniłem jednak chłopków. Musieliśmy pokonać piaszczysty odcinek trasy. W zasadzie nie mieliśmy większego pojęcia, gdzie dokładnie jesteśmy. Jako, że w brzuszkach zrobiło się nam już pusto, stwierdziliśmy, że może udamy się do domów. Wydawało nam się, że jedziemy w stronę Janowa, podróżowaliśmy bowiem przez bardzo ładne lasy, z okazałymi drzewami, a takie właśnie charakterystyczne są na Janowie (jeździłem tam kiedyś z dziadkami na grzyby i jagody). Na moment wyjechaliśmy z lasy i znaleźliśmy się na otwartej przestrzeni, w oddali widziałem jakiś budynek, gdy nagle Łukaniu wykrzyknął, że to jest właśnie to miejsce. Haha, trafiliśmy przez przypadek;)
Po dokładnym obejrzeniu miejsca okazało się, że jest to siedziba zelowskiego koła łowieckiego, które nazywa się Ostoja "Matecznik"
Oto kilka zdjęć z tego miejsca. Spędziliśmy tam dość dużo czasu rozglądając się i relaksując:

Koło Łowieckie "Matecznik" w Zelowie© causeilovemybike
Na stoliku pod wiata stała smutna i pusta butelka po "Pliskiej":

Butelczyna!© causeilovemybike
Zrobiłem zdjęcie okiennicom, kominowi i wszystkim innym dla mnie ciekawym szczegółom. Jak napisałem, ciekawych dla mnie, dla Was być może niekoniecznie:

Okiennice.© causeilovemybike

Komin.© causeilovemybike
Chłopaki tez łazili dookoła i oblookiwali teren:

Łukaniu tez sie rozglądał. I Kacper.© causeilovemybike
Obowiązkowo musieliśmy tez zrobić sobie zdjęcie grupowe. Nieco trudno było ustawić telefon na krzywym pinku, ale dałem rade:

Co za trójca!© causeilovemybike
Bardzo podobał nam się drewniany pomnik-rzeźba usytuowany w tym miejscy w 2006 roku z okazji 50-lecia istnienia Koła Łowieckiego "Matecznik":

Ostoja "Matecznik"© causeilovemybike
Warto zwrócić uwagę na szczegóły wykonania, ktoś musiał sie przy tym solidnie napracować:

Ale się ktoś narzeźbił!© causeilovemybike

Efektowne i precyzyjnie© causeilovemybike

Darz Bór!© causeilovemybike
Potem poszliśmy na pobliski mostek, z którego był taki widok:

Widok z mostku na rzeczkę.© causeilovemybike
W wodzie było dużo gałęzi, mało tego, znajdowały się w niej również betonowe płyty. Zastanawiam się jaką funkcję miały by spełniać w rzeczce płynącej przez środek lasu...
Obok mostku dostrzegłem tez żółte roślinki, tez chciałem mieć swoje wiosenne zdjęcie kwiatka:

Wiosna w pełni!© causeilovemybike
Szkoda, że nie odróżniam, czy jest to mlecz polny, mniszek lekarski czy podbiał pospolity. Wszystko żółte i mi się miesza;) Ale możecie pomóc, jeśli wiecie.
Razem z Łukaniem wgramoliliśmy się pod most, by zrobić niecodzienne zdjęcie. Bo chyba zbyt często nikt nie robi sobie fotek w takich miejscach, prawda?

Under the bridge.© causeilovemybike
Spędziliśmy już tutaj wystarczająco dużo czasu, doskwierał nam głodek, że tez nie pomyśleliśmy o zabraniu prowiantu na wycieczkę. Droga powrotna była już prosta, Łukaniu sobie przypomniał jak kiedyś z tego miejsca wracali. Okazało się, że cały czas krążyliśmy bardzo blisko Ostoi, jak mówią, najciemniej pod latarnia;)
Pstryknąłem jeszcze jedną panoramę na polach:

Panorama no. 3© causeilovemybike
Po wyjechaniu z lasu i ja zacząłem rozpoznawać ta drogę. W wakacje zapuściłem się tutaj samotnie rowerem, ale nie wjeżdżałem do lasu, tylko zawróciłem z powrotem na drogę asfaltową. Byłem tutaj także z moimi dziadkami na wycieczce. Kurde, ale ja okolicy zwiedziłem dzięki moim dziadkom!
Minelismy także niestety dość częsty ostatnio obrazek, czyli wypalanie traw. Ale żeby było ciekawiej, pomysłowy człowieczek wypalał trawę z rowu, przy którym tuż obok znajdował się stary, wysuszony, drewniany płot. Oczywiście nikt tego procesu nie pilnował. Zważywszy na wietrzną pogodę i okoliczności niewiele trzeba było, żeby zaczęło się nieźle "hajcować". Potem będzie płacz i zgrzytanie zębów, jak się chałupa spali;/
Dalej na szutrowym odcinku drogi z górki wiatr wiał nam w plecy, bez większego pedałowania jechałem 46 km/h. Szybciej bałem się jechać, bo bądź co bądź droga nie była perfekcyjnie równa, a po co wywalić się przez jakiś cholerny kamyczek;)
Wykonałem jeszcze jedno zdjęcie, widać na nim jak trawy falowały na wietrze, to naprawdę najtrafniejsze i najpełniejsze podsumowanie naszego bardzo udanego, ciekawego i miłego, choć nie najdłuższego wypadu;)

Trawy na wietrze.© causeilovemybike
Na górce w Sromutce wypedałowałem 52,6. Trochę bujało, bo w sobotę nieco skrzywiłem tylne koło. Ale z pewnością da się tam wycisnąć sporo więcej, sprawdzę to;)
Ahh, tak się zająłem moimi prędkościowmi "dokonaniami" (celowo ujęte w cudzysłów), aż zapomniałem wspomnieć jakie ładne rowerzystki spotkaliśmy;) Akurat zatrzymaliśmy się koło koszy na butelki, kiedy podjechały do nas dwie dziewczyny na rowerach i zapytały, którędy dojadą do Zelowa;) Z takimi kompankami moglibyśmy jechać nawet i na koniec świata. Zwłaszcza z ta blondynką;)
Podsumowanie:
Kilometrów nie dużo, ale wypadzik naprawdę udany, ciekawy i dość spontaniczny. Średnia jak to średnia, kiedy jeździ się po terenie, a nie ma się MTB, tylko trekkinga;) Następnym razem zabierzemy ze sobą jakieś jedzenie, by móc powłóczyć się dłużnej. Oby tylko pogodowo było podobnie, a będzie świetnie!
_______________________________________________________________________________
Dzisiaj Czesław trochę inny:
&feature=related
_______________________________________________________________________________
PozdRower!
Dane wyjazdu:
39.05 km
0.00 km teren
01:51 h
21.11 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Prima aprilisowy wypad do Bełchatowa.
Piątek, 1 kwietnia 2011 · dodano: 02.04.2011 | Komentarze 5
W piękny, primaaprilisowy dzień przyszło mi pojechać do Bełchatowa. Musiałem pojechać z chłopakami do naszego znajomego ze Sztabu, gdyż musiał nam wyjaśnić to i owo w kwestii zbliżających się manewrów ratowniczych. Oczywiście ja wybrałem jako środek transportu rower, reszta zaś powiozła tyłek autobusem.Co do piękności pogody to nie było tak do końca pięknie. Wiatr mnie zaskoczył, bo niezależnie od tego, w którą stronę jechaliśmy, to i tak wiało nam w twarz, ewentualnie w "przodo-bok".
Tak w ogóle postanowił wybrać się ze mną Przemek. Rozumiem dlaczego, raczej większość chciała by zwolnić się w piątek po drugiej lekcji i pojechać rowerem w siną dal;)
Przemko miał trochę przekichane, dlatego że jego rower nie został skonstruowany na dłuższe wycieczki po asfalcie, ale dawał dzielnie radę. Mi generalnie jechało się dobrze, wiatr mnie nie irytował specjalnie, wszystko dzięki odpowiedniej dawce Czesława;)
U Wasyla posiedzieliśmy, dowiedzieliśmy się wszystkiego co najważniejsze, gadu gadu, nie ma sensu opowiadać.
I przyszedł czas na powrót. Jeszcze wstapiłem do Empika i kupiłem sobie kwietniowego Rowertour`a:

RowerTour. Będzie co czytać;)© causeilovemybike
Akurat w momencie, kiedy kupowałem gazetkę zaczęło solidnie padać, na całe szczęście nie trwało to długo, jednak ludzie biegali, jakby bali się, że deszcz może ich skrzywdzić, haha:

Mały, szybki deszczyk.© causeilovemybike
Wpadliśmy też do Biedronki po coś do picia, płyny trzeba uzupełniać! I rowerowy tez odwiedziłem, bo szukam nowej stopki do roweru, bo na tej Trans Alp stoi zdecydowanie niezdecydowanie;) Kiwa się, buja, pochyla, mamma mia!
Wkurzyła mnie tez jedna dziewczyna o niezbyt inteligentnym wyglądzie, która spacerując ścieżką dla rowerów stwierdziła co cytuje: "Kurwa, tylko tymi rowerami tu jeżdżą". A co ma jeździć po ścieżce rowerowej? Trolejbus czy może furmanka? Głupich nie sieją, sami się rodzą...
Kiedy wyjechaliśmy na 484-ke wiedziałem, że nie będzie łatwo. Momentami galancie dmuchało. Tak więc pojechaliśmy trasą krajoobrazową, tak ją nazwałem, czyli przez Ławy, Rożniatowice, Ostoję, Grabostów, Bujny Księże i Szlacheckie aż do Zelowa.
Goniła nas chmura, wiało, dmuchało, kurzyło, ale jakoś było;) Słońce raz zachodziło, potem znów się pokazywało, mimo wszystko jednak było ciepło.

Ale chmurska!© causeilovemybike
Jeszcze dwa sielskie obrazki:

Widok za Ławami.© causeilovemybike

Droga wśród pól© causeilovemybike
Mam jeszcze w zanadrzu zdjęcie rozjechanej żaby, ale mam obiekcje co do wstawienia go, bo estetycznie to nie wygląda, z racji tego, że wylazły jej wnętrzności. Zastanawiając się nad tym pod bardziej biologicznym aspektem może być to dość ciekawe;) Jak chcecie foto rozjechanej żaby to piszcie w komentach i wrzucę, haha;)
Do domu dotarłem trochę po 15, znów szybki prysznic i popędziłem na wykłady;)
_____________________________________________________________________________
Czesław i jego piosenka pasująca do rozjechanego żabiego tematu:
&feature=related
_____________________________________________________________________________
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
30.76 km
0.00 km teren
01:16 h
24.29 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Po szkole, po okolicy...
Czwartek, 31 marca 2011 · dodano: 01.04.2011 | Komentarze 4
Tak jak zwykle ostatnio, zaraz po szkole miałem ochotę wybrać się na jakiś mały journey. Miałem jednak questa do zrobienia, tzn. odprowadzić koleżankę do domu, bo się źle czuła. Dobrym kolegą jestem, nie? A więc odprowadziłem ją i doszedłem do wniosku, że bardziej zmęczyły mnie 2 kilometry pokonane pieszo niż 30 na rowerze. Ano bywa. Zwłaszcza, jeśli w pieszej przechadzce towarzyszył mi Kacper, który lubi zasypywać pięcioma milionami teorii na jakiś tam temat i pytać o trzy tysiące różnych spraw. Jak małe dziecko, haha;)W efekcie wróciłem do domu tak, jakbym kończył po 6, a nie pięciu lekcjach. Ale nadal miałem sporo czasu na przejażdżkę. Wszak na 17 teoria na prawko, więc trzeba się trochę w międzyczasie jeszcze ogarnąć.
Ale okej, do rzeczy. Trasa prezentowała się następująco: z Zelowa drogą wojewódzką numer 484 pokierowałem się przez Bachorzyn, a następnie do Buczku. Tam chwile porozglądałem się dookoła i odpocząłem moment, bo niestety troszkę dmuchało co chwila, ale było generalnie okej. Szczęściarze z Buczku mają już drugiego Orlika, a w Zelowie budowa pierwszego stanęła i jakoś nie zanosi się na dalszą pracę. Wszystko bowiem przez firmę, która zeszła z placu budowy i Urząd Miasta w Zelowie stracił dofinansowanie. Teraz tylko będą się ciągać po sądach, a dzieciaki jak nie miały co robić, tak nadal nie mają;(

Drugi Orlik w Buczku.© causeilovemybike
Po postoju i kontemplacji na temat bezsensowności mieszkania w moim mieście wskoczyłem na 483-kę i minąłem szkołę, a tam kolejnego Orlika, na którym dziewczyny grały w kosza. Aż sobie przystanąłem i popatrzyłem. Grały całkiem dobrze, na pewno lepiej niż ja, bo ja i gry zespołowe to raczej niezbyt wesoła sprawa;)
I w tym miejscu musiałem zawiązać drugą "kokardkę" przy trampku, bo sznurówka uparcie wkręcała mi się w pedał. Pamiętam, że kiedyś mama tak mi wiązała buty, żebym sobie zębów przez te całe długaśne sznurówy nie powybijał:)

Na dwie kokardki też dobrze!© causeilovemybike
Potem już szybko prułem droga i podziwiałem widoki: rozjechane zwierzątko na jezdni, nie wiem co to mogło być, chyba jakiś lis albo wiewiórka, bo dostrzegłem idealnie "wyprasowane" przez koła samochodów rudawe futro;) Dalej mogłem podziwiać cały fotel wrzucony do rowu, nie robiłem zdjęcia, bo szkoda było się dla widoku takiej kategorii zatrzymać. Aha, jeszcze pięknie porozpierdzielany bok asfaltu i pokrzywiona barierka, prawdopodobnie po jakiejś ostrzejszej akcji na drodze co całkiem możliwe, bo jeżdżą tędy jak wariaci. Mówię też o tym dlatego, że szukając jakiś przyjemniejszych rzeczy do podziwiania mało co w to cholerstwo nie wjechałem, a mogło się to zakończyć co najmniej kilkoma wizytami u protetyka.
W Krześlowie zatrzymałem się nieopodal starego dworku, który aktualnie znajduje się w prywatnych rękach. Miałem nadzieję, że "prywaciarz" doprowadzi go do dobrego stanu, ale jak widać po latach, kiedy budynek niszczał należąc do państwa, tak dalej jest w opłakanym stanie. A wielka szkoda, bo można z tego by zrobić naprawdę ciekawe miejsce...

Dworek w Krześlowie© causeilovemybike

Dworkowe drzewo.© causeilovemybike
Przejeżdżając przez Sobki wreszcie mogłem jechać swobodnie, wiatr w plecy, samochodów mniej, nawet wielkie i częste dziury w drodze jakoś przebolałem. Spotkałem łódzkiego taksówkarza, który na poboczu drogi w aucie bawił się laptopem. Mijałem również starszego pana na trekkingu, który podróżował z ogromniastym plecakiem na plechach. Miałem ochotę go zapytać skąd/dokąd jedzie z takim bagażem, ale czas gonił, nie mogłem się spóźnić na zajęcia. A, jeszcze stary ciągnik z dwoma, wielkimi, wypchanymi ponad możliwości drewnem przyczepami, fajne było to, że ciągnik to jakiś stary grat, ale miał zabawnie komponującą się z resztą gwiazdę Mercedesa na masce. Eh, Sobki;)
Dalej do Wypychowa, znowu na 484-kę, do Łobudzic, koło Patyków i budującego się w bardzo szybkim tempie centrum weselnego, następnie do Bujen, gdzie wystraszyła mnie starsza babka w czerni, która wyskoczyła nagle zza przydrożnej kapliczki niczym zjawa, brrrr... Na drodze między Bujnami a Zelowem złapał mnie jeszcze mały, orzeźwiający deszczyk;)
A potem już tylko do domciu, szybki prysznic i fruu uczyć się teorii jazdy samochodem;)
PozdRower!
Dane wyjazdu:
14.76 km
0.00 km teren
00:32 h
27.67 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:19.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Szybkie wykopywanie drzewa;)
Środa, 30 marca 2011 · dodano: 30.03.2011 | Komentarze 6
Ostatnia lekcja to wf. Ze śmiechu bolał mnie brzuch. Jeszcze nigdy nie zmęczyłem się na wf-ie ćwiczeniami, bardziej męczył mnie śmiech, mój własny. Ale jak się ma takie poczucie humoru i taką genialną klasę, to ciężko się nie jarać cały czas;)Do domu wróciłem krótkich spodenkach, nie chciało mi się przebierać, tak było genialnie ciepło! Ahh. Termometr w cieniu wskazywał 13 stopni Celsjusza, ale w słońcu było około 19-20. Tak wskazywał termometr w moim liczniku.
Dzisiaj pojechałem nieco inną trasą, bowiem jechałem przez Zelówek-Bocianichę-Kolonię Kociszew-Kociszew-Bujny Szlacheckie-Bujny Księże. Podróżowałem w spodniach 3/4 i bluzie, co spotkało się ze zdziwieniem ludzi, którzy mnie mijali. Wszyscy w czapkach, kurtkach, nie rozumiem tego, haha. Jedynie trzy panie z kijkami do nordic walkingu były po ludzku, lekko ubrane.
Dzisiaj osobny paragraf poświecę mojej średniej prędkości. Jak dla Was, to nic specjalnego zapewne, ale dawno mi się tak szybko i dobrze nie jechało. Wiaterek trochę podmuchiwał, ale chyba dzięki tej przyjemnej temperaturze byłem jakoś bardziej pozytywnie nastawiony do wszystkiego.
Idąc tropem mojego pozytywnego nastawienia, przejeżdżając koło działki, wstąpiłem na nią i wykopałem ucięte jeszcze tamtego roku drzewo. Zdaje się, że była to wiśnia. Zostały jeszcze dwie śliwy, ale jeśli tylko pogoda dopisze i pozytywnie mnie nastroi, to i nimi się zajmę:)
Szybkie foto z szybkiej przejażdżki:

Szybkie zdjęcie.© causeilovemybike
Dzisiaj udało mi się wcisnąć rower między szkołę a teorię na prawko, ale jutro i w piątek może być gorzej. Niestety...
_______________________________________________________________________
Kolejna porcja Czesława, to mnie ukoi, ale nie otumani. Yyy?
_______________________________________________________________________
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
14.22 km
0.00 km teren
00:40 h
21.33 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Mycie i pucowanie;)
Wtorek, 29 marca 2011 · dodano: 29.03.2011 | Komentarze 1
Dzień upłynął mi głownie ma myciu, pucowaniu, skrobaniu i odkurzaniu. Nie musiałem dzisiaj iść do szkoły, więc wyspałem się i miałem dużo chęci do pracy.Na pierwszy ogień poszedł samochód taty, który musiałem wyczyścić wewnątrz po wyprawie taty i kolegów na ryby do Kołobrzegu.
Następnie wychuchałem swój rower. Nie ma sensu dodawać zdjęcia, gdyż Lalunia jest zawsze czysta, tym razem jest praktycznie sterylna, a poza tym jej zdjęcie jest w zasadzie w każdym wpisie, co mogłoby zakrawać na obsesję;)
Ale to wam pokażę:

Oł maj Gasz!© causeilovemybike
Kidy zobaczyłem jak wyglądają obręcze w rowerze mojej babci dosłownie myślałem, że padnę! Kochana babcia ma wnuka prawie maniaka jeśli chodzi o czystość roweru, a sama jeździ taki pordzewiałym rowerem?? Co za wstyd. Hahaha!
Wziąłem się do pracy, popucowałem trochę, efekt był zadowalający;)
Po skończonej pracy i spełnieniu dobrego uczynku pojechałem polansować się moim czystym rowerem po Zelowie, zajrzałem na działkę, gdzie znowu trochę ogarnąłem. Wiosna idzie, sezon działkowania się zbliża!
A kończąc obejrzyjcie zachód słońca sfotografowany telefonem w niedzielę zdaje się na "między" (takie legendarne miejsce w Zelowie)"

Zachód słońca na "między"© causeilovemybike
I po krótce to chyba na tyle:)
PozdRower!
Dane wyjazdu:
11.48 km
0.00 km teren
00:34 h
20.26 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Nic niezwykłego.
Poniedziałek, 28 marca 2011 · dodano: 28.03.2011 | Komentarze 3
Żadnych ciekawych rzeczy nie napisze. Ot, takie jeżdżenie tu i tam, musiałem załatwić kilka spraw, pojechałem z Łukaniem zapytać o sale na 18, na małej i szybkiej pizzy, wizyta na działce.A, miałem też dzisiaj kolejną "klientkę" z zaworem Presta;)
Zrobił mi się luz w sterze, zdaje się, że tak to się nazywa;) Będę musiał się tym zając...
______________________________________________________________
______________________________________________________________
Pozdrower!
Dane wyjazdu:
22.95 km
0.00 km teren
01:01 h
22.57 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Powkurzeniowe kręcenie.
Niedziela, 27 marca 2011 · dodano: 27.03.2011 | Komentarze 6
Powkurzeniowe - czyli czynność, którą wykonuje się po tym, jak coś lub ktoś kogoś wkurzy.Kręcenie - no, to wiecie;)
Dzisiaj planowałem dłuższą, niesamotną trasę. Niestety ekipa nie dopisała, problemy kominikacyjne + moja popędliwość sprawiła, że pojechałem sam.
A doping miałem niezły, wkurdemoliłem się niebagatelnie na moich zacnych sąsiadów, którzy imprezowali od rana. Lubie imprezy, ale nie w niedziele od 10. Co za pajace, buraki, tępaki, kretyni, imbecyle, półgłówki, zarąbańce etc etc etc... Ale miło było ich postawiać do pionu:)
Trasa wiodła z Zelowa, do Maurycowa, gdzie wykonałem zdjęcie, które okazało się rozmyte, nie dostrzegłem tego, gdyż wyświetlacz mojego aparatu jest tak bestialsko upierdzielony, a poza tym świeciło słońce;) Następnie przez "oczyszczalnię" do Pożdżenic, przejechałem wzdłuż całej tej zacnej wsi, dotarłem do drogi numer 483, która pokierowałem się do Buczku. W Buczku mały postój przed kościołem, akurat trwała msza.

Kośćiół w Buczku© causeilovemybike
Nie znam się na architekturze sakralnej, ale może DaDasik coś nam o tym może opowiedzieć:)
Potem pojechałem przez Wolę Bachorską, Malenię i Czarny las do Zelówka i następnie do Zelowa, "miasta" mego!
Pozostałe trzy zdjęcia, które nadawały się do czegokolwiek. Niestety, telepiący się obiektyw mojego ubogiego aparatu płatał figle i połowa zdjęć była niewyraźna, widać było brak Rutinoscorbinu:(
Pola uchwycone tuż za Pożdżenicami, nieco przed 483-ką:

Pola, pola, pola...© causeilovemybike
Na zdjęciu zrobionym z trochę innego miejsca doskonale widać było kominy bełchatowskiej elektrowni. Może nie do końca doskonale, bo było nieco rozmazane wyślę je do Windowsowskiego kosza;)
A tutaj, drodzy Państwo lasek i dróżka, kawałek za Buczkiem w stronę Woli Bachorskiej:

Droga przez lasek© causeilovemybike
Tutaj natomiast fotografia przedstawiająca znak ostrzegawczy. Ciekawe jest to, że kiedyś robiłem już zdjęcie temu znakowi i wysyłałem koledze z pozdrowieniami. Istotne było to, że palnął kiedyś, że doił, uwagaa, BYKI!! Jako, że młodzież jest złośliwa, dostał przydomek "doibyk".

Zwięrzęta gospodarkie ostatecznie załatwiły mój aparat.© causeilovemybike
Nic nie zmienia jednak faktu, że to zdjęcie perfidnie zabiło aparat, bowiem obiektyw się zaciął, ani drgnie w przód, ni w tył;(
Chcąc podsumować, muszę napisać, że świeciło słonce i powinno być miło, ale było trochę zimno, skostniały mi palce, powiewał wiatr, który momentami mnie denerwował i bluzgałem niemiłosiernie pod nosem. Mimo tego, osiągnąłem dość satysfakcjonującą mnie średnią:) Po okolicy roiło się od nordic walkingowców (kolejny mój neologizm), osobników na rolkach i rowerzystów-kolarzystów. Miło. A, i na Orlikach chłopaki nażynali(narzynali?) w piłę, a w Pożdżenicach pewna rodzinka grała w siatkę przez bramę. Trochę sportowa niedziela!
Trochę pisze bez sensu, ale tak to jest, jak je się na kolację kaszankę z keczupem i przegryza to korniszonem. Posiłek iście królewski!
Dziękuję za uwagę, pozdrawiam!
___________________________________________________________________________
To Roguc miesza mi w głowie!
__________________________________________________________________________
PozdRower!
Dane wyjazdu:
10.56 km
0.00 km teren
00:35 h
18.10 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Sobota po ostrym piątku.
Sobota, 26 marca 2011 · dodano: 27.03.2011 | Komentarze 2
Piątkowy wieczór, noc w zasadzie też, mogę określić tylko jednym słowem: OSTRO. Nie muszę chyba bardziej tego tematu rozwijać. Ostre piątki mają do siebie to, że potem nadchodzą sobotnie poranki. Nie było jednak jakoś strasznie źle, na całe szczęście. Nie mniej jednak niesmak pozostał. Lenistwo i niezdecydowanie chciały mnie opanować. Przez pól dnia wybierałem się na rower.Na całe szczęście przyszedł mi z pomocą Beton, który nie chciał kisić się w domu i wyjął swój od dawna nieużywany rower (uroki zrobienia prawka). Myślał z kim to by się przejechać i oczywiście, że wymyślił najlepiej jak mógł. Zgadaliśmy się, wybrał się też Kalwin.
Trasa krótka, leniwa, w dużej mierze przez las, tak więc średnia jest taka, jaka jest;) Ale nie średnia najważniejsza;)
Kilka postojów, pogawędki, tratatata. Wylądowaliśmy "dla odmiany" na Patykach, nasz zelowski Balaton, lub jak kto tam by sobie to nazwał:)

Znowu Patyki© causeilovemybike

Dwie rzeczywistości.© causeilovemybike
Pogoda taka sobie, zimno chyba było. Tak, było zimno, kapało mi z nosa, Betonowi też, nie mieliśmy chusteczek, a wciągać gluty, za przeproszeniem, to nazbyt eleganckie nie jest;)
I tym miłym stwierdzeniem koniec części pierwszej, teraz część muzyczna:
PozdRower! Miłego pedałowania (nie zrozumieć tego opacznie!)
Dane wyjazdu:
12.57 km
0.00 km teren
00:37 h
20.38 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Rower i focenie na molo;)
Czwartek, 24 marca 2011 · dodano: 24.03.2011 | Komentarze 6
Jak wiadomo, szkoła męczy niemiłosiernie, a rower pomaga mi to przezwyciężyć. No to fruuu, zaraz po obiedzie pojechałem na przejażdżkę, był ze mną też Kacper, którego odebrałem od dziadków, bo akurat czyścił tego swojego rumaka;)Pojechaliśmy na Patyki, gdzie wpakowałem się na molo mimo tego, że było częściowo jeszcze zalane wodą. Kacper miał z tym większy problem, i uhahałem się z niego niemiłosiernie;)
Oto moje dwa dzieła z Patyków:

Patyki w innej odsłonie.© causeilovemybike
Lalunia oczywiście tez miała swoje pięć minut. Ciężko robiło się to zdjęcie, bo nie mogłem zmieścić się w kadrze z tym wszystkim, z czym chciałem, a poza tym molo się bujało i bałem się, że rower na tej badziewnej stopce nie ustoi:

Lalunia na molo!© causeilovemybike
Następnie ruszyliśmy do Zelowa, od Weroniki pożyczyłem "Moralność pani Dulskiej". Książkę przeczytałem praktycznie na raz tego samego wieczoru, wszak miała być z tego kartkówka. Ale nie było.
Za "Urzędem" sfociłem jeszcze taki obrazek:

Chmury, drzewa, domy.© causeilovemybike
W zasadzie nic na nim nie widać, tzn nie to co chciałem pokazać. Miał być zachód słońca i małe osiedle domków w Zelowie, ale chmury i słońce są chyba bardziej medialne i wzięły górę nad resztą.
A to widok na budowane u mnie w szkole obserwatorium astronomiczne. I sprawa się rypła podobnie jak na zdjęciu powyżej, nie mniej jednak kopułkę powinniście dostrzec. Znowu pierwsze skrzypce gra niebo. Uchwycone na "kuckach" w bramie mojego domu telefonem;) I przestał mi się podobać efekt miękkiego obiektywu;/

Widok z na niebo i obserwatorium© causeilovemybike
_________________________________________________________________________
See You! Pozdrower;) Dziś pierwszy dzień kursu na prawko, heh, podnieta:)
Dane wyjazdu:
20.65 km
0.00 km teren
00:58 h
21.36 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia
Wieczorna akcja.
Wtorek, 22 marca 2011 · dodano: 23.03.2011 | Komentarze 0
Po jeździe w dzień czułem niedosyt, tak więc wyposażony w muzykę w uszach wyruszyłem na objazd po okolicy Zelowa.Przez maciupeńki kawałeczek trasy towarzyszył mi Kacper, który ostatecznie odjechał do babci, ale fakt ten zaobserwowałem dopiero po jakimś kilometrze, taki byłem zafascynowany jazdą i muzyką;)
Wiatr ustał, jechało się lajtowo, spokojnie. Pojechałem przez Pożdżenice Kolonię, Krześlów, Sobki, Łobudzice do Zelowa.
Przejeżdżając koło cmentarza, który usytuowany jest wśród pól, gdzie nie ma żadnej latarni dookoła, a do domów ładny kawałek drogi czułem się fascynująco specyficznie. Lubie takie miejsca, nocą w szczególności, w połączeniu z brakiem towarzysza jeszcze lepiej to się prezentowało i oddziaływało na wyobraźnię;)
Generalnie podróżując ciemnymi polami, mając przed sobą tylko swoje debeściackie światło czułem się komfortowo i bezpiecznie. Miłe widoki, "ścieżki" latarni w oddali, miotające światła przelatujących samolotów na niebie, gwiazdy... Wolność! A jeszcze dalej ciepłe światła bijące z okien domów. Szkoda tylko, że nie miałem sposobności tego uchwycić...
I ta samotna latarnia wśród pól! Idealne miejsce na wykonanie klimatycznego zdjęcia Laluni. Niestety mój Viewty widział to inaczej prezentując mi ciemną plamę, która nijak tego klimatu nie oddawała;(
Miły akcent w policją: otóż jechałem sobie nieco slalomem przez Sobki, bo były tam perfidne dziury. W oddali widzę "koguta" radiowozu, w moich światłach odbiły się też napisy "POLICJA", a przez okno radiowozu już wystaje świecą\y na czerwono lizak. Oh, panowie może myśleli, że jedzie pijany motorowerzysta, a tu zaskoczenie: Filipek rowerkiem popina przez wiochy. Podjeżdżam i pytam grzecznie czy coś się stało, dostaję odpowiedź "No, bardzo ładnie, szerokiej drogi!". Rozumiem, że to komplement. I dobrze.
W Zelowie podjechałem do Dusi, która prosiła mnie o to, wszak miałem po drodze. Dostałem zaproszenie na osiemnastkę. Chyba nie wyrobie z prezentami i imprezami. Ale i tak się cieszę. Zwłaszcza, że Dusia powiedziała co chce dostać: licznik do roweru. No to bardzo fajnie, bo to fajna, rowerowa dziewczyna:)
Na koniec spotkałem Kacpra i Łukania, pogadaliśmy chwilę i po kilku minutach byłem już w domu;)
To był fajny, rowerowy wieczór.
_______________________________________________________________________
Lubie Roguca i Comę, więc czas na zareklamowanie kolejnego dzieła Piotra:
Chociaż w zasadzie, takiej muzyki nie trzeba reklamować, ona sama się obroni;)
PozdRower!