Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Wpisy archiwalne w miesiącu

Grudzień, 2010

Dystans całkowity:141.17 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:08:44
Średnia prędkość:16.16 km/h
Maksymalna prędkość:27.50 km/h
Liczba aktywności:9
Średnio na aktywność:15.69 km i 0h 58m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
20.16 km 0.00 km teren
01:06 h 18.32 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Zajączek;)

Poniedziałek, 13 grudnia 2010 · dodano: 13.12.2010 | Komentarze 1

Doliczam trzy kilometry pokonane z czwartek, bo jechałem do Domu Kultury na najnudniejsza akademie na świecie, która miała trwać "godzinkę, może troszkę więcej", a ciągnęła się przez, dokładnie, dwie godziny i 11 minut;/ Ble...

Dzisiaj był u mnie Przemek, żebym mu trochę pomógł z chemii. Po solidnej dawce alkanów, alkenów, alkinów i wszystkich tych chemicznych dziadostw wybraliśmy się do Malwiny pod dom, żeby porzucać jej śnieżkami w okno, ale tylko postaliśmy na ulicy, wyszedł Łukaniu. Podziwialiśmy też, jak pewien domorosły drifter wjeżdża na ręcznym na podwórko i wpada w zaspę, a następnie próbuje wyjechać, haha, dobrze tak frajerowi, taka droga to nie miejsce na kozaczenie;) A poza tym jak się nie umie, to się nie robi, ot co!

Przemek nie chciał jechać na Patyki, więc odprowadziłem go do domu, po drodze trochę sobie próbowałem ślizgów, nawet dobrze mi szło, kilka razy wykręciłem epickiego bączka. Uczyłem też Przema podskakiwać fajnie z rowerem. Sam tak skakałem nad zwalniaczami, ze mi się trochę koło przesunęło, jejjkuu, co za shit...

A potem stwierdziłem, że muszę trochę sobie podnieść średnią, więc udałem się na poszukiwanie drogi, na której można się rozpędzić;) Okazało się, że Kościuszki, Sienkiewicza i Piotrkowska są idealne i takim sposobem znalazłem się w Łobudzicach. Następnie jadąc koło Patyków, słuchałem Imi Kamoze - Here comes the hotstepper i wystraszył mnie szaraczek, który nagle przepierdzielił przez drogę. Prawie się wyrąbałem.

Droga Zelów-Bujny Szlacheckie niestety nie była taka lajtowa, raz wyrzuciło mnie z koleiny i zakręciłem się jak karuzela na placu zabaw.

Potem jeszcze małe kółeczko w Zelowie, żeby na liczniku pojawiło się zamierzone 20km, a na finisz skorzystałem z śliskiej jezdni koło domu i bawiłem się hamulcami jak 10-latek ;)

___________________________________________________________________________

A teraz filmik, który wylookałem czekając na przyjazd Przemka:


I tak sobie mysle, czego ci Japończycy (i Chińczycy też!) jeszcze nie wymyśla?! Swoją drogą, zawodnicy na tych rowerkach w nogę (lub w rower?!) grają lepiej niż ja w realu w halówkę na wf-ie.

Zwróćcie uwagę na dość ciekawą geometrię tych rowerków;)






A teraz teledysk 30 seconds to Mars.



Świetnie wyglądające ostre koła z bajeranckimi Światełkami na kołach i muzyka także interesująca, miło;P Zarąbiste triksy można wyczarować na taki ostrym kole;)





A na koniec zostawiam Ini Kamozne z piosenką, o której już wspominałem;)


Gdyby nie reklama Prince Polo nie wyczaiłbym tej piosnki sympatycznej. Ahoj!



POZDROWER!


Dane wyjazdu:
20.71 km 0.00 km teren
01:15 h 16.57 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Zima jest jednak zarąbista;)

Czwartek, 9 grudnia 2010 · dodano: 09.12.2010 | Komentarze 0

Umówiłem się z Przemem na rowerowanie śnieżne;) Wyszło tak, że najpierw pojechaliśmy z moim Faderem do Bełka, trochę się polansowaliśmy po marketach, zakupiliśmy pieczarki, sałatę, 2 żarówki, potem jeszcze śledzia;)

Bardzo dobrze, że Przemo wziął swoją pompkę z Lidla, bo moja prehistoryczna pompka, a właściwie jest to pompka dziadka, więcej powietrza wypompowuje niż pompuje do dęteczki.

Już się zbieraliśmy do wyjazdu, a na moim podwórku pojawił się Szewczyk. Oczywiście nie chciał z nami iść na rower, tak więc go odprowadziliśmy i ruszyliśmy przez las.

Na Cegielnianej spotkaliśmy Kanie z mamą na rowerkach. Poczekaliśmy na niego i pognaliśmy do Łukania. On niestety również nie zdecydował się z nami pojechać.

Generalnie na Północnej Przemcio fajnie glebnął. Jedzie jedzie, pach i leży, nawet nie wiem kiedy;) Kania oczywiście cały czas marudził, że za szybko. Ratowało go jedynie to, że dał nam po mandarynce, bo inaczej bym mu chyba sprzedał kopa na rozpęd;)

Droga na Patyki była meeeeeega, równo i cudnie ślisko;)

Na Patykach zjedliśmy mandarynki, a Przemek sprawdzał słupkiem z mola twardość lodu. Wynik badania: Niezbyt twardo.

W drodze powrotnej stanęliśmy na drodze i ćwiczyłem sobie poślizgi kontrolowane, których do końca nie kontrolowałem, ha! Nie mniej jednak fajnie mi się rower ślizga;) I nawet panowie policjanci jechali, co za atrakcja;)

Oczywiście ciągle Kania był z tyłu, więc na działkach czekaliśmy na niego tak długo, ze bałem się, ze coś mu się stało. Ehhh, mam jeszcze pozostałości człowieczeństwa;)

A w domku ciepło, herbatka i kanapki by Marczello, a Jadwinia wyszła z łazienki w szlafroku z roztarganymi włosami, pełen natural, jejuuuu!!

A potem odprowadziłem Przemka do domu, Kania stwierdził, że nie będzie się z nami ścigał i sobie pojechał. No tak, jechaliśmy aż jakieś 15 na godzinę;)

Ja poczułem jeszcze potrzebę zrobienia kilku kilometrów, by dobić do dwudziestki;) Pojechałem trochę przez Zelów, fajnie było, pozamiatałem sobie galancie dupą i bardzo mi się to podoba;) Lubię zimę, taką jaka jest aktualnie za oknem, czyli na drodze malutko śniegu, a pod spodem taka fajna, równa zmarzlina, ze można się całkiem ciekawie bawić jazdą rowerem.

___________________________________________________________________

A teraz trochę muzyki:


Miłego zimowego kręcenia, nara!


Dane wyjazdu:
12.90 km 0.00 km teren
00:53 h 14.61 km/h:
Maks. pr.:27.50 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Kolejny dzień zmagań z Zimą.

Sobota, 4 grudnia 2010 · dodano: 04.12.2010 | Komentarze 2

Śnieg, zima, słońce, mrozek;) Całkiem fajna aura, więc czemu nie rower do tego dołożyć?

Tak więc wstałem popatrzyłem z zachwytem za okno, zjadłem chałkę z dżemem, trochę się pokręciłem i w godzinach blisko południowych wziąłem rower i ruszyłem. Swoją drogą rowerek miał ciepłą nockę, bo nocował w łazience, hehh, tak jak niecały rok temu Trans Alp, łza w oku się kręci. Musiałem założyć nową linkę do hamulca i w komórce nie mam ogrzewania, więc mama musiała zrozumieć, że to wyższa konieczność i przebolała, że trochę jej napaćkałem;)

Trochę odbiegłem od tematu, ale już wracam;) No i tak sobie jadę, jadę, raz do czystym chodniku, raz po zawalonej śniegiem drodze, ale generalnie pozytywnie;) I w oddali widze taką oto scenkę: Dziewczyna pcha starego poloneza atu, a kierowca dość hardo gazuje, patrze lepiej, oooo, to samochód mojego byłego-aktualnego matematyka! Biedna pani K. (żona owego matematyka) na prostej drodze się poldżerem zakopała, mimo, że śniegu za dużo nie było;) Tak to jest jak się na letnich oponkach z tylnym napędem jeździ... Nie mniej jednak pomogłem jak mogłem i panie ślizgając dupą jakoś pojechały;) Z jakim skutkiem nie wiem, zapytam pana Olka na matmie w poniedziałek.

A na działkach! Odkrycie, odśnieżyli główną alejkę, dosłownie luksus, jeżeli porównać ją z zelowskimi drogami;)

I tak oto mi się wymyśliło, że jest to Zimowa Rowerowa Autostrada Działkowa, w skrócie ZRAD!

Zimowa Rowerowa Autostrada Działkowa © causeilovemybike



Potem kółko przez Zelów, z tym wielkim kapciem z tyłu jazda po czystym asfalcie, który, o dziwo, w moim szanownym mieście spotkałem, była dość męcząca, tak więc jak przyjechałem do domu to byłem szczerze spocony;)

A potem pokonałem bardzo podobną trasę jeszcze raz, tylko po ciemku i jechało się już znacznie gorzej, więc wysuwam wniosek, że jazda rowerem zimą, kiedy jest już ciemno to nie są dwie rzeczy idące razem w parze, chyba, że dorobię się jakiegoś wydajniejszego światła przedniego, albo chociaż wymienię w starym baterie;)

____________________________________________________________________________

A z tematu muzycznego:
Aktualnie namiętnie od dwóch dni słucham Star Guard Muffin, w zespole którym wokalem zajmuje się Kamil Bednarek, kolega od reggae z "Mam Talent". I popieram idee legalizacji!



Jakoś ta muzyka lajtowo działa na człowieka, bo słuchając jej podczas jazdy rowerem mniej wkurwiały mnie te zaśnieżone drogi i nieodśnieżone chodniki, które generalnie przyjacielem rowerzysty zimą nie są;) Jakby panowie z rządu nieco zajarali w Polsce byłoby weselej, ahoj!

Pozdrower!


Dane wyjazdu:
22.40 km 0.00 km teren
01:20 h 16.80 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Zimowe zmagania;)

Czwartek, 2 grudnia 2010 · dodano: 02.12.2010 | Komentarze 2

Lubie zimę, bo jest biało, ładnie, czuje się, że nadchodzą Święta. Z drugiej jednak strony nie lubię zimy, bo jest śnieg, w zasadzie nie śnieg jest problemem, tylko jego nadmiar tam gdzie być go nie powinno.

Te marne 20 kilometrów z hakiem, to moje zmagania ze śniegiem od czasu, kiedy nam się obficie pojawił;) Generalnie jeździć się nie da, chyba tylko mogę sobie pokręcić po swoim wjeździe na podwórku, bo go odśnieżyłem gruntownie z dziadziusiem;)

Dzisiaj, na przykład, zmieniłem oponę na taką z porządnym bieżnikiem, ubrałem się podwójnie i wybrałem się na rower;) W moim kochanym miasteczku drogowcy albo jeszcze śpią, albo już śpią, bo pług widziałem w ciągu kilku dni dwa razy, zresztą i tak nic to nie pomogło, bo jak ma pomóc skoro ten cały spychacz ustawiony kilkanaście centymetrów nad śniegiem?

Drogi tragiczne, koleiny, że ja pierdole. Chodniki nie lepsze, loteria, kto z właścicieli posesji pofatygował się i odśnieżył, eh...

Zima to dla mnie okres sprzeczności... Z jednej strony zachwyca widokami, z drugiej jednak uniemożliwia (jak narazie) mi robienie czegoś, co lubię najbardziej.

Muszę się wybrać w las, tam przynajmniej kolein i rozjeżdżonego śniegu nie będzie, tylko czysta, puszysta, śnieżna pierzynka;)

____________________________________________________________________________

Ale "rower to jest świat", jak śpiewał Lech Janerka i śnieg mnie nie powstrzyma, jutro pokonam zimę;)