Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Dane wyjazdu:
70.16 km 0.00 km teren
03:01 h 23.26 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lalunia

3 w 1. Bełchatów po ran n-ty.

Poniedziałek, 18 kwietnia 2011 · dodano: 21.04.2011 | Komentarze 2

Jest to suma z trzech dni. Najbardziej owocny był poniedziałek, ale zacznę od początku.

W sobotę byłem zawalony, musiałem uporać sie z kilkoma zadaniami, na koniec zostało mi ogarnąć pedały w Laluni, bo lewy skurczybyk przestał się kręcić. Rozgrzebałem dziada z tata, ale okazało się, że brakuje kulek i w ogóle nie miałem do tego ani ochoty, ani głowy, ani zapału. No to założyłem stare pedały, oryginalne od Laluni, które kiedyś zaczęły trochę "jazgotać". Ale po leżakowaniu w komórce przez pół roku nabrały ochoty na kręcenia i działają jak "talala". Musiałem je jedynie wspomóc niewielką ilością smaru angielskiego, który upchnąłem za pomocą płaskiego śrubokrętu;) Można? Można! Potem przyjechał z Bełchatowa Patryk, zachciało mu się odwiedzić kumpli w Zelowie;) Wyjechaliśmy do Bartka, potem do Kacpra, aż w końcu pojechaliśmy na Kwasa zapoznać się lepiej z Vaclavem:)

Niedziela to było totalne kiszenie się w aucie. Pojechałem z familią w odwiedziny do dalszej rodzinki, przy okazji zaprosiłem chrzestnego na imprezkę osiemnastkową. Trochę u jednej cioci, trochę u kuzyna, trochę tam, nieco siam, dodatkowo droga w jedną stronę to 2 godzinki, tak więc prawie cały dzień zszedł właśnie na to "chałupkowanie". W drodze powrotnej w Buczku widziałem gigantycznie długą kolejkę po lody, które są tam bardzo dobre. Kolejka nie przesadzając była tak długa, jak po srajtaśmę w czasach PRL. Tak przynajmniej stwierdziła moja mama. Ja tez nabrałem ochoty na lodzika, nie miałem jednak ochoty na stanie w kilometrowej kolejce, pojechałem więc z Kacprem na Saską. I to w zasadzie cały mój niedzielny dystans.

Poniedziałek musiałem poświęcić na uczestnictwo w kursie pierwszej pomocy organizowany przez Sztab. Nie tyle co musiałem, lecz chciałem. I tak w tajemnicy przed tatą (za zgodą mamy) pojechałem rowerkiem do Bełka. Akurat w tym czasie, kiedy jechałem do mojego szanownego miasta powiatowego, mój tata powinien wracać autobusem pracowniczym do domu. Mijając każdy większy samochód ( busa albo coś bardziej gabarytowego) miałem stracha, że mnie zobaczy, na całe szczęście okazało się, że ojczulek wrócił 3 godziny później;)

A sam kurs? Fajna sprawa, robiłem za poszkodowanego, leżałem sobie wygodnie na kocyku, a Wasyl mnie ratował. Czego się nie robi w celach edukacyjnych. Polecam Wam serdecznie takie przedsięwzięcia, podstawowe umiejętności udzielania pierwszej pomocy są niezmiernie ważne!

Po kursie wstąpiłem do Patryka, przeszliśmy się przez park, w którym zrobiłem jakieś byle jakie zdjęcia, bo już kompletnie nie miałem czego fotografować, sił za dużo tez nie miałem... Dlatego wielkie sorry z góry;)

Jeden z bełchatowskich parków © causeilovemybike


Kawałek parku. © causeilovemybike


Akurat czekając przed przejsciem dla pieszych z Ptrykiem zadzownił do mnie tata:
- Gdzie jesteś? (Ups, zorientował się??!!)
* Yyy, za Łobudzicami. A co sie stało? (Wybrnąłem)
- A nie, nic, tylko przyjedź do domu, to weźmiemy to zaproszenie i zawieziemy cioci do Bełchatowa, okej? To za ile będziesz?
* Yy, za 40 minut, okej? (Kurde, jak ja zdążę?!)
- No dobra, cześć.

Fajna sytuacja, pozostało mi tylko podpierdzielać do domu. Przyjechałem spocony jak mysz, zjadłem w biegu jakaś kanapkę i dziesięć minut później siedziałem w aucie z tata i podążałem do Bełchatowa. Oczywiście nie dałem niczego po sobie poznać, że właśnie stamtąd wróciłem.

A moja mama stwierdziła, że to były bardzo ciekawe emocje ukrywać takie kłamstewko przed tata. Hoho, tylko żeby mu za często tak nie ściemniała!

I tak oto streściłem Wam trzy moje dni, hoho, zaczyna się z tego robić bardziej dziennik, niż blog rowerowy:)

Pozdrower!



Komentarze
hercules
| 22:38 czwartek, 21 kwietnia 2011 | linkuj Cieszę się, że ja nie muszę przed nikim moich wyjazdów ukrywać! Pozdrawiam!
DaDasik
| 22:37 czwartek, 21 kwietnia 2011 | linkuj Bardzo fajny wpis :)
I masz rację, umiejętność PP jest niezmiernie ważna. Ja już kilka razy udzielałem pomocy, raz reanimowałem. Tłum oczywiście stał i patrzył, każdy się bał podejść.
Czasami małe kłąmstewko nie zaszkodzi :)P
PozdROMETcik ;)
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!