Info

avatar Ten blog rowerowy jest prowadzony przez causeilovemybike z miasta Zelów. Przejechałem 4396.94 kilometrów, z czego 118.53 w terenie. Moja średnia prędkość to 20.29 km/h
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.

baton rowerowy bikestats.pl

Kontakt


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy causeilovemybike.bikestats.pl

Licznik odwiedzin


Od 16 października mój blog odwiedziło Liczniki odwiedzin osób;)
Dane wyjazdu:
6.78 km 0.00 km teren
00:31 h 13.12 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Reanimator trupów, szrotów etc. etc.

Poniedziałek, 20 grudnia 2010 · dodano: 20.12.2010 | Komentarze 7

Dzisiejszego pięknego dnia odwiedził mnie Kacper M. Ehhh, marudził, żebym mu pomógł składać jakiś rower. Tylko co ja mogę poradzić, skoro wszytko takie stare, rozwalone, niekompletne. Rower naprawić nieco umiem, ale czarodziejem nie jestem, tak czy siak! Ot co!

Dzisiaj w nocy nie mogłem zasnąć, kurka wodna! Tak więc włączyłem sobie płytkę DVD z fotkami z wyjazdu rowerowego do Kielc. Ahhh, ależ to fajne wspomnienia. Już się nie mogę doczekać jakiejś kolejnej eskapady, jeśli takowa w ogóle wypali. Świetne są te godziny spędzone na rowerze, wśród nowych terenów z najlepszymi kumplami. I każdy kilometr daje o sobie znać na łydeczkach i udach, na tyłku zresztą też, mimo, że mój żelowy Selle Royal w Trans Alpie jest wygodny jak skórzana kanapa w eleganckim salonie;) Trzymajcie kciuki za moje plany!

Wśród różnorakich zdjęć z karty pamięci, która niedawno wpadła mi w ręce, wylookałem fotkę takiego oto czegoś. Ktoś postawił u mnie na podwórku rower z niżej widocznym ozdobniczkiem;)

Torpedo! Nawet nie wiem jaką takie cos nosi nazwę © causeilovemybike


I tak sobie teraz myślę, ze niektórzy ludzie mają zarąbiste cuda, rowerowe klasyki, a traktują to jak śmieci! Takimi cackami powinni zajmować się pasjonaci, którzy z sercem zajęliby się rowerkiem. Może na zdjęciu tego dokładnie nie widać, ale był on w opłakanym stanie, a moją uwagę zwrócił ten pierdolnik na przednim błotniki, zardzewiałym po stokroć zresztą...


A generalnie to jestem dość zadowolony, bo rozmawiałem dzisiaj z wujem i udało mu się znaleźć mi odpowiednią obręcz do Trans Alpa i będzie na początku stycznia. Zdziwiło mnie natomiast to, że pani Quiet pozwoliła mi wyjść z klasy i porozmawiać z wujem na temat koła. Widocznie zrozumiała, że jest to dla mnie ważna sprawa;) Nic dziwnego, zrobiłem taką ładna minkę, nic tylko serce się rozpływa, jaki to Filipek może być miły i grzeczny, ha!

Dzisiaj było cieplej, mam nadzieję, że jutro będzie taka sama ładna pogoda. Jeśli aura mnie wesprze, to skoczę z Przemkiem na jakaś objazdówkę gminy, naszej wspaniałej, małej Ojczyzny, haha!

I niech ten cholerny ból gardła spieprza jak najszybciej. Katar też!



Pozdrower bikerzy!



Komentarze
kamiloslaw1987
| 11:20 piątek, 24 grudnia 2010 | linkuj Super! Taki rowerowy Rolls-Royce:)Pozdrawiam
causeilovemybike
| 19:36 wtorek, 21 grudnia 2010 | linkuj ale nam dyskusja się narodziła;)

No bo temat dość gorący
DaDasik
| 22:19 poniedziałek, 20 grudnia 2010 | linkuj Tak, Tak.... Dokładnie tak jest
Wielu jest rowerzystów którzy jeżdżą bez świateł, szaleją po chodnikach, czy jeżdżą jezdnią, gdy obok jest ścieżka rowerowa.... Nie mówiąc już o pijanych rowerzystach.
Jak poszukasz to mam tez gdzieś pijaczka na rowerze na wojewódzkiej, filmik nagrałem.
We mnie też nie raz by inny rower wjechał na ścieżce, czy drodze.... Problemem głównie są nastolatki szalejący na mieście, ale i tzw. klasa robotnicza wracająca ze zmiany z piwkiem w ręku, albo bez światełek nocą. Temat rzeka..... Ale od tego są odpowiednie służby, które powinny się tym zająć.
Ale widzisz, ja staram się jeździć przepisowo. Robię stopy, po mieście jeżdżę powoli, szczególnie gdy jest to chodnik, przeprowadzam rower przez pasy itp. I tak mnie grzmotło :P
Pech to pech..... Ale przez wiele w życiu trzeba przejść :).
causeilovemybike
| 22:00 poniedziałek, 20 grudnia 2010 | linkuj Ta tak, widziałem, dość długo dzisiaj przeglądałem twoje wpisy, bo szukałem opisu wypadku. Niektórzy kierowcy samochodów to czasami, niestety, także przykry temat dla rowerzystów. Często spotykałem się, ze spychaniem na pobocze przy wyprzedzaniu, nie mówiąc już o wymuszaniu pierwszeństwa i takim zwykłym, chamskim olewaniu nas, rowerzystów, słabszych, chociaż posiadających równe prawa! Kwestia osobną są natomiast rowerowi ignoranci, którzy nie wiedzą jak się zachować np, na skrzyżowaniu, albo, co gorsza, nie chce im się czegoś zrobić poprawnie i lecą na "skróty", a potem płacz i zgrzytanie zębów i obwinianie kierowcy auta. Są dwie strony medalu, źle postępują niektórzy kierowcy aut, są tez nieprzestrzegający praw ruchu drogowego rowerzyści. I można tak bez końca debatować kto jest gorszy...
DaDasik
| 21:03 poniedziałek, 20 grudnia 2010 | linkuj Oczywiście, że tak. Tym bardziej, że takie "starocie" to kawał pięknej historii. Aj szkoda gadać..... To jak rozpier....ić Benltleya, albo choćby starą Warszawę za przysłowiową flaszkę. Dziś nie dość, że taki rower ma swoją duszę, jest można powiedzieć prawie perfekcyjnie wykonany (wtedy to się przykładali do roboty), to jeszcze po remoncie (który też jest samą radością) nabiera drugiego życia, jest dumą i posiada sporą wartość również materialną.
Niestety ludzie są, jacy są.....

Na ostatnim moim wpisie sierpniowym jest pokazany mój stary (12 letni) Forester i taki sam, w tym samym wieku, ale w opłakanym stanie. Gdybym nie miał takiego roweru, to nie dało by się rozpoznać, że to ten sam :/ A mój nadal się świetnie sprawuje na trasie.
Tamtego grata pożyczyliśmy od wujka Pauli.
causeilovemybike
| 20:49 poniedziałek, 20 grudnia 2010 | linkuj O to chodzi, takie klasyki mają duszę. Generalnie dla mnie rower to nośnik wspomnień, każda ryska to to jakieś wydarzenie, złe lub dobre, ale tak czy siak uczące, nie sądzisz?
DaDasik
| 20:36 poniedziałek, 20 grudnia 2010 | linkuj No niestety, ale wielu nie szanuje swoich rowerów, a nawet nie wiedzą jakie cacka mają :(.
Znam kilka osób co mają takie cudeńka. Od jednego gościa chciałem kupić przedwojenny, niemiecki, oryginalny rowerek. Ja bym go "wypieścił", ale on wolał nim rzucać po rowach :/.
To samo tyczyło się motorowery Simson z 1944 roku. Piękna maszyna, niestety gościu go rozkręcił i sprzedał części za flaszkę a zwłoki wypierniczył na złom. Krew mnie wtedy chciała zalać, bo nudziłem go kilka miesięcy wcześnie, żeby go mi sprzedał.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!