Info
Chcesz wiedzieć więcej o mnie?.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2012, Grudzień7 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Maj1 - 5
- 2012, Kwiecień2 - 0
- 2012, Marzec2 - 8
- 2011, Grudzień1 - 2
- 2011, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec1 - 5
- 2011, Czerwiec6 - 14
- 2011, Maj10 - 19
- 2011, Kwiecień16 - 60
- 2011, Marzec20 - 63
- 2011, Luty4 - 10
- 2011, Styczeń9 - 16
- 2010, Grudzień14 - 17
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik22 - 3
- 2010, Wrzesień20 - 4
- 2010, Sierpień19 - 4
- 2010, Lipiec3 - 1
Dane wyjazdu:
19.23 km
0.00 km teren
01:08 h
16.96 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:-15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
My się zimy nie boimy!
Czwartek, 16 grudnia 2010 · dodano: 16.12.2010 | Komentarze 0
My się zimy nie boimy i rowerem wciąż jeździmy! Taka moja dzisiejsza poezja dotycząca naszych wspólnych, z Przemkiem, wypadów rowerowych:)-15 stopni Celsjusza;) Miło. Ostatnio po jeździe zapomniałem dokładnie wyczyścić rower i zamarzł mi łańcuch;) Nie chciał się skubany zginać. Ale wygrzebałem w komórce jakieś magiczne niemieckie psikadełko mojego taty i trochę się poprawiło. Niestety jedno ogniwko uparcie przez całe dziewiętnaście kilometrów dwieście dwadzieścia pięć metrów się zacinało i nawet chuchanie, dmuchanie i gadanie do niego nic nie pomogło, mówi się trudno i jedzie się dalej;)
Cudnie jest, magicznie wręcz. Śnieg się tak fajnie mieni. No ale jest pieruńsko zimno, że, za przeproszeniem, smarki w nosie zamarzają;) Ahh! Nooo, ale my się zimy nie boimy!
Lód, lód, lód, na drogach wszędzie ten cholerny, zdradziecki lód! Jak jest równy, to go lubię. Ale taki jaki jest aktualnie na drogach jest o kant dupy potłuc! A właściwie kant dupy o niego sobie można potłuc, niestety...
Generalnie dupę mi wytrzęsło, nadgarstki mnie bolą, ciągle tyłek mi gdzieś bokami jeździł. O ile na pustej drodze, jak się można spokojnie w sposób teatralny wyglebać, jest to fajne, ale jeśli jedziesz drogą, a za tobą samochód, który siedzi ci właściwie tuz za tylnym kołem, a ty zamiatasz zadkiem w prawo i w lewo po koleinie lodowej, to jest to przeżycie co najmniej niemiłe. Niebezpieczne także. O!
Chcieliśmy pogadać z Jędrkiem, byliśmy pod jego domem, Przemo dzwonił, ale spotkał nas brak odzewu i dupa.
A najbardziej mi się podobał komentarz Przemka na temat spożywczaka w Bujnach:
"Ale bida w tym sklepie". Haha, ano, bida. Stali klienci siedzieli w sklepie pijąc wytrawne trunki z najróżniejszych części naszego powiatu, a być może nawet i województwa! Jak widać każdy ma jakiś sposób na długie, zimowe wieczory;)
Odprowadziłem Przemysława i wróciłem do domu ulicą Kościuszki. Tam przynajmniej zobaczyłem czarny asfalt, VICTORIA! Dawno nie miałem okazji zobaczyć tak długiego odcinka niepokrytego ani lodem ani śniegiem;)
Niestety dzisiaj zrezygnowałem z pokonywania granicy dwudziestu kilometrów, mimo że brakuje mi tylko niecałe osiemset metrów. Myślałem tylko o czymś ciepłym, nieważne czym, byleby było ciepłe: Kaloryfer, herbata, kawa, świeczka, nawet komputer jest ciepły!
Ale powiem wam, że takie wyobrażanie sobie ciepłych przedmiotów działa! Tylko nie można się zbytnio wczuwać, gdyż można epicko przyfasolić w jakiś obiekt stojący na naszej drodze;)
__________________________________________________________________________
Haha, kolesie z 3OH3, ale zabawnie wyglądali;)
I gitesik...
Pozdrower!
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!